Jump to content
  • entries
    312
  • comments
    2,083
  • views
    220,529

Walentynki singla


Knockers

1,122 views

 Share

tumblr_inline_n0zmfwaHG01rfteey.jpg

Jestem singlem. Z wyboru. Bynajmniej nie swojego. I wiecie co? Bardzo lubię walentynki. Zwłaszcza w tym roku, kiedy przychodzi mi je spędzać samemu.

Walentynki to o tyle wyjątkowe święto, że nie jest przeznaczone dla wszystkich. To święto zakochanych. Zwłaszcza tych szczęśliwie zakochanych. Wszyscy inni, nieszczęśliwi niezakochani, są trochę biedni w tym dniu.

Ci ostatni wysnuwają zarzuty, że walentynki są głupim, cukierkowym świętem zrobionym w imię marketingu. Bo inne święta są, gra słów, święte i wcale nie chodzi w nich o kupowanie pierdół w sklepach. Sami widzicie, jaka to jest bzdura.

Nie Walentynki są złe. Zła jest wyłącznie zawiść singli w trakcie jedynego święta, którego nie mają jak celebrować. Pieprzeni zakochańcy są wszędzie. W kawiarniach, w kinach, w restauracjach, na ulicach. Przez resztę roku tak się nie rzucają w oczy, a w tym jednym przejmują władzę nad światem. Bilet dla pary gratis! Dodatkowe muffiny dla zakochanej pary! W tym dniu nasza radiostacja gra? par. Oszaleć można, co nie?

Singlom nie tyle dokucza samotność co wyłączenie z zabawy. A może dałoby się sprawić, żeby walentynki dotyczyły też singli? Co para jednoosobowa może robić czternastego lutego?

Amerykanie kręcą niezły biznes organizując randki w ciemno. Klient wypełnia ankietę swoimi preferencjami i dobierają mu klientkę. Spędzają ze sobą kwadrans i jeśli wypali, wychodzą stamtąd już jako pełnowymiarowa randka.

Strata pieniędzy. Walentynki to najłatwiejszy pretekst do randki i istnieje największa szansa, że wolna dziewczyna, której zaproponujecie randkę, zgodzi się. To wynika z desperacji i nie liczcie na to, że wyniknie z tego coś więcej. Jasne, to może dać pewną satysfakcję, że jakoś uczciło się święto, ale czy walentynki są dobrym dniem dla pierwszych randek?

Jasne, że nie. To jest święto dla zakochanych, którzy zeszli się przed czternastym i w dniu Walentego oficjalnie funkcjonują jako para. Co więc mają począć single: spędzić ten dzień jak każdy inny, czy wciąż starać się go jakoś odróżnić od reszty?

Jasne, najlepiej zaopatrzyć się w mnóstwo słodyczy i słuchać uroczo tandetnych miłosnych piosenek. Moi faworyci to Felicita, Ti Amo i jeszcze Piccola e Fragile. I jeszcze All You Need Is Love, a jakże, Walentynki są nieważne bez tego kawałka.

Potem wezmę się ze spaghetti, jak w Zakochanym Kundlu. Ale chyba nie mam mięsa mielonego, więc zrobię takie z owocami morza. Podobno to niezły afrodyzjak.

Po obiedzie przyjdzie pora na gry komputerowe. W co zagram? Larry Laffer, rzecz jasna.

tumblr_inline_n0zlvhJNPh1rfteey.jpg

Szczęśliwie pierwsza część była w najnowszym CD-Action. To gra o podrywaczu- nieudaczniku. Nie ma drugiej produkcji z tak silną immersją.

A jak zwieńczę ten dzień? Obejrzę 500 days of Summer. Obok Her, które niedawno recenzowałem, to mój ulubiony film w tych klimatach. Kocham Zooey Deschanel i prawdopodobnie kolejne walentynki spędzę właśnie z nią.

Szczęśliwych Walentynek, single. Parom życzę tego tym bardziej.

Po więcej, zapraszam na moją stronę na facebooku, ostatnio się trochę rozkręca. No i oczywiście na bloga.

Knockers

 Share

34 Comments


Recommended Comments



Lol. jako singla walentynki zupełnie nic mnie nie obchodzą. W życiu bym nawet nie pomyślał, że ktoś może mieć z nimi jakiś problem bo nie ma z kim ich obchodzić, bądź może czuć się wykluczony z zabawy. :P Dzień jak każdy inny. Będę go obchodził grając w Shoguna, a wieczorem obejrzę sobie jakieś anime.

  • Upvote 2
Link to comment

@nerv0

LOL CO ZA NERD

A serio - to dobre święto, dopóki się myśli o ukochanej/ukochanym a nie o prezentach po przecenach czy tam podwyżkach z okazji świąt w sklepie.

Link to comment
Walentynki to o tyle wyjątkowe święto, że nie jest przeznaczone dla wszystkich. To święto zakochanych. Zwłaszcza tych szczęśliwie zakochanych. Wszyscy inni, nieszczęśliwi niezakochani, są trochę biedni w tym dniu.

Przynajmniej mają święty spokój.

Link to comment

Nie znoszę określenia "singiel". To dorabianie wielkiej filozofii do zwykłej samotności, unikanie nazywania rzeczy po imieniu. Rozumiem takie podejście w przypadku 30 i 40-latków, bo dla nich świadomość że na starość może im nikt szklanki wody nie podać musi być naprawdę bolesna. Jednak ty najwyraźniej używasz tego słowa by zabrzmieć fajnie - w końcu lepiej być singlem niż samotnym.

