Jump to content

Hobbicia Stopa

  • entries
    286
  • comments
    1,816
  • views
    442,831

Podsumowanie roku 2014 - cz. 1/2 Indie

otton

970 views

2609427-firewatch.png

Wszyscy robią podsumowania, robię więc i ja. Tym razem będzie w dwóch częściach, pierwsza z nich skupi się na indykach, w które udało mi się w tym roku zagrać (i tylko tych), druga natomiast będzie związana z tym, z czego wielkie koncerny żyją.

PS. Ze względu na dwuczęściową formę, nie będę w tym roku układać gier według miejsc wink_prosty.gif.

Po co ten blog?

Mało ostatnimi czasy piszę, warto byłoby wytłumaczyć obecną sytuację "Hobbiciej Stopy". Może kogoś to zainteresuje, skoro licznik wyświetleń dalej rośnie i pokonał już barierę 320 000. Blog poszedł trochę w odstawkę, ze względów czasowych, ale i z powodu braku motywacji do pisania - ale tylko pisania bloga, bo do klepania literek mam chęć jak nigdy dotąd. Już od dobrego roku służy mi głównie za poligon doświadczalny w pisaniu o grach, czasami tylko zstępuje na dawniej wszechobecne, alternatywne tematy. Ilościowo to faktycznie cień zeszłego roku, dziwiłem się nawet w sumie, że praktycznie otarł się o Smugglerkowy finał. Bardzo dawniej chciałem się tam znaleźć, teraz jednak wyróżnienie to straciło dla mnie trochę na znaczeniu. Ludzie, którzy zainwestowali w tym miesiącu w "papier", wiedzą na pewno dlaczego.

Kiedy człowiek ma okazję spróbować czegoś dalece bardziej ekscytującego i rozmiękczającego kolana, trudno mu już rozpaczać nad mniejszymi marzeniami. Publikowane tu od pięciu już lat rzeczy w pewnym momencie wystarczająco zainteresowały wiadomo-kogo, bym mógł swojego "takiego-troszkę-lepszego-Smugglerka" odebrać już dwukrotnie: raz w 04/2014 i ponownie w 02/2015, a i trzeci już gdzieś tam sobie czeka. Po cichu liczę, że jeszcze dużo więcej tych "lepszych-Smugglerków" przede mną, niż za mną. Pozostając jeszcze na chwilę przy temacie blogów, udało mi się pewnego dnia zobaczyć wreszcie na własne oczy Berlina i Krigora, po rozmowie z nimi uważam tą swoją "Hobbicią Stopę" za cenną inwestycję czasu. W ogóle cała ta blogosfera ma swoją wartość, choć od pewnego stadium mało już się robi rozwojowa dla człowieka. Każdy z was tu piszących, może nawet nie do końca świadomie, tworzy tu swoje portfolio, które kiedyś może się przydać. Czy zatem warto? Jak najbardziej!

Rok z grami indie

header.png

Temat gier postanowiłem zrealizować dwuczęściowo, bo dzieląc je na rynek rzeczy drobniejszych i blockbusterów. Do tego pierwszego segmentu, wciąż nastawiony jestem bardzo sceptycznie, zwłaszcza gdy pod wpływem Humble Bundle, do steama przypinają mi się rzeczy pokroju Always Sometimes Monsters. To dobitny przykład na to, że pereł trzeba szukać wśród zalewającego nas zewsząd szlamu, takiego jak ten. Wspomniany tytuł okazał się kiepską, artystowską popierdółką, polegającą głównie na czytaniu masy nieciekawych literek i wciskaniu klawiszy ruchu. Do tego całość jest potwornie brzydka, toporna i wstyd to w ogóle uznać za grę. Amatorszczyzna totalna.

917_215037413.jpg

Rynek indie obrzydziło mi w tym roku również Among the Sleep. Gra nawet miała swój ciekawy klimat, szkoda tylko, że po jej ukończeniu, nadawała się już tylko do skasowania. Jej wielkim problemem jest też nijakość. Po tych 2,5 godzinie zabawy, nie wiem w zasadzie, dlaczego ktoś mi tę bajeczkę o dziecku z gadającym misiem pod pachą, szukającym matki, chciał opowiedzieć. No i poza Humble Bundle, zawsze będzie za droga. Pograłem też trochę w Blackguards, nie wiem jednak za bardzo, co o nim myśleć. Sama koncepcja RPGa, trzymającego się wyłącznie tur, jest ogólnie bardzo ciekawa, krążą jednak plotki, że to zabawa na 30 godzin, a ewolucji mechaniki też w zasadzie brak. Scenariusz natomiast nie dał mi żadnego powodu, żeby sie nim jakoś zainteresować i siedzieć przy tym aż tyle czasu. Zapewne kolejny, steamowy wieszak.

