Jump to content
  • entries
    139
  • comments
    640
  • views
    79,027

"Dobry wieczór, Grudziądz! We are Sabaton and this is Ghost Division!", czyli najlepsze urodziny ever :3

zoldator

757 views

Nie to, że wierzę w przeznaczenie, ale jeśli istnieje to ten weekend był dla mnie jego objawieniem. I o dziwno nie okazało się ono skończoną suką. Ale od początku, jak niektórzy mogą wiedzieć lub nie, w mijający piątek miałem swoją dwudziestą pierwszą rocznicę uczestniczenia w tym smutnym cyrku, jaki mamy w zwyczaju nazywać "życiem". I, mówię to od razu, lepszych urodzin nie pamiętam. Co śmieszne, są najlepsze głównie ze względu na zbieg okoliczności. Tak więc po kolei.

Na sam początek, shoutouts to shoutouts dla Księżniczki Ylciak, za przygarnięcie mnie i mojego smutnego tyłka na te kilka godzin w sobotę. Oprócz poznania lekkiej historii miasta, do którego jazda zajęła mi 6 godzin i to z prędkością 100+ km/h (autostrada, mogłem), przedyskutowaliśmy również kilka rzeczy. Jestem pewien, że:

a) kawiarnia super polubiła naszą dyskusję na temat [beeep]istości Spardy z DMC1-4,

b) bar sushi jest o wiele bogatszy w doświadczenia, po tym jak usiłowałem wyjaśnić działanie Standów King Crimson i Death 13, zaraz przed rebootowaniem Warhammera 40K,

c) przystanek autobusowy w ogóle nie patrzył się dziwnie, kiedy omawialiśmy wszelkie idiotyzmy lore Mortal Kombat i to, czemu nie powinno się zamykać Smoka Chaosu, który chce zniszczyć świat, w jądrze planety.

No cóż, przynajmniej groziła mi śmiercią tylko raz, co jest zatrważającym sukcesem. Zakładałem wykonanie wyroku na miejscu.

Więc tak, zacząłem od środka, ale chciałem to zaznaczyć, więc teraz historia. Mimo, że moje właściwe urodziny to piątek, cały weekend traktuję jako jeden wielki fest. Między innymi dlatego, ze piątek spędziłem w aucie. Muszę przyznać, trasa poszła dużo lepiej, niż myślałem. Jakimś sposobem przejechałem przez Radom bez większych urazów psychofizycznych i nawet nie zgubiłem się za bardzo. Jedyne w sumie o czym warto wspomnieć to to, że współczuję każdemu, kto mieszka w Grójcu. Tak ciasnego, nie dającego się przejechać miasta nie widziałem chyba nigdy. Po Warszawie jeździło mi się lepiej, a to jest prawdziwe osiągnięcie. Takie zjawisko jak parking najwyraźniej występuje tam w mitach i podaniach ludowych, ponieważ samochody stoją na drodze, dosłownie wszędzie. Jakim cudem przez to przejechałem, nie wiem. Z ciekawości, to był mój pierwszy raz na autostradzie, cokolwiek mniej efektowne niż się spodziewałem. W sumie, nie wiem nawet czego się spodziewałem. Na dobrą sprawę to zwykła droga, możesz tylko szybciej jechać. No ale ciekawość była. Moje życie się, prawda, nie zmieniło, ale przynajmniej dojechało się szybciej.

Po dojechaniu na miejsce z kolei ukazało mi się TO. Pierwszy znak minąłem z lekkim "Nah, niemożliwe, przywidziało mi się.", dopiero przy drugim okazało się, że jednak nie. Musiałem się zatrzymać i zrobić zdjęcie, ponieważ na chwilę umarłem i trafiłem do świata Brutal Legend.

10551564_348553841971603_4153953609057842412_o.jpg

Wiesz, że trafiłeś w dobre miejsce, kiedy...

Chciałem też wspomnieć o wręcz szokującej jakości hotelu. Za stosunkowo niewygórowaną cenę był naprawdę spory pokój, z darmowym WiFi, pięćdziesięcioma kanałami w TV, łazienką w pokoju i śniadaniem na zasadzie "jedz ile możesz". Nie spodziewałem się takiej jakości za te pieniądze. I na tym kończyłby się dzień pierwszy.

