Skocz do zawartości

Moje własne /a/

  • wpisy
    30
  • komentarzy
    474
  • wyświetleń
    50710

Xerberowe podsumowanie jesiennego sezonu anime

Zaloguj się, aby obserwować  
Xerber

1966 wyświetleń

Jesień.png

Jak ten czas szybko mija. Wciąż odnoszę wrażenie, że ostatni wpis z tej serii opublikowałem najdalej miesiąc temu, a tu patrzcie - kwartał już za nami! No nic... To tylko znaczy, że muszę znowu przelać na ekran swoje, jak zwykle błyskotliwe, spostrzeżenia na temat minionego sezonu i podjąć się morderczego zadania sprawiedliwego ocenienia oglądanych pornobajuch.

Jeszcze jedna uwaga nim zacznę. Zrezygnowałem z oceniania niezakończonych serii. Pośrednim powodem były dwa ostatnie odcinki Nagi no Asukara, które zmieniły ten "awkward NTR quintet" w coś naprawdę ciekawego, kompletnie przy tym wywracając moje mniemanie o serialu. Głupio byłoby wydawać opinię o produkcie, który pewnie jeszcze nie raz mnie zaskoczy! Nie sporządziłem też recenzji Miss Monochrome, bo ta pięciominutowa pierdółka na to nie zasługuje, ani drugiego sezonu Monogatari, bo podtrzymuję swoją ocenę z poprzedniego wpisu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Aoki Hagane no Arpeggio: Ars Nova

Arpeggio of Blue Steel: Ars Nova

Arpeggio.gif

Przyznam szczerze, że początkowo byłem sceptycznie nastawiony do Arpeggio. Od obejrzenia odstraszała mnie w szczególności specyficzna oprawa graficzna opierająca się na trójwymiarowych modelach i komputerowo generowanych efektach. Niemniej ostatecznie skusiłem się na seans pierwszego odcinka... A potem następnego... I tak aż do końca. Czy mi się spodobało już pewnie wywnioskowaliście z powyższej tabelki, ale powiem jedno - byłem głupi, że zwlekałem!

Mamy rok 2039. Poziom oceanów podniósł się wystarczająco, by zatopić znaczną część lądu. Mniej więcej w tym okresie na wodach dookoła świata znikąd pojawiła się Flota Mgły - samoświadome statki, których jedynym celem jest eksterminacja ludzkości. Nasz gatunek pozbawiony dróg morskich wycofał się wgłąb lądu, jednak błękitne fale nigdy nie przestały nas fascynować. Stąd wyszła potrzeba stworzenia miast portowych i akademii marynarki wojennej. Tam właśnie uczył się Chihaya Gunzou i tam też spotkał swoją niecodzienną towarzyszkę - łódź podwodną sił Mgły o numerze seryjnym I-401. Statek ten należy do tzw. "Mental Series", której przedstawicielki są w stanie zmaterializować swojego awatara przez którego porozumiewają się z ludźmi. Przedstawiając się jako Iona, łódź zaoferowała swoje usługi młodemu kadetowi o ile ten zechce być jej kapitanem. Teraz razem z jego przyjaciółmi z akademii pływają po całym świecie, starając się doprowadzić do jak najbardziej pokojowego zakończenia konfliktu.

O ile parka głównych bohaterów wydała mi się raczej przeciętna pod względem charakteru, tak część załogi I-401 i w szczególności inne statki Mgły nadrabiały normę. Chyba najbardziej polubiłem dwa niszczyciele - Kirishimę, która po przegranej bitwie z braku nanomateriałów została zmuszona do przyjęcia formy pluszowego misia, oraz jej towarzyszkę Harunę za niesamowicie uroczy "sposób bycia". No i jeszcze "Tsundere Heavy Cruiser" Takao*, która bardzo chciałaby, żeby Gunzou stał się jej kapitanem...

Mając sprawy fabularne za sobą przejdźmy do sedna sprawy, czyli czy CGI się sprawdziło. I tak i nie szczerze mówiąc. O ile modele postaci są raczej słabej jakości, a ich animacja widocznie klatkuje, tak bitwy morskie są naprawdę fantastyczne. Wzorowane na ich rzeczywistych odpowiednikach statki odtworzono z dbałością o szczegóły, efekty specjalne zrobiono naprawdę dobrze, a i w wielu miejscach urzeka też surowość pól bitew. Oprawa dźwiękowa mi się spodobała. W szczególności kozacki i pasujący do klimatu opening wyśpiewany przez nano, który na pewno umieściłbym w swojej noworocznej liście, gdybym tylko obejrzał serial trochę wcześniej.

Podsumowując - nie taki diabeł straszny jak go malują. CGI miejscami rzeczywiście spełnia swoją rolę, co częściowo usprawiedliwia jego użycie. Fabuła jest prosta i ściąga kilka pomysłów z innych serii, ale szczerze mówiąc które anime teraz tego nie robi. Jeżeli lubicie marynistyczny setting i nie przeszkadza wam styl animacji, to Arpeggio jest jak najbardziej godne polecenia.

