Jump to content

Moje Fado

  • entries
    348
  • comments
    1,407
  • views
    469,120

Ballada o Toporze i Gitarze - czyli \m/ po Brütal Legend


bielik42

1,760 views

 Share

Powieść Topora i Gitary ? czyli \m/ po Brütal Legend

7c9y293.jpg

Brütal Legend

Studio: DoubleFine

Gatunek: Zręcznościowa/RTS/rytmiczna/sandbox/muzyczna

Rise up! Gather round!

Rock this place to the ground!

Burn it up, let?s go for broke

Watch the night go up in smoke!

ROCK ON! ? zanuciłem, spadając z nieba niczym płonący Zeppelin, prosto na głowy obleśnych, lubujących się w krwawych ofiarach i rytuałach Power-Metal-Demonach. I bawiłem się przy tym znakomicie. Już na wstępie muszę zaznaczyć, że przed spotkaniem z tą grą najostrzejszą muzykę grał dla mnie Jimi Hendrix, a za bogów muzyki uznawałem niepodzielnie Led Zeppelinów. Gdy zaś z opadającą na bruk głową Doviculusa odstąpiłem od zabawy, mój muzyczny Panteon nieco się powiększył, a odtwarzacz mp3 zakrztusił falą nowych plików. I bardzo dobrze!

1dae03d3-7c3a-4b78-8cd0-a4787329c866.jpg

Manowar ? ?Die for Metal?

Lecz po kolei ? o czym właściwie mówimy? ?Brütal Legend? to jeden z największych projektów docenianego, lecz niemal nigdy niezyskownego studia ?DoubleFine?, którą przewodzi charyzmatyczny Tim Schafer (znany ostatnio z rozpętania burzy Kickstarterowej, lub z LucasArts, albo z Psychonauts ? nieważne, powinniście go kojarzyć, jeżeli na co dzień raczycie się elektroniczną rozrywką). Po ciepło przyjętym, lecz słabo sprzedanym ?Pychonauts? ekipa Schafera nie ugięła się pod kolosalnymi wymogami rynku na bezmyślne i mało oryginalne produkcje, zamiast nich tworząc grę, przeznaczoną niemal dla jednego, wyłącznie jednego typu odbiorców. A wybrali ciekawie ? gra miała spodobać się miłośnikom muzyki Heavy Metalowej z przedziału lat 70-90. I w ten sposób powstało ?Brütal Legend? ? dziecko miłośników ciężkiej, lecz piekielnie szybkiej i porywającej muzyki. Ale czy sprawdzała się jako gra? Sprawdźmy.

brutal_legend07.jpg

Black Sabbath ? ?Children of the Grave?

?Brütal Legend? ostatecznie wydano w 2009 roku, po licznych obsuwach i problemach z wydawcami. Kłopoty można jednak zrozumieć, biorąc pod uwagę rozmach przedsięwzięcia, bowiem zatrudniono tuzy świata metalowego, m. in. Lemmy?ego Kilmistera ? wokalistę zespołu ?Motörhead?, Ozzy?ego Osburne?a z ?Black Sabbath? i Jacka Blacka, gwiazdę ?Tenacious D? (w rolę głównego złego miał się wcielić nie kto inny, a sam Dio, ale nic z tego nie wyszło). Lecz to nie wszystko! Wykupiono licencje na ponad 100 hitów z niemal każdej odmiany muzyki metalowej, a także zamówiono kilka osobnych kawałków, skomponowanych na potrzeby produkcji! Jak więc widzicie - narzędzia i możliwości były potężne, pozostało jedynie dorobić grę do tej góry sentymentu i legendy. W ?Brütal Legend? wcielimy się w Eddiego Riggsa (głosem i wyglądem wykapany Jack Black) parającego się niezbyt głośnym zawodem ? był tzw. ?Roadie?. Ktoś taki podróżuje z każdą kapelą podczas ich światowych turnusów, dbając o scenę, instrumenty i ogólnie zaplecze techniczne. Jego rola zazwyczaj jest pomijana w historii wielkich zespołów. I tak też pracował Eddie, tak jak i jego ojciec. Sam tatko zostawił mu po sobie tajemniczą, srebrną klamrę do pasa, przedstawiającą stalową bestię.

