Jump to content
Sign in to follow this  
  • entries
    73
  • comments
    224
  • views
    78,963

W matni szaleństwa - o detektywie Liamie Neesonie w roli głównej

Sign in to follow this  
bartez13

744 views

AWATT-UK-Quad-JPEG_7393.jpg

Oglądając pierwsze zwiastuny filmu "Krocząc wśród cieni" miałem nadzieję na sprawnie zrealizowany thriller z elementami akcji. Ponadto nazwisko reżysera (Scott Frank ? twórca "Świadka bez pamięci", a do tego uzdolniony scenarzysta ? "Wolverine", "Raport mniejszości") oraz obecność Liama Neesona, dodatkowo zaostrzyły mi apetyt na recenzowaną produkcję. Miałem dość wysokie wymagania, które zostały zaspokojone nawet z nadmiarem. Oczekiwałem interesującego thrillera z wyrazistymi bohaterami oraz przemyślaną fabułą, jednak Scott Frank i tak zdołał mnie zaskoczyć. Jego produkcja opowiada historię byłego gliniarza, który współcześnie pracuje jako prywatny detektyw. Pewnego dnia bohater produkcji zostaje zagadany przez Petera Kristo, człowieka poszukującego odpowiedniej osoby zdolnej pomóc jego bratu. Początkowo niechętny do podjęcia się sprawy detektyw Scudder, po dokładniejszym jej rozpatrzeniu, postanawia poprowadzić śledztwo.

515547_1.3.jpg#entityName=filmPhoto&id=515547&dimension=3

Scott Frank, będący zarówno reżyserem, jak i scenarzystą filmu, zaoferował nam interesującą oraz pełną zwrotów akcji historię, która mimo iż nie sili się na oryginalność, a tym samym powiela schematy z najlepszych wyprodukowanych thrillerów, jest mocno rozbudowana oraz potrafi zaskoczyć. Cały obraz opiera się na przedstawieniu prowadzonego przez Matta Scuddera śledztwa dotyczącego porwania i morderstwa żony Kenny?ego Kristo. Wątek ten stanowi główną oś fabularną, w którą zostają umiejętnie wplecione wątki poboczne poświęcone poszczególnym bohaterom filmu. Twórcy powoli rozwijają swoją produkcję. Wraz z detektywem Mattem przemierzamy okolicę, przepytujemy świadków oraz poszukujemy jakichś śladów, wskazówek, co do tożsamości i miejsca pobytu porywaczy. W trakcie śledztwa scenarzyści dają kinomanom możliwość samodzielnego snucia domysłów na temat jego zakończenia. Z każdą minutą odkrywamy kolejne puzzle układanki, jednak ostateczne rozwiązanie cały czas wymyka nam się z rąk, bowiem fałszywych tropów nie brakuje, a prowadzone dochodzenie okazuje się bardziej skomplikowane niż było można przypuszczać. Twórcy trzymają nas w niewiedzy mniej więcej do połowy produkcji. Wtedy poznajemy tożsamości porywaczy, jednak film nic na tym nie traci. Atmosfera tajemniczości zostaje zastąpiona pełną napięcia grą psychologiczną pomiędzy Mattem Scudderem a jego antagonistami, która wprowadza do filmu nieco dynamizmu i akcji.

526244_1.2.jpg#entityName=filmPhoto&id=526244&dimension=2526238_1.2.jpg#entityName=filmPhoto&id=526238&dimension=2518406_1.2.jpg#entityName=filmPhoto&id=518406&dimension=2

Obraz może się poszczycić sprawną reżyserią. Scott Frank poprzez odpowiednie ujęcia pokazuje w danej chwili to, co chce byśmy zobaczyli, a nie to, co naprawdę się dzieję. Dobrym przykładem jest scena zaraz na początku produkcji, podczas której wyświetlane są napisy. Reżyser od pierwszych minut obrazu ma świadomość, w jakim kierunku chce poprowadzić swój film i czyni to z bardzo dobrym efektem. W produkcji nie brakuje dwuznacznych, kontrowersyjnych scen, które z pewnością zszokują niejednego kinomana. Ponadto Scott Frank nie stroni w swoim obrazie od brutalności. Fakt, przedstawiona jest bardzo umownie; twórca nigdy nie przekracza tutaj granicy dobrego smaku. Zamiast tego, woli prowokować, odpowiednią sugestią uświadomić kinomanów, pobudzić ich wyobraźnię. Dzięki temu, film zamiast obrzydzać, bądź co gorsza, przeistoczyć się w przerysowany kicz, jest na wskroś poważny oraz wpływa na psychikę widzów. Seans jest długi, intensywny i wyczerpujący. Wpływa na to gęsty oraz duszny klimat, który można by kroić nożem. Napięcie towarzyszy nam na każdym kroku, a mroczna atmosfera filmu wkręca do samych napisów końcowych. Dobrym podsumowaniem obrazu jest gorzko-słodkie zakończenie, do którego idealnie pasuje miano "pyrrusowego zwycięstwa".