*Swoją drogą dostała ode mnie parę bonusowych punktów za głos Nakamury Manami, która w the iDOLM@STER wcieliła się w moją ulubioną Hibiki.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Coppelion

Coppelion.gif

Przyznam szczerze, że pierwszy odcinek Coppeliona nawet mi się spodobał. Był wolny, to fakt, ale w logiczny sposób wprowadzał w realia świata i dawał nadzieję na "S.T.A.L.K.E.R.: Cute Girls Edition". Niestety to co się działo w kolejnych ostatecznie pogrzebało moją sympatię do tego serialu. Nawet gdy przez pewien czas wydawało się, że jest jeszcze nadzieja, to w ostatecznym rozrachunku można powiedzieć tylko jedno - Coppelion jest najzwyczajniej w świecie durny!

Mamy rok 2016. Wybuch w elektrowni atomowej sprawia, że Tokio staje się drugim Czarnobylem. 20 lat później na jego zgliszcza wysłany zostaje oddział genetycznie zmodyfikowanych nastolatków - tytułowych Coppelionów. Jako jedyni są w stanie znieść oddziaływanie promieniowania. Każdy z nich odznacza się też specjalną umiejętnością, która wyróżnia go od innych "mutantów". Widz towarzyszy trzyosobowej grupie Naruse Ibary. Ich misją jest odnalezienie rozbitków, którzy na lata utknęli w Zonie, oraz bezpieczne odeskortowanie ich do transportowca. Zadanie jednak się komplikuje, gdy okazuje się, że muszą stawić czoła grupie najemników, oddziałom byłych Sił Obrony, a nawet innym Coppelionom...

I to samo w sobie stanowiłoby całkiem ciekawy trzon fabularny, jednak Coppelion robi rzecz niewybaczalną - cały klimat polewa solidną porcją głupoty. Co powiecie na sekwencję, w której jedna z bohaterek odbiera poród w pociągu? Prawda, że ekscytujące? A może wybierzemy się na misję odbicia jednej z dziewczyn z rąk wroga, by w jej trakcie samemu wpaść? Takie przykłady można wymieniać bez końca. Jeszcze gorzej jest gdy zaczniemy rozkładać na czynniki pierwsze same postacie, z których na plus wyróżniają się co najwyżej siostry Ozu i to tylko jak damy im całkiem spory kredyt zaufania.

Jakby dobrze pomyśleć, to jedynym składnikiem pozytywnie wyróżniającym Coppeliona jest jego oprawa audiowizualna. Grube linie, stonowane kolory i szum statyczny dodają ruinom Tokio niezaprzeczalnego uroku. Same projekty postaci, tła i efekty specjalne też nie pozostawiają wiele do życzenia. Jak już wspomniałem w swoim poprzednim wpisie tak OP, jak i ED są świetnie i nie mam do nich zastrzeżeń, niemniej muzyka przygrywająca w tle jest przeciętna i mało charakterystyczna.

Ludzie czytający mangę twierdzą, że fabuła rozgrzewa się dopiero po wydarzeniach wieńczących jego adaptację. W takim razie wielka szkoda, że nigdy tego nie ujrzymy na ekranach naszych komputerów i telewizorów, bo po takiej klapie nawet multimilioner dwa razy zastanowiłby się przed wyłożeniem pieniędzy na kontynuację. Ostateczny werdykt - serial tak tragiczny, że aż miejscami śmieszny!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Gingitsune

Gingitsune: Messenger Fox of the Gods

Gingitsune.gif

W japońskim folklorze zawsze podobało mi się te przeświadczenie, że zasadniczo każda istota nadprzyrodzona jest d*pkiem, a ludzkie potrzeby zauważa dopiero gdy ci podstawią mu pod nos michę z podarkami. Jakby na to nie patrzeć taki pogląd jest dosyć logiczny, no bo w sumie który bożek chciałby zadawać się ze śmiertelnikami? Niektórzy z nich nie mają jednak wyboru...

Gintaro jest lisim posłańcem bogów służącym w niewielkiej kapliczce Inari. Jest on niewidzialny dla zwykłych ludzi i tylko osoby z umiejętnością "widzenia", która jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, są w stanie go ujrzeć. Taki właśnie talent odziedziczyła Makoto - młoda kapłanka i główna bohaterka serialu. Choć stary lis nie szczędzi dziewczynie wrednych uwag i przez większość czasu najzwyczajniej ją olewa, to bez dwóch zdań widać, że zależy mu na jej szczęściu. Dlatego też zdarza mu się złamać niepisane prawo posłańców i przepowiadać dla niej przyszłość w zamian za haracz z słodkich mandarynek. Po jakimś czasie dołącza do nich Satoru, który w przyszłości ma odziedziczyć rodzinną świątynię Kamio, oraz Haru - młoda i narwana lisica.

