Batman: Assault on Arkham

Jestem świeżo po obejrzeniu wyżej wymienionego tytułu... i muszę przyznać, że jeśli przyszłość filmów animowanych wygląda tak, to chciałbym żyć wiecznie.
Suicide Squad
Co ciekawe, nazwa filmu sugeruje, że w większości powinna być to opowieść o Gacusiu, prawda ? A tymczasem jest na odwrót: Batman ma tutaj swoje pięć minut, no i jak zwykle "he save's the day" ale zdecydowanie więcej czasu jest poświęcone TAsk Force X, czyli Suicide Squad.
Dla niewiedzących: jest to tajna grupa super więźniów, którzy, przynajmniej w teorii, w zamian za złagodzenie wyroków działają dla Amandy Waller (AKA Kaszalot
). W praktyce Amanda to ciężki pracodawca, z tych co to wszczepiają bomby w kark swoich pracowników, co by przez myśl im nie przeszło prosić o skorzystanie z toalety... W sumie sam nie wiem ile tych Samobójczych Oddziałów było, czego jak czego, ale w uniwersum DC nie brakuje gości nadających się na jego członków. Zresztą nazwa Suicide zobowiązuje, nie ?

Riddle me this...
Film zaczyna się od mojego ulubionego ( zaraz po Jokerze ) zbira, Riddlera. Bawi się on w zagadki z pewną damą z nadwagą, która jednak nei bawi się chyba tak dobrze, bo nasyła na niego grupę żołnierzy/SWAT/Komandosów. I w tym momencie Zagadka odkrył by pewnie tajemnice życia pozagrobowego, gdyby nie... Gacek. Tak, tak, nasze silikonowy heros rozdziela razy na prawo i lewo, robi to dynamicznie, z udziałem gadżetów do tego gdzie niegdzie pojawia się krew !!! W sumie miałem odczucie, że walka w tym filmie była wzorowana na FreeFlow system, z serii Arkham.
Sam bohater również przypomina tego z gier, design postaci jest świetny, zresztą nie tylko jego. W każdym razie nie dowiadujemy się nic o motywach nietoperza poza Enigmatycznym ( pun intended ) wypytywaniem naszego zielonego ludka o lokalizację czegoś... Koniec końców Riddler ląduje w Arkham i tutaj zaczyna się właściwa historia...

Poznajemy po kolei członków nowego SS, a raczej to na jaki gorącym uczynku zostali złapani. Są to Killer Frost, Harley Quinn, Black Spider, Captain Boomerang, KGBeast, King Shark i Deadshot. Trochę słabo, miałem nadzieję, że to Deadstroke będzie przywódcą, ale widocznie jego nie złapali
. Na szczęście Floyd też daje radę, za co chwała reżyserowi.
W każdym razie nasza szóstka bohaterów ( tak, szóstka, bo KGBeast robi za przykład, co się dzieje, gdy się nie słucha cioci Amandy. A raczej jego głowa, no dobra jej szczątki ) ma się włamać do Arkham i zdobyć laskę Enigmy, gdzie ten niby schował chip z Bardzo Ważnymi Danymi... W praktyce, wszytko zaczyna się kiełbasić, Joker ucieka i na to wszystko wpada... Batman. No i dopiero wtedy zaczyna się rozróba.
Krwi i Igrzysk lud woła !
Nie ma odpowiedniego screena, ale uwierzcie na słowo: film jest brutalny, krwawy, w sumie o wiele bardziej niż taki Tokyo Ghoul, co jest chore, ale to inna sprawa. Dla przykładu King Shark zostaje złapany kiedy kąpie się w wannie wypełnionej krwią ludzi, którzy wiszą na hakach w jego mieszkaniu... Nawet w czasie misji nie ma mowy o pójściu na łatwiznę, przecież każdy z tych gości to morderca i dzięki Bogu, to widać. Każdy z nich zabija bez litości, przez co obraz nabiera pewnej oryginalności na tle tego co serwują nam zwykle filmy animowane.
Ale nie tylko o krew i walki mi chodzi, chodzi o design postaci, o ich charakterystykę, ich zachowanie. Dla przykładu już na początku polubiłem Deadshota. bo jego motywacją była chęć zobaczenia się z córką. Z kolei Harley jest autentycznym świrem, na równi z Jokerem, co jest o tyle ciekawe, że w serii Arkham nie było to tak odczuwalne, przynajmniej dla mnie. Ale ma za to bardzo umięśnione ciało, co widać w scenie "łóżkowej" z nią i Floydem w rolach głównych
Killer Frost za to stara się przeżyć, a King Shark zeżreć jak najwięcej głów... Kapitan Bommerang nie lubi Deadshota, bo ten dowodzi, Balck Spider z kolei się w ogóle nie wyróżnia.
Cholera, nie jestem dobry w pisaniu takich rzeczy, ale musicie to sami zobaczyć, by uwierzyć. W każdym razie scenarzysta i reżyser odwalili więcej niż kawał dobrej roboty.
Rzecz jasna w trakcie filmu pojawiają się nowe fakty, wyjaśnione jest zachowanie Gacka, a także nowe twisty fabularne. W sumie jest to kawał dobrego kina, każdy, nie tylko fan nietoperza, powinien ten film obejrzeć bo jest po prostu fajny. I graficznie i fabularnie, zresztą czego się spodzieać, skoro za reżyserią i scenariuszem stali ludzie, którzy w mniejszy lub większy stopniu mieli już z DC doczynienia.
Czekam z niecierpliwością na Justice League: Throne of Atlantis, mam nadzieję na kolejny kawał solidnego kina.

5 komentarzy
Rekomendowane komentarze