AwSpfUS.jpg

Motörhead ? Back to the funny farm

Eddiego poznajemy tuż przed startem kolejnego koncertu. Nie jest on jednak najszczęśliwszym roadie, gdyż pracuje w wieku XXI, dla kapeli ?Kabbage Boy?, będącą, niech tylko zerknę, gatunkiem muzyki tytułowanym ?SWOATMRM? (czyli ?Second Wave of American Teen Melodic Rap Metal?). Brzmi strasznie? Wierzcie mi, tak jak i ich utwór ?Girlfirend?, którego nieprzyjemność mamy słuchać na początku. Lecz wtem wydarza się pewien wypadek, na skutek którego Eddie zostaje przygnieciony tonami gruzu, a skapująca z jego dłoni krew wpada prosto do pyska tajemniczej klamry. Ta zaś budzi uśpione, gigantyczne stalowe monstrum, ziejące ogniem i w straszliwy sposób mszczące swego właściciela (na członkach nieszczęsnego zespołu). Sam Eddie przenosi się do równoległego świata, w którym Heavy Metal jest religią, lecz sprawy mają się tam raczej kiepsko. Ludzkość tkwi w niewoli, a demoniczne sługusy z Tainted Coil czerpią z tego zyski. Aby utrzymać rodzaj ludzki w ryzach wysługują się siłami generała Lionwhyte (głos podkładał wokalista Judas Priest, a wyglądem przypomina samego Davida Bowiego), dowodzącego słuchaczami glam Metalu (poznacie ten gatunek po gigantycznych czuprynach, leginsach i zamiłowaniu do krzykliwych kolorów. Przykładowy zespół? Mötley Crüe). Na szczęście w dolinie Ironheade jest obóz powstańców. Właśnie na jedną z rebeliantek - równie uroczą, co zabójczą Ophelię ? natyka się Eddie, stawiając pierwsze kroki w świecie, gdzie to Metal kształtuje otoczenie. Przywódcą ruchu oporu jest charyzmatyczny Lars Halford (wykapany Robert Plant) wraz z uroczą siostrą Litą. I to by było na tyle, jeśli chodzi o rebeliantów. Na ich szczęście pojawia się Eddie, a wraz z nim nadzieja na odzyskanie wolności i dokopanie wpierw obciągniętych lateksem tyłkom glam metalowców, potem gnijącym półdupkom miłośników gothic metalu, by na końcu zasadzić kopniaka osmolonym zadkom demonów. I wiele, wiele więcej!

rev-brutal-legend-2.jpg

Quiet Riot ? The Wild and the Young

A buty będziemy brudzić na różne sposoby. Co najciekawsze początek rozgrywki może wprowadzać w poważny błąd, bowiem Eddie dostaje w swe ręce topór i gitarę. Tym pierwszym rozłupuje czaszki demonicznego ścierwa, a tym drugim przypala ich skórę Potęgą Metalu. Ciosy można oczywiście łączyć w dość proste kombinacje ? przed oczami stoi produkcja, w której osobiście, niczym Kratos, szerzymy mord i pożogę wśród wrogich oddziałów, ale tak (niestety) nie jest, bo trochę się ta koncepcja kłóci ze specyfiką zawodu roadie. Tak więc naszym zadaniem będzie raczej dbanie o zaplecze, a walką zajmie się kto inny ? właśnie w ten sposób będziemy przechodzić większość misji fabularnych. Jak to wygląda? Ano możemy ten tryb walki nazwać ?symulacją walki fanów przed sceną? ? jest to coś w rodzaju poczciwego RTS?a. Przeciw sobie stają dwie strony (oczywiście zawsze w kampanii prowadzimy wyznawców klasycznego Heavy Metalu, a przeciwko nam stanie Glam Metal, Gothic Metal i Power Metal), każda z nich posiada scenę-bazę. Podstawowym celem jest zniszczenie sceny przeciwnika, a możemy to zrobić dzięki wykupywanym z bazy jednostkom. Aby zaś za nie zapłacić musimy zdobyć rozmieszone tu i tam ?gejzery fanów?, co przypomina nieco tryb ?dominacji? z sieciówek, lub system znany z ?Warhammer 40k: Dawn of War?. Osobiście raczej rzadko użyjemy przemocy, będąc zbyt zajętymi wytyczaniem kolejnych celów i rozkazów dla podwładnych (podążaj, idź, atakuj, broń), a nad samym polem walki się unosimy, niczym gigantyczny kursor. Na osiągi naszych podopiecznych możemy też wpływać poprzez granie im solówek lub tryb ?double team? ? polega on na tym, że łączymy się z daną jednostką odblokowując nieco potężniejszą formę ataku. No i musimy się stykać z bohaterem przeciwnym, działającym w podobny sposób. Mnie ten tryb osobiście nieco rozczarował, bo jest niezwykle chaotyczny (przystosowana do pada strategia ? bleh), ale wyżyć się da.

