Jump to content
  • entries
    61
  • comments
    543
  • views
    108,548

[FREEWARE] Hydorah

Sign in to follow this  
LaserGhost

1,113 views

S3czxUU.png

Scrollowane strzelanki zdarzają się obecnie na PC z częstotliwością równą nadawaniu dobrych filmów przez Polsat. Czasy kiedy na PC się grało w Stargunnera, Tyriana, Delviona, opisanego wyżej Solarisa dawno minęły, i tylko czasem jakiś zapaleniec lub ich grupa wyda produkcję tego typu, o większej (Tumiki Fighters, Satazius, Sine Mora) lub mniejszej jakości. Ale co jakiś czas, od wielkiego dzwonu, zdarza się produkcja znikąd, która powala na kolana i zdumiewa swą jakością. Hydorah jest taką właśnie grą, w której zakocha się każdy fan gatunku.

Fabuła... jest. Hordy Meroptian prowadzą galaktyczną wojnę z rasą ludzką. Zakończyć może to tylko jeden człowiek - pilot, w którego wciela się gracz. I na tym kończą się fabularne sentymenty, ale osoby uparte (i spostrzegawcze) coś mogą więcej wyłapać - ale o sekretach tej gry później.

Pragnę napisać to od razu, żeby nie było potem płaczu: Hydorah jest, biorąc pod uwagę obecne standardy, grą potwornie trudną. Co prawda, początkowe etapy w miarę spokojnie wprowadzają w arkana kosmicznej walki, ale już trzeci etap, Cyclades, może sprawić, że niejeden z Was ucieknie od tej gry z podkulonym ogonem. Konieczność uważnego manewrowania pomiędzy skałami i wrogimi pociskami, zbieranie niezbędnych power-up' ów oraz potrzeba posiadania sześciu palców może wydać się konieczna, żeby móc precyzyjnie sterować naszym krewniakiem Vic Vipera. Just sayin'.

Odwołanie się do serii Gradius ma swoje odbicie w grze - początkowy poziom oraz niektóre późniejsze etapy przypominają jak żyw hitową serię Konami. Nasz stateczek wybucha po pojedynczym oberwaniu wrogim pociskiem lub zderzeniem z skałami/latającymi wyspami/innymi śmieciami, chyba że znajdzie tarczę która pozwala przeżyć taki wypadek. Ale i tak trzeba mieć cały czas baczenie na różne przeszkody, konstrukcje naziemne, działka czy choćby zabłąkane pociski. System broni naszego statku i power-up'ów wymaga oddzielnego wyjaśnienia.

Przed rozpoczęciem każdej misji trafiamy do "garażu", gdzie możemy wybrać arsenał na następne zadanie. Wyboru należy dokonać w trzech kategoriach: broń podstawowa (rozmaite działka i lasery), broń pomocnicza (różne rodzaje automatycznych bomb) i specjalna: potężne rakiety, bombę czyszczącą ekran z wszelkich nieprzyjaznych elementów etc. Nie muszę dodawać, że sporo czasu się tam spędzi, próbując dobrać bronie do każdego etapu, na zasadzie "hm, to może tym razem taki konfig poskutkuje?". W samej grze zbieramy zielone i czerwone pigułki, które wzmacniają odpowiednio broń podstawową i pomocniczą, turbo (przyspieszenie naszego statku) oraz amunicję do broni specjalnej (niestety, najwyżej 3 takie można zebrać). Po pokonaniu każdego bossa zyskujemy nową broń w garażu.

Co nieco o etapach. Najchętniej zamknąłbym ten akapit w jednym słowie - CUDO - ale to może się okazać niewystarczające. Latamy po kosmosie, odwiedzając m.in. planetę zamieszkałą przez robactwo, opanowaną przez dziką roślinność (uwaga na inaczej rosnące za każdym razem pnącza!), zwiedzamy podziemne, walczymy z wielką armadą obcej floty w gigantycznej bitwie z innymi pilotami. Ciągle jesteśmy atakowani przez rozmaite kreatury i maszyny, a w niewielu spokojniejszych chwilach podziwiamy wspaniałe, maniakalnie dopieszczona tła i środowiska. Na pustynnej planecie zrywa się wiatr, który wytrąca z lotu wrogie pojazdy i ciska nimi w naszym kierunku. Wyskakujące z wody pojazdy rozpryskują ciecz wokół siebie, gigantyczne czaszki przebijają się przez sufit i spadają na ziemię, potężne statki zostają w ciągu chwili zniszczone promieniem lasera i płonąc, dryfują w naszym kierunku... Tego trzeba doznać. Gameplay przypomina swą precyzją wspomnianego Gradiusa, szybkim tempem Thunder Force, a szaleństwem akcji Stargunnera.