Gingitsune jest bardzo spokojnym przedstawicielem gatunku obyczajowych anime. Dzieje się tu niewiele, a tempo częstokroć doprowadzi cię na skraj znudzenia. Na plus jednak wyróżnia się to, w jaki sposób ukazane zostały przeróżne tradycje i wierzenia Japończyków. Muszę przyznać, że ciekawi mnie ten temat i każdą ciekawostkę, którą karmili nas twórcy serialu, chłonąłem z uśmiechem na twarzy. Choć większość postaci wydawała mi się raczej niecharakterna, tak sam Gintaro był raczej fajny. Ciekawą osobą jest też tatusiek głównej bohaterki, który pomimo braku umiejętności widzenia silnie wierzy w istnienie posłańców, często pytając się gdzie właśnie stoją, by oddać im cześć.

Gingitsune raczej mi się spodobało. Może nie wyróżnia się kreską, czy udźwiękowieniem, a żółwie tempo każdego nie przekona, ale mimo to uważam, że warto poświęcić mu trochę czasu, ze względu na poruszaną tematykę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kakumeiki Valvrave 2nd Season

Valvrave the Liberator 2nd Season

Valvrave.gif

Oto przed wami sequel serialu, który po emisji pierwszego odcinka został, swoją drogą proroczo, przechrzczony na "Vulvarape: the Penetrator". Serial, którego nikt nie chciał, a jednak wszyscy oglądali. Serial, którego fabuła nie ma sensu, ale z jakiegoś powodu nie było to wadą. Moi drodzy - VVV:S2

[ŁOMATKO! SPOILERY!]

Akcja sequelu rozpoczyna się jakiś czas po zakończeniu pierwszego sezonu. Bohaterowie wylądowawszy na powierzchni Księżyca zakładają własne państwo i wysyłają złożoną z wyselekcjonowanych uczniów drużynę na Ziemię celem... Szczerze mówiąc nie mam pojęcia czemu miała służyć ta eskapada. Z odcinka na odcinek cel się zmieniał i po odkryciu paru ciekawych faktów o swoim istnieniu ciało studenckie wróciło na Księżyc z podkulonym ogonem, by wpaść w jeszcze większe kłopoty.

[KONIEC SPOILERÓW]

I tu właśnie leży główny problem Valvrave. Choć sam trzon fabularny daje nadzieję na całkiem ciekawą historię, tak jej wykonanie jest miejscami tragiczne! Dziur fabularnych jest tu więcej niż w serze szwajcarskim, a działania bohaterów nie raz przyprawiły mnie o ból głowy. Nawet ulubieniec widzów Michael "Eruerufu" Karlstein zaczął popełniać głupie błędy, a to źle... Bardzo źle! Co więcej plejada nieciekawych postaci cały czas się wykrusza, bo scenarzystom zamarzyło się zrobienie mrocznej historii, co ostatecznie wyszło dość pokracznie. Serialowi nie pomaga też to, że zakończenie nie wyjaśnia niczego ważnego, a nawet dodaje całą masę dodatkowych pytań.

Ogółem Valvrave'a można streścić tytułem "Poor Man's Code Geass", który jakby się dobrze zastanowić sam jest wybiedzoną wersją LoGH. Niby daje całkiem sporą dawkę rozrywki, a i sezon drugi jest zdecydowanie lepszy od pierwszego, ale co z tego gdy jest sporo lepszych sposobów na spędzenie popołudnia.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kyoukai no Kanata

Beyond the Boundary

Kyoukai-no-Kanata.gif

Jakie by KyoAni nie było, to ja i tak nigdy nie powiedziałem o nim złego słowa... Aż do teraz, bowiem KnK reprezentuje sobą wszystko to, co jest złe z serialami tego studia.

Historia rozpoczyna się od spotkania dwójki głównych bohaterów. Spotkania niecodziennego, bo mającego miejsce na dachu budynku szkoły. Jeżeli jednak myślicie, że to preludium do romantycznej historii, to... Częściowo macie rację, ale chwilowo parka nie za bardzo się dogaduje. Akihito jest w połowie nieśmiertelnym demonem, a Mirai żyje z polowania na takich jak on. Sami się pewnie domyślcie jak to się skończyło. Mija jednak trochę czasu, a na horyzoncie pojawia się przeciwnik, którego pokonanie będzie wymagało ich współpracy.

Od strony technicznej - żadnych zarzutów. Muzyka mile łechce uszy, a rysunki są prześliczne. To co mnie boli to fabuła, a dokładniej jej nierówny poziom i ciągłe zmienianie klimatu. Rozumiem, że fanserwis czasami się przydaje aby dać wytchnąć widzom po dramatycznych wydarzeniach, ale to co się tu dzieje to już jest przesada! Mój gniew osiągnął punkt kulminacyjny w momencie, w którym bohaterowie starali się odwrócić uwagę potwora tańcząc przed nim do jPopowego kawałka. Litości! Jakbym chciał akcji a'la the iDOLM@STER, to odpaliłbym Perfect Sun na PSP, a nie bawił się w półprodukty. Nawet gdy druga połowa wydaje się wrócić w trochę mroczniejsze strony, to zakończenie po prostu doprowadziło mnie do furii! To chyba jedyny znany mi przypadek w anime, gdzie wszystko psuje się doszczętnie w ostatnich dziesięciu sekundach. To aż straszne jak wiele przyjemności zabiła mi ostatnia scenka! Proszę cię KyoAni, następnym razem zastanów się dwa razy nim znowu uczynisz coś takiego.

