Jump to content
  • entries
    331
  • comments
    497
  • views
    123,888

Dlaczego biblioteki nie chcą naszych książek?

Sign in to follow this  
muszonik

813 views

Inspirację do powstania tego tekstu stanowiła dyskusja, która wybuchła na Facebookowej grupie 52 książki. Wywołana została postem jednej z użytkowniczek, która postanowiła oddać swoją kolekcję literatury do biblioteki, po czym okazało się, że biblioteka ich nie chce. W szczególności zaś nie jest zainteresowana książkami wydanymi przed rokiem 2000. Do dyskusji włączyli się inni użytkownicy, przypominając swoje, równie bulwersujące przygody.

Drugą inspiracją był tekst o wyrzucającym książki antykwariacie, który mniej-więcej w tym samym momencie wbił się na pierwszą stronę Wykopu. Tekst ten był okraszony bardzo dramatyczną fotografią kontenera pełnego książek.

Mimo to prawdopodobnie bym ten temat olał, gdybym nie przypomniał sobie, że jedna z moich znajomych (Melmothia) pracuje w bibliotece. Mogę ją więc dopaść, postawić pod ścianą i wypytać się, dlaczego jej konfratrzy książki wyrzucają. A to, co mi opowie napisać na blogu. Tak więc:

Ograniczona przestrzeń magazynowa:

Jak się okazuje biblioteki dość często książek się pozbywają, czy wyrzucając je, czy to sprzedając do antykwariatów, czy to na Allegro, czy nawet rozdając. Całkiem sporo pozycji przywłaszczają też sobie czytelnicy. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka. Główny z nich jest natomiast bardzo prozaiczny. Po pierwsze więc: biblioteki nie dysponują urządzeniami do zaginania przestrzeni, w związku z tym ilość miejsca, jaką dysponują w magazynach jest ograniczona.

Jest to nawiasem mówiąc problem gnębiący w zasadzie wszystkie instytucje kultury w Polsce. Z własnego doświadczenia wiem, że wiele z nich nie przyjmuje darów, nawet, jeśli uważają je za cenne, gdyż zwyczajnie nie mają ich gdzie przechowywać. Co więcej przestrzeni raczej nie robi się więcej. Biblioteki niechętnie więc poświęcają ją na rzeczy mało z ich punktu widzenia wartościowe.

Zły stan darów:

Drugim powodem, dla którego książka może zostać usunięta ze zbiorów lub do nich nieprzyjęta jest jej zły stan techniczny. Zniszczone, nie dające się dalej wykorzystać książki są zwykle usuwane ze zbiorów, chyba, że są to pozycje szczególnie cenne z uwagi na zawartą w nich wiedzę, rzadkie występowanie etc. Także starsze lub nieaktualne wydania tych samych pozycji są często usuwane i zastępowane wydaniami nowszymi.

Sytuacja taka mocno koliduje z postępowaniem części ofiarodawców, którzy traktują biblioteki jak rodzaj cmentarza dla cennych ich zdaniem przedmiotów i często starają się oddawać doń pozycje, które powinny wyrzucić. Podobna sytuacja nawiasem mówiąc zachodzi w trakcie wszelkich zbiorów darów i datków np. na Caritas lub PCK, gdzie do koszy z darami trafiają ubrania i zabawki nie nadające się często do jakiegokolwiek użytku.

Niewielka wartość:

Kolejna przyczyna to fakt, że niestety część książek posiada bardzo niewielką wartość i zwyczajnie nie opłaca się ich magazynować. Do grupy tej zaliczyć należy wszelkie wydawnictwa reklamowe, biznesowe, księgi ofert, książki telefoniczne, bazy klientów, katalogi produktów, książki pamiątkowe, historie i hagiografie przedsiębiorstw, firm, amatorskich grup sportowych i biografie ich prezesów oraz członków założycieli.

Sztandarowym przykładem tego typu książki może być wydana kilka lat w moim mieście pozycja opisująca pięćdziesiąt lat historii lokalnej spółdzielni mieszkaniowej. Jest to pozycja, o której śmiało można powiedzieć, że z całą pewnością nikt nigdy jej nie przeczyta. Wydawnictwa takie śmiało można nazwać spamem. Poza wyjątkami nie ma sensu magazynowania tego typu publikacji, bo po co?

Nieaktualna tematyka:

Następny powód, który należy wymienić, to szybkie dezaktualizowani się wiedzy zawartej w niektórych rodzajach wydawnictw. Przykładem sztandarowym mogą tu być podręczniki szkolne, które wymagają wymiany przy każdej aktualizacji programowej. Innymi przykładami: instrukcje obsługi czy naprawy urządzeń, których się już nie używa czy też tutoriale do przestarzałych programów. Przykładowo w mojej lokalnej bibliotece na półce ?książka za 1 złoty? leżą takie pozycje, jak ?Amos Professional? (Amos Professional był językiem programowania używanym 30 lat temu na 16 bitowych komputerach Amiga), ?Podstawy Informatyki? (wydanie z roku 1981) oraz ?Kodeks pracy? (wydanie z lat 90-tych). Są to pozycje, których trzymanie w magazynie zwyczajnie mija się z celem.