526263_1.3.jpg#entityName=filmPhoto&id=526263&dimension=3

Niezaprzeczalnym atutem produkcji jest obłędny soundtrack. Podkład muzyczny jest jednym z kluczowych aspektów produkcji "Krocząc wśród cieni". Jego olbrzymi wkład możemy zauważyć dosłownie w każdej scenie, bowiem odpowiedzialny jest za wszystkie najważniejsze w thrillerze elementy składowe rzeczonego gatunku, w tym między innymi odpowiednią atmosferę, dobrze zbudowany klimat oraz stopniowanie napięcia. Film nabiera również emocjonalnego wydźwięku, przez co trudno będzie większości kinomanom przejść obojętnie obok niektórych scen. Trzeba przyznać, że debiutujący na stanowisku kompozytora Carlos Rafael Rivera, odwalił kawał dobrej roboty? co ja mówię, spisał się lepiej niż niejeden doświadczony w tym fachu twórca. Soundtrack potrafi być zarówno tajemniczy i hipnotyzujący, jak również przejmujący oraz przeszywający do głębi. To właśnie za jego pomocą twórcy w wyrafinowany sposób potrafili targać moimi emocjami oraz uczuciami; naprzemiennie wzbudzać lęk i obawę, poczucie pozornego bezpieczeństwa, jak też wzruszać i chwytać za serce. Naprawdę podczas seansu byłem pod tak ogromnym wrażeniem podkładu muzycznego, który w dobitny sposób podkreślał wymowę co ważniejszych scen, iż początkowo po prostu nie mogłem uwierzyć, że jest on wynikiem pracy debiutanta; byłem pewny, że mam do czynienia z kompozytorem znajdującym się w światowej czołówce. To chyba wystarczy za rekomendację.

526251_1.3.jpg#entityName=filmPhoto&id=526251&dimension=3

Liam Neeson nabrał wiatru w żagle. Po ostatnich komercyjnych, niezobowiązujących i nastawionych na czystą rozrywkę produkcjach typu: "Gniew tytanów", "Battleship: Bitwa o Ziemię" czy "Uprowadzona 2", aktor ponownie znalazł się na wznoszącej fali. Wydany niedawno, solidnie wykonany i przemyślany "Non-Stop" oraz wchodzący do kin "Krocząc wśród cieni", potwierdzają kunszt aktorski Liama Neesona. W roli Matta Scuddera, byłego gliniarza, który zarabia na życie jako prywatny detektyw, Irlandczyk czuje się jak ryba w wodzie. Neesonowi udało się wykreować niejednoznacznego bohatera, który z postępem produkcji coraz mocniej intryguje i przyciąga uwagę kinomana. Odgrywany przez niego protagonista to zamknięty w sobie, małomówny i na pozór niczym niewyróżniający się detektyw. Jednakże wraz z biegiem czasu, twórcy sukcesywnie przybliżają nam postać Scuddera, poznajemy jego przeszłość, przewinienia, podejście do życia oraz stosunek do wykonywanej roboty i dręczące go problemy. Stopniowe ujawnianie przez scenarzystów kolejnych faktów na temat prywatnego detektywa, skutecznie absorbują uwagę kinomana, a zgłębianie osobowości Matta dostarcza wiele przyjemności. Scudder to rozdarty wewnętrznie oraz podupadły na duchu człowiek. Przez większość produkcji obserwujemy jak zmaga się ze swoimi demonami przeszłości. Detektyw nie wierzy w siebie tak jak kiedyś, nie ufa w swoje możliwości. Jednakże w końcu dostaje od losu szansę odkupienia swoich błędów z przeszłości. Matt Scudder to naprawdę bardzo dobrze zarysowana przez scenarzystów postać. Zresztą interesujący bohaterowie to jedna z zalet produkcji "Krocząc wśród cieni". Zapomnijcie o schematach, tutaj nikt nie jest biały albo czarny. Każdy protagonista posiada mroczną przeszłość, grzechy, o których wolałby zapomnieć. Twórcy budują pozorny obraz swoich bohaterów, skrywając przed widzem ich największe sekrety, zachęcając kinomana do samodzielnego odkrycia prawdziwej osobowości i motywacji większości postaci. Wracając jednak do aktorstwa? Na barkach Liama Neesona spoczywa ciężar produkcji, jednak ten nie szarżuje z odgrywaniem swojej roli. Jego gra jest minimalistyczna, mimo to w spojrzeniu i gestach tego aktora można odczytać wiele emocji oraz uczuć. Dzięki temu wykreowana przez niego postać jest niezwykle przekonująca. O reszcie obsady można napisać, że spisała się naprawdę dobrze ( w szczególności warto wspomnieć o antagonistach produkcji - "pełnokrwiste" szwarccharaktery - oraz młodym TJ-u ? sympatyczny czarnoskóry chłopak, pomagającym Mattowi w śledztwie), jednak pozostała w cieniu Neesona.