Kyoukai no Kanata jest jak jazda kolejką górską. Najpierw ekscytujemy się podjeżdżając pod górę, by następnie ostro zjechać w dół i mijając niezliczone zakręty i pętle ostatecznie dojechać na stację. Niby było fajnie, ale gdy wysiadasz okazuje się, że z kieszeni wywiało ci dwie dychy, aparat robiący pamiątkowe zdjęcia uchwycił moment, w którym robiłeś minę typu "goryl z porażeniem mózgowym", a kolejka do następnej atrakcji ma kilometrową długość...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kyousou Giga

Kyousogiga.gif

Chyba nigdy jeszcze nie miałem takiego dylematu przy ocenianiu. Wybaczyć błędy i wstawić piątkę, czy bez litości pozostawić z czwórką? Ostatecznie wybrałem to drugie. Nie zmienia to jednak faktu, że Kyousou Giga jest po prostu fantastycznym serialem, który trzeba obejrzeć!

Anime zaczyna się nietypowo, bo prawie, że od środka historii. Początkowo wiemy niewiele, a scenarzyści skąpo rzucają kolejnymi strzępkami informacji, jednak z odcinka na odcinek wszystko zaczyna się układać w logiczną całość. Widz towarzyszy Koto i jej dwóm "braciom", którzy po przejściu przez międzywymiarową bramę w poszukiwaniu swojego mistrza pojawiają się w Kyoto, a raczej w jego lustrzanym odbiciu. Miejsce to zamieszkuje przedziwne rodzeństwo - Mnich, Demon i Kapłan. Czekają oni na swoich rodziców, którzy wielki temu opuścili ten wymiar zostawiając go pod ich opieką. Koto może okazać się kluczem do ich powrotu, więc "Rada Trzech", jak się nazwali, próbuje wykorzystać jej obecność do własnych celów.

Uwierzcie mi - fabuła jest prowadzona w naprawdę świetny sposób i nawet początkowy chaos nie był w stanie zepsuć mi przyjemności płynącej z oglądania. Głównym plusem historii są jej postacie i naprawdę trudno byłoby mi wybrać tą ulubioną. Szkoda tylko, że zamknięcie opowieści w ledwo 10 odcinkach nie pozwoliło na rozwinięcie wątków dodatkowych. Ile ja bym dał za parę dodatkowych wizyt w laboratorium Shouko...

Oprawa jest śliczna. Całe Kyoto wygląda jak oglądane przez okular kalejdoskopu. Każda postać jest charakterystyczna, nawet te tła. Muzyka przygrywająca w tle jest naprawdę przyjemna, a opening wylądował przecież na mojej liście ulubionych utworów zeszłego roku. Niemniej serial cierpi na poważny przypadek braku budżetu. I nie, nie chodzi mi tu o "quality animation", tylko o powtarzanie scen. Cały odcinek zerowy, który miał przybliżyć fabułę nieznającym OVA, został pocięty na tysiąc części i porozdzielany między kolejnymi epizodami. Jedną ze scen powtórzono chyba 5 razy, nieznacznie zmieniając przy tym szczegóły. Wiem, że studio Toei ostatnio ma problemy i taki recykling pewnie sporo ich odciążył, ale miejscami to wkurza, bo jakby się zastanowić, to wycinając "duble" ilość wartościowych odcinków zmniejszyłaby się tak jakoś o kolejne dwa. Nie pomaga też to, że po emisji ostatniego odcinka pojawił się special streszczający fabułę i dodający komentarz głównych VA.

Pomijając ten babol K-giga okazała się być jedną z najlepszych rzeczy, które pojawiły się w zeszłym sezonie. To przede wszystkim naprawdę inteligentna fabuła, której zrozumienie wymaga trochę uwagi od widza, wsparta plejadą charakterystycznych postaci i naprawdę sympatyczną oprawą. Serial jak najbardziej godny polecenia!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Machine-Doll wa Kizutsukanai

Unbreakable Machine-Doll

Machine-doll.gif

Dlaczego życie nie może choć raz być fajne i dać wszystkim chętnym po zboczonym, orientalnym automatonie rodzaju żeńskiego... Raishin dostał, a wciąż zachowuje się jak typowy bohater haremówki i to jest nie fair ;__;

Raishin jest ostatnim żyjącym członkiem klanu Akabane. Cała reszta zginęła w trakcie ataku tajemniczej postaci przedstawiającej się jako Magnus. Sam chłopak będąc na skraju śmierci zostaje odnaleziony przez legendarną twórczynie automatonów Shouko, która ratuje go w zamian za pomoc przy rozwiązaniu paru problemów trapiących armię. Do pomocy przydziela mu jedną ze swoich najlepszych lalek - lekko zboczoną, choć potężną dziewczynę o imieniu Yaya. Raishin zapisuje się więc do elitarnej akademii magów, gdzie ma szansę na powtórny pojedynek ze swoim nemezis.

