Jump to content

Rzut b3retem

  • entries
    23
  • comments
    315
  • views
    26,242

Resident Evil 4 - powrót po latach

b3rt

1,003 views

ResidentEvil4.png

Gdyby ktoś mnie zapytał o moją ulubioną serię gier, bez chwili zwątpienia wskazałbym Resident Evil. Przeszedłem chyba wszystko co ma RE w nazwie, włącznie z pasztetami pokroju Gun Survivor czy Dead Aim, przecierpiałem tragiczne filmy, na półce mam całkiem nie najgorsze komiksy a niektóre części mam w 2-4 kopiach (takie RE4 mam w wersji premierowej, HD na Steamie, na GCN, z Supersellera i jeszcze chyba z CDA). Do tego jestem bardzo bezkrytyczny wobec tej serii, co objawiło się chociażby przy moim wpisie o RE6. Taki fanboj ze mnie, o! A gdybym miał wskazać ulubioną część, bez wątpienia byłoby to Resident Evil ...2. Z tym że dwójką zajmiemy się innym razem, teraz czas na czwóreczkę, drugą licząc od góry najlepszą częścią RE jaka ujrzała światło dzienne.

Ale najpierw nieco historii. Jeśli ktoś tworzyłby artykuł o grach powstających w bólach i cierpieniu, to RE4 spokojnie można by było postawić jako wzorzec w takim tekście. Czwórka była wielokrotnie przerabiana, przemodelowana, tworzona od podstaw tylko po to, żeby później całkowicie skasować wszystkie osiągnięcia i zacząć od początku. Jednak w pewnym momencie udało się stworzyć konkretny projekt, napisać ponad połowę gry, udostępnić pierwsze trailery i screeny i niedługo później... znów skasować cały projekt. Wczesna wersja RE4 (nazywana często RE3,5) prezentowała się świetnie, z tym że nie pasowała za bardzo do koncepcji serii. Gra przedstawiała historię zarażonego wirusem Leona S. Kennedy'ego który próbował uratować Sherry Birkin, znaną z RE2 dziewczynkę, porwaną przez tajemniczy kult. Największym problemem tej wersji było to, że gra bardziej przypominała Silent Hill niż RE. Wszędzie było ciemno, widzieliśmy tylko to co oświetliła nam latarka, główny bohater co krok doświadczał dziwnym majaków i walczył z duchami oraz demonami. Do tego polityka Capcomu nie do końca pokryła się z wizją ówczesnego projektanta, Shinjiego Mikamiego, który to widział że popularność gier spod szyldu Biohazard spada i czwórką chciał zakończyć wszystkie wątki i zamknąć serię. Japończycy jednak nie mieli zamiaru zabijać swojej flagowej marki i zlecili ponowne przerobienie całej gry. I tak oto powstał RE4 w takiej formie w jakiej znamy go dzisiaj, a zażenowany całą sytuacją Mikami zwinął zabawki i odszedł do Platinum Games. Ze starego RE3,5 zostały tylko wspomnienia i wycinki gameplay'ów na Youtube (zalinkowane niżej).

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Czy to źle?

Nie, nie i jeszcze raz nie. Resident Evil 4 to część bardzo kontrowersyjna, ale niesamowicie dobra. Przede wszystkim bardzo mocno zrywa ze swoimi korzeniami, pod każdym względem. Umbrella upadła, Wesker zniknął bez śladu, nie ma już Raccoon City, nie ma zombiaków, nie ma STARS, nie ma RPD. Nie ma też sztywno zawieszonych ujęć kamery, niedokładnego celowania i biegania sto razy po tych samych pokojach, raz z kluczem, raz bez klucza. Jedyny pomost łączący część czwartą z poprzednikami to bohater: Leon S. Kennedy. Nie jest to jednak znany z dwójki policjancik o zawyżonym poczuciu obowiązku. Teraz to doskonale wyszkolony agent do zadań specjalnych, człowiek podlegający tylko samemu prezydentowi. Zostaje on wysłany do Hiszpanii, gdzie wg amerykańskiego wywiadu znajduje się obecnie córka prezydenta, porwana przez członków tajemniczej sekty (czyli jednak patenty z RE3,5 nie umarły tak do końca). Cała fabuła kręci się właśnie wokół Leona, prób uratowania Ashley, oraz Las Plagas - pasożyta, przy którym wirusy z poprzednich części to lekkie przeziębienie. Co konkretnie gra ma do zaoferowania, że mimo kompletnego odcięcia się od poprzedników jest uważana przez wielu za survival horror idealny i najlepszą część serii?

resident-evil-4-hd-na-pc_4b7d.jpg

Przede wszystkim to gra zmieniła całkowicie pojmowanie survival horrorów, ustalone co prawda przez klasyczne Alone in the Dark, ale skonkretyzowane dopiero przez Capcom, wykorzystywane przez wszystkie survivale epoki PSX i PS2, od Silent Hill do Clock Tower 3 czy Kuon. W poprzedniczkach naszym głównym zadaniem było bieganie po z góry określonych strefach, szukanie kluczy i w miarę możliwości unikanie walki (zwłaszcza w RE1). Amunicji było mało, nóż zadawał mizerne obrażenia, a ociężałość zombie zachęcała tylko do sprytnego przemykania bokami i oszczędzania cennych magazynków. Zapomnijcie o tym wszystkim, teraz pojedyncze zombiaki zostały zastąpione przez Ganados - ludzi w których rozwija się pasożyt. Sprawnych tak, jak sprawni potrafią być ludzie, inteligentnych, na ile pozwalała wydajność ówczesnych konsol. Ganados planują swoje ruchy, jeśli zamkniesz się w budynku, wyważą okna, jeśli zastawisz okna szafą, przystawią drabinę, jeśli uciekniesz na dach, będą rzucać w ciebie toporami i nożami, podczas gdy inna grupa będzie szukała wejścia. Niczym mrówki będą biegać wokół ciebie, zastawiać ci drogę i sprawiać że zimny pot będzie lał ci się po plecach podczas desperackich prób ucieczki. To już nie jest straszenie trupem z szafy, to czyste uczucie zaszczucia i braku możliwości walki wobec przeważających sił wroga. Idealnie odzwierciedla to pierwsza poważna potyczka, w wiosce, gdzie w pewnym momencie jesteśmy już tak przyparci do muru że pozostaje nam tylko rzucić pada i czekać na śmierć... która nie nadejdzie. Oczywiście bardzo mocno naciągam, bo w porównaniu z niektórymi dzisiejszymi grami aż takich emocji już nie ma, ale te 10 lat temu (przypominam że oryginał na GCN wyszedł początkiem 2005 roku, sam grałem w to w okolicach 2006) robiło to niemałe wrażenie i do dziś pamiętam swoją pierwszą walkę z chytrymi wieśniakami czy uzbrojonymi najemnikami.

33118_1_90b2705aa3.jpg

Jednak nie bylibyśmy w stanie nic zrobić, gdyby gra nie przeszła poważnego liftu pod względem samego gameplay'u. I tak jak już pisałem wcześniej, pomysł ze sztywno zawieszonymi ujęciami poszedł do kosza. Zamiast tego akcję cały czas obserwujemy zza pleców naszego bohatera i stale mamy pełny obraz sytuacji. Swoją drogą mogę się mylić, ale to chyba jedna z pierwszych gier które spopularyzowały widok TPP w którym nasza postać widoczna jest od pasa w górę i zajmuje któryś róg obrazu, a nie wzorem Tomb Raiderów czy innych Syphon Filter, widzimy całą postać w centralnym punkcie monitora. Mało tego, Leon stał się dużo sprawniejszy niż w poprzednich częściach. Potrafi teraz zastawiać drzwi meblami, zrzucać drabiny przystawione do budynków, niczym Chuck Norris przywalić przeciwnikowi z soczystego półobrotu czy wyskoczyć z okna oblężonego budynku. Potrafi też w końcu porządnie przycelować, co dzięki fenomenalnie jak na tamte czasy zrealizowanym hitboxom nieraz pomaga nam wyjść z sytuacji krytycznych. Nie ma żadnego problemu z ogłuszeniem przeciwnika strzałem w głowę (później mało opłacalne), powalenie go na ziemię strzałem w kolano, wybiciu mu broni z ręki czy nawet zestrzelenia lecącej w naszą stronę siekiery. Co prawda Pan Kennedy nadal nie potrafi przeskoczyć pudełka zapałek czy przykucnąć, ale skok jakościowy jest niewątpliwy.

