Jump to content
  • entries
    286
  • comments
    1,809
  • views
    445,213

Wolfenstein: The Old Blood - recenzja


otton

1,641 views

 Share

wolfenstein-the-old-blood.jpg

The Old Blood, dodatek do Wolfa uchodzić mógłby na pierwszy rzut oka za pełną wersję gry. Ma ładne wydanie pudełkowe, a wersja cyfrowa to konieczność pobrania prawie 40 GB danych. Ale czy taka iluzja utrzymuje się przez całą grę?

Tytuł zapowiadany był jako rozszerzenie, ale takie w naprawdę starym stylu, dorzucające do całości sporo contentu za cenę niższą od podstawowej wersji gry. Tamtą zapamiętałem jako przyjemnego, współczesnego shootera na parę odmóżdżających wieczorów, innymi słowy cytując Mickiewicza "To lubię - rzekłem - to lubię". Oczywiście jednak jako przerywnik pomiędzy ciekawszymi grami... Jedyną poważną uwagą, jaką do The New Order kieruję jest w zasadzie to, jak nieudolne było w próbie zagrania na emocjach i przedstawienia czegoś ambitnego - po co? Od czegoś mam przecież na półce ten stos snobistycznych książek, gra zaś, jako produkt masowy, łatwo może zaplątać się o własne nogi i zatopić w kiczowatości. To właśnie moim zdaniem zrobiła...

Wolfenstein-The-Old-Blood-Brings-Nazi-Zombies-Gets-Gameplay-Details-479592-5.jpg

Dwie kampanie po staremu

Old Blood, jako prequel, miał jednak uniknąć tych błędów poprzez przedstawienie postaci Blazkowicza sprzed fabuły pierwowzoru, nie tak jeszcze doświadczonego w pierniczeniu natchnionych głupot rodem z kioskowych bestsellerów. Założenie dotyczy w zasadzie wszystkich znanych już uprzednio bohaterów - są bardziej nijacy, ale przynajmniej tak mocno nie odpychają osobowością. Pijarowcy mamili nas, że rozszerzenie wniesie do oryginału dwie dodatkowe kampanie, ale istnieje między nimi tak ścisły ciąg fabularny, że gdyby nie subtelny napis sugerujący nam znalezienie się "pośrodku", nawet bym tej dwudzielności nie zauważył.

Obie części to raczej opowiastki w formacie mini, ukończenie obu to w sumie około 7 godzin na poziomie trudności Uber (najwyższy) dla średnio wyćwiczonego gracza z okazyjnymi przebłyskami skilla - innymi słowy mojego odbicia. W sumie jednak długość pakietu złożona do kupy to, poza brakiem multiplayera, niemal zawartość regularnego, współczesnego shootera. Jak za 60 złotych - świetna oferta! Gdyby jeszcze trochę to rozbudować, prawdopodobnie nikt nie zorientowałby się, że mówimy o zwykłym dodatku. Tym Old Blood jest przede wszystkim w innym kontekście - dorzuca do oryginału nowe poziomy, ale już nie mechaniki rozgrywki.

maxresdefault%20(1).jpg

Dramat w dwóch aktach

Pierwsza część kampanii opowiada o podróży Blazkowicza do zamku Wolfenstein. BJ wybiera się tam z ważną misją szpiegowską, mającą na celu odkrycie tajemnych dokumentów Trupiej Główki na temat ośrodka badawczego. Oczywiście nic nie idzie po myśli naszego herosa, szybko więc pozornie spokojne działanie w kamuflażu Niemca kończy się potężną, hałaśliwą kakofonią dźwięku rozgrzanych luf oraz eksplozji granatów. Następnie trafiamy jeszcze do więzienia, z którego dajemy nogę. Każda z części składa się z czterech etapów, zwieńczonych walką z bossem.

Druga połówka to spotkanie z iście uroczą fanką dobrego wina (i zajadłą przeciwniczką sikaczy z marketu) Helgą von Schabbs. Nie będzie wielkim spoilerem stwierdzenie, że pani esesmanka wymyśliła sobie, że stworzy własną armię zombie - mogę o tym napisać, bo trąbił o tym jedyny chyba trailer, pokazując nam deszcz płonących nieumarłych. Ogólnie druga część kampanii wyróżnia się właśnie tym, że ponownie powraca do zagłuszonych w New Order motywów paranormalnych. Pierwsza połowa gry to realistyczny futuryzm z podstawki, druga zaś wspomnienie przeszłości cyklu. Dla każdego coś dobrego.

