Jump to content
  • entries
    50
  • comments
    273
  • views
    41,617

Rozrywka, panoczku. Rozrywka

Sign in to follow this  
Demonir

530 views

Były czasy (niezbyt odległe), kiedy widząc newsy o kolejnej odsłonie Call of Duty, tylko kręciłem głową, myśląc o ludziach, którzy bezmyślnie kupują rok w rok tę samą, komercyjną papkę i wypychają kieszeń imperium zła, Activision. Ale to było kiedyś.

Czasy w których mogłem grać non stop, a nawet jeśli nie, to przynajmniej często, a na przejście nawet średniej gry znajdywałem czas, bezpowrotnie minęły. Mimo wszytko, nie chciałem zrezygnować z tej pasji i wciąż grać. Jednak nie. Aby w pełni zrozumieć tragizm mojej postaci, pozwólcie, że posłużę się drobną retrospekcją.

Jakiś czas temu.

Kupowanie gier zaraz po premierze, najczęściej nie ma sensu. Robię to niezmiernie rzadko, czekam aż będzie wyprzedaż lub gra trawi do reedycji. Są wyjątki, produkcje na które czeka się długo i jest się pewny ich jakości, jak Wiedźmin, kupiony zaraz po premierze, który ukończony został już kilkakrotnie. Koszt się zwrócił.

We wszystkich innych przypadkach poluję na okazję. Miejsce: sklep wirtus.pl. Najróżniejsze gry po dziesięć złotych. Do koszyka wędruje kolejno: Lost Planet 2, Prototype, Wolfenstein, Two Worlds II, a jako, że przy takim zakupie jest możliwość zabrania Turoka za 5 złociszy, to też się skusiłem. Mafia II z dodatkami za 24 zł niestety przeszła mi koło nosa. Pal licho, że w jednej z gier na magazynie nie było, a mi wciskało się kit, że to wina kuriera, a jak już dostałem paczkę z tygodniowym opóźnieniem to komputer trafił szlag. Po kolejnym tygodniu nadszedł jednak czas na granie.

Show czas zacząć. Na pierwszy ogień Turok, bo to krótki shooter. Pograłem może pół godziny i nie poczułem tego czegoś, co powodowałoby chęć siedzenia do późnej nocy lub wczesnego ranka. Dalej: Prototype, gra, w którą normalnie grałbym bez przerwy. Po kilku podejściach, czyli po przegraniu ok. 2 godzin, odpuściłem, wmawiając sobie, że rzeczywiście fajne i na pewno wrócę, aby siać zniszczenie. Dalej było drugie Two Worlds, ale mimo że spędziłem w nim 4 godziny mego życia i jakbym miał ten czas oceniać to nie byłby on zmarnowany, to i tak nie ciągnęło mnie do chodzenia po całym świecie, robienia questów i rozbudowywania własnej postaci. Przy Lost Planet pograłem też chwilę, miałem nadzieję, że sytuację poprawi co-op, ale nie udało mi się znaleźć nikogo do wspólnej zabawy. Wolfenstein był gwoździem do trumny, chociaż posiadał składowe, które normalnie podprowadziłyby mnie pod growe niebiosa.

Umarłem dla gier. A to dlatego, że zwyczajnie mi się nie chciało, nie dlatego, że byłem jakoś specjalnie zmęczony, lub brakło mi czasu, po prostu nie dostrzegałem magii, która chwyciłaby mnie za gardło i odpuściła dopiero gdy musiałbym iść do pracy.

kotick_douche_01.png

Obecnie.