Historia raczej nie zaskakuje, powiedziałbym wręcz, że jest banalna, ale mimo to udaje jej się utrzymać widza przy ekranie. Choć serial nigdzie nie jest oznaczony jako harem, to bohaterowi i tak udaje się zgromadzić całkiem pokaźne stadko dziewoj i zgodnie z tradycją stawia przed każdą z nich wysoki mur zbudowany z lekceważącego charakteru, co wielu wkurzy, a mi ostatnimi czasy przestało przeszkadzać. Choreografia walk jest tu największym plusem. Szkoda tylko, że efekt często psuje CGI i zły balans kolorów, z powodu którego często nie widziałem co się dzieje na ekranie. Za to złego słowa nie powiem o rewelacyjnym Maware! Setsugetsuka, który jest zdecydowanym zwycięzcą w kategorii endingu roku.

Z powyższego opisu wynikałoby, że tylko narzekam na ten serial, ale tak naprawdę jest odwrotnie. To ciekawe anime akcji z elementami ecchi i komedii, które naprawdę polubiłem. Co prawda na drugi sezon raczej nie mam co liczyć, ale kto wie... Najwyżej przeczytam mangę, która stara się być na bieżąco z oryginalną nowelą.

Tylko na litość Boską - jak już się bierzecie za ecchi anime, to przynajmniej oglądajcie je w wersji nieocenzurowanej i nie róbcie wiochy! Czyniąc inaczej tracicie tylko całą masę szans na zobaczenie Yaya's Yayas w pełnej okazałości!

Sexual frustration.jpg

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Non Non Biyori

Non-Non-Biyori.gif

"O cholera! Co tu się stało?" pomyślało pewnie wielu z was widząc ocenę, którą wystawiłem NNB i nie ukrywam - może ona być dla co poniektórych trochę kontrowersyjna. W końcu to anime z gatunku SoL, który wyróżnia się praktycznie nieistniejącą fabułą i skupieniem uwagi na codziennym życiu bohaterów. Uwierzcie mi jednak gdy wam powiem, że na kolejne odcinki tego serialu czekałem z utęsknieniem nie mniejszym niż w przypadku wielkich hitów w stylu Kill la Kill, czy Log Horizon.

Serial zaczyna się od kilkuminutowej scenki, w której towarzyszymy jednej z bohaterek, siedmioletniej Renge, w jej drodze do szkoły. W trakcie jej spokojnego spaceru przyjdzie nam obserwować widoki z wioski bohaterek. Na miejscu okazuje się, że ich czteroosobowa klasa rozrosła się o nową koleżankę, która przeprowadziła się z Tokio - Hotaru. Niegdyś mieszkająca w stolicy dziewczyna jest zaskoczona stylem życia na prowincji. Nawet rzeczy, które niegdyś wydawały jej się istotne, jak zamykanie domu na klucz, tu wydają się być zbędne. Cała reszta historii to scenki rodzajowe z życia bohaterek i mieszkańców wsi.

NNB to przede wszystkim jedno z najspokojniejszych anime ostatnich lat. Leniwy klimat nie działa jednak na jej niekorzyść, a wręcz dodaje sporo uroku. Ja sam lwią część dzieciństwa spędziłem na prowincji, więc wiele z sytuacji pokazanych w serialu były dla mnie strasznie znajome. Wycieczki po słodycze do jedynego sklepu w okolicy, zakładanie tajnych baz i łażenie bez celu ze znajomymi. W tym, że się nie nudzimy duża też jest zasługa bohaterek. Szczerze mówiąc z głównej czwórki trudno byłoby mi wybrać ulubioną, bo wszystkie dziewczyny reprezentują sobą coś ciekawego i je wyróżniającego. Mamy tu nieudolnie zgrywającą "starszaka" Komari i jej siostrę Natsumi, która podziela moje niezdrowe podejście do nauki. Do tego wymienione wcześniej Hotaru, która jak na dwunastolatkę jest całkiem "wyrośnięta" i oczywiście Renge wraz z jej celnymi przemyśleniami. Jest też masa postaci drugoplanowych w tym Kazuho - nauczycielka i jednocześnie najstarsza siostra Renge, właścicielka sklepu ze słodyczami Kaede, czy najlepszy nii-chan roku - Suguru.

Serial jest też jednym z najlepiej wyglądających anime ostatnich lat. Może animacja nie powala na kolana, bo i w sumie nie ma kiedy, ale ręcznie rysowane tła już tak, a że sporo czasu spędzicie na ich oglądaniu... Oprawa muzyczna też jest śliczna. Opening w wykonaniu nano.RIPE może i nie trafia w moje gusta, ale ending rozpoczynający się charakterystycznym ksylofonem i zaśpiewany przez główne bohaterki serialu świetnie wpisuje się w klimat animacji. Za to w trakcie odcinka często słyszymy spokojne melodie na flet i pianino.