full20071019154831.jpg

Slayer ? Metal Storm Face the Slayer

Oczywiście nie tylko tym możemy się zająć ? czeka na nas otwarty świat, pełen znajdziek, wędrujących tu i tam wrogów i zadań pobocznych. Tym trzecim trzeba poświęcić osobny akapit, lecz wpierw nadmienię, że na piechotę jesteśmy dosyć powolni, co możemy zlikwidować wygrywając na gitarze odpowiedni riff, przywołujący poczciwego Deuce ? najwierniejszego kompana z niezwykle zawodnym systemem prowadzenia. A propo riffów ? odgrywamy je z osobnego menu, a polega to na tym, że musimy w odpowiednim momencie nacisnąć odpowiedni przycisk, co przypomina nieco serię Guitar Hero. Riffów mamy trochę, a zdecydowanie najciekawszymi są: przyzwanie bestii (gigantyczne zwierzaki), roztopienie twarzy (bez komentarza) i spuszczenie z nieba gigantycznego, płonącego Zeppelina(kocham tą grę za ten gest szacunku)! Ale wracając do zadań pobocznych ? odblokowują się one wraz z postępami fabularnymi. Najczęstszym zadaniem jest po prostu krótka bitewka z małym oddziałem wroga, sporo jest też wyścigów z brzydkim demonem (gadającym ze szkockim akcentem!), etapów strzelanych z nieruchomej platformy i potem nakierowywania artylerii. Są tam jednak i przyjemne perełki, jak np. dowiezienie piwa na imprezę, wyczyszczenie jaskini z potworów dla gadającego nietoperza, odgrywanie ?skrzydłowego? i najśmieszniejsze ? zawody w polowaniu, polegające na rozjeżdżaniu szwendających się tu i tam elementów fauny. Jeżeli ukończymy wszystkie zadania poboczne, to czeka na nas niemała nagroda, za same zaś misje otrzymujemy punkty ?zadowolenia bogów medalu? ? wydajemy je u Strażnika Metalu (w tej roli niezastąpiony Ozzy ?pożeracz nietoperzy?) na nowe struny do gitary, ulepszenia topora, kombosy i tunning Deuce?a. Do tego na po całym świecie rozmieszczone są uwięzione posągi smoków, ukryte artefakty (odblokowujące piosenki w odtwarzaczu naszego pojazdu) i najważniejsze ? Legendy, zawierające w sobie pięknie rysowane i klimatyczne fragmenty z bogatej historii Świata Ciężkiego Metalu. Istne dzieła sztuki.

brutal-legend-screenshot-c.jpg?cb=1334003814

Tenacious D ? Master Exploder

Oczywiście najwięcej zabawy doświadczą ci, którzy światek metalowy znają od podszewki. Masa bardziej lub mniej oczywistych nawiązań cieszy nawet takiego laika jak ja ? bo jak tu się nie uśmiechnąć, gdy siadamy na grzbiet gigantycznego kocura z makijażem w stylu KISS, a na dodatek ziejącego ogniem? A patrzenie na siejącego spustoszenie Ognistego Barona ? wyciętego wokalistę z Judas Priest ? Roba Halforda? Już nie wspominając o typowym dla DoubleFine uroczym humorze, którego też znajdziemy tu prawdziwe kopy, poczynając od karykaturalnych postaci poprzez dowcipne dialogi i ukryte smaczki tu i tam. Za wspomniany już ?Zeppelinowy? riff ktoś powinien dostać nagrodę specjalną. Ale nad tym wszystkim kładzie się jeden poważny cień, lecz wpierw ? o multiplayrze, który w pewien sposób na ten cień wpłynął.

