Zaczynam nienawidzić Revengeance...
Czuję wewnętrzną potrzebę podzielenia się moją smutną historią.
Otóż dzisiejszy dzień rozpocząłem od zajęć z masażu i akurat, tak jakoś wyszło, że dziś byłem w parze z innym chłopakiem, zamiast dziewczyną. I dzisiaj też ćwiczyliśmy masaż pośladków... Ale OK, umyłem ręce trzy razy, robiąc to myślałem o czym innym, jakoś przeżyłem wszelkie komentarze o tym, jak bardzo nam obydwu się to podobało, takie studia, taka praca, przeżyję.
Następny w kolejce był angielski, z moja ulubioną Panią Chcę-Być-Jak-Cersei-Lannister-Ale-Nie-Mam-Urody. Nie obyło się oczywiście bez wszelakich nawiązań seksualnych i tłumaczenia zdań o martwych alfonsach pomagających swoim pracownicom wspiąć się na szczyt kariery. Nie, nie żartuję, to autentycznie całe zajęcia z angielskiego na mojej uczelni. Ale OK, przeżyłem, nie zamordowałem jej, wszyscy są szczęśliwi.
Po powrocie do pokoju postanowiłem spróbować swoich sił z Armstrongiem No Damage. Zacząłem poziom, przeszedłem przez żołnierzy dość szybko. To była najłatwiejsza część, tylko jedna walka była oceniana i nie było problemu ze zdobyciem S. Kilka minut i po bólu.
Następnie, EXCELSUS. Z tym było trochę więcej problemu, po trzech No Damage A Rank, i próbowaniu kilku taktyk, w końcu udało mi się zdobyć S poprzez Zandatsu na Gekko i jakimś cudem nie oberwać od lasera. Coś w końcu się udało.
A teraz, najlepsza część, Armstrong. No Damage na Hard był dostatecznym problemem, fazy przed główną walką do prostych nie należą. Po XX podejściach, w końcu się jednak udało. To uczucie, kiedy pojawia się atak, od którego musisz oberwać, ale nie nalicza ci obrażeń i idziesz dalej? Ano, mniej więcej takie:

Najgorsze było za mną, zrobiłem to. Teraz, nawet jeśli oberwę, mogę bez problemu wczytać checkpoint, kwestia cierpliwości. Próba za próbą, unikając gejzerów, ścian ognia, fal uderzeniowych, zwykłych ciosów, fragmentów Metal Geara, aż w końcu, jest. Beż żadnych obrażeń, dotarłem do końca walki, teraz jedynie prosta sekwencja Blade Mode/QTE i po bólu. Mogłem sobie powiedzieć "Zrobiłeś to. Przebiłeś niebiosa, już po wszystkim. Osiągnąłeś swoje Magnum Opus w tej grze.". Czułem satysfakcję i spełnienie, bo oto zrobiłem już wszystko, co było do zrobienia. Jasne, zostało kilka VR, bossowie z DLC, ale on był najgorszy ze wszystkiego. I ja go pokonałem. I wtedy...
A Rank. No Damage, A. Cała radość uleciała ze mnie, całe poczucie spełnienia i zwycięstwa. A Rank. I teraz muszę zaczynać wszystko od początku. Jasne, zrobię to. Nie dziś, ale to zrobię. Ale, czemu? Żadnych obrażeń, przeciąłem wszystkie fragmenty, którymi we mnie rzucał. I A Rank. Wybaczcie, ale idę teraz się wypłakać, bo oto mój związek przeżywa kryzys. I to ogromny. To chyba moja kara, za ponowne ukończenie Vergil's Downfall... Niech mnie ktoś przytuli...
-
10

10 komentarzy
Rekomendowane komentarze