Moja przygoda z Call of Duty skończyła się na bardzo dobrej czwórce, a słysząc i czytając, że kolejne części nie wprowadzają nic nowego i wszystkie są co rocznie odgrzewanym kotletem, nie miałem zamiaru wydawać kilkudziesięciu złotych na produkcję, której przejście zajęłoby mi 5 godzin, tym bardziej, że gry z tej serii raczej szybko nie tanieją. Jednak po sromotnej porażce, z ostatnim zrzutem gier, pomyślałem, że zrobię to co robili i robią ludzie, którzy żyją w biegu, którzy grają okazjonalnie, jak spora część klienteli tej serii, jak... niedzielni gracze. Kupiłem Call of Duty: Modern Warfare 2. Miałem częściowo wolną sobotę i w pełni wolną niedzielę, którą postanowiłem spędzić w domu. I choć gdzieś nade mną wisi sylwetka Bobbiego Kotica, z którego kieszeni wystają grube miliony dolarów, a on sam dzięki moim pieniążkom kupi sobie wykałaczkę, z jakiegoś drogiego i zupełnie nieznanego większości ludziom gatunku drewna, to spędziłem z CoD-em cztery godziny, aż do samego końca.

Bawiłem się świetnie.

Powód jest prosty. Jeśli od Turoka odbił mnie brak tego czegoś, to Call of Duty właśnie to ma, więcej, te gry są niemal w całości zbudowane z tego mitycznego składnika, wypełnione po brzegi nieskrępowaną rozrywką, dającą pozory przywiązania, powagi, nie silącą się na głębie rozrywką w kilkugodzinnej dawce.

Wielu się czepia, że w tym co rocznie odgrzewanym kotlecie niewiele się zmienia, ale także ten element przyciąga graczy. Bo gracze, nie zapaleńcy, a właśnie ci niedzielni, nie poszukują rewolucji, robi im się słabo na samą myśl, że ktoś pomiesza w sterowaniu, zmieni kontrolery, czy odwróci wszystko do góry nogami. Jeśli gracze nie chcą rewolucji, trudno, żeby twórcy ją proponowali. Owszem, formuły trzeba odświeżać, czasami zrobić restart, ale nie może być mowy o usunięciu rdzenia i tworzeniu wszystkiego od nowa i to nie dla tego, że developerzy to tłuści, obżerający się pączkami, leniwi niewolnicy wydawców, a gracze chcą dostać tę samą czystą rozrywkę w jak najmniej zmienionej formie.

Oczywiście jest to złe, bee, do kitu, fuj i ogólnie niefajne, bo jeżeli chce się, aby gry stawały się jeszcze poważniej postrzegane, potrzebny jest rozwój, a do rozwoju bardziej potrzebni od wizjonerów, są ludzie ich potrzebujący. Doskonale wiem, że jestem jednym z tych stopujących rozwój, a mimo to zgadnijcie co kupiłem sobie do grania na święta. I być może Ghosts będzie w końcu bodźcem do progresu w serii Call of Duty i a nuż się coś w tym wysłużonym schemacie zmieni, ale do tego czasu... do przejścia zostały mi jeszcze Modern Warfare 3 i Black Ops.

Grudzień 2013

Sign in to follow this  


6 Comments


Recommended Comments

Ale ty kupiłeś zwyczajnie kiepskie i nudne shootery z których jedno Lost Planet się LEKKO wybija. What did you expect?!

Zresztą, narzekanie, że gry są za długie i kupowanie Ghosts (które jest obrazą dla konsumenta jako takiego) to jakiś żart.

  • Upvote 2

Share this comment


Link to comment

Oczekiwałem średniej gry za niską cenę (przed samym zakupem poczytałem recki i oglądałem gameplay'e więc wiedziałem co mnie spotka). Boli fakt, że mimo wad te gry niczym konkretnym mnie do siebie nie zraziły, a i tak nie chciało mi się w nie grać.

Share this comment


Link to comment

Chcesz świetnej fabuły w FPS-esie ? Zagraj w Binary Domain ( Howler if you dead :) ), albo w Spec-Ops: The Line. Cholera, każdy z Bioshocków ma więcej świetnej fabuły niże powyższe 5 gier razem wziętych... Ale sama konsystencja wpisu fajna, miło się czyta.

Share this comment


Link to comment

@ Lubro - faktycznie, przepraszam. Błąd wziął się z mojego światopoglądu, po prostu dla mnie wszystkie strzelanki podpadają pod nazwę FPS... Wiem, że to bez sensu, ale dla mnie działa, tylko później jest trochę wstyd na forum...

  • Upvote 1

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...