brutal-legend-screenshot-g.jpg?cb=1334003819

Judas Priest ? Battle Hymn/One Shot of Glory

Tryb wieloosobowy ? nowość dla studia Double Fine ? został zrealizowany w całkiem ciekawy sposób. Polega on głównie na tym samym, co większość misji fabularnych w kampanii dla pojedynczego gracza, czyli na zniszczeniu sceny przeciwnika, z tą różnicą, że mapy są specjalnie do tego celu zaprojektowane, a my możemy wskoczyć zarówno w skóry demonów z The Tinted Coil, jak i w emo-gothik Black Tears. Każda z tych stron ma własne wady i zalety ? Ironheade (HeavyMetal) jest zróżnicowane i pełne możliwości strategicznych, demony są niezwykle silne, lecz mało liczne, a do tego większość z ich jednostek robi za mobilne koszary (mogą z siebie wyprodukować inne jednostki), a wielbiciele cięcia się po łapach i żałobnych rytmów idą w ilość i strategię ?kupą, mości panowie!?. Zabawa potrafi być wciągająca, a przez rozmach i ilość punktów do przejęcia często jesteśmy zmuszeni do ganiania się przez całą mapę w kółeczko. Niestety tryb multiplayer wydaje mi się być czymś martwym, jakby DoubleFine stwierdziło na początku produkcji, że musi mieć coś, co ?przedłuży żywot gry?, albo kochane EA postawiło wymóg, nie mam pojęcia ? w każdym razie tryb ten jest jakby wyrwany z całości i spreparowany podany graczom do nóg, z napisem ?bawcie się?. Jeden tryb, trzy strony, kilka map. Nie twierdzę, że jest on kiepski i nudny ? otóż wcale nie. Grając z kumplem bawiłem się bardzo dobrze, choć chaosu i tak uniknąć się nie dało, ale nie ma w tym niczego, co by mnie przyciągało do grania znów, i znów i znów i znów itd. Rzemiosło na średnim poziomie.

6.jpg

M.S.G. ? Assault Attack

I tu pora zmierzyć się z wspomnianym wcześniej cieniem ? ?Brütal Legend?, ten niesamowity misternie wykuty w stali pomnik przemocy, krwi i hardości, jest niedorobiony. Tak. Niestety. I nie chodzi mi wcale o kiepską fizykę, tragiczny model jazdy, wnikanie ciał w teren i mało żywy świat ? o nie, to jest całkiem normalne i wybaczyć mogę wiele, ale nie to, że widać gołym okiem, że otrzymaliśmy jedynie ¾ prawdziwej rozgrywki. Patrząc na obsuwy tytułu ? trudno się dziwić, że producent starał się jak najszybciej dokończyć produkcję i wreszcie wydać produkt finalny, ale sposób, w jaki to zrealizowano woła o pomstę do nieba. Musze tu lekko zaspoilerować, wybaczcie więc. Otóż na początku lądujemy we wspomnianym Ironheade ? piękna, całkiem spora wyspa, ze zróżnicowanymi krajobrazami, ciekawymi miejscówkami i świetnym leveldesignem. Myślałoby się, że wraz z rozwojem fabuły przeniesiemy się do innych, równie rozległych światów, bo przecież zakryty teren na mapie aż przeraża ogromem, czyż nie? Niestety ? nic z tego. Po przebiciu się przez siły glam Metalu trafiamy do świata lodowego, który jest niezwykle ściśnięty, pusty i nudny. Aby przejechać go wszerz i wzdłuż (jedna droga!) potrzeba ok. 1,5 minuty, do tego brak tu jakichkolwiek ciekawostek. Potem jest nieco lepiej, gdy trafiamy do KISS-puszczy, ale i tam ścieżek wiele nie ma, a jedynym urozmaiceniem są wodospady i bagna. Z bagien jedziemy do krainy Emo ? tu jest już o wiele lepiej. Szeroka, zróżnicowana połać terenu z kapitalnymi miejscówkami, jak martwe drzewo na wzgórzu gałek ocznych, opuszczony kościół, zakręcone korzenie wiekowego drzewa obwieszonego całunami ? wszystko to tworzy niepowtarzalny klimat, ale teren ten jest nadzwyczaj pusty i jednostajny kolorystycznie. A gdy wreszcie trafiamy na bossa Gotyku, już zacierając ręce na odwiedziny w ojczyźnie demonów otrzymujemy? nic. Ostateczne zło samo (!) do nas przylatuje, żeby dostać po mordzie. W kapitalnym stylu, ale? nie. Po prostu nie. Ja się na to nie godzę. Kuriozalna jest sytuacja, gdy zaraz po pobiciu Lionwhyte?a nasze Ironheade zajmują demony i to jest jedyne (!) miejsce, gdzie możemy się pobić z nimi. A w fabule nie ma ani jednej bitwy z demonami! Żeby było jeszcze gorzej ? Eddie sam obiecuje, że będziemy uwalniać Ironheade, zaraz po walce w nekropoliach. I nic takiego nie występuje. Krótki filmik końcowy z ?tajemnicą? w stylu ?BG&E? i tyle. Na szczęście ekipa Schafera i w tym aspekcie zrezygnowała z powagi i dała nam dostęp do swobodnego wędrowania po świecie po zabiciu ostatniego bossa. I żeby było śmieszniej, zagadywane postacie poboczne narzekają, że chciałyby jeszcze walczyć? Śmiać się, czy płakać?

