Transformers Zemsta Upadłych - recenzja
Przeczytałem wiele opinii o filmie. Dziwią mnie komentarze typu "dużo akcji, ale brak dobrej fabuły albo czegoś innego". To jest film akcji. Tu ma być rozwałka. I jest. Więc ci, którzy idą do kina aby ją zobaczyć będą zadowoleni. Zająłem się rozpierduchą jako pierwszą dlatego, że jest jej najwięcej, i to główna zaleta. Dużo i głośno. Ale historię także trzeba opowiedzieć. Trudno sie tu obyć bez spoilerowania. Najpierw wprowadzenie podobne do tego z pierwszej części, kolejno dobijanie Deceptikonów (już na otwarciu Optimus kontra Demolisher!), i dopiero widzimy przeprowadzkę Sama i, a jakże, rozwalenie jego chałupki. Przewijają się także rozczarowana perspektywą związku na odległość Mikaela oraz zaskakujący rodzice głównego (?) bohatera. W collegu wita go kompromitacja. Powód? Jego matka, której zaszkodził środek odurzający (!). Później wszystko dzieje się bardzo szybko. Organizacja łącząca Autoboty z wojskiem zostaje rozwiązana, Mikaela, Sam i jego kumpel Leo zostają porwani, mega spoiler! ->
Optimus zostaje zabity przez ożywionego Megatrona!
. Dalszych losów nie opisuję. Warty uwagi jest fakt powstania Devastatora oraz walka
Upadłego i Megatrona
z Optimusem. Całość zamyka ucieczka
Starscreama i Megatrona
.
Wizytę w kinie zaliczam do udanych. Obejrzałem to na co czekałem. Z pewnością zakupię wydanie DVD. Na szacunek zasługuje leśny pojedynek osamotnionego Optimusa z trzema Deceptikonami. Ogólnie Prime mi się bardzo spodobał. Silny, waleczny, gotowy do poświęcenia, ale rozważny. Taki powinien być przywódca. Polecam każdemu fanowi Transformersów i s-f.
7-/10

2 komentarze
Rekomendowane komentarze