2039d57gd30l764g7g68-2.jpg

Kolejnym "indykiem" na liście jest Divinity: Original Sin, w zasadzie największa tegoroczna zagadka. Na razie pograłem w nią około 15 godzin, sam tytuł wzbudza u mnie natomiast skrajne emocje. Nie przypadł mi do gustu bardzo przegadany początek, nie dający zbyt wielu szans na naukę walki czy "nie traktująca gracza jak idioty" nawigacja - jestem zdania, że ten element akurat gry z serii Gothic realizowały jakby lepiej. Z drugiej natomiast strony bardzo rozczula mnie to "zatykanie" wywietrzników z gazem, nadzwyczaj interaktywne środowisko czy płynne przechodzenie od czasu rzeczywistego do tur. Wreszcie w tych turach kryje się też potężna mechanika walki, wciąż zapewne po ledwie 15 godzinach gry słabo przeze mnie liźnięta. Humor trafia we mnie co któryś żart, ale ze względu na jego zagęszczenie, uśmiechów i tak jest sporo. No i za świat bez loadingu płaci się jednym długim - nawet pogoniona z SSD, gra wczytuje się dłużej, niż większość produkcji zainstalowanych na HDD.

flockers_1147544b.jpg

Z Flockers, recenzowanym przeze mnie jako ostatnia gra testowana na starym PC, rozprawię się natomiast krótko. Jest to rzecz wprost idealna do ogrywania w autobusie, ale takiej wersji wciąż brak. Szkoda też, że często kolejne akcje gracza związane z owcami, dzieli konieczność wpatrywania się przez parę chwil tępo w ekran. Klon stareńkich Lemmingów jest przy tym bardzo ładny, podoba mi się w nim także powiązanie z owcami. Werdykt? Fajne do popykania, nie jest to jednak nic, co bezwzględnie mieć trzeba. Chyba, że na telefonie lub tablecie, jeżeli oczywiście takowa edycja nas jeszcze w ogóle czeka...

256_214608615.jpg

Incredible Adventures of Van Helsing II okazał się z kolei bardzo ciekawym, acz oczywiście nie wprowadzającym wielkiego zamieszania w gatunku hack 'n' slashem. Zaserował nam co prawda opowieść dość prostą i mało ciekawą, nadrobił jednak fajnym, steampunkowym klimatem, wymieszanym nieco z gotykiem. Typowo hack 'n' slashową sieczkę wzbogaciła także interesująca minigierka typu tower defense, z której ostatecznie wyrasta Deathtrap, osobna gierka rozwijająca tamten pomysł. Miałem okazję pograć już we wczesną wersję, nie widzę w sumie szansy, by wyrosło z tego IP tak interesujące jak VH, ale dla fanów pierwowzoru będzie to na pewno propozycja do przemyślenia...

kick-beat-header1.jpg

Bardzo wciągnął mnie też Kickbeat: Steam Edition, który to okazał się interesującą bijatyką rytmiczną. Po prostu nasza postać czai się na środku areny, dookoła otaczają nas wrogowie, którzy w rytm lecącej w tle piosenki, ustawiają się na czterech oznaczonych przez grę polach. Zadanie gracza polega natomiast na wyprowadzaniu ciosu, poprzez wybór odpowiedniego kierunku. Muzyka z gry to raczej nie moje klimaty (głównie elektronika i pop), zaskakująco dobrze się jednak przy kampanii fabularnej (!) bawiłem. Do tego możemy też wrzucić do gry własne utwory, następnie zaś je skalibrować, wybijając rytm spacją, nie każde nagranie się jednak nada...