Ciąg dalszy wpisu na Blogu Zewnętrznym.

Sign in to follow this  


9 Comments


Recommended Comments

Połowa "czytelników", a już na pewno 99,9% z tych, którzy publicznie masturbują się faktem, że czytają, zaiste czyta. I to zapewne dużo.

Ale czyta nic nie warte powieści, zrzucane z taśmy produkcyjnej. Dziesiątkami, jeśli nie setkami rocznie.

Problem w tym, że lektura czytadeł typu Achaja, kroniki Jakuba Wędrowycza, S. King, harlekiny, Wiedźminy czy inny Cohen stanowi pożywkę dla mózgu jedynie za pierwszym, drugim razem. Później to rutynowe, bierne przyswajanie treści konstruowanej wg kilku prostych schematów. Takie czytanie nie różni się niczym od wypasania [beeep] przed telewizorem, let's play to camera whore ourselves for youtube cash, czy układania 1000. z rzędu pasjansa.

Oprócz chorobliwej chęci do uzewnętrznienia tego przed ludźmi, których nic to nie obchodzi.

Nie ma nic imponującego w przyswojeniu 1000-stronicowej cegły takiej jak, np. Filary Ziemi. Lektura Ludzkie - arcyludzkie i zdolność swobodnego zreferowania treści czegoś tak zwięzłego, wykazując jej zrozumienie - to już jest coś.

Zapewne większość "darów" dla bibliotek od tzw. bibliofilów tak wygląda: stosy nic nie wartych czytadeł spod pióra rzemieślnika. Na cholerę takiej bibliotece coś, co zapewne już posiada, i to w niejednym egzemplarzu, lub coś, co w ogóle nie przedstawia żadnej wartości? Przecież nie wyrzucą wspomnień jakiegoś lokalnego weterana czy działacza społecznego, by w to miejsce postawić coś o nakładach rzędu 100 tys. egzemplarzy.

Taka makulatura powinna być przerobiona na papier toaletowy - od razu jej wartość dla społeczeństwa wzrasta kilkakrotnie.

  • Upvote 2

Share this comment


Link to comment

Trochę mnie ten tekst zaskoczył, bo moja rodzina kilkukrotnie oddawała do małej, osiedlowej biblioteki książki i zawsze były one przyjmowane (mimo że nie były to jakieś białe kruki, tylko właśnie takie rodzime badziewie i biedronkowe wydania).

Share this comment


Link to comment

Widocznie to też zależy od tego, o jakiej bibliotece mówimy oraz w jakim miejscu się ona znajduje. Małe biblioteki mogą być dużo bardziej zaniedbane finansowo, a co za tym idzie, również mają ubogi asortyment. Myślę, że tyczy się to także nowych bibliotek na wsiach/małych miasteczkach. Sam mam dość spore zbiory książek/komiksów które mam zamiar oddać, bo nie chce mi się ich pakować w kartony, by wysłać gdzieś pocztą.

Oczywiście, te bardziej zaniedbane egzemplarze albo oddam komuś chcącemu je, albo zwyczajnie wyrzucę. Choć z reguły szanuję książki.

  • Upvote 3

Share this comment


Link to comment

Zawsze zostaje bookcrossing - moje liceum ma koło biblioteki regał, w którym uczniowie składują "niechciane"/przeczytane książki, głównie lektury szkolne.

Share this comment


Link to comment

I tu pojawia się problem, ludzi którzy chcą czytać pozycje niemainstremowe. Bo o ile "O wojnie Domowej" Cezara dostałem o ręki to o inne podobne książki trudno.

Share this comment


Link to comment
Takie czytanie nie różni się niczym od wypasania [beeep] przed telewizorem, let's play to camera whore ourselves for youtube cash, czy układania 1000. z rzędu pasjansa.

Próba jakiegokolwiek wartościowania jakiejkolwiek książki to tak naprawdę kwestia gustu wartościującego. Takie czytanie wyrabia przede wszystkim nawyk czytania i stanowi pewną formę rozrywki, a to jest bardzo ważne. Dlatego nie deprecjonowałbym czytania dla czytania.

  • Upvote 11

Share this comment


Link to comment

W sumie przypomniał mi się taki pan, który narzekał na pisane przez pewną społeczność opowiadania - że banał, głupota, czysta rozrywka i zero Poważnych Tematów.

Wspomniana społeczność to forum polskich fanów My Little Pony.

  • Upvote 1

Share this comment


Link to comment

Ja do wypowiedzi Holy'ego dodam, że nawet marna książka mimo wszystko da więcej niż marny film, ponieważ poszerza zasób słownictwa i uruchamia wyobraźnię. A tego inne media - nawet jeśli za ich pomocą też opowiadane są świetnie historie - nie dadzą, a już na pewno nie w tak dużym stopniu.

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...