Gra została przebudowana nie tylko w kwestii samego gameplay'u, ale również w wielu pomniejszych szczegółach. Co prawda nadal mamy do czynienia z lekkim backtrackingiem, jednak pojedyncza, duża lokacja została zastąpiona kolejnymi poziomami: wioską, zamkiem, kopalniami, prywatną wyspą głównego złego itd. Zapomnijcie też o skrzynkach do przechowywania przedmiotów, teraz Leon ma przy sobie podręczną walizkę, w której wzorem gier w stylu Diablo układamy nasze cenne zasoby. Broni jest zauważalnie więcej, i dodatkowo możemy je ulepszać u pewnego wesołego kupca za zdobywaną po drodze walutę. Możemy też sprzedawać mu znalezione podczas gry skarby, za które dostajemy całkiem sporo kasy. Można też zapomnieć o zagadkach i łamigłówkach. Te dzielą się teraz na proste i banalnie proste, z reguły wystarczy przestawić jakieś dźwignie albo ustawić elementy w odpowiednim układzie. Z rzeczy przeniesionych z poprzedniczek można wyróżnić zapisywanie gry przy maszynach do pisania i apteczki występujące w formie roślinek, które możemy ze sobą mieszać, tworząc w ten sposób silniejsze leki. Reszta to całkiem nowa jakość i nowe pomysły.

RE4%20Screenshot%202-620x.jpg

Również pod względem zawartości było całkiem dobrze, zwłaszcza dla tych co pamiętają bardzo biedną pod tym względem trójkę (chociaż do dwójki nadal startu nie ma). Sama kampania starczy spokojnie na jakieś 15 godzin (przy pierwszym podejściu miałem jakieś 20, teraz ogrywałem wersję HD to zmieściłem się w 12), a w samej kampanii mamy jeszcze strzelnicę do odblokowania kapsli, sekrety do znalezienia itd. Prócz tego gra zawiera dodatkowy scenariusz w której kierujemy Adą Wong (dokładnie to dwa scenariusze, w jednym widzimy akcję podstawowej kampanii z innej perspektywy, w drugim zbieramy informację o bohaterach gry). No i pojawił się całkiem nowy tryb Mercenaries, w którym odpieramy atakujące nas fale wrogów, w którym też mamy nieco postaci do odblokowania i rekordów do nabicia. Ogólnie gra starczy na długo, zwłaszcza jak ktoś pokusi się o dodatkowe przejście na najwyższym poziomie trudności.