Jeżeli lubisz animacje, które pomimo braku wartkiej akcji, czy sypania żartami co dwie sekundy wciąż potrafią przykleić widza do ekranu, to NNB będzie dla ciebie idealnym wyborem. Serial ma w sobie sporo niemożliwego do odparcia uroku i szczerze mówiąc uważam, że jest to najlepszy SoL od czasów Azumanga Daioh.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ore no Nounai Sentakushi ga, Gakuen Love Comedy wo Zenryoku de Jama Shiteiru

My Mental Choices Are Completely Interfering With My School Romantic Comedy

NouKome.gif

Tu, w przeciwieństwie do poprzednika, mamy do czynienia ze skrajnie głupim anime, którego humor oparto na zboczonych żartach i slapstickowych scenkach, a które mimo to zdołało mnie kupić. Tak więc drodzy czytelnicy - co wybierzecie?

Głównym bohaterem NouKome jest Amakusa. Z jakiegoś powodu doskwiera mu klątwa "Absolutnego Wyboru", która polega na tym, że w każdej chwili może zostać zmuszony do wybrania jednej z co najmniej dwóch ścieżek. Problem w tym, że stawiane przed nim wyzwania są strasznie głupie i rujnują jego wizerunek. Klątwy jednak można się pozbyć w czym ma mu pomóc nonszalancki facet podający się za Boga i jego asystentka Chocolat, która zstępując z niebios nabawiła się amnezji. Nikt przecież nie mówił, że będzie łatwo.

Humor, jak już wspomniałem, jest raczej mało wyrafinowany, ale mi to nie przeszkadzało. Ważne, że spełniał swoją rolę rozśmieszając mnie do łez przy każdym odcinku. Świetne są same wybory, każdy jeden lepszy od poprzedniego. Nie będę jednak podawał przykładów, bo bawią najbardziej, gdy ich się nie spodziewa. Nawet najlepszy żart byłby jednak beznadziejny gdyby został wypowiedziany przez słabą postać. Tu też jest nieźle, bo bohaterowie główni, jak i poboczni mają całkiem ciekawe charakterki. Plusy należą się też aktorom podkładającym głosy. Wielu z nich pomimo braku doświadczenia odwaliło kawał genialnej roboty (dat Furano).

NouKome to przede wszystkim kawał dobrej, niezobowiązującej komedii. Można do niej przysiąść po ciężkim dniu w szkole/pracy i bawić się wystarczająco dobrze, by na chwilę zapomnieć o świecie. Jeżeli polubiłeś inne animacje studia Diomedea (Ika Musume, Mondaiji-tachi), to i ten serial cię nie zawiedzie. Polecam z czystym sumieniem.

WYBIERAJ!

A. Obejrzyj NouKome

B. Obejrzyj NouKome dwa razy

SPATS.gif

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Outbreak Company

Outbreak-Company.gif

Za każdym razem gdy ktoś myli znaczenie słowa "komedia" opacznie myśląc, że jest to serial złożony z żartów odwołujących się do popkultury, to na świecie ginie kotek. Drodzy scenarzyści - myślcie o biednych kotkach!

Shinichi żyje jak typowy NEET. Nie ma pracy, nie chodzi do szkoły, nigdy nie wychodzi z pokoju... Pewnego dnia rozwiązuje internetowy quiz dla otaku w rekordowym czasie i z tego powodu dostaje zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną, podczas której dostaje sporą dawkę środków usypiających i... Budzi się w fantazyjnej krainie. Jak się okazuje jego misją będzie krzewienie tu kultury otaku z ramienia japońskiego rządu. Misja teoretycznie wydaje się niemożliwa, ale tubylcy zaciekawieni nową modą zaczynają wariować na punkcie anime i gier eroge...

Anime marnuje sporo potencjału poprzez nadmierne sypanie odwołaniami. Serial ma niekiedy świetny żart autorski, ale gdy główny bohater po raz dziesiąty mówi, że jego ulubioną postacią jest "Madoka-tan", to coś we mnie pęka. Wielka szkoda, bo na przykład scena z wybieraniem stroju kąpielowego dla władczyni imperium, w którym znalazł się Shinichi, to czyste złoto i chciałoby się takich więcej. Do spraw technicznych trudno mi się przyczepić. Co najwyżej OST był raczej przeciętny z pominięciem jednego z utworów (chyba każdy kto oglądał wie o który mi chodzi).

OC nie jest złą komedią per se, ale przydałoby się jej trochę więcej autorskich szlifów. No cóż... Może w drugim sezonie?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Yuusha ni Narenakatta Ore wa Shibushibu Shuushoku wo Ketsui Shimashita.

I Couldn't Become a Hero, So I Reluctantly Decided to Get a Job.