brutal-legend.jpg

Ozzy Osbourne ? Mr. Crowley

No ale trudno, należy się cieszyć tym, co dostaliśmy ostatecznie. A jest tego bardzo wiele, dużo więcej niż typowa produkcja AAA naszych czasów. Osobiście w kampanii spędziłem 18 bitych godzin, ale doliczając do tego szukanie znajdziek i wykonywanie zadań pobocznych, więc źle wcale nie jest, a i tak wszystkiego nie odblokowałem. Co do grafiki ? styl niezmiennie przypomina wcześniejsze dzieło Schafera, a więc cieszy oczy kolorami i oryginalnością. Zastosowano tu cały cykl zmiany pogody i doby. Bardzo miło zaskoczył mnie niesamowity filtr nocny, gdy nad Ironheade pojawia się kolorowa łuna, a wszystkie jasne kolory stają się gryzące (jak podczas koncertu). Do tego na niebie wisi kapitalna, wybuchająca gwiazda, ciesząca oko. Ścieżka dźwiękowa jest jak dla mnie najlepszą ze wszystkich, jakie kiedykolwiek w grach słyszałem, bo jak tu nie odmówić kunsztu, gdy z głośnika leci: Motörhead, Dragonforce, Slayer, Riot, Def Leppard, Judas Priest, Iron Maiden, Diamond Head, Black Sabbath, Brocas Helm i wiele, wiele więcej. Pochwalić musze zamysł twórców, by w fantastycznej formie przedstawić Heavy Metal, walczący z własnymi dziećmi-odmianami. A dzieci tych wiele poznamy ? jeżeli nic nie mówią wam takie nazwy, jak Pirate Metal, Melodic Death Metal, NWOBHM, Epic Fantasy Metal, a nawet Comedic Death Metal to przed wami jeszcze sporo do odsłuchania.

2326423.jpg

Brocas Helm ? Cry of the Banshee

Cokolwiek bym jeszcze tu dopisał, to i tak nie będzie znaczyło nic, bowiem czerpałem z tej gry autentyczną frajdę. O tak, ma ona swoje ?momenty?. Gdy w radiu leciało ?Die for Metal? zespołu Manowar, to mogłem wybaczyć kiepskie sterowanie, i z rytmem masakrowałem kochanym Deucem pałętających się po drodze wrogów, odpalając do rytmu błyskawice spod kół. Gdy do ?Marszu krabów? Anvil wykonywałem doskonały wślizg z toporem, krzesząc płomienie kolanami. Gdy po krótkiej, acz niezwykle mięsnej i żywej solówce z nieba spadał płonący Zeppelin, miażdżący uciekających w popłochu wrogów. Gdy w rytmie ?Through the Fire and Flame? Dragonforce uciekałem przed szarżującymi gigantami, wyglądającymi jak wynik chorych eksperymentów. Gdy do kapitalnej nuty ?Cry of the Banshee? Brocas Helmu walczyłem z Metalową Królową. Te wszystkie momenty były niezwykle piękne i zachwycające w swej istocie. Ekipie DoubleFine udało się złapać ducha Heavy Metalu i otoczyć go niezwykłym szacunkiem, dzięki czemu poznajemy Metal w najlepszej postaci ? nie w hardkorowym typie, gdy wokalista jedynie warczy i burczy nieznane słowa, a rytm jest taki szybki, że nie można go wyczuć. Nie w żałosnym, mdłym klimacie, zachęcającym jedynie do skoczenia z przepaści z szubienicą na szyi i przeciętymi żyłami. Poznajemy piękno, stalowe wnętrze, pełne ognia i melodii. Aż nie mogę się tą muzyką zachwycać. I choć pomnik to niedorobiony, to jednak niezwykle oryginalny i przepiękny. Drugiej takiej gry nie ma i nie będzie (bo szanse na sequel są mniejsze niż żadne), a jeżeli w swym biednym zakłamaniu sądzicie, że ?Guitar Hero III: Legend of Rock? jest najlepszy, jeśli chodzi o tego typu muzykę, to polecam podchodzić do ?Brütala? ze stalową wolą, bo ta muzyka po prostu was zmiecie. Będę bronił pamięci tej gdy po wsze czasy. Chyba, że rzucę Metal na rzecz? innego gatunku? Ormagödenie chroń!

