Jump to content
  • entries
    5
  • comments
    49
  • views
    5,586

Abused Majesty


Stillborn

755 views

Ze zbyt dużym opóźnieniem (planowałem ten wpis na ubiegły tydzień) kontynuuję przybliżanie portfolio wartych (moim zdecydowanie nieskromnym zdaniem) zespołów. Miałem niemałą zagwostkę, na co tym razem postawić. Padło na Arbuzy. Zespół, który może i nie nagrał niczego, co wstrząsnęło by blackmetalowym światkiem, ale grający bardzo solidnie i, co nawet ważniejsze - ciekawie.

Zanim zacznę opisywać muzykę, którą grają, zarzucę jeszcze danymi nt. składu:

  • Tomasz "Hal" Halicki ? wokal, gitara basowa
  • Paweł "P" Bartulewicz ? gitara
  • Ilya Stepanov ? gitara

Pewnie zastanawiacie się, gdzie perkusista? Za garami od początku siedział Łukasz "Icanraz" Sarnacki. Człowiek, który był obecny niemal na każdym albumie, który kupowałem (różnych kapel death i black metalowych) jakieś 3-4 lata temu :]. Niestety, w 2011 roku rozstał się z Abused Majesty... A sam zespół zawiesił wtedy działalność i w takim niebycie tkwią do dziś.

Dobrze, jeszcze mięska nie będzie. Odrobina historii:

panowie zebrali się w Białymstoku, w 1998 roku. Właśnie wszędobylski Icanraz był głównym prowodyrem powstania Arbuzów. On oraz Adam "Socaris" Wasilewski i Łukasz "Lucas" Masiuk (którego niestety w ogóle nie kojarzę), obaj machający piórami i wiosłami. Jako, że zespół bez wokalisty, to niewypał, dokooptowano sobie jeszcze gościa o ksywce Khopik. A jako, że zespół bez basisty, to zbrodnia, dokooptowano jeszcze niejakiego Wierzbę. Dzięki czemu mieli pełny skład, z którym weszli do studia Hertz w 1999 nagrywając...

16867_abused_majesty_thee_i_worship.jpg

Thee I Worship - cztero-utworowe demo. Mroczno satanistyczny bełkot liryczny... Dobrze, że przywykłem do tego... hmm, standardu.

Muzycznie mamy tutaj dość przestrzenny black z lekkimi deathmetalowymi naleciałościami, co stanie się stałym elementem składowym w ich późniejszej twórczości.

Co mnie się podoba, to spora melodyjność tego materiału i, jako że nagrywany w Hertzu, dobrze brzmi. Mimo iż ten materiał jest odtwórczy, to słucha się go bardzo dobrze. A zwracając uwagę na fakt, że to pierwsze demo - jest lepiej niż świetnie. Wśród utworów (a są tylko cztery) mamy kawałki wolniejsze, jak i typowe blackmetalowe łomotanie, które określa się jako RAW black metal. Ale wszystko otoczone dobrymi melodiami i klimatycznymi zwolnieniami.

Tutaj macie do posłuchania Under the Sign of Pentagram:

Youtube Video -> Oryginalne wideo

16868_abused_majesty_gods_are_with_us.jpg

Jak to często z młodymi kapelami bywa, skład się posypał. Widocznie niektórzy zrozumieli, że grając taką muzykę i nie nosząc nazwy Dimmu Borgir, gwiazdami się nie zostanie :].

Skład opuścili Khopik i Wierzba. Na szczęście wakat szybko zajęty został przez Gunara* (ksywka dość znacząca, jeśli chodzi o zainteresowanie, co nie?), piszącego teksty i pokrzykującego oraz Kojota na basie. Żeby było jasne, nie było wcale tak różowo, bo muzyków w czasie między pierwszym a drugim demem przewinęło się więcej, ale skoro nic nie nagrali, to co oni nas obchodzą?