Yuushibu.gif

I tak oto listę kończę kolejną komedią o przedziwnym tytule. Całkiem niedawno mieliśmy anime o Królu Demonów z McRonalda, a teraz rogaty, czy w tym przypadku raczej rogata, staje za ladą sklepu z magicznymi urządzeniami. Przygotujcie się więc na dziką jazdę z galaretowatym biustem w tle.

Raul Chaser od dzieciństwa chciał być bohaterem. Jego marzenie zostało jednak przedwcześnie zmiażdżone gdy Król Demonów został zgładzony przez jednego z jego pobratymców. Świat nie potrzebował już heroicznych czynów, więc biedni hero-wannabe rozpierzchli się po świecie poszukując pracy. Raul nie posiadając żadnych umiejętności przydatnych w prawdziwym życiu ostatecznie skończył jako sprzedawca w sklepie z magicznymi urządzeniami. Pewnego dnia swoje CV składa tam pewna osoba, która w rubryce "poprzednia praca" napisała "dziedzic Króla Demonów"...

Yuushibu to przede wszystkim cycki i nie piszę tego, by zaciekawić forumowych maniaków tematu. Tu naprawdę trudno doszukać się innego, wyróżniającego tytuł, wyznacznika jakości. Wszystko od żartów, po elementy fabularne bazuje na typowo galaretowatych biustach i szczerze mówiąc nie jestem z tego powodu zły. Jest głupio, to fakt, ale kto powiedział, że żart musi być inteligentny, by śmieszył. Czasami człowiek chce się odstresować i wypalić parę szarych komórek. A co! Przecież mam ich jeszcze trochę w zapasie!

Nie przepadasz za napędzanymi ecchi serialami, to od Yuushibu trzymaj się z daleka! Do ciebie na pewno nie trafi. Jeżeli jednak taki rodzaj zabawy do ciebie pasuje, a High School DxD znasz już na wyrywki, to i te anime da ci sporo rozrywki.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I tak oto dotarliśmy do końca mojego podsumowania. Sezon jesienny był naprawdę niezły i wciąż mam w backlogu klika jego przedstawicieli, na których nie miałem wcześniej czasu. No i oczywiście nie można zapomnieć o serialach, które jeszcze mi potowarzyszą w następnych miesiącach. Co do aktualnego rozdania - tu moje spostrzeżenia wypiszę tak jak ostatnio w oddzielnym wpisie, choć już wam mogę powiedzieć, że rozdzielę go na dwie części. Po prostu wziąłem tyle na siebie tyle, że jedna notka tego nie udźwignie.

Tak więc do następnego!

A na zakończenie coś dla forumowych cyckomaniaków, coby mnie na taczce nie wywieźli.

700872-phino_bloodstone.jpg

Zaloguj się, aby obserwować  


18 komentarzy


Rekomendowane komentarze

Bida straszna. Niczego z wymienionych nie widziałem i raczej niczego nie zobaczę... NNB trochę mnie zaciekawiło (leniwy klimat, brak fabuły i tak dalej), ale nie wiem czy moja dusza rządna intryg i wygrzewu to przetrzyma. Zwłaszcza, że teraz oglądam sobie Gundam SEED (tyle dobrego się naczytałem, że w końcu trzeba się było za to zabrać) i nie wiem kiedy go skończę. Bo choć fabularnie bardzo ciekawy, to bieda graficzna i ogólna toporność w wykonaniu niemal każdego elementu sprawiają, że całość idzie mi jak krew z nosa. confused_prosty.gif

BTW, gdzie obiecana przez ciebie próbka twojej twórczości X?

Przypomnij mi jak mnie przestanie męczyć zmora zwana sesją. Ten tekst pisałem przez dwa tygodnie w przerwach między zakuwaniem logiki i ruskiego ;__;

~X

EDIT

I jeszcze +1 bo mi się skończyły. :P

  • Upvote 1

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

Dobra, cycki były, więc wpis pierwsza klasa :) Ale na poważnie, na wstepie napisałeś, że nie oceniasz nie ukończonych sezonów... i masz całkowitą rację. Na ten przykład, Log Horizon. Sam strasznie go lubiłem, ma jeden z najepszych openingów w historii ( tak jakoś wpada w ucho:) ), ale od kilku odcinków strasznie się ciągnie... Nie dzieje się nic wartego uwagi, w każdym razie nic czego nie dałoby się zmieści w jednym konkretnym epizodzie. Teraz niby wszystko nabiera życia, ale powiem szczerze, że nie widzę szans na drugi sezon.. A szkoda, bo potencjał jest.

Oprócz tego Strike the Blood, który kupił mnie... wampirami, ja wiem, że to ograny temat, ale wciąż mam w pamięci ostatni odcinek Hellsinga i choć rozumiem, że jego historia ładnie się zamknęła, wciąż mam nadzieję, żę pewnego dnia obejrzę nowe przygody Ceres ( no dobra, przede wszystkim Alucarda ). Do tego w StB cały czas daje mi nadzieję na jakieś efektowne i dynamiczne walki... Co prawda się z tych nadzieji nie wywiązuje, niemniej wciąż ją mam...