Wolfenstein-The-Old-Blood-Review-PC-480236-3.jpg

Po cichu lub na rympał

Fabuła z jednej strony jest mniej rozbudowana od historii z pierwowzoru, z drugiej przynajmniej nie zadręcza gracza mało wiarygodnymi rozterkami psychologicznymi bohatera. Szkoda tylko, że z gry ulotnił się również dowcip. Nie żeby podstawowa wersja wyniosła go na arcymistrzowski poziom, niemniej parę scen pozostawiała na dłużej w pamięci. Stąd zapamiętam chyba tylko jeden z dialogów, w którym dwóch nazistów zastanawiało się czy ich kolega pójdzie do piekła.

Pod względem konstrukcji rozgrywki to, jak zdążyłem już wspomnieć, niemal kalka podstawowej wersji gry. W ramach nowinki dostajemy parę nowych broni typu ogłuszająca gazrurka, ale są to w zasadzie drobnostki. W swojej podstawowej wersji, sprzęt ten, podobnie jak nóż pozwoli cichaczem wyprawiać nazistów do królestwa nie z tego świata, ale i otwierać rozmaite kratki blokujące przejście czy wspinać się po ścianach niczym alpinista - ale tylko w wyznaczonych miejscach. Nie jest to jednak gadżet drastycznie demolujący wypracowany w oryginale gameplay.

Dalej mamy tu do czynienia z miksem skradanki i strzelanki, z tą różnicą, że tym razem miejsc, w których mamy po prostu postrzelać, jest zdecydowanie więcej. Mapy dalej są spore, ale mam wrażenie, że w odróżnieniu od pierwowzoru jest bardziej liniowo - wiele fragmentów zdaje się mieć jeden właściwy sposób przejścia. Kiedy już zaczynamy się zakradać, widać również mało wyrafinowaną sztuczną inteligencję i szeroko posuniętą ślepotę wroga. Ze względu na sztampowe AI, również strzelaniny nie sprawiają na Uber zbyt wielu kłopotów - przez całą kampanię zaciąłem się w zaledwie dwóch wrednych lokacjach, wymagających od gracza dłuższego bronienia się na niewielkim spłachetku ziemi.

oldblood.png

Ograć i skasować?

Poza kampanią, The Old Blood oferuje jeszcze poukrywane na planszach łóżka, na których można położyć się na chwilę spać, co każdorazowo odpala przypisany do konkretnego barłogu, krótki etap stylizowany na pierwowzór - oczywiście to już, wciąż jednak to ciekawsze znajdźki, niż pierdoły do pooglądania w menu. Listę atrakcji zamyka dorzucony niejako na deser tryb wyzwań, rozgrywających się na mapach z kampanii - lądujemy na danym obszarze z rozkazem wyeliminowania określonej ilości wrogów przed końcem czasu. Ogólnie jest to szansa na dodatkowe 2-3 godziny zabawy, ale po tym czasie do Old Blood naprawdę nie ma już sensu wracać.

Gra jest wzorem oryginału prześliczna, aczkolwiek wciąż cierpi przez niesławny iD Tech 5, który wielu graczom kojarzy się z długim doczytywaniem tekstur. Niezależnie od sprzętu, szybsze ruchy kamery niestety takie problemy wywołują. Trochę szkoda, bo The Evil Within pokazało, że jest to problem jak najbardziej do obejścia. Czy warto The Old Blood kupić? Jeżeli nie nacieszyliście się wystarczająco podstawką - jak najbardziej! To również dobry pomysł dla nowych graczy, bo prequel nie zepsuje wam fabuły New Order, a premiera dodatku sprawiła, że podstawka znów zaczęła się dobrze cenić. Jedynym warunkiem zabawy jest odpowiednie nastawienie: to przygoda na weekend, nie zaś miłość na całe życie.

Ocena 6/10

Grywalność 6/10

Grafika 9/10

Audio 8/10

Plusy:

+ Unika kiczowatości, która wylewała się z pierwowzoru

+ Przyjemny system strzelania

+ Urocza, pełna detali oprawa graficzna

+ Zróżnicowanie etapów

Minusy:

- W zasadzie nic nowego

- Miejscami trochę nijaka

- Ze dwie wredne sekwencje

 Share

1 Comment


Recommended Comments

nieudolne było w próbie zagrania na emocjach i przedstawienia czegoś ambitnego

Moim zdaniem w TNO wyszło to całkiem sprawnie. Natomiast żydowska lesbijka szukająca swojej kochanki w alpejskiej wiosce podczas okupacji była jak dla mnie już "na siłę".

zapamiętam chyba tylko jeden z dialogów, w którym dwóch nazistów zastanawiało się czy ich kolega pójdzie do piekła.

A strażnik narzekający że jego kolega ciągle poprawia błędy gramatyczne innych? ;)

  • Upvote 1
Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...