Dzień drugi z kolei w połowie już opisałem. Drugą połowę z kolei stanowił event, pod tytułem koncert Sabatonu. Zanim przejdziemy do rzeczy, moja historia z zespołem. Tak, jestem jednym z tych od "40-1", zabijcie mnie za to jeśli chcecie. Tyle tylko, że w odróżnieniu od niektórych zdarzyło mi się słuchać innych piosenek niż wspomniane "40-1", "Uprising", Aces in Exile", "Inmate 4859" (jakim cudem tej piosenki nie ma wszędzie w wiadomościach, nie wiem) i "Primo Victoria" (często spotykam się z "fanami" zespołu, którzy akurat to znają, nie wiem czemu, widać każdy zespół ma swoje "Nothing Else Matters"). Przy okazji mam też całą ich dyskografię na półce i byłem w sumie na trzech koncertach, ale co ja tam wiem? Pewnie i tak zaraz jakiś tró fan mi powie, że jestem podludziem, bo Civil War nie lubię. Wokalista mnie drażni, sory, taki mamy klimat, whatevs. Wracając, Sabaton ma w moim sercu specjalne miejsce. Tak jak slashery pokroju DMC3 i Revengeance przypominają mi, czemu gram, tak Sabaton ukształtował cały mój gust muzyczny i zrobił z Małego Zolda Juniora, słuchającego rapu w gimnazjum, Dużego Zolda Seniora z pieszczochą na ramieniu. Nie zmieniło się to przez ostatnie pięć lat i w najbliższym czasie pewnie też się nie zmieni. Z tego też względu z przyjemnością wyruszyłem na trzecie spotkanie na żywo, pierwsze plenerowe i, jak się później okazało, najlepsze z nich wszystkich. A, i Riverside tam był. Przy czym nie chciało mi się iść na ich koncert, przesłuchałem kilka piosenek wcześniej i nie mógłbym być bardziej "Meh.". To samo, co powiedziałem Ylciakowi - "Jeśli to co robisz ma w nazwie "progresywne", to prawdopodobnie nie jest to nic dobrego." Tak więc ich po prostu pomijam.

To, że chłopaki mają w zwyczaju zaczynać koncert od "Dzień dobry/Dobry wieczór *nazwa miasta*! We are Sabaton and this is Ghost Division!" poprzedzonym odtworzeniem "Final Countdown" wie każde, kto trochę głębiej wejdzie w zespół. I powiem to teraz, "Ghost Division" jest lepszą piosenką niż "40-1". To najlepszy utwór z "The Art of War" i jeden z ich najlepszych w ogóle. A kiedy znajduje się w pierwszej trójce, obok "Carolus Rex" i "To Hell and Back" to wiesz, że to jest to. gdyby koncert na tym się skończył nie narzekałbym, mówię nieironicznie. Oprócz tego oczywiście prędzej czy później musiało się pojawić "40-1" i "Uprising", ale i również "A Lifetime at War" w wersji szwedzkiej, "The Art of War", "Attero Dominatus" i trzy inne piosenki, o których chciałbym powiedzieć więcej. Oczywiście zagrali więcej, ale te na ten moment kojarzę.

Po pierwsze, "Swedish Pagans" na prośbę publiczności, poprzedzone dialogiem brzmiącym tak:

- Are you asking us to play "Swedish Pagans" now? What, do you think that a show like this is some kind of democracy?

- Yes!

- K*rwa...

Po drugie, "Resist and Bite", przy którym wokalista, Joakim Broden, sięgnął po gitarę ze słowami "What, did you think that we were going to play "Resist and Bite" now? No, what would make you think that? We're going to play Deep Purple!", po czym nastąpiło kilka minut coverowania wszystkiego zakończone wspomnianą piosenką. W międzyczasie było również "Oh, I see you know your Metallica! Then what the f*ck are you doing on a Sabaton show?".

Po trzecie, "Night Witches" z najnowszego albumu, poprzedzone genialnym intrem z wykorzystaniem syren alarmowych i chóru. Niesamowicie podbudowali atmosferę do tej piosenki i dało genialny efekt. Niestety, obecnie jest dostępne tylko jedno, średniej jakości nagranie:

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Sam koncert z kolei zakończył się na "Metal Crue". Szczerze powiedziawszy byłem lekko rozczarowany, że nie na "Metal Medley", czyli połączeniu "Metal Machine" z "Metal Crue", ale to już wybrzydzanie. Ogólnie zagrali sporo utworów z różnych albumów, więc nie było Heroes + "40-1" i "Uprising", za co duży plus.

Między utworami oczywiście musiało pojawić się kultowe już zerowanie browara na scenie, tym razem padło na "Łomszę Niepaszteryszowaną". Przy czym tego dnia zerowane były akurat dwie butelki, jedna w rytm coveru theme song z Mario. Oprócz tego nie mogło zabraknąć oczywiście standardowych wstawek, kiedy Joakim mówi po polsku i jego interpretacje Ahmeda Martwego Terrorysty. Tym razem jednak otrzymaliśmy bonus w postaci strip show i ostrzeżenie, że nie chcemy widzieć "family packa" i nagiego Szweda.

