Jump to content
  • entries
    120
  • comments
    618
  • views
    126,593

Jim Lee, czyli biusty i wybuch - Divine Right Adventure of Max Faraday


CorniC

1,357 views

 Share

300px-Divine_Right_2.jpg

Lata 90 to dziwny czas jeśli chodzi o komiksowy przemysł. Z jednej strony ostry zjazd w dół zaliczają takie serie jak X-Men, czy Justice League, stają się zbyt złożone i tracą sens gdzieś w labiryncie kolejnych wątków. Z drugiej jednak strony powstaje nowy potentat na rynku Image Comics, który eksperymentując z klasycznymi motywami zmusza dotychczasowych potentatów do tworzenia czegoś nowego. Efekt jednak był odwrotny do zamierzonego komiksy potentatów stały się jeszcze dziwniejsze, straciły swoją lekkość i zobojętniły czytelników na swoich bohaterów. Z kolei Image mimo ambitnych założeń trzaskało kolejnych niewiele różniących się od tych dotychczasowych superbohaterów, raz wychodziło im to lepiej (Cyberforce, Invivicible, Spawn, czy Wild C.a.t.s), innym gorzej (Youngblood, Stupid, Wild Star). Komiks o którym dzisiaj piszę to mój świadomy guilty pleasure, mam go głównie bo rysował go Jim Lee, więc jeśli ktoś nie lubi stylu lat 90, może sobie spokojnie Divinity Right odpuścić.

1694936-divine_right__1997__01e.jpeg

Wiecie, że uwielbiam komiksy studia Wild Storm (obecnie należącego już do DC), czy to Authority, czy Wild Cats, czy Storm Watch,czyta mi się je świetnie, a postacie które są olewane przez większość czytelników są bliskie memu sercu. W Divine Right zainwestowałem w ciemno i bynajmniej nie uważam żeby była to zła inwestycja (50 zł z przesyłką za 9 z 12 numerów, wszystkie w foliach), choć za tą cenę można by znaleźć coś zdecydowanie lepszego. Historia dotyczy tytułowego Maxa Faradaya który okazuje się wybrańcem ściganym przez bliżej nieokreślone istoty, jednak okazuje się, że bronić go będą tajemniczy Fallen. Bohater, wraz z przyjacielem, siostrą i Upadłymi rusza... Nie ma sensu streszczać tej historii bo jest po prostu naiwna. Max to dostarczyciel pizzy, który ma gorącą laskę... w związku online, Fallen są w stanie wskrzesić człowieka (więc po co walczą, nie lepiej upozorować śmierć Faradaya), a liczba i różnorodność bestii na usługach głównego antagonisty jest po prostu absurdalna. Nie ma tu nic odkrywczego, a akcja rozwija się w ślimaczym tempie. Postacie są nijakie i w sumie ciepłe uczucia do tego komiksu żywię dla tego, że rysował go Lee. Nie jest to opowieść o grupie superbohaterskiej, o dojrzewaniu mówi łopatologicznie, a wątki romansowe to mentalne soft porno...

susanna_bed.jpg

Te dziewięć zeszytów, które mam nie oferują cudownej historii, ale są one świetnym arrtworkiem Jima Lee. Jestem świadomy, że ten człowiek przesadza z mięśniami, jego laski nie mają kości, a wszechobecne wybuchy i twarde cienie mogą doprowadzić do oczopląsu... Mimo to uwielbiam kadry tego faceta, mają ten cudowny klimat lat 90, jeśli nie spodziewasz się po nich realizmu, to dostaniesz prawdziwą ucztę dla oka. Bogate kolory świetnie podkreślają szkice Lee, a wszechobecna delikatna golizna, to miła rzecz dla oka. Mam świadomość, że nie każdy lubi ten styl rysowania i jeśli wolisz bardziej nowoczesną, czy realistyczną kreskę, nie masz tu czego szukać. Strona wizualna to jedyny powód by mieć te komiksy, zajmą swoje miejsce pomiędzy Wild C.a.t.s, a LS Początek, ale to ze względu tylko i wyłącznie na autora rysunków...

Christine_Blaze_01.jpg

Zwykle recenzując komiksy jestem wyrozumiały, czasem aż za bardzo co prowadzi do dyskusji (pozdrawiam Bielika, Silent Boba i DarthaMetalusa), ale tym razem Divinie Right nie da się obronić, ma skopany scenariusz i nie da się z nim nic zrobić. To po prostu kolejna wariacja na temat superbohaterów i to niezbyt udana, intryga jest szyta tak grubymi nićmi, że pęka w szwach, a bohaterowie są nijacy choć drzemie w nich potencjał. Chciałbym ten komiks zobaczyć ze scenariuszem Snydera, albo Morrisona, bo wtedy było by to arcydzieło, a tak to bardzo słaby komiks z dobrymi rysunkami. Za scenariusz 2, za rysunki 5, nie dziwota, że seria dokonała żywota zaledwie po dwunastu numerach ...

Divine Right Adventure of Max Faraday #1-12

Scenariusz/Rysunki: Scott Wiliams/Jim Lee

Wydawnictwo: Image Comics

Oprawa: Miękka

Cena: 10-13 zł/zeszyt

Ocena (1-6): smile_prosty2.gifsmile_prosty2.gifsmile_prosty2.gif

 Share

6 Comments


Recommended Comments

Znaczy się, dzisiejszy Marvel jest bardziej realistyczny? Absolutnie niekoniecznie.. za to prawie na pewno dzisiejsi rysownicy często nie mają tej umiejętności kreowania dynamicznych kadrów, co Lee, Liebfield, Portacio plus paru innych. Gdyby nie kolor z PSa, bywałoby bardzo rożnie.

Link to comment

Czasem są realistyczne, wystarczy spojrzeć na X-Force Sex & Violence, Secret War, Civil War. Tutaj rysunki są dużo bardziej realistyczne. Tu nawet nie chodzi o dynamizm, ale o całą klimatyczną otoczkę.

Link to comment

Ogólnie historie rysowana przez Fincha czy McNivena, starają się być w miarę realistyczne, ale część innych próbuje naśladować stary styl i są po prostu brzydkie... Vide przedostatni tom WKKM Black Panter

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...