Pod względem technologicznym gra prezentowała się niesamowicie. Wyciskała ostatnie poty z nienajlepszych pod względem parametrów GameCube'ów czy coraz starszych PS2. Animacja postaci, oświetlenie, cieniowanie, wszystko wyprzedzało swoją epokę wielokrotnie. Problemy pojawiły się dopiero przy porcie na PC. Gra ukazała się na poczciwych blaszakach kilka lat po oficjalnej premierze, ale jej jakość była naprawdę tragiczna. Zniknęło całe oświetlenie i cieniowanie, coś co robiło największe wrażenie na nieco wiekowych konsolach w ogóle nie było obecne na sprzęcie który ów konsole zjadał na śniadanie pod względem wydajności. Do tego gra osiągała maksymalnie 30fps, co wyglądało dość tragicznie. Mało? To co powiecie na sterowanie kompletnie nieprzystosowane do klawiatury, niewykorzystujące myszki, rzucające podpowiedzi w formie jakichś niezdefiniowanych liczb zamiast konkretnych klawiszy czy przycisków pada? Albo na brak możliwości zmiany ustawień klawiatury? Albo na skalowanie do 16:9, przez co jeśli graliśmy w innych proporcjach to na dole i na górze mieliśmy obleśne, czarne paski zajmujące dużą część ekranu. Albo cut-scenki przerzucone z silnika gry na format MPEG, tragicznie rozpikselowany i utrudniający niektóre QTE. Część z tych niedogodności załatwił patch 1.1, część naprawili fani w nieoficjalnych fixach, jednak ogólnie jakość portu była tragiczna, tak samo jak jakość wydanego na PC DMC3, który wyszedł mw. w podobnym okresie. Gra przez wiele lat była dostępna tylko w takiej wybrakowanej formie (której notabene nie dało się uruchomić na niektórych nowszych systemach) aż do tego roku, kiedy to Capcom pod naciskiem Valve (które nie pozwoliło na wydanie takiej wersji na Steamie) przeportował na PC wersję HD. I tak dostaliśmy w końcu takiego RE4 na jakie zasługiwaliśmy. Gra działa w płynnych 60fps, idealnie skaluje się do proporcji obrazu, wyświetla podpowiedzi do pada i klawiatury, w zależności na czym gramy, w pełni obsługuje myszkę itd. Do tego dostała nieco lepsze oświetlenie i nowe tekstury, dzięki czemu nawet dziś wygląda całkiem znośnie. Wersja HD nie uniknęła kilku przykrych wad, i dość często zdarza się że np. odstrzelona broń zawisa w powietrzu, ale ogólnie jakość portu jest świetny, co przy dość przystępnej cenie daje graczom możliwość pełnego doświadczenia tej gry. Żałuje tylko że nie wykorzystano pełnego potencjału achievementów, i dano tylko 12 osiągnięć, z których większość i tak zdobywa się podczas grania. Przy tylu skarbach do znalezienia, przy trybie Mercenaries aż się prosi o więcej osiągnięć. Warto również zauważyć że nie jest to remake tylko port po lifcie, nadal nie możemy poruszać się podczas celowania i robić innych rzeczy do których przyzwyczaiły nas nowsze Residenty.

smalltime.jpg

O RE4 mogę pisać godzinami. Przeszedłem tą grę niezliczoną ilość razy, odkryłem wszystko co było do odkrycia, znalazłem kilka glitchy i taktyk pozwalających przeskoczyć co trudniejsze walki itd. Jedyną wadą tego Residenta jest to, że tak naprawdę... mało w nim Residenta. Brak zombiaków trochę boli, przerzucenie ciężaru fabuły na całkiem nowe rzeczy i wątki również. Podczas gry można odnieść wrażenie że gdyby tytuł był inny, a Leona zastąpiono nowym bohaterem to nikt nawet by się nie połapał że to miał być RE. Jednak jeśli patrząc na grę samą w sobie, to jak dla mnie jest ona pozbawiona wad. Ma długą i emocjonującą fabułę, masę świetnych rozwiązań i genialne wykonanie, zarówno w wersjach na pierwotne platformy, jak i w wersji HD. Co prawda dzisiejszego gracza mogą odstraszyć rozwiązania które - nie ukrywajmy - są archaiczne, jak np. brak możliwości poruszania się przy celowaniu, ale patrząc z perspektywy lat 2004/2005 to te wady bledną. Resident Evil 4 to nie tylko doskonała gra, to również masa nowych trendów w grach akcji, wykorzystywanych nie tylko w survival horrorach (np. Cold Fear), ale również w wielu innych tytułach, chociażby w Gears of War. Nieco żałuję że nie ma grywalnej wersji RE3.5, ale nie umniejsza to jakości RE4. Grze którą bez wątpienia mogę nazwać genialną.



8 Comments


Recommended Comments

Mimo wszystko, Resident Evil 4 był straszny w niektórych momentach, dodatkowo całość miała fajny, mroczny klimacik, szczególnie w zamku. Trudno mi to jednak powiedzieć o RE5. Było więcej akcji, owszem, ale brakowało tam jakiegoś klimatu. No cóż, Afryka serii nie pomogła.

Share this comment


Link to comment

RE5 uważam za najgorszą część głównej serii, zaraz obok RE3. Pewnie napiszę o tym prędzej czy później (zarówno o 3 jak i o 5).