Ogólnie to uwielbiam twoje podsumowania, niemniej rozumiem, żę z racji odczekiwania całego sezonu możesz je publikować jedynie co kilka miesięcy...

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza
Teraz niby wszystko nabiera życia, ale powiem szczerze, że nie widzę szans na drugi sezon.

A tu cię zaskoczę, bo szanse są duże. LH to przede wszystkim projekt telewizji publicznej NHK i ma dofinansowanie z kasy podatników. Nie musi się sprzedawać - wystarczy, że utrzyma stałą widownię. No i serial wkracza teraz w najprawdopodobniej bardzo dynamiczną część historii, więc już niedługo na brak akcji nie będziesz mógł narzekać.

nya intensifies.gif

  • Upvote 1

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

A ja tam lubię tą ślamazarną akcję LH. Nie wiem czemu, ale ona całkowicie i w 100% do tego serialu pasuje i obawiam się, że całość wiele by straciła, gdyby dynamika została bardziej podkręcona. :]

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

Log Horizon podobał mi się do czasu wyjazdu na ten cały konwent szlachty ichniejszej. No dobra, fajny był też epizod kiedy ten mędrzec przedstawia historię świata i klasyfikację zaklęć, ale reszta sprawia wrażenie fillerów, zapchajdziur, tylko po jaką cholera coś takiego w anime, które miało całkiem fajną fabułę ? No bo chyba nie powiecie mi, że z wypiekami na buziach oglądacie "epickie" zmaganie drużyny lvl 25+ ? Bo oni jakoś wybitnie mi przeszkadzają... Chciałbym, żeby w końcu było coś więcej o Debauchery Tea Party, zamiast tego dostaję księżniczkę ( skądinąd zabawną ) z problemami...

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

Mnie to nic a nic nie przeszkadza. Jak mówiłem, takie tempo akcji, fakt, że ta skupia się również na mało ważnych rzeczach nadają całości taki specyficzny klimat, który mnie pasuje. Nie wiem czemu, ale pod tym względem przypomina mi to Bakumana. Niby nic się nie dzieje, ale ogląda się toto bardzo przyjemnie. Gdyby jeszcze nie trzeba było czekać cały tydzień na kolejny odcinek... :P

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza
z wypiekami na buziach oglądacie "epickie" zmaganie drużyny lvl 25+ ? Bo oni jakoś wybitnie mi przeszkadzają...

Ale od Rundel Hausa to proszę mi się odczepić, bo w jednym z następnych odcinków będzie centralną częścią jednego z najważniejszych zwrotów akcji tego anime.

Spoilah:

Jeżeli ktoś tego jeszcze nie wywnioskował z podsuwanych mu pod sam nos wskazówek - Rudy jest jednym z niegdysiejszych NPC. Posiadając tę informację i wiedzę z ostatnich odcinków obejrzyjcie sobie opening jeszcze raz...

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

Jeżeli ktoś tego jeszcze nie wywnioskował z podsuwanych mu pod sam nos wskazówek - Rudy jest jednym z niegdysiejszych NPC.

Owszem, wpadłem na to. :P I jeśli brać pod uwagę opek, to Rudy najpewniej zaraz kopnie w kalendarz.

Ale o jaki zwrot akcji chodzi?

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza
Ale o jaki zwrot akcji chodzi?

Just you wait and see...

Grin.gif

<- czyta LN

Nie twierdzę, że Rundy jest zły, ale jego drużyna jest raczej do bani, w każdym razie daleko jej do Shiroe i spółki z początków LH.

Oni nie mają być OP, tylko właśnie n00bami, którzy ukazują jak wielka jest przepaść pomiędzy postaciami nisko, a wysokopoziomowymi.

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

Cóż kojarzę stąd tylko trzy tytuły (NNB, KnK i Machine-Doll) i jakoś żaden nie przyciągnął mnie na dłużej. Może kiedyś.

Póki co największą frajdę mam z oglądania Golden Time.

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza
zrób wpis o mangach na dany sezon, przynajmniej mnie to autentycznie zainteresuje :]

Niedługo zrobię, mam nadzieję ciekawą, serię o mangach. Nie będą to jednak zwykłe recenzje czy suche opisy. Na razie nie chcę pisać nic więcej, bo sam pomysł nie ma jeszcze końcowych szlifów, więc jego ostateczna forma może się trochę zmienić. Tak czy inaczej spodziewajcie się pierwszego "odcinka" gdzieś w połowie lutego jak już utnę ostatni łeb hydrze zwanej Sesją...

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza
Hmm... Szkicu nie masz, więc nie podejrzę :P

Rzadko kiedy zostawiam szkice na blogach. Tym razem zrobiłem wyjątek żeby sprawdzić czy obrazki szybko się załadują i czy przypadkiem nie będą obciążać przeglądarek. Normalnie korzystam z notatnika, bo zachowuje czytelność nawet gdy dowalę tonę BBcode i nie muszę rozpaczać gdy zawiesi mi się przeglądarka.

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza
Gość
Dodaj komentarz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

×
×
  • Utwórz nowe...