Screen-shot-2012-08-30-at-07_20_42.jpg

Początkowo za Luftrausers żądano wręcz absurdalnej sumy pieniędzy, gra jednak już w tym roku pojawiła się w Humble Bundle. Co prawda nie w pakiecie podstawowym, ale promocje te mają to do siebie, że obsypują nas kluczami bardzo hojnie. Sama gierka jest natomiast bardzo prosta - latamy w niej myśliwcem, u dołu ekranu mając ocean, u góry pływają obłoczki, pomiędzy zaś: masa jednostek latających, okrętów i grad pocisków. Zadaniem gracza jest po prostu strzelanie do całego tałatajstwa i nie danie się upolować samemu. Gdy zginiemy, po prostu zaczynamy od nowa - nie czeka tu na nas żadna kampania do przechodzenia, w zamian każde ustrzelenie dorzuca nam do profilu punkty, które możemy wydać na różne upgrady. No i ta oprawa audiowizualna - znakomita.

049c4218b3d9d610f8f1ca9e8fbcf4b1.jpg

Kolejne wielkie zaskoczenie to Pure Pool, genialny graficznie i mechanicznie symulator bilardu. Teoretycznie jest to tytuł, którego bez multi nie warto nawet odpalać, w praktyce jednak zaskakuje masą ciekawych wyzwań, pozwalających doskonalić technikę przed sieciowymi bojami. Najśmieszniejsze jest to, że zagrałem w niego kompletnie przez przypadek - miałem go zrecenzować dla pewnego portalu i zgarnąłem niechcianą wersję recenzencką. W sumie dobrze się stało, inaczej do dziś nie wiedziałbym, że tak fajny tytuł w ogóle istnieje...

transistor-1.png

Z okazji steamowej wyprzedaży w tym roku natknąłem się również na Transistora. Sięgnąłem po niego z nadzieją na ciekawego hack 'n' slasha, okazało się jednak, że to nie do końca prawda. Nie jest to w żadnym razie narzekanie, wręcz przeciwnie - bardzo się cieszę, że teoretycznie przesycony schematami rynek gier potrafi zaoferować jeszcze tak fajne pomysły jak obecna tutaj "aktywna pauza". Przed walką można bowiem zatrzymać czas, zaprojektować czerpiącą z punktów akcji sekwencję ruchów, następnie zaś zwolnić klawisz pauzy, co poskutkuje jej wykonaniem przez grę. Fabuła to stek bzdur, ale klimat wszystko wynagradza. Gdybym robił listę, tytuł byłby w okolicach podium.

the-vanishing-of-ethan-carter-walkthrough.jpg

Temat indie zakończę natomiast na The Vanishing of Ethan Carter, najnowszej grze Adriana Chmielarza i Astronautów. Tytuł bardzo mi się spodobał, zwłaszcza dość sielski jak na "horror" klimacik, do tego ładna oprawa wykonana metodą fotogeometrii (ale lepiej nie oglądać niczego z bliska) czy wreszcie nie pokazywanie graczowi wszystkiego palcem. Szkoda, że do całości przedostały się 2-3 słabsze sekwencje, a po jednorazowym ukończeniu całości nie ma w zasadzie sensu do Ethana wracać. Zagrać jednak warto...

refract-distance-547448e2d544b-92.jpg

Udało mi się w tym roku zobaczyć także kilka Early Accessów, to jest wspomnianego już Deathtrapa, opisywane dawniej The Forest, hack 'n' slashowego Crawla, na razie bardzo nijakie the Hunter: Primal czy superszybkie i na razie superkrótkie Distance. Wymienione tu tytuły są już zapewne częścią listy oczekiwań na przyszły rok, podoba mi się też oczywiście Firewatch czy Mother Russia Bleeds. Reszta ciekawych tytułów już "z doskoku".

Część druga wkrótce...



2 Comments


Recommended Comments

No indyki na polską kieszeń to lichwa straszliwa. Dla zagranicznych jest spora różnica między steamowym 50-60 euro za gry AAA, a 10-20 euro za indyki. U nas jednak nikt nie kupuje gier komputerowych za cenę wersji konsolowych (chyba, że to Blizz), a te 50-90 złotych za indyka to już dość sporo. Zwłaszcza jak jeszcze całkiem nowiutkie Lords of the Fallen da się już teraz kupić za 60 złotych i to dobry klucz, z pewnego źródła. Ja tam w sumie nie mam problemu z ceną indyków z tego względu, że jak mnie coś bardzo interesuje to zwykle mam możliwość legalnie pograć sobie tak jak w Pure Poola (i ponad połowę tej listy ;)) bez obciążania karty płatniczej. A resztę to już na Humblu kupuję. Do zestawienia mi się zwykle nie przydadzą te gry z paczki, bo zwykle dają rzeczy sprzed roku, ale do uzupełnienia braków ideał.

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...