Ciekawe jest, że Locomalito zdecydował się nie zasypywać gracza miliardem pocisków (jak w każdym chyba shmupie wyprodukowanym w ostatnich 5 latach), zamiast tego przeciwnicy strzelają mało, ale bardzo precyzyjnie, na tyle że trzeba szybko reagować albo eliminacją zagrożenia, albo błyskawicznym manewrem wymijającym. W ogóle ta gra nie wybacza pomyłek, i należy do tego rodzaju rozrywek, które wymagają wkucia na pamięć wszystkich elementów i ich bezbłędnego powtórzenia. Co prawda czytałem gdzieś, że bossowie po przegranej gracza stają się trochę mniej agresywni, ale nie bierzcie tego jako pewnik. Można też przyjąć podejście detektywistyczno-eksploratorskie i szukać ukrytych po poziomach dodatkowych żyć.

Hydorah obfituje w niespodzianki. Niektóre rzeczy na etapach odbywają się losowo, mamy dwa zakończenia oraz 6 sekretów do zebrania, które po skompletowaniu ujawniają... coś ekstra. Do tego można w kilku miejscach wybrać drogę, jaką potoczy się etap, a po czwartym etapie wybiera się jedną ze ścieżek fabularnych (rzecz jasna, żeby zaliczyć grę na 100% trzeba poznać obydwie).

A teraz, uwaga, najbardziej kontrowersyjny element gry. Można w grze zrobić save między etapami, ale... tylko 5 razy. Przy 16 levelach może to stanowić problem - i dla niewyrobionych stanowi - ale proszę zwrócić uwagę, że w tzw. old days o save nikt nie słyszał, a hasła były niezbyt często spotykanym rarytasem. Zresztą, w pierwszej wersji gry można było zrobić to tylko 3 (słownie: trzy) razy. Zatem, albo przełkniecie to i opanujecie wymagania tej gry odnośnie sprawności manualnej, albo możecie nie grać wcale. Wasza strata. Zresztą, dodatkowe życia można przy uważnej grze łatwo zdobyć - niszcząc duże ilości wrogów, zbierając jak najwięcej power-up'ów i rozglądając się za kapsułami z bonusami.

Muszę jeszcze napisać o muzyce, choćby dlatego że zdecydowana większość objętości tej gry (w megabajtach to właśnie ona). Gryzor87 przygotował soundtrack składający się z 49 kawałków, z czego każdy jest idealnie czasowo dopasowany do każdego etapu - żadnego loopowania, flow rośnie wraz z rozwojem akcji. Stylistyka muzyczna raz jest stricte elektroniczna, gdy lecimy przez zimny kosmos, gdzie indziej znowu rockowa, dopasowana do rytmu rozstrzeliwanych statków, by w podniosłych chwilach symfonicznie akompaniować dramatowi sytuacji. Rozmach całości powala i bardzo łatwo plasuje się w czołówce OST z gier "indie". Cały soundtrack jest w folderze z grą, więc nie ma najmniejszych przeciwwskazań by wrzucić OST sobie na mp3ójkę, natomiast zbierający soundtracki w formacie FLAC mogą ten pobrać z tej strony, gdzie jest też album z remixami - miłe!

Powinienem teraz pomarudzić trochę. Napisać o wściekłym poziomie trudności. Wspomnieć o ograniczonych save'ach. Napomknąć o stosunkowo dużym pliku do pobrania. Ale to by było bez sensu - Locomalito zdecydował żeby gra była trudna, jak jej przodkowie, i żeby wymagała od gracza mistrzowskich szlifów w locie. Ta gra jest dla ludzi którzy pamiętają i tęsknią za X-Out, SideLine, Katakis, Enforcer i setkami innych, i patrzą z zazdrością na posiadaczy Xbox Live Arcade, PSN czy Virtual Console, którzy mają nieograniczony dostęp tak do klasyków, jak i nowych "shmupów".

Hydorah bierze co najlepsze ze starych strzelanin, ale również i żąda, by tylko najlepsi w pełni ją poznają. Jesteś ciekaw?

Sign in to follow this  


8 Comments


Recommended Comments

Gratuluję dobrej pamięci <3

Bez przesady, to nie było tak dawno temu. Trochę się zawiodłem, bo jak już robimy recykling wpisów, to bywały lepsze gry do tej okazji.

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...