Jump to content

Moje Fado

  • entries
    348
  • comments
    1,407
  • views
    469,253

Relacja z nocy zakończenia Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Rotterdamie


bielik42

633 views

 Share

Relacja z nocy zakończenia Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Rotterdamie

IFFR2014.jpg

I Rotterdam nocą.

Jak każdy domorosły krytyk kulturalny większość czasu spędzam przed komputerem, pisząc, szukając i korygując. Smutne to życie, gdy po raz enty siadasz w sobotni wieczór przy komputerowym biurku, tak jak to robiłeś przez ostatnie siedem dni i kolejne siedem dni i kolejne? Człowiek zaczyna myśleć, że biurko staje się kolejnym miejscem pracy ? i ma rację! W ramach przerwania rutyny i nałożenia sobie samemu iluzji człowieka obytego w towarzystwie, postanowiłem udać się na imprezę, zorganizowaną z okazji zakończenia Festiwalu filmowego w Rotterdamie.

Problem pojawił się na kilka dni przed nocą ? bilety już leżały na biurku, ale właśnie ? bilety. W jakiś sposób stałem się dumnym posiadaczem dwóch biletów na wejście, podczas gdy korzystać miałem tylko z jednego. Nieuleczalne poczucie straty i osamotnienia zmusiły mnie do wyruszenia na łowy, w ramach znalezienia partnerki na galę. Niestety, pomimo faktu iż żyję tu już 7 miesięcy, wciąż nie mam żadnych konkretnych znajomości, które nadawałyby się na tego typu zaproszenia. Z polski nikt przyjechać nie chciał, bo sesja czy coś. Nadzieją dla mnie mogła być bardzo urocza wietnamka, którą poznałem w swojej pracy dźwigacza skrzynek z ogórkami, ale jak na złość nie pojawiła się w robocie przez cały ostatni tydzień. Na 20 minut pogrążyłem się w smutku i rozpaczy. O 20:12 wyruszyłem z domu do wskazanego teatru.

1188068_rotterdam.jpg

O jeździe przez wieczorny Rotterdam nie ma po co wspominać, bo o tej porze nie dzieje się nic ciekawego ? kto chciał pójść do pubu już poszedł, a jeżeli nie, to wychodzi później. Ulice świeciły pustkami, więc bez problemów (choć znowu obluzował mi się hamulec) przejechałem przez postmodernistyczny most Erasmusa i zaparkowałem rower w centrum, przy dosyć okazałym placu. Pierwsze spojrzenie i już zawód ? chodnik przykrywał czarny, a nie czerwony chodnik, ale nic to ? ruszyłem żwawo do przodu, okazałem bilet grupce uśmiechniętych kontrolerów i wreszcie znalazłem się na miejscu. Teatr ?Doelen? został zbudowany w bardzo nowoczesnym stylu, wszystko było proste i schludne, kolory jednakowe i przestronne pokoje. Bardzo sprytnie schowano łazienkę na pierwszym piętrze ? pod schodami.

W każdym razie na parterze stały plastikowe białe krzesła i stoliki, a na prawym i lewym końcu Sali były szatnie. Zdeponowałem tam kurtkę, w zamian otrzymując czarne kółko z jedynką, trójką i dwiema dwójkami. Ruszyłem po już czerwonym dywanie na pierwsze piętro. Tu atmosfera robiła się bardziej arystokratyczna, a ja poczułem się jakbym trafił do jednego z inteligentnych filmów Woody?ego Allena ? masa starszych i młodszych ludzi w różnych strojach i fryzurach. Część wyglądała na dziwaków, więc wziąłem ich za tutejszych krytyków. Bardzo dużo młodych ludzi, z czego znaczna część podpadała pod termin ?hipsterstwo?. Budynek składa się z trzech pięter ? pierwsze i drugie wyglądają jak kwadratowe pierścienie, zawieszone wzdłuż ścian kwadratowego budynku, okalając jednocześnie duże, czarne pomieszczenie, wbudowane jakby owo pomieszczenie zostało zawieszone pomiędzy podłogą a sufitem. Na pierwszym piętrze stały wygodne, skórzane stoliki i co ważniejsze ? barki. Osiem małych barków z wyborem czerwonego, białego i różowego wina w dostojnych lampkach oraz butelki piwa dla prawdziwych holendrów. Wtedy też straciłem swoją męskość, odmawiając skosztowania darmowego alkoholu na rzecz szklaneczki soku. Powód? Nie chciałem latać do łazienki podczas przedstawienia.

Około 15 minut przed planowanym rozpoczęciem ludzie zaczęli wchodzić na trzecie piętro ? podążyłem więc za nimi, dzięki czemu po chwili znalazłem się w tym tajemniczym pomieszczeniu. Okazało się, że jest to gigantyczna sala z wielką sceną i setkami miejsc siedzących oraz balkonami na bokach. Tu i tam wisiały białe kartki z napisem ?rezerwacja? (po holendersku oczywiście), ale nie było takich w pierwszym kręgu krzeseł i wybrałem całkiem bliskie, a jednak odpowiednio dalekie do oglądania poprawnie filmu. Przez długi czas nikt nie dosiadywał się do mojego rzędu, ale z czasem sala zapełniła się szwargotliwymi ludźmi, a moje uszy odbierały zmieszaną masę żartów, śmiechów i narzekań. Przede mną usiadły dwie dosyć urodziwe dziewczęta z lampkami białego wina (jak się potem okazało ? polki), a siedzący nieco z przodu, na lewo ode mnie hipster strzelił sobie samojebkę z flashem, by następnie wrzucić ją na fejsbuka. Oczywiście wszyscy byli bardziej zainteresowanie swoimi telefonami niż otoczeniem. Czekałem.