Zresztą, nie rozumiem zazdrości. Ja już doszedłem do etapu, w którym na swą samotność uwagi nie zwracam i kompletnie nie zaprząta mi głowy. Bywa, może kiedyś się uda, jestem jeszcze młody.

Link to comment

@Klekotsan

Termin singiel, to nie to samo co samotny - szczególnie w przypadku tych 30sto latków o których wspomniałeś. Czym się różnią?

Samotny człowiek kojarzy się zwykle z uczuciowym nieudacznikiem. Kimś kto poszukuje, ale albo mu nie wychodzi albo już się poddał.

Singiel to ktoś kto nie chce związku (lub nie umie się w nim dostosować). Mamy dziś całe pokolenie "singli" - ludzi skupionych na sobie (nawet dość egoistycznych), często z dość dużymi sukcesami i nie narzekającymi na brak przyjaciół czy sexu. Jednocześnie nie chcącymi lub bojącymi się zaangażować w poważny związek. Samotność "singla" w dzisiejszym korpo świecie ma niewiele wspólnego z samotnikiem w starym tego słowa znaczeniu.

Samotny był pod koniec serii Ted Mosby. Barney był przez większość serii singlem z wyboru. Widzisz różnicę ;)?

  • Upvote 3
Link to comment

@Up

Masz trochę racji, aczkolwiek znowu - to dowartościowywanie siebie i zapychanie na siłę emocjonalnej pustki. To w sumie efekt dzisiejszej retoryki - moja przyjemność przodem, cała reszta później. Ciężko wymagać zaangażowania w związek, jeżeli wymaga ono wysiłku bez wyraźnych zysków. W sumie ci single to duże, egoistyczne dzieci, bojące się sobie spojrzeć w oczy, zagłuszające sumienie przygodnym seksem.

Ech, zbyt dziwny jestem na ten świat. :P

Link to comment

@Klekot

No ale przecież bycie w związku to nie jest jakiś społeczny obowiązek żeby człowiek miał się od niego wymigiwać jakimiś wymówkami. Jeśli bycie w związku mu odpowiada to ok. Jak nie to przecież nie będzie się na siłę zmuszał. Nie wiem czemu ktoś taki miałby być nazywany egoistycznym dzieckiem. Czy ja jako osoba samotna tą swoją samotnością coś komuś zabieram by nazywać mnie egoistą?

Link to comment

@up

Ale stworzenie rodziny i posiadanie dzieci, to jest społeczny, a raczej moralny obowiązek. W dobie globalizacji coraz więcej osób od tego odchodzi przez co w wielu krajach mamy ujemny przyrost.

Poza tym zgadzam się z Klekotem :)

Link to comment

@Nerv0

Ależ ja nie mówię, że musisz na siłę zakładać rodzinę, a samotność jest zła. Ot, życiowy wybór lub wypadkowa. Zniesmaczają mnie jedynie ci "single", którzy relacje damsko-męskie sprowadzają do wzajemnego zaspokajania się.

Starzy kawalerowie i stare panny zawsze istniały, tylko że teraz mamy swoistą pochwałę tego stylu życia. Zamienia się normalny wybór człowieka w filozofię opartą na własnych zachciankach.

Link to comment

Nie miałem zamiaru brzmieć fajnie używając słowa singiel. Nie przywiązuję do niego takiej wagi jak ty. A że często go używałem, trudno, żeby było inaczej, jeśli mówię o walentynkach singla.

Co do rozgraniczenia na singlów i samotnych, zgadzam się. Zgrabnie ujęte, nie umiałbym oprzeć tego na lepszych przykładach niż powyższe.

Link to comment
Ale stworzenie rodziny i posiadanie dzieci, to jest społeczny, a raczej moralny obowiązek.

Yeah, mów do mnie jeszcze. Akurat z ujemnego przyrostu naturalnego powinniśmy się cieszyć, bo jeśli populacja ciągle będzie się rozrastać to za jakieś 20 - 30 lat może zrobić się naprawdę nieciekawie.

Link to comment

nerv0 - z tym cieszeniem się to nie do końca, bo mamy coś takiego jak podział na kraje. A kraj z odwróconą piramidą demograficzną długo nie pociągnie. Tak naprawdę najlepszym obecnie przyrostem byłby taki, który utrzymywałby się na poziomie 2,0-2,15 dziecka na kobietę.

Nie zgodzę się jednak z tym moralnym obowiązkiem. Nie widzę powodu by potrzeby społeczeństwa przekładać nad moimi. Mogę oczywiście pójść na pewien konsensus (czym są np. ubezpieczenia społeczne czy podatki idące na wspólne cele), jednak nie zamierzam podporządkowywać pod to całego mojego życia. A tym jest posiadanie dzieci. W przyszłości mam nadzieję, że będę mieć dzieci, ale nie dlatego, że czuję się to tego zobowiązany, a dlatego, że tego chcę. I nie zamierzam pognębiać nikogo, kto świadomie podejmuje decyzje, że w jego życiu są inne priorytety.

Sprawa singli jest znacznie bardziej skomplikowana. Bo jeśli ktoś nie odnajduje się z związku, nie może trafić na kogoś z kim czuje potrzebę związania się na dłużej itp. to ma zakładać rodzinę na siłę?

P.S. Żeby nie było sam nie uważam się za singla, żeby nie było, że bronię tego pojęcia z osobistych powodów ;)

Link to comment

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...