Combat Mecha Xabungle (1982)

Like a gale!
Xabungle, Xabungle!
Ta planeta nazywa się Zora. Jednak ludzie dawno już zapomnieli tę nazwę... Wśród ludności tego świata można z łatwością wskazać dwie dominujące i całkiem odmienne grupy: twardych Cywili i zaawansowanych technicznie Niewinnych. Młody Cywil imieniem Jiron Amos trafia na grupkę młodocianych bandytów i przy ich pomocy odbija maszynę bojową zwaną Xabungle. Okazuje się, że chce on zrobić rzecz niesłychaną - złamać odwieczne prawo Niewinnych i zemścić się za krzywdę wyrządzoną ponad trzy dni temu...
Tak się zaczyna 50-odcinkowe anime Combat Mecha Xabungle, pochodzące z roku 1982 i reżyserowane przez Yoshiyuki Tomino, człowieka mającego podwówczas na swoim koncie takie sławne (i ponure) tytuły, jak Mobile Suit Gundam, Space Runaway Ideon, Brave Reideen, czy Zambot 3. W tej niewesołej gromadce Xabungle wyróżnia się natychmiast - jest to w zasadzie western okraszony dużymi robotami i niezmierną ilością... humoru. Co więcej, choć Tomino znany jest z tego, że u niego każda postać może zginąć (i najczęściej ginie), choć w Xabungle nawet ośmiolatki uzbrojone są w pistolety maszynowe, śmierci można policzyć na palcach dłoni. Jak to było możliwe? Nikt nie wie, a i sam Tomino nie powtórzył tego wyczynu przez wiele lat (aż do również świetnego Overman King Gainer).
Przyjrzyjmy się zatem bohaterom tego anime. Główną postacią jest niewątpliwie Jiron Amos, chłopak wieku nieokreślonego (raczej końcówka -nastek) o głowie przypominającej melon, wbrew obowiązującym trendom dawania bohaterom przystojnych, a przynajmniej przeciętnych twarzy. Jest on niesamowicie zapalczywy i uparty jak całe stado osłów. Upór ten w połączeniu z niewiarygodną kondycją Cywila wydobędzie go z niejednych tarapatów, aby go zaraz wpakować w kolejne, a także przysporzy mu łatkę wariata, niezupełnie niezasłużoną. Wspierać go będzie załoga lądowego statku Iron Gear, a wśród nich tacy socjop... erm, bohaterowie, jak Elche Cargo, chcąca poświęcić się szerzeniu Kultury, a jednocześnie mordeczo skuteczna w posługiwaniu się nożami, hałaśliwa i skłonna do przemocy Rag, czy stale milczący Fatman Big (gdy nikt nie patrzy, lubi przechadzać się w mundurze kawalerii). Galeria antagonistów jest również ciekawa, tu na pierwszy plan wysuwają się Kid Horla, osobnik przekonany o swoim statusie głównego bohatera i chcący poślubić Elche, Timp Sharon, bardzo starający się odgrywać rolę samotnego rewolwerowca - z różnymi skutkami, oraz karykaturalnie zły Kashim King.
Takie stężenie gorącej krwi zdarza się rzadko - jest to mieszanka wybuchowa, a na dodatek 95% obsady nie stroni od zachowań złośliwych, ba, agresywnych, wykrzykiwania, nawet bójek, z których wychodzą cało chyba tylko ze względu na swój status Cywilów. I wbrew pozorom to działa, tym bardziej, że wielu bohaterów przechodzi ewolucję charakteru w dość wiarygodny sposób - załoga Iron Gear z początku jest niezorganizowana i chaotyczna, ale z biegiem postacie się zżywają ze sobą, Rag spokojnieje, a Jiron odrobinę... dorośleje?
Jak już wspomniałem, Xabungle wyróżnia spora ilość humoru wciśnięta do każdego odcinka. Przejawia się on w najróżniejszych odmianach - jest mnóstwo zwyczajnego slapsticku, gdzie główną ofiarą jest zazwyczaj Jiron, Timp, lub Horla, czasem wszyscy naraz, jest trochę ciętego języka, parodiowane jest sporo standardowych elementów westernu, oraz wiele sztamp mecha, a niejeden raz zostanie przełamana czwarta ściana, gdy postać rzuci - jak Jiron - "Nic mi się nie stanie, to jest anime!". Wiele scen jest wreszcie tak umyślnie przegiętych, że nie sposób ich chłonąć inaczej, jak z uśmiechem - mam tu na myśli chociażby zdolności Jirona w unikaniu kul (chłopak jest lepszy od Neo), czy legendarny ICBM Toss, czyli robot chwytający rakietę tuż przed uderzeniem i odrzucający ją ku wrogowi.
Oprócz humoru główną atrakcją Xabungle są walki wielkich robotów, które też są zrealizowane inaczej, niż to jest przyjęte w gatunku. Z rzadkimi wyjątkami bowiem Walker Machines - tak są tu nazywane - są zwyczajnymi maszynami roboczymi, dwunożnymi wózkami widłowymi, a nie maszynami wojny i walki niby zazynają się ostrzałem z montowanych w najróżniejszych miejscach, ale wszystko i tak kończy się na wielkiej bójce przy użyciu wszelakich manipulatorów i wysięgników. Obowiązuje rule of cool, szczególnie, że wiele maszyn sterowane jest... kierownicą samochodową i tak widzowi przyjdzie doświadczyć takich wyczynów, jak urwanie baterii z właśnie zniszczonej maszyny, trzymanie jej w dłoniach mecha i prowadzenie ostrzału z jej wnętrza. A wszystko to tak jest wpasowane w ogólny klimat i stylistykę, że zwyczajnie nie razi, a cieszy.
Największym problemem serialu jest chyba zwyczajnie podstarzała oprawa. I nawet to nie jest specjalną przeszkodą, gdyż kreska jest stylizowana, nawet jeśli czasem niespecjalnie szczegółowa, a animacje zazwyczaj dają radę, a i z wyglądu postaci autorzy czasem pożartują ("Melon Amos!"). Aktorzy podkładający głos postaci w większości też dają radę, choć Elchie kompletnie mi nie przypadła do gustu, a hałaśliwy śmiech Rag raczej drażnił.
Summa summarum, Xabungle to zwariowany, pełen akcji pastisz westernu i mecha (z nutką Mad Maxa), z głównym bohaterem, którego upór i gorąca krew są tak wielkie, że dowolny inny bohater poza może Gutsem i Takayą wygląda przy nim jak niezdecydowane dziewczę. Jak najbardziej polecam
.







1 komentarz
Rekomendowane komentarze