Die Glocke

O Dzwonie można powiedzieć dużo. Właściwie same wpisanie frazy do wyszukiwarki sprawia, że jesteśmy zalewani powodzią informacji o tym projekcie. Świadczy to przede wszystkim o tym, że nawet 70 lat po wojnie genialny wynalazek potrafi rozbudzić naszą żądzę wiedzy.... Okey, dość tego patosu, przejdźmy na bardziej zrozumiały język i to najlepiej w punktach:
- Die Glocke był projektem nazistów, który zaliczamy do grupy Wunderwaffe, tak zwanych cudownych broni, które miały przynieść Rzeszy zwycięstwo... Jak to się skończyło to wiecie. Czego nie wiecie, to fakt, że większość tych wunderwaffe działało, lecz z tych czy innych przyczyn nie można było ich wykorzystać.
- Dzwon powstawał gdzieś na Dolnym Śląsku i tak, to jest najdokładniejsza informacja na ten temat. Niektórzy wskazują na Lubiąż i klasztor tam się znajdujący, inni wspominają o nieoznakowanym terenie pod Wrocławiem. W sumie nawet bym się nie zdziwił, biorąc pod uwagę, jakie naziści wykopali pod nim tunele...
- Dzwon miał 2 albo 2,5 metra wysokości i 1,5 do 1,8 metra szerokości. Jego sercem były wirnik składający się z dwóch dysków osadzonych na wale, każdy nich wypełniony był rtęcią schładzaną w trakcie pracy do temperatury poniżej krzepnięcia. Dyski wirowały przeciwbieżnie, to znaczy w dwóch przeciwnych kierunkach. Ale to nie wszytko. Sercem serca maszyny ( ciekawe czy mogę opatentować ten zwrot ? ) było Xerum 525, tajemnicza substancja, o której wiadomo tylko tyle, że zawierała tlenki toru i berytu.Aha i miała konsystencję galaretki.
- Urządzenie w czasie działania emitowało fioletową poświatę, właśnie dzięki Xerum 525.
- Teraz najważniejsze: po co to wszystko ? Ano, jak wspomniałem na wstępie, Dzwon miał być Wunderwaffe, zaś jego dokładnie działa nie to czyste spekulacje, ale kilka z nich podam.
- Według jednej - Dzwon był generatorem energii pola zerowego. Jest to energia, która jest w próżni, tak z niczego, po prostu według Planca, Stern i Einsteina ( tych pierwszy nie skojarzyliście, co ? Spoko, ja znam tylko tego pierwszego ) próżnia sama w sobie musi posiadać jakieś minimum energetyczne. Całość jest powiązana z teorią kwantową, więc sami rozumiecie, że nie mam o tym najmniejszego pojęcia, więc dość na ten temat. Reasumując, Adolf pragnął tej energii i jego naukowcy mieli ją znaleźć, zdobyć i wykorzystać. Prawdopodobne są tylko te pierwsze dwa.
- Dzwon miał być również głównym motorem Haunebu, czyli niemieckich latających spodków. Ale, że podobno spodki latały w powietrzu normalnie, wykluczam użycie Dzwonu, z trzech powodów: po pierwsze promieniowanie z niego było silnie radioaktywne i zabiło praktycznie w całości pierwszą ekipę nad nim pracującą. Druga ekipa włączała go z odległości 200 metrów, w skafandrach ochronnych, co najlepiej świadczy o ich rozwadze
. Po drugie Die Glocke wymagał sporej energii rozruchowej, bardzo sporej... Na tyle wielkiej, że z odległości można było zobaczyć niebieską łunę od elektryczności. Dyski nie posiadały takiej mocy. Co więcej, maszyna mogła pracować po rozruchu tylko przez około dwie minuty. I po trzecie, Dzwon aż do końca wojny nie opuścił swojego miejsca pobytu. I raczej nie mogli zbudować jego kopii, ponieważ pod koniec wojny jedynym w miarę bezpiecznym miejsce był właśnie Dolny Śląsk.
- Najbardziej podoba mi się teoria o równoległych wymiarach: według niej Dzwon stanowił rodzaj dzwonka do drzwi, czegoś, co rezonując rozrywało rzeczywistość i pozwalało spojrzeć na drugą stronę... czegoś. Można było go również wykorzystać od podróżowania w czasie, co Niemcom bardzo by się przydało.

- I teraz ciekawostka: Niemcy, od testowania Dzwonu wybudowali coś a'la Stonehenge w
miejscowości Ludwikowice Kłodzkie:

Tam też możecie go obejrzeć.
- A co po wojnie ? I tu też są różne wersje: jedna mówi o tym, że projekt przeniesiono w całości bądź do Argentyny, bądź do Nowej Szwabii ( nowej ojczyzny Rzeszy na wygnaniu, znajdującej się na Antarktyce ( biegunie południowym, żeby było jaśniej ), szerzej o tym napiszę kiedyś, może, na pewno ), albo do Norwegii. Możliwe jest nawet, że został wysłany do Ameryki. Wiadomo, że razem z projektem znikł generał Kammler, który od początku czuwał nad nim, Fakt, że był on również odpowiedzialny za plan ewakuacyjny SS i miał do dyspozycji środki robiące wrażenie, jak an standardy końca wojny, to znaczy 6 samolotów Ju-390:http://pl.wikipedia.org/wiki/Junkers_Ju_390 i jego starszą wersję Ju - 290 najlepiej świadczy jakimi cieszył się wpływami.
- I jeszcze teoria spiskowa: podobno niemieccy naukowcy zostali wcześniej podzieleni przez SS na tych, którzy oddadzą się pod "opiekę" ZSRR i tych, co mają wspomóc Aliantów. Mała liczba szczęśliwców została ewakuowana, ponieważ byli oni zbyt cenni dla Rzeszy. Ci, którzy pozostali mieli przekazywać kolejne technologie ruskim i jankesom, zawsze ukrywając te naprawdę wielkie odkrycia. Jak dla mnie to się nie trzyma kupy, bo o ile fanatyczni SS-mani mogli by coś takiego odstawić, to typowy jajogłowy prędzej, czy później odczuł by chęć kontynuowania eksperymentów we własnym zakresie. Ale co ja tam wiem...
- Inną teoria spiskowa głosi, że nasze służby w latach 50. badały tą sprawę, co zakończyło się śmiercią wszystkich agentów z rąk KGB i wysłaniem naszego Pierwszego Bieruta do Rosji, celem konsumpcji ciasteczek ![]()
W sumie to tyle, na pewno można by napisać więcej... tyle tylko po co ? Ja podałem tylko ogólne informacje, po więcej sięgnijcie do książki Igora Witkowskiego "Prawda o Wunderwaffe", albo obejrzyjcie to http://www.youtube.com/watch?v=xIIuNJ_BA34

11 komentarzy
Rekomendowane komentarze