W tym czasie panowie z Abused Majesty dokonali znaczącej muzycznej wolty. Nadal mamy co prawda black metal, ale dzięki wokaliście ostro skręcono na mityczną północ. Dzięki czemu demo Gods Are With Us, nagrane w 2001 ponownie w Hertzu**, śmiało można określić jako viking metal. Wciąż muzyka jest zróżnicowana, obfitująca w zmiany tempa i dużo melodii. Oprócz wcześniej wspomnianych, do składu wciągnięto jeszcze Grzegorza "Ghaeza" Wasiaka, mężnie dzierżącego parapet. Powoli więc zespół stawał się tym, z czego zasłynął. A właściwie nie zasłynął, bo Abused Majesty to kolejna świetna kapela, która przepadła :[.

Ok, bredząc jeszcze nieco o tym demie:

pierwszy raz pojawili się goiście - Kaśka z Via Mistica, zawodząca nieco w tle i niejaki Paweł, szarpiący struny na pudle (phi, info o nich na wiki nawet nie ma).

Materiał świetnie się słucha - pod warunkiem, że ktoś lubi takie epicko wioskowe klimaty :].

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Abused-Cover-int.jpg

Zmian składu ciąg dalszy. Zespół opuścił Gunar oraz Kojot, więc, jak łatwo się domyślić, zmianie uległa tematyka tekstów, a co za tym idzie, również muzyka ewoluowała. Już można zapomnieć o epickich bitwach wikingów i wioskowej elektronice, mimo iż Ghaez wciąż plumka na klawiszach. I dobrze. Mimo iż Gods Are With Us było całkiem fajnym demem, to jednak mało mi pasuje do Abused Majesty. Chociaż zdaję sobie sprawę, że rzutuje na to móje postrzeganie ich muzyki z perspektywy czasu, gdy znam bardzo dobrze ich całą dyskografię.

Wracając jednakże do meritum: Serpenthrone, omawiany w tej chwili pełnopłytowy debiut, został nagrany (tutaj szok i niedowierzanie) w Hertzu (bum, tssss!). Wydany natomiast dzięki Empire*** w 2004 roku.

Warto też nadmienić, że do składu dołączył zaraz po nagraniu drugiego dema pocharkujący basista Tomasz "Hal" Halicki, który w pewnym momencie, obok Icanraza, stał się głównym filarem tej kapeli, mając niebagatelny wpływ na muzykę. Odszedł też jeden z założycieli - Lucas. Zastąpił go Marek "Maar" Przybyłowski.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby większa część składu (tylko Ghaeza tam zabrakło) nie zasiliła szeregów również białostockiego, znanego tu i ówdzie Hermh, wspierając Barta w mini albumie powrotnym Before the Eden - Awaiting the Fire. Dlaczego źle? Mimo iż Serpenthrone to naprawdę świetny kawał symfonicznego black metalu, to jego podobieństwo do Before the Eden jest imo zbyt duże. Różnią się w zasadzie tylko elektroniką, a to i tak w zasadzie niewiele. Nie zmienia to jednak faktu, że debiut jest jak najbardziej godny uwagi.

Youtube Video -> Oryginalne wideo

16871_abused_majesty_crusade_for_immortality.jpg

Na następne wydawnictwo, tym razem demo, przyszło czekać dwa lata. Crusade for Immortality zostało nagrane w 2006 (tym razem w studio Studnia), z kolejnymi zmianami w składzie. Maar i Socaris zostali w Hermh (choć Maar jeszcze nieco wspomagał Arbuzów na późniejszych wydawnictwach), a Ghaez przepadł. Ich miejsce zajęli Robert "Rob-D" Danielski na gitarze oraz Wacław "Vac-V" Borowiec na instrumentach klawiszowych****.

Muzycznie znów mamy zmianę. Już nie tak wielką, jak pomiędzy drugim demem a pierwszym LP, ale jednak. Przynajmniej uwolnili się od jarzma Hermh. Muzyka stała się imo nieco szybsza, mniej tutaj gitarowych, piszczących zawijasów. Doszło także więcej elementów deathmetalowych. Całość jawi się jako bardziej przemyślana, bardziej świadomie operują nastrojem, kojarząc mi się momentami wręcz z operowym dramatyzmem. Jednakże muzyka nadal pozostała bardzo gitarowa.