  • Upvote 3

Share this comment


Link to comment
kompletnego odcięcia się od poprzedników

Nie takiego kompletnego. Wciąż mamy to kanoniczne "chodź albo strzelaj", nadal mamy roślinki i maszyny do pisania. Gra jest rewolucją w serii, ale - przynajmniej ja - wciąż czułem że to RE.

wioską, zamkiem, kopalniami, prywatną wyspą głównego złego itd.

I to jest to, co mi się w RE4 nie podoba - po świetnej wiosce i zamku jakby brakło pary i chodzimy po wyspie, laboratoriach, bazach i walczymy z najemnikami. Nawet jakieś ruiny się pojawiają. To trochę burzy klimat gry.

Co nie zmienia jednak faktu, że w głównej kwestii się zgadzam - Czwórka to najlepszy RE w jakiego grałem. Choć faktem jest, że zaczął podróż serii w kierunku który kompletnie mi się nie podoba (acz piątka to wciąż dobra gra imo*), i że zapragnąłem powrotu do początków serii (albo remaków 1,2 i 3). Tak to dobra gra zaszkodziła serii tongue_prosty.gif

* - Niepotrzebnie znowu dokonano tak dużych zmian jak między 3 a 4 - usunięcie handlarza (który był przecież świetny), wywalenie maszyn do pisania, etapy celowniczkowe, nowa Jill etc.

  • Upvote 2

Share this comment


Link to comment

Nie takiego kompletnego. Wciąż mamy to kanoniczne "chodź albo strzelaj", nadal mamy roślinki i maszyny do pisania. Gra jest rewolucją w serii, ale - przynajmniej ja - wciąż czułem że to RE.

No właśnie to Residentowe uczucie jest IMO słabe. Zwłaszcza dla kogoś kto grał we wszystkie części po kolei, i do czwórki zasiadł zaraz po 1-3. Ok, z przycelowaniem się zgadzam, prócz tego zostaje nam główny bohater (którego charakter też został całkowicie odmieniony, a jego relacje z Adą Wong też są dość niejasne, nawet dla kogoś kto ukończył RE2, w którym ginęła ona w titanicowej scenie), roślinki i spraye leczące, maszyna do pisania jako save point (do którego nie trzeba mieć tuszu, jak w poprzedniczkach) i w sumie tyle. Mamy nową lokację, nowego wroga, nowy wirus, ani śladu Umbrelli, zero zombiaków, inny gameplay itd. RE4 dużo więcej dzieli od poprzedników niż łączy.

Share this comment


Link to comment

Pamiętam dobrze swoje pierwsze chwile z RE4 - barykaduję się w domu, ale to nie pomogło na długo; uciekam na dach i próbuję kulturalnie odstrzelić całe towarzystwo; dobrze idzie, jeszcze tylko kilku i nagle przybiega(!) koleś z piłą mechaniczną... odcina głowę, koniec gry, szok. W ogóle, sceny śmierci Leona były takie, powiedzmy że realistyczne, przez co jakoś tak bardziej chciało się przetrwać, a nie tylko wczytać sejwa i spróbować jeszcze raz.

ani śladu Umbrelli

Ale to akurat nie do końca prawda.

Share this comment


Link to comment

@UP

Najlepsze, że odcięcie głowy, było jedną z łagodniejszych śmierci. Reszta, to nabijanie na kolce, wyżarcie głowy przez kwas, czy chociażby skręcenie karku. Grając, za wszelką cenę starałem się grać jak najlepiej, bo szkoda mi było Leona.

Share this comment


Link to comment

Ale to akurat nie do końca prawda.

No tak, na początku dowiadujemy się że Umbrella upadła i Krauser coś o niej wspomina. No i w tle gdzieś przewija się postać Weskera (jego nazwisko pojawia się może w dwóch cut scenkach, sam Wesker w filmiku otwierającym i zamykającym Separate Ways). Jednak ogólnie Umbrella jako taka nie występuje w ogóle. Dopiero w RE5 działania Weskera z RE4 wychodzą na jaw i nabierają znaczenia.

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...