Około 10 minut po wyznaczonym czasie rozpoczęła się gala ? na scenę wyszedł ubrany w obcisły garniak prezenter i rzucił kilka żartów (wszystko działo się na szczęście po angielsku), a potem podziękował uroczyście sponsorom, narzekając na to, jak oni są teraz biedni itd. Następnie wyświetlono trzyminutowe podsumowanie Festiwalu ? jak się okazało, to nie tylko filmy można było na nim oglądać, ale także ubijać kotlety, ubijać ludziom pyski, malować, grać i śpiewać. Przechodzimy do nagród ? pierwsza to nagroda dla publiczności, nagrodę pocieszenia otrzymał pewien Tajlandzki reżyser, który jednak nie mógł się pojawić, więc pokazano videowiadomość z podziękowaniami. Potem ogłoszono tegorocznego zwycięzcę ? reżysera z Indii, który wyszedł, uśmiechnął się, opowiedział kilka żartów i poszedł. Pora na nagrodę publiczność UPC (Stacja telewizyjna) ? na scenie pojawiła się wystrojona kobieta w średnim wieku i opowiedziała nam o historii nagrody, szczęścia z współpracy itd. Przedstawiono także laureatów z poprzednich lat ? w tym roku zwyciężył film ?Nebraska? ? czarno-biały dramat od Alexandra Payne?a. Pokazano bardzo zabawny fragment filmu z charakterystycznym, roztrzepanym starszym aktorem. Po chwili na scenie pojawił się nie kto inny, a właśnie ten aktor. Tak bardzo się cieszył, że aż ucałował dziewczynę podającą mu kwiaty, a gdy podniósł do góry nagrodę i kwiatki, z bukietu posypały się czerwone płatki, co wzbudziło salwę śmiechu i uciechy. Zaznaczyłem ?Nebraskę? jako interesujący tytuł.

nebraska_0.jpg

Nagrody się skończyły, więc przyszła pora na zamykający festiwal film ? tym okazała się szwedzko-duńską produkcja, zatytułowana ?Vi är bäst!? (We are the best) i opowiadająca o trójce dziewczynek, twierdzących, że Punk is not dead. Czas cofnięto do 1982 roku, a akcję umieszczono w deszczowym Sztokholmie. Szybka recenzja? A proszę bardzo ? dosyć nudnawe kino familijne, z bardzo prostolijnym humorem i masą schematów. Muzyka byłaby dobra, gdyby nie to, że punk w wykonaniu Szwedów brzmi, jakby ktoś dławił się kością. Melodie są dobre, ale słów raczej już nie powtórzę. Oczywiście podstawowym problemem jest tu walka z dorosłymi i bunt młodzieńczy, pierwszy alkohol i miłostki. Do tego jedna z dziewczyn jest katoliczką, co bardzo denerwuje jedną z bohaterek. Banał pogania banał. Co ciekawe, w filmie znajdziemy epizod, w którym nasze trio jedzie pociągiem do innego miasta, by poznać inną kapelę punkową ? sam młodociany ?Sabaton?, a cała, 20-minutowa scena jest po prostu zerżenięciem z polskiego filmu ?Dziewczyny do wzięcia? (1972 rok) Kondratiuka. Poczułem się dumny. Jedna z dziewczyn była bardzo urocza (jako jedyna też tak naprawdę potrafiła grać na akustyku), ale gdy zmieniła fryzurę na punkową już taka urocza nie była. Szkoda.

postr_l.jpg

Po seansie na scenie pojawiły się dwie aktorki z filmu, chwilę pogawędziły z prowadzącym, po czym znikły, odprowadzane oklaskami. Prowadzący zaś podziękował widowni i zaprosił wszystkich na Nocną Imprezę, która miała być tak dobra, głośna i wyśmienita, że aż na nią nie poszedłem, nie chcąc jej zepsuć. Wychodząc napotkałem przejeżdżającego zdezelowanego mercedesa z dwiema mieszkankami solarium i napakowanym łysolem w białym dresie. Wyrzuty sumienia z powodu ucieczki przed imprezą zniknęły w jednej chwili. Wracałem do domu rowerem po godzinie 23:40 i Rotterdam okazałsię być dużo ciekawszym miejscem. Tabuny zataczających się mieszkańców przechodziły od pubu do puby, gubiąc po drodze zawartość żołądków, jakaś kelnerka dobijała się do tylnego wejścia małej knajpy, położonej w starym kontenerze. Na jednym ze skrzyżowań doszło do stłuczki, a obok pod murem siedziała zdezelowana blondyna, co widocznie denerwowało jej dwie koleżanki, biegające dookoła. Kilkanaście metrów dalej stałą karetka i policja ? ktoś potrącił motorzystę, bo na ulicy leżały kawałki plastiku i porzucony kask. Obok przy skuterze doczepionym do znaku drogowego klęczeli dwaj śmiejący się do rozpuku policjanci, z zawzięciem przecinający łańcuch, którym skuter był doczepiony. Szykuje się mandat ? mówił śmiech wąsatych stróżów prawa. Wróciłem do domu, dopiłem butelkę płynnego szczęścia, oglądając jednocześnie zdubbingowane na język niemiecki ?Imię róży? i udałem się na spoczynek. Czasami potrzebna jest taka wycieczka, co by człowiek nie przyrósł na klawiatury.

 Share

2 Comments


Recommended Comments

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...