526262_1.2.jpg#entityName=filmPhoto&id=526262&dimension=2526236_1.2.jpg#entityName=filmPhoto&id=526236&dimension=2526250_1.2.jpg#entityName=filmPhoto&id=526250&dimension=2

Obraz Scotta Franka pod wieloma względami przypomina "Labirynt". Scenariusz opierający się w całości na prowadzonym przez głównego bohatera śledztwie, gęsty klimat i mroczna atmosfera oraz wzbudzające kontrowersje rozwiązania fabularne ? to tylko nieliczne przykłady. Ponadto łączy je jeszcze jedna cecha, mianowicie obie produkcje są równie udane. Jeśli dobrze się bawiliście na "Labiryncie", to "Krocząc wśród cieni" również Was zadowoli. Może nie zaskoczy i nie wstrząśnie tak mocno jak ten pierwszy, ale zapewni przyzwoitą, prawie dwugodzinną rozrywkę.

Sign in to follow this  


6 Comments


Recommended Comments

Neesonowi zdarza się wdepnąć w słabe filmy *cough* The Grey *cough* Battleship *cough* więc sądziłem, że to kolejna taka wtopa, a tu proszę. Sprawdzam i dziękuję za recenzję.

Share this comment


Link to comment

Wtopy nie ma - to zdecydowanie lepsza produkcja niż "Battleship", aczkolwiek wiele osób nie podziela mojego zdania. Ode mnie film dostał mocną i sprawiedliwą 7 bo niewątpliwie zasługuje. Jednak widzowie mając w pamięci "Labirynt", "Krocząc wśród cieni" oceniają średnio, mimo że recenzenci wypowiadają się o produkcji przeważnie pozytywnie.

Share this comment


Link to comment

Niestety nie mogę się zgodzić na porównanie tego filmu ze świetnym "Labiryntem". Mimo, że "Krocząc wśród cieni" jest całkiem niezłym thrillerem, który dobrze się ogląda, to jest to film o klasę gorszy. Brak tutaj nie tylko napięcia, ale też jakiejś bardziej sensownej intrygi, czy drugiego, filozoficznego lub psychologicznego dna.

@Sergi, "The Grey" był aż taki słaby? Oczywiście nie można brać tego filmu jako czegoś realistycznego, ale patrząc na niego jako na materiał fantastyczno-przygodowy, było dość przyzwoicie. Scena katastrofy samolotu w kinie robiła naprawdę piorunujące wrażenie!

  • Upvote 1

Share this comment


Link to comment

Nie byłby aż taki słaby, gdyby nie to jego zacięcie, żeby być czymś więcej. Gdyby chodziło tylko o walkę z naturą, ekstremalne doświadczenie i akcję, to byłoby to strawne. Ale ta gadka o wierszu i tak dalej - to mnie w nim wkurzyło, obnażyło miałkość.

Share this comment


Link to comment

Ja ten element prawie całkowicie zignorowałem, jako że jego przekaz również zupełnie do mnie nie trafił. Jedyne co zrobiło na mnie wrażenie w tym aspekcie to głos Neesona :)

Share this comment


Link to comment

Pamiętam Neesona jeszcze z Mrocznego Widma, jedyna osoba (no może jeszcze Samuel L. Jackson), która próbowała ratować ten film. Jeden z ulubionych aktorów, choć rzeczywiście czasem zdarza mu się wdepnąć w jakąś gorszą produkcję.

  • Upvote 2

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...