Pomieszanie z poplątaniem, czyli The Legend of Zelda: Oracle of Seasons oraz The Legend of Zelda: Oracle of Ages
Producent: Capcom
Wydawca: Nintendo
Gatunek: przygodowa gra akcji
Platforma: Game Boy Color, Game Boy Advance, Nintendo 3DS
Cena: aukcje (kartridż), 5,99 $ (jedna gra, Nintendo eShop)
Wersja PL: brak
The Legend of Zelda to jedna z najbardziej rozpoznawalnych serii na konsole Nintendo. 15 lat po premierze pierwszej odsłony Capcom uraczył posiadaczy Game Boy Colorów nie jedną, ale dwiema produkcjami opowiadającymi o przygodach Linka. Jak tym razem wypadło ratowanie tytułowej księżniczki?
Historia jest banalna. Holodrum i Labrynna to mlekiem i miodem płynące krainy. Sielankę postanawiają popsuć Onox oraz Veran, źli czarownicy. Porywają oni wyrocznie czasu oraz pór roku ? Nayru i Din - w wyniku czego przeszłość miesza się z przyszłością, a po zimie przychodzi jesień. Nasz zielony protagonista, za namową Drzewa Maku, wyrusza w podróż, by odnaleźć osiem Esencji, które pozwolą na uwolnienie bogiń w ciałach kobiet. Aby w pełni poznać fabułę, którą przygotowali dla graczy Japończycy, trzeba ukończyć obie produkcje.
Rozgrywka polega na eksploracji, rozmowach z napotkanymi postaciami i machaniu mieczem. Aby dostać się do lochów, gdzie spoczywają artefakty, musimy umiejętnie manipulować czasem i porami roku. Jesienią liście zasypią zapadnie, dzięki czemu będziemy mogli po nich szybko przebiec, a w przeszłości zdobędziemy rzeczy, które będą nam potrzebne w czasach teraźniejszych. W Oracle of Seasons do zmiany wiosny w lato służy Różdżka Pór Roku, a w Oracle of Ages cofniemy się o około 400 lat dzięki Harfie Wieku. Oczywiście nie dysponujemy całą mocą tych cennych przemiotów już na początku zabawy. Nowych sposobów wywijania i grania uczymy się stopniowo, w miarę postępów w zabawie.
Co do lochów: ich przemierzanie można podzielić na dwa główne etapy. Pierwszym z nich jest konieczność odnalezienia przedmiotu, który daje nam nowe możliwości. Dzięki bumerangowi zdejmiemy wrogów na odległość, bransoletka mocy pomoże nam podnieść ciężkie przedmioty, a piórko pozwoli skakać. Do dziś zastanawiam się, jak dzięki pierzu można pokonywać dziury w podłodze. Niemniej: dzięki nowo zdobytym rzeczom, Link posiądzie nowe umiejętności.
Druga część opiera się na wykorzystywaniu dopiero co zdobytej nowej części ekwipunku. Rozwiązujemy proste zagadki logiczno-przestrzenne, łoimy skórę minibossowi i mniejszym mobom, a pod koniec docieramy do strażnika artefaktu. Walki opierają się na wykorzystaniu określonego schematu, który może zmieniać się w trakcie potyczki. Jednego z oponentów załatwimy bombami, które sam wyrzuca, innego pokonamy dzięki manewrowaniu namagnetyzowaną kulą. Po wygranej walce, oprócz Esencji, zdobywamy serce, zwiększające ilość punktów życia. Na początku mamy jedynie trzy serduszka, z czasem Link może znieść znacznie więcej nieprzyjacielskich ataków.
Warto wspomnieć jeszcze o dodatkowych aktywnościach. W czasie podróży możemy natknąć się na pierścienie, które musimy zidentyfikować u jubilera Vasu. Dzięki błyskotkom nasza postać będzie potrafiła zamienić się w monstrum, otrzymywać mniej obrażeń albo dalej rzucać przedmiotami. Przez niemal całą grę bawimy się też w długaśne zadanie z gatunku: ?odbierz list, daj go facetowi, który nie ma się czym podetrzeć, a on odwdzięczy się efektami swojego systemu trawiennego.?. Nie, to nie moja kiepska wyobraźnia - takich właśnie zamian dokonujemy w jednej z gier. Ostateczna nagroda za wykonanie tego ?kłesta? jest bardzo satysfakcjonująca.
Przygodę obserwujemy w rzucie izometrycznym. Twórcy wycisnęli z kieszokonsolki Nintendo wszystkie soki. O ile dziś grafika nikomu nie imponuje, bo lepsze efekty można zobaczyć w produkcjach przeznaczonych na telefony komórkowe, to oprawa zachowała swój urok. Nie jest szpetna, nie bije pikselami po oczach. Gry są niesamowicie barwne, a zwiedzane krajobrazy bardzo różnorodne. W czasie zabawy zobaczymy takie lokacje jak podwodne miasto rybopodobnych istot, statek dawno zmarłych piratów czy tropikalną wyspę jaszczurów zwanych Tokajami. Na monotonię nie można narzekać.
Game Boy Color nie dysponuje zbyt dobrym sprzętem do odtwarzania dźwięku. Kilkanaście lat temu nikomu to za bardzo nie przeszkadzało, jednak dziś co niektórzy mogą narzekać na ?pierdzące? audio. Pomijając ograniczenia konsolki: muzyka jest żwawa i zachęca do eksploracji, a dźwiękowcy Capcomu udanie dobrali odpowiednie utwory do akcji na ekranie. Nietrudno jest się domyślić, kiedy spacerujemy po podziemnej Subrosii, a kiedy wykańczamy ważnego oponenta. Główny motyw zapada w pamięć ? mogę go odtworzyć obudzony w nocy o północy. Tytyyy tytyrytytytyyy? - o, tak brzmi.
The Legend of Zelda: Oracle of Seasons oraz The Legend of Zelda: Oracle of Ages to według mnie produkcje, których posiadacz któregokolwiek z handheldów (no, oprócz DS-a) nie może ominąć. Przyjemny i kolorowy wygląd, całkiem długa, kilkunastogodzinna rozgrywka? można narzekać jedynie na nieco niski poziom trudności, a niezaprawione uszy będą cierpieć z powodu niskiej jakości dźwięku. Wady są jednak niczym w porównaniu do zalet. Absolutna czołówka wśród gier na GBC.
Plusy:
+ przyjemny gameplay
+ kolorowa grafika
+ różnorodne lokacje
+ sporo ciekawych przedmiotów
+ kilka dodatkowych aktywności, które dają frajdę
Minusy:
- nieco za proste
- ?pierdu-pierdu? z czasem zaczyna drażnić
Ocena: 5/6
PS Znalezienie oryginalnych kartridży jest nadal możliwe (aukcje), ale istnieje też inna opcja. Można zagrać na emulatorze Nintendo udostępniło gry w swoim eShopie, dzięki czemu można je pobrać na 3DSy. Cena? Za obie produkcje zapłacimy razem 11,98 $. Tylko brać i grać.
Źródła obrazków: www.gamefaqs.com, www.justpushstart.com











0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia.