Jump to content

Hobbicia Stopa

  • entries
    286
  • comments
    1,816
  • views
    442,945

Grim Fandango Remastered - recenzja

otton

1,478 views

Grim-Fandango-Remastered.jpg

Wraz z nową generacją konsol nastały czasy, gdy praktycznie połowa gier to remasterki starych, doskonale już znanych tytułów. Oczywiście o ile ponowne wydawnie rocznych gierek zakrawa na ogromny absurd, o tyle wiele gier faktycznie na to zasługuje.

Przyznam się Wam do czegoś, co zapewne i tak po doborze materiałów do kolejnych tekstów łatwo dało się wyczuć ? pod względem przygodówek jest ze mnie totalny imbecyl, znający na krzyż ledwie kilka klasyków pokroju obu Syberii, Sama i Maksa, Małpiej Wyspy czy Grim Fandango właśnie. Dzieje się tak zapewne z tego powodu, że jako człowiek, choć na pozór spokojny, czuję ciągłą potrzebę robienia czegoś, co z przygodówkami wybitnie nie współgra. Są wręcz stworzone do tego, by najpierw posiedzieć, pomyśleć i dopiero w następnej kolejności wykonać interakcję ze światem. Nie należę też do ludzi, których łatwo zachwycić jakąkolwiek fabułą ? na co dzień towarzyszą mi książki może i fabularyzowane, ale jednak dowodzące, że historia w żadnym medium nie jest elementem najistotniejszym.

grim-fandango-remastered-screen-5.jpg

17 lat później

Każda z tej garstki przygodówek zasłużyła sobie na miejsce w mojej pamięci nie tylko z powodu ciekawie opowiedzianej historii, to by było za proste. Grim Fandango jest, podobnie jak inne przytoczone przeze mnie tytuły, rzeczą w ten czy inny sposób unikatową dla całej branży gamingowej. Fabuły mają to do siebie, że przez lata rozwoju cywilizacji, wykształciły się związane z nimi pewne unikatowe schematy, służące obrazowaniu różnych zjawisk. Są już tak zakorzenione w kulturze, że nieraz nie zwracamy na nie uwagi ? prawdziwym sukcesem jest nie tyle ich unikanie, co zawarcie w swoich dziełach choć cząstki, nieprzypominającej niczego innego. To właśnie pozycja zbudowana na schematach, ale jednocześnie wyposażona w jedną z tych fabuł, które nie kojarzą się z niczym innym - są po prostu unikatowe.

Na oryginale, wydanym w 1998 roku prawie nikt się po prostu nie poznał. Epoka przygodówek odchodziła powoli w niepamięć, a Grim Fandango stało się najbardziej chyba dobitną ofiarą takiego stanu rzeczy. Nieczęsto zdarza się, żeby produkcja okrzyknięta przez wielu najlepszą grą roku praktycznie nie wzbudziła jakiegokolwiek szału zakupowego. Pierwszy nakład produkcji sprzedał się po prostu marnie, nikt więc nie widział potrzeby tłoczenia kolejnych egemplarzy. Kiedy ze sklepów zniknęły ostatnie pudełka, sklepikarze świętowali pozbycie się kłopotu, o kolejnych partiach nikt nawet nie myślał. Brak cyfrowej dystrybucji sprawił, że wszyscy chętni, by zapoznać się z arcydziełem od Lucas Arts, musieli polować na nie po aukcjach lub pójść na skróty ? do wujka Torrenta. Nie dało się też wyeliminować ryzyka, że zaprogramowany pod stare komputery tytuł ruszy na nowoczesnych rakietach. To już jednak przeszłość.

grim-fandango-0126-12.jpg

Opowieść inna, niż wszystkie

To historia o umieraniu, ale pozbawiona wielkiego smutku ? tam też jest jakieś życie. Głównym bohaterem jest Manny Calavera, w chwili, gdy go poznajemy, pracuje w agencji turystycznej. Stereotyp typowego agenta z biura podróży łamie w dwóch rzeczach: po pierwsze pracuje, by naprawić popełnione za życia na tym łez padole błędy, po drugie nie wysyła milionerów na Hawaje czy w inne ciepłe rejony Ziemi. Właściwie to sprzedaje bilety w jedno miejsce - tam, gdzie kierują się wszyscy ci, którzy spełnili już swoją ziemską służbę. W zależności od popełnionych za życia dobrych uczynków, są albo bogaci albo biedni. Klienci segmentu premium, najbardziej świątobliwi, mogą liczyć na szybką i komfortową wyprawę pociągiem. Najubożsi dostają w dłoń tylko kij z zaczepioną u góry igłą kompasu i jadą, jak to się mówi, ?z buta?.

Manny nie ma niestety szczęścia do bogaczy, w przeciwieństwie do kolegi z pracy. Szef robi wyrzuty, własna droga do zbawienia wymyka się bohaterowi z rąk. W momencie, gdy spotykamy Mańka, jego los jest zdecydowanie niewesoły. W okolicy wybuchła epidemia zatrucia, co teoretycznie mogłoby wiązać się z pozyskaniem odpowiednich klientów. Niestety rywal z pracy jak zwykle okazał się być parę kroków do przodu. Szybko wyruszył na miejsce zdarzenia, pozbawiając wcześniej Mańka kierowcy. Gdy po pierwszym rozprostowaniu zwojów mózgowych i załatwieniu zastępcy w osobie arcyzabawnego Glottisa wreszcie docieramy na miejsce, zastajemy już tylko pojedynczego gagatka, szczelnie opakowanego w worku. Nie jest niestety reprezentantem tej grupy, która jest nam akurat potrzebna.

W pewnym momencie nasz przebiegły trupek wpada na pomysł: postanawia podebrać klientkę znajomemu. Zlecenia są przesyłane do biura przy pomocy specjalnych rur, wystarczy wymyślić mały podstęp, by móc przy nich przez chwilę bez świadków pomajstrować. Manny natrafia na Mercedes Colomar, reprezentantkę TEJ grupy. Nie ma jednak tego dobrego, co by na złe nie wyszło i w pewnym momencie staruszka po prostu... znika. Wtedy też Grim Fandango zamienia się w kryminał Noir przemieszany z kinem gangsterskim i czarną komedią. Wszystko to doprawione zostało klimatami rodem z meksykańskiego święta zmarłych czy latynoskiej muzyki. Podziw budzi przede wszystkim to, że pomimo masy nawrzucanych do gry elementów, gra przez cały czas jest spójna i nic się nie rozłazi. Naprawdę trudno spotkać tak unikatowe, nie przypominające niczego innego rzeczy.

grim-fandango-remastered-screen-7.jpg

Rozgrywka na starą modłę

Pod względem rozgrywki to po prostu dość klasyczna przygodówka, polegająca na zbieraniu przedmiotów, zagadkach i słuchaniu świetnie napisanych, przezabawnych dialogów. Remaster nie wprowadził w kwestii rozgrywki żadnych zmian, skutkiem czego tytuł jest w wielu aspektach po prostu nie dzisiejszy. Dzięki wprowadzeniu sterowania typu point ?n? click, jest to po prostu przygodówka jak każda. Wczorajszość gry polega na samej treści zagadek ? te są niejednokrotnie dość absurdalne, wymagają abstrakcyjnego myślenia. Nieraz kończy się to na próbowaniu wszystkiego na wszystkim. Sama gra nie jest przesadnie długa, ale wiele zależy od indywidualnych predyspozycji ? jeżeli nie wiemy jeszcze co i jak, można spędzić przy niej za pierwszym podejściem nawet 20 godzin. Kolejne wizyty w Rubacavie nie będą się niczym różnić pod względem opowieści. Ta jest jednak tak dobra, że nie potrzebuje nieliniowości.

grim-fandango-1024x589.jpg

Czasami brak zmian to dobra zmiana

Pod względem samej treści Grim Fandango jest tą samą grą, co 17 lat temu ? to nie rimejk, ale wznowione wydanie starego hitu. Główna zmiana polega przede wszystkim na tym, że grę wreszcie da się legalnie kupić ? wcześniej próżno było szukać jej w cyfrowej dystrybucji. Wersja, jaka ukazała się na steamie, jest przy tym również przystosowana do współpracy z nowymi systemami operacyjnymi czy DirectX 11. Nie oznacza to, że graficznie od razu zaczęła przypominać Crysisa ? po prostu zaczęła sprawnie działać. Zmiany w grafice nie są szokujące, ale zauważalne. Tytuł wzbogacono przede wszystkim o pokolorowane na nowo modele postaci oraz lepszy system oświetlenia, reszta pozostała natomiast po staremu. Bardzo wyraźnie widać, że to wszystko ma swoje lata, ale przy tym i unikatowy charakter, który nie pozwala obcinać oceny za niedobór poligonów na ekranie. Zabrakło też trybu 16:9 z prawdziwego zdarzenia. Wykadrowanie gry okazało się, ze względu na możliwość ucięcia niektórych miejsc interakcji, niemożliwe. Poszerzenie obrazu wymagałoby natomiast przygotowywania na nowo wszystkich plansz. Osobiście nie odczuwałem też wielkiej potrzeby gry w formacie panoramicznym ? oldskul rządzi się swoimi prawami.

Do Grim Fandango Remastered trafiła także nagrana na nowo ścieżka dźwiękowa i, co tu kryć, jest to znakomity kawałek muzyki, czarujący w podobnym stopniu jak oryginalne aranżacje. Produkcja oferuje również komentarze autorów, dotyczące procesu produkcji oryginału, co może okazać się wielką gratką dla fanbojów oryginału. Wspomniałem także o dorzuceniu do Remastera sterowania przy pomocy myszki, jak w klasycznych point 'n' clickach, ale ten efekt udało się już dawno uzyskać fanom oryginału. Inaczej sprawa wygląda na konsoli, gdzie dysponujemy jedynie padem ? nie jest to najbardziej komfortowa opcja zabawy z tym tytułem. Jeżeli już sięgać po Grim Fandango Remasterd, to raczej po wersję PC.

grim-fandango-remastered-screen-9.jpg

Czy warto więc zapłacić za to wszystko 50 złotych? Jeżeli posiadacie jakimś cudem oryginalne wydanie, odświeżone Grim Fandango wcale nie jest Wam niezbędne. Jako jednak, że tytuł w dniu premiery sprzedał się słabo - wciąż wygrywa rankingi na najbardziej niedocenioną grę w dziejach - zapewne wielu z was jeszcze z nią styczności nie miało. W takim wypadku, jeżeli kochacie iście niepowtarzalne fabuły i nie boicie się myślenia, owe 50 złotych okazuje się godziwą ofertą. W Remasterze względem oryginału zmieniono bardzo niewiele, mi osobiście jednak tyle do pełni szczęścia zupełnie wystarczy.

Ocena 9/10

Grywalność 9/10

Grafika 7/10

Audio 10/10

Plusy:

+ Grim Fandango wreszcie w cyfrowej dystrybucji

+ Do tego działa na nowoczesnym sprzęcie

+ Fabuła dalej jest rewelacyjna

Minusy:

- Dość abstrakcyjne zagadki

- Czekaliśmy na nią za długo



9 Comments


Recommended Comments

Patrz jak się gusty różnią, dwa tygodnie temu czytałem recenzję Grim Fandango w Angorze i tam recenzent nie pozostawił na grze suchej nitki, coś o archaicznej, obrzydliwej grafice. W sumie żal mi go, nie potrafił się poznać na takiej fajnej grze.

  • Upvote 2

Share this comment


Link to comment

Ale powiedzmy sobie szczerze - angora to dość marne źródło wiedzy o grach. Chociaż dla fana grafiki bardziej szczegółowej niż real life, pierwszy kontakt z GF Remastered faktycznie będzie wielkim szokiem. Wiele pewnie zależy od tego, czy damy szansę przez dłuższą chwilę i zauważymy w tym coś fajnego czy nie będziemy chcieli tego zrobić.

  • Upvote 1

Share this comment


Link to comment

Recenzje gier w Angorze to bardzo ciekawe okno na inny świat. Np. The Order zostało wymieszane z błotem wyłącznie dlatego, że nie spełniło oczekiwań.

  • Upvote 2

Share this comment


Link to comment

Angorę kupuję w dużej mierze za komisy z tyłu... A ponadto, choć większość jest nudna jak flaki z olejem, są bardzo często artykuły o naszych polskich przedsiębiorcach, które mnie fascynują. Nie wiedziałem, że mamy w Polsce firmę robiące oprawki na światowym poziomie...

A do tego ostanie kilka stron jest rewelacyjnych, szczególnie ta o Chinach.

  • Upvote 2

Share this comment


Link to comment

Kiedyś mnie te kawały dewastowały, potem poziom spadł na pysk, ostatnio się jednak powoli podnosi. Najbardziej wartościowy z tego wszystkiego jest chyba Peryskop, czyli ta końcówka Angory.

  • Upvote 2

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...