Jump to content

Moje Fado

  • entries
    348
  • comments
    1,407
  • views
    468,989

MEGA Recenzja - Who Watches the Watchmen? - szersze spojrzenie na komiks i film "Watchmen"


bielik42

3,234 views

 Share

watchmenhappyface.jpg

Muszę to przyznać bez bicia ? nieczęsto miewam równie silne przeżycia emocjonalne, jak te, które wywołało u mnie dzieło cenionego scenarzysty komiksowego Alana Moore?a, a zarazem jeden z najważniejszych komiksów w historii ? ?Watchmen?. Twór ten jest w Polsce bardzo trudno dostępny, a za cały album płaci się ok. 200 zł, a i tak nikt nigdy go na język polski nie przetłumaczył (tłumaczenie podobno było, lecz rozeszło się na pniu i stanowi obecnie rzadkość, ale już na jesień egmont zapowiada wznowienie, cieszmy się? - autor). ZBRODNIA! A więc tym razem to ja zakładam maskę, wymyślam sobie pseudonim i pędzę walczyć z ciemnotą i brakiem porządnego zaopatrzenia komiksowego w naszym kraju. Na razie słabo, bo jedynie słowami, ale niechże to będzie tekst, który w Tobie, drogi czytelniku, obudzi chęć poznania tej historii, bo warto, na bogów, warto?

?WATCHMEN?

1462_400x600.jpg

Rok wydania: 1982

Scenariusz: Alan Moore

Rysunki: Dave Gibbons

Legenda żółtego, uśmiechniętego kółeczka z krwistą strzałką, przecinającą jedno oko jest na tyle silna, że dotarła i do tak niewiele znaczącego umysłu, jak mój. Czy to za sprawą filmu (o którym napiszę później), czy renomy Alana Moore?a ? zaciekawienie powstało, a z niego wyrosło gigantyczne, splecione zielonymi pnączami miłości, drzewo kultu i szacunku. Teraz to czuję, gdy już nakarmiłem się historią Strażników, gdy już poznałem mroczną stronę społeczeństwa, od której nie można się już odwrócić, od chwili, gdy zobaczyło się ją po raz pierwszy. ?Watchmen? to komiks depresyjny, niezmiernie bogaty i genialny, ale zacznijmy od początku?

170px-Watchmencharacters.jpg

? czyli od roku 1985, kiedy to jednej nocy zamordowany został były Strażnik ? Komediant. Wyrzucony z wysokiego piętra szklanego wieżowca, do niego należała żółta przypinka ? symbol komiksu ? a także tajemnica, czekająca na rozwiązanie. Kto zabił Komedianta? Z jakiego powodu? Tego wszystkiego spróbują się dowiedzieć pozostali członkowie superbohaterskiej grupy ?Watchmen?, a ta historia ciągnie się przez 12 tomów, czyli przeszło ponad 300 stron. Mimo tak długiej historii zapewniam was, że nie oderwiecie wzroku od komiksu, a jeśli już, to będzie on was prześladował tak długo, aż poznacie zakończenie. Przejdźmy więc do konkretów tej alternatywnej rzeczywistości.

watchmen-rorschach_00268766.jpg

Ameryka, lata 80?te, świat stanął w obliczu zagłady atomowej, gdyż zimna wojna rozgorzała jak nigdy. Stany Zjednoczone wygrały wojnę w Wietnamie, a po ich stronie stoi niezwykły pół-bóg dr. Manhattan ? fizyk, który uległ wypadkowi w laboratorium, by potem odrodzić się jako istota niemal wszechmogąca. Fabuła zaczyna się od wspomnianej śmierci Komedianta, który należał do tytułowej grupy ?Watchmen?. Skąd w takim świecie miejsce dla superbohaterów? Wszystko zaczęło się jeszcze przed wojną, gdy na fali popularności komiksów z supermanem muskularny mężczyzna z twarzą zakrytą kapturem pobił kilku opryszków w alejce. W ten sposób narodził się ?Hooded Justice?, a za nim nadeszli kolejni ? Nite Owl, Silk Spectre, Silhouette, Comedian, Dollar Bill, Mothman i Captain Metropolis. Razem założyli zorganizowaną grupę zwaną ?Minutemen?. Ich koleje losu to osobna historia, ale wielce powiązana z główną, tytułową grupą superbohaterów ? ?Watchmen?, którzy byli następcami podstarzałych gwiazd. I nie ma tu ani kropli fantazji ? bohaterowie zamiast w znany nam z komiksów sposób walczyć z przestępczością i z tego żyć, głównie utrzymywali się na swojej popularności wśród mas. To media dawały im siłę, nie magia, czy obcy ? media. To pierwszy cios w świat komiksu, a jest tu ich wiele.

Watchmen3.jpg

Superbohaterowie to nie są normalni ludzie, już z nazwy, a co dopiero z zachowania. Scenarzysta boleśnie dodaje im ludzkich cech, wystawia na słabości i problemy. Poza wiekiem, członkowie ?Minutemen? musieli walczyć też z nawykami i nienawiścią, a także mieszać się w politykę, co najