Jump to content
  • entries
    5
  • comments
    7
  • views
    6,461

Dzienniki Carhatell pt.1

AulusDemens

499 views

Fort Anduan

Carhatell

1832 r. wg.

kalendarza

królewskiego

Świat się zmienia. Stary porządek zaczyna się sypać, nie będąc w stanie wytrzymać nagłych zmian, które targają nim od wielu lat. Przegniłe serce Królestwa wybija nierówny rytm, coraz szybciej zbliżając się do nieuniknionego końca, który musi spotkać każdą cywilizację, tak przed nami jak i tysiące lat wcześniej. Nawet ci głupcy, którzy z takim oddaniem przelewają krew w jego imieniu zdają sobie sprawę jak bardzo bezsensowna jest ta walka.

Wojna domowa niszczy wszystko dookoła niczym rozszalały pożar, zostawiając za sobą tylko zgliszcza i śmierć. Nikt już nie chce walczyć. Ludzie widzą, że obrona Królestwa to tylko bezcelowy rozlew krwi, niepodparty żadną ideą. Coraz więcej z nich przyłącza się do rebelii Ezry, dostrzegając sens w zmianach, które chce wprowadzić. Widząc nadzieję na pokój, na lepsze czasy i dobrobyt. Czymże jednak są takie wartości jak dostatek i komfort życia, jeśli nie zwykłym pyłem, nieistotnym ziarenkiem krótkiego czasu, jaki został nam dany, pozwalającym na krótką chwilę zapomnieć o naszej śmiertelności, kruchości niedoskonałego życia, które zostało wielokrotnie zmiażdżone przez znacznie potężniejsze siły?

Nie ma dla nas żadnej różnicy kto tymczasowo decyduje o losach ludzi. Wszystko to tylko iluzja, która nie jest w stanie zasłonić rozpościerającej swoje czarne skrzydła śmierci. Każda z tych kruchych istot obróci się w nicość. Czy król, czy żebrak, każdy z nich upadnie, a my będziemy trwać w blasku doskonałości, którego ludzie nigdy nie doświadczą, albowiem dokonaliśmy przełomu, tak długo wyczekiwanego, pozwalającego na uleczenie tego toczonego zgnilizną świata.

Ziemie te wielokrotnie jałowiały pod stopami zwiastunów nowego porządku. Toczące je robactwo było obracane w popiół, jednak życie uparcie wracało do swojej pierwotnej, obrzydliwej formy, a prawowici władcy tego wymiaru rzeczywistości zniknęli. Zniknęli poza nasz zasięg, utrudniając nam nasze poświęcone większemu dobru zadanie. O Otchłani, z jakim utęsknieniem czekaliśmy na nawet najcichsze wezwanie naszych Panów... Choć cywilizacje upadły i po tak długim czasie ich bielejące na słońcu kości popadły w zapomnienie, to nie da się ukryć głębokich ran w historii świata. Nie da się ukryć obecności potęgi. Nie da się ukryć krzyków tysięcy płonących dusz, których echo nieustannie odbija się wśród górskich szczytów.

Dwudziestego pierwszego dnia, trzeciego księżyca, roku królewskiego 1832 do Fortu Anduan powróciła Siódma Ekspedycja do Nestergoth. Dotychczas bezowocne podążanie za cichymi szeptami przeszłości rozniosły się jak huk pękającego nieba, dając nam nadzieję i wskazując nową drogę ku naszemu celu. Drogę wiodącą przez wiecznie ciemne krainy pyłu i popiołu, ale prowadzącą ku cudownej światłości, za którą tak długo tęsknimy.

O świcie przez ponure bramy naszej zapadającej się w bagna siedziby wmaszerowała grupa badawcza, dowodzona przez idącego na jej czele starego, odzianego w potargane i ubłocone podróżne szaty maga, lorda Wendrake'a. Połowie z jej uczestników nie było dane wrócić do Carhatell, pozostali byli ranni i wycieńczeni, jednak na ich twarzach malowała się nieopisana radość.

Ich celem był opis geograficzny Nestergoth i szukanie jakichkolwiek śladów obecności naszych Panów w tej krainie. Zapach Otchłani był tam jeszcze świeży... Nieskażony przez śmiertelnych sługusów króla, ani nawet Inkwizytorów, którzy bali się tam zapuszczać. Podążając za tym ciemnym śladem magowie podróżowali po mglistych wyżynach, opisując każdy pojedynczy kamień z nadzieją, że będzie on choć drobnym elementem mrocznej układanki, którą od tak wielu lat próbowaliśmy rozwiązać. Bezowocnie. Wyprawy do Nestergoth nie przynosiły żadnych odpowiedzi, zabierając nam dusze wielu zdolnych ludzi, którzy mogli się przysłużyć sprawie.

Im dalej na północ jednak, tym utęskniona aura była coraz silniejsza, napełniając ekspedycję entuzjazmem i nowymi siłami. Jakiż niesamowity musiał być widok wyłaniających się z mgły pociemniałych, ostrych szczytów, pnących się do góry niczym monumentalny relikt przeszłości, nigdy wcześniej nie widziany przez ludzkie oko... Potężny masyw cały pulsował lepką, przerażającą aurą, będącą niczym wybawienie dla umęczonych dusz, światłem wśród mroków tego niedoskonałego świata. Nadzieją dla nas wszystkich... O Otchłani, jakże czekam na moment, gdy wkrótce sam będę mógł zobaczyć potężne bramy prowadzące do korzeni świata, poczuć na własnej skórze cień dawnej potęgi, która wkrótce po raz kolejny wypali wszelkie życie...

Nasza Pani zarządziła wymarsz za dwa tygodnie. Cały Czarny Świt opuszcza Fort Anduan, by móc paść na kolana przed naszym Wybawicielem, tak jak wkrótce cały świat upadnie przed ponownie podnoszącą się potęgą

Moldarn Blackraven

Pierwszy Kronikarz Biary,

Kultu Czarnego Świtu



1 Comment


Recommended Comments

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...