Mamy tutaj też ich pierwszy cover, czyli The Night of the Triumphator (Satyricon).

Youtube Video -> Oryginalne wideo

COVER.jpg

O dziwo, tym razem skład pozostał stabilny. Nikt nie odszedł, z tym, że za niektóre partie klawiszy odpowiedzialny jest Wojciech "Flumen" Kostrzewa. Dzięki temu drugi pełny album, ...So Man Created God in His Own Image, jest naturalnym rozwinięciem stylu i pomysłów z Crusade for Immortality - i to zarówno na płaszczyźnie muzycznej, jak i tekstowej (co widać choćby po nazwach utworów). Płytka nagrana w Hertzu, ponownie wydana dla Empire, w 2008 roku.

W zasadzie nie za bardzo wiem, co tym razem napisać o ich muzyce. Jest po prostu więcej, lepiej, ciekawiej. Bardziej dojrzale? Kurde, zaczynam operować komunałami powtarzanymi w większości recenzji kolejnych albumów różnych artystów. Ale cóż mogę poradzić na to, skoro to prawda. Na pewno jest to jeden z moich ulubionych albumów w gatunku określanym mianem symfonicznego black metalu. I najchętniej słuchanym.

Wracając jeszcze do Flumena. Jest on odpowiedzialny głównie za dwa utwory:

  • Immortality Crusade part 3 - elektroniczna miniaturka
  • Omnivorous Sonatina - ciekawy eksperyment. Mamy tutaj do czynienia z elektroniką, perkusją i basem. Dochodzi do tego jeszcze wokal.

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Nadmienię jeszcze, że w 2009 roku album został wznowiony przez Witching Hour, jako kompilacja zawierająca ich wszystkie dema (obecnie nakład wyczerpany).

Czekałem cierpliwie do 2011 roku, bo powinien wtedy pojawić się nowy album. Albo chociaż demo. Ale nieeee. Po co? Wiecznie zarobiony Icanraz odchodzi z zespołu, za nim podążyła reszta załogi, pozostawiając samotnego Hala. Chłop co prawda dobrał sobie jeszcze dwoje "do tanga", ale... pod koniec 2011 stasus Abusen Majesty został określony jako on hold. I ten stan rzeczy trwa do dziś. Nie lubię takiej sytuacji. Albo się zespół rozwiązuje, albo gra nadal confused_prosty.gif.

* A wiki podaje, że wtedy na wokalu udzielał się niejaki Zyzio... hmmm. I komu wierzyć? Oficjalnym danym, zaczerpniętym z bookleta, czy słynącej z rzetelności wikipedii? Ot, dylemat :].

** Fajnie jest mieć sprawdzone i porządne studio nagraniowe pod domem, co nie?

*** Ktoś ich pamięta? Lata temu wydawali taki magazyn, do którego najpierw załączano MC a potem CD z muzyką. Fajny sposób, by albumy dostawały się do nieco szerszego odbiorcy, a i ceny były niczego sobie.

**** Ale ksywki mają... Raperzy z początku lat dziewięćdziesiątych zachcieli grać metal :]?

6 Comments


Recommended Comments

Ktoś ich pamięta? Lata temu wydawali taki magazyn, do którego najpierw załączano MC a potem CD z muzyką. Fajny sposób, by albumy dostawały się do nieco szerszego odbiorcy, a i ceny były niczego sobie.

I owszem, pamiętam, z kumplem kupowaliśmy na spółkę. Została mi się tylko jedna płyta, i jest to oczywiście Sammath Naur z legendarną okładką

Nawet wygooglałem co ostatnio wydali, i spodobała mi się ichnia kompilacja, do momenty gdy zobaczyłem kto ich wydał i skończyło się na nope

Link to comment

Oh my Goat... Google ocenzurował mi fotki... Tego, kurde, jeszcze nie było :/.

EDIT:

Już wiem co jest. Po pewnym czasie google wywala mi fotki w kosmos. Trzeba sobie znaleźć inne miejsce.

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...