They can?t stop us, let them try!

For Heavy Metal we will Die!

They can?t stop us, let them try!

For Heavy Metal we will Die!

Ocena(absolutnie obiektywna) - \m/ 9+ \m/

Plusy

+Motorhead

+Manowar

+Slayer

+Scorpions

+Brocas Helm

+Judas Priest

+Riot

+107 utworów!

+Gra i tak jest miodna, a jej świat piękny!

Minusy

-Kabbage Boy

-Gdzie reszta gry?

-Powinno być więcej!

-Jakieś tam pierdoły.

Kącik muzyczny:

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Youtube Video -> Oryginalne wideo
 Share

10 Comments


Recommended Comments

Szczerze ? To moim zdaniem poza oprawą dźwiękową, oraz genialnym Jack Blackiem, ta gra ma niewiele do zaoferowania. Świat może i spory, ale co z tego skoro pusty. Grafiki nie komentuje, bo ta może się podobać pomimo czasu który upłynął. Problem moim zdaniem leży w tym, że jeżeli chodzi o samą mechanikę gry to jest ona... przeciętna. Gra jest na tyle "przeciętna" że szybko staje się nużąca, przyznaje się bez bicia, że pozycji nie ukończyłem, ale co tam, może nie złapałem klimatu.

  • Upvote 1
Link to comment

Jedyne co mi się w Brutal Legend podoba to;

666. Fabuła- moc, fajność, "iskra boża"

13. Mroczna wersja Ophelii <3

995. Dżej Bi <3

111. Ozzy prins od de fakin darknes <3

7. Lemmy <3

5688.Muzyka <3

36. Face Melter <3 <3 <3 <3 <3

CIEKAWOSTKA!!!

Czy wiesz, że przy pomocy Face Meltera można wygrać samodzielnie większość misji pobocznych polegających na zabawie w zasadzki?

BTW. Czemu ten świat jest tak pusty, a model jazdy tak skopany?

anime+girl+cry_large.jpg

Link to comment
(w rolę głównego złego miał się wcielić nie kto inny, a wirtuoz gitary Dio, ale biedakowi się zmarło w międzyczasie)

Dwa błędy rzeczowe w jednym nawiasie i to jeszcze na dodatek z rodzaju tego, który zasługuje na porządnego kopniaka w twarz. Gratuluje, odechciało mi się czytać reszty tekstu, a to mi się nie zdarza często.

Link to comment

Ano niestety, gra - poza świetną stylistyką i cudnym soundtrackiem - ma do zaoferowania kulawy model jazdy i mocno przeciętne "slaszowanie". Do RTSa nie dobrnęłam, ale coś mi mówi, że wypadnie źle.

Melodic Death Metal

...maaamo, on mnie obraża!

Link to comment

Cytuj

(w rolę głównego złego miał się wcielić nie kto inny, a wirtuoz gitary Dio, ale biedakowi się zmarło w międzyczasie)

Dwa błędy rzeczowe w jednym nawiasie i to jeszcze na dodatek z rodzaju tego, który zasługuje na porządnego kopniaka w twarz. Gratuluje, odechciało mi się czytać reszty tekstu, a to mi się nie zdarza często.

Ludzką rzeczą błądzić. Poprawione.

Link to comment

@Ythin

Jak dla mnie wszelkie słabe i niedopracowane elementy zręcznie kryła ścieżka dźwiękowa, dzięki której nawet z pozoru nieprzyjemne (kierowanie) zmieniało się w przyjemne.

Link to comment

Ludzką rzeczą błądzić. Poprawione.

Jasne, ale takie błędy wymagają ofiary. W ramach pokuty masz zaznajomić się z jego karierą. Dokładnie.

Swoją drogą, całkiem nieźle. Prawie wyprowadziłeś mnie z równowagi. Czuje się teraz przynajmniej 10 lat młodszy, wtedy takie pomyłki doprowadzały mnie do furii.

  • Upvote 2
Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...