Muszę również wspomnieć o organizacji, która była zadziwiająco nieokropna. Teren był dość duży, żeby nikt na siebie nie wpadał i osoby takie jak ja mogły sobie stanąć lekko z tyłu i po prostu posłuchać muzyki. Fakt, że tym razem całość nie miała miejsca w klubie pozwolił uniknąć problemu pod tytułem "Zainwestujcie w taki magiczny wynalazek zwany klimatyzacją!" i nawet wyszedłem z koncertu bez wypocenia 10 kilogramów. Nie to, że by się nie przydało.,,

Niestety pojawiły się problemy techniczne. Nie raz miksowanie dźwięku lekko nawaliło, czasami ekrany się zawieszały i oczywiście Energa (czymkolwiek ta firma nie jest) musiała umieszczać na nich swoje logo co minutę. Fajnie, że sponsorujecie event, ale nie zmuszajcie mnie do znienawidzenia was. Walnijcie sobie logo na górze sceny i tyle, każdy zauważy.

Mimo wszystko jednak całość była niezwykle udana i nieźle zorganizowana. Żałuję tylko, że nie było nigdzie budki z merchem, ta koszulka z "Lion from the North" wciąż za mną chodzi...

Tak wyglądała sobota, czyli "dzień główny". Muszę jeszcze powiedzieć, Grudziądz jako miasto... Miasto jak miasto. W oczy rzuca się to, że bez mała wszystkie budynki to kamienice, przy czym 75% z nich nie widziało tynku tak od połowy zeszłego wieku. Ale poza tym to zwykłe miejsce, jakich mnóstwo. Albo po prostu ja nie umiem zwiedzać, bo nie umiem. Pojechałem tak w dwóch celach i obydwa zrealizowałem, tylko to się dla mnie liczy.

Niedziela z kolei przebiegła podobnie do piątku. Droga powrotna zajęła mniej czasu ze względu na mniejszy ruch, znajomość trasy itp. Natomiast po powrocie do domu zrobiłem jedną, ostatnią rzecz w celu ukoronowania tego weekendu. Jedyne w moim mieście kino zdecydowało się w końcu wyemitować Guardians of the Galaxy, na jeden weekend 29-31 sierpnia. O dziwo nawet była opcja wyboru dubbingu i napisów. Jako, że nie miałem ochoty podziwiać kiepskiego aktorstwa, wybrałem to drugie. Nie będę się rozpisywał, bo żaden ze mnie recenzent filmów, ale ujmę to tak:

a) Wciąż się biję z myślami, ale na ten moment to chyba najlepszy film, jaki Marvel zrobił kiedykolwiek.

b) Guardians of the Galaxy to film, jakim Star Wars i Star Trek powinny być.

c) Gatunek "dupki w kosmosie" oficjalnie stał się prawdziwy.

d) "I am Groot." - Vin Diesel, 2014

e) "I find you an imbecile." - Batista, 2014

To najlepszy film, jaki widziałem od czasu Pacific Rim. Uwielbiam Godzillę, ale Guardians znajdują genialny balans między akcją i humorem oraz pokazują tę grupę w zupełnie innym świetle, niż się spodziewałem. To po prostu pięć totalnych idiotów robiących rzeczy w kosmosie. Najlepszym podsumowaniem filmu jest ostatnia walka, gdzie (bez spoilerów) jedna z postaci stosuje najbardziej scumbag tactic, jaki widziałem od dawna. Lepiej mogło być tylko wtedy, gdyby główny zły poszedł w coś w stylu "Ja nie wierzę, że ten koleś pokonuje mnie w ten sposób!". Sam fakt, że bohaterami filmu są fan popu lat 70, Nie-She-Hulk, Batista, Vin Diesel Drzewo i gadający szop z bazooką powinny powiedzieć dość dużo. Bawiłem się tu lepiej niż przy Avengers, którymkolwiek Iron Manie czy jakimkolwiek innym filmie Marvela. Jedyne, co mi przy chodzi do głowy, przy czym uśmiałem się tak mocno, to Punisher: Warzone, ale to bardziej kiczowatość filmu, niż autentyczna jakość humoru. A dialogi w Guardians to złoto. W skrócie, jeśli masz gdzieś kino, które jeszcze ma ten film w repertuarze, to idź go zobaczyć. Nie ma powodu, dla którego nie miałbyś tego zrobić. Nie umiem znaleźć w nim nic słabego. Również, Merle Dixon w nim gra.

Chyba rozpisałem się dość mocno na ten temat. Czemu piszę o własnych urodzinach? A bo ja wiem, Jest to, że to mój blog i nikt mi nie zabroni. Dość dobry powód, nie? Anyway, nie pozostaje mi nic, jak pożegnać się tak, jak Sabaton pożegnał nas. A zatem, "Metal Crue!"

Youtube Video -> Oryginalne wideo

PS. Udało mi się zgarnąć coś jeszcze w ten weekend, co jest właśnie tym "zbiegiem okoliczności". Wciąż pracuję nad pozą, ale niech mnie, jeśli to nie jest śliczność. :3 Szkoda tylko, że cała instrukcja jest po japońsku.

10608638_348554708638183_878242341720674291_o.jpg



18 Comments


Recommended Comments

Ylthin groziła ci śmiercią tylko raz? Taaa, bo jeszcze w to uwierzymy...

Czyli że Uprising to taki hicior? Bo IMO najsłabsza ich piosenka, miałem nadzieję że choć raz ludzkość się ze mną zgadza :/

Strażnicy u mnie na równi z Avendżersami, choć tu na pewno było śmieszniej, na minus że Wcale-Nie-She-Hulk została totalnie olana przez scenarzystów i była tylko po to, by główny bohater miał kogo ocalić. No i nie ma to jak wywrzeszczeć milion razy w trailerach, że w filmie jest Vin D., a gdy przyjdzie podziwiać jego rolę w tym filmie... Hmm? Mastertrolling czy masterprzegięcie?

Share this comment


Link to comment
Ylthin groziła ci śmiercią tylko raz? Taaa, bo jeszcze w to uwierzymy...

Raz w ciągu soboty. Poza tym chyba po prostu przywykłem, bo nawet nie kojarzę ile razy to robiła.

[Czyli że Uprising to taki hicior?

Ujmę to tak, nawet nie jest w moim Top 3 utworów z Coat of Arms, ale wiadomo, o Polakach, get hyped.

No i nie ma to jak wywrzeszczeć milion razy w trailerach, że w filmie jest Vin D., a gdy przyjdzie podziwiać jego rolę w tym filmie... Hmm? Mastertrolling czy masterprzegięcie?

Żeby być szczerym, Groot ma więcej osobowości niż Nie-She-Hulk.

Share this comment


Link to comment

Sabaton był w Grudziądzu, Sabaton był w Polsce... A ja jestem w Holandii, ja się chyba pochlastam....

Uprising mi się nie podoba, ale 40-1 to jest świetne.

Share this comment


Link to comment
Sabaton był w Polsce...

Po raz XY (pod X i Y wstaw dowolne liczby z przedziału 1-9), na dzień przed zapowiedzią czterech kolejnych koncertów w styczniu.

Share this comment


Link to comment
No cóż, przynajmniej groziła mi śmiercią tylko raz, co jest zatrważającym sukcesem.

Powiedziałam ci, że cię wrzucę do rzeki. Faceta wyższego o 20 cm i ważącego bez mała dwa razy tyle, co ja. Byliśmy zresztą dobry kilometr od Wisły i ze dwa od Błoń, więc tenteges... prędzej by mi się blizna rozlazła na brzuchu, niż bym coś wskórała.

Zespół przyjechał do naszego kochanego bieda-miasta chyba tylko dlatego, że ich "rodzinne" miasto ma z nami (uduście, jeśli coś pokręcę) umowę partnerską. Tyle plotki, ile w tym prawdy - nie mam pojęcia.

  • Upvote 2

Share this comment


Link to comment
Jeszcze desu firseen jest w miarę łatwy do ogarnięcia. Niestety King Crimson just werks.

Nie do końca, bo o ile ogarniam efekt działania Death 13, o tyle nie rozumiem zasad. Jak to co się dzieje we śnie powoduje eksplozję głowy i krwawe napisy na ramieniu w prawdziwym świecie? Zrozumiałbym, gdyby umierający padł ot tak i już, ale fizyczne obrażenia już nie do końca. I dlaczego w śnie nie można używać Standów, chyba że zaśniesz używając jednego? To dość dziwne ograniczenie. Plus nawet zakładając, że Dio zapłaci mu za zadanie, co on z tym zrobi? Wykupi sobie zapas pieluch i opłaci niańkę? Jak Dio dotarł do niemowlaka? Jak ten niemowlak ścigał Jotaro i resztę? Czemu ten niemowlak myśli jak normalny człowiek? Tu jest całkiem sporo pytań.

Ale tak, po przeczytaniu całego tekstu o zasadach działania King Crimson nadal nie mam zielonego pojęcia, jak do cholery działa King Crimson.

d00.png

Powiedziałam ci, że cię wrzucę do rzeki.

Myślę, że groźba utopienie zasadniczo podpada pod grożenie śmiercią. I nie usprawiedliwiaj się mi tu teraz.

Zespół przyjechał do naszego kochanego bieda-miasta chyba tylko dlatego, że ich "rodzinne" miasto ma z nami (uduście, jeśli coś pokręcę) umowę partnerską. Tyle plotki, ile w tym prawdy - nie mam pojęcia.

To prawda, wspominał o tym ten koleś z Eski, który coś tam przebąkiwał między zespołami, i którego słuchałem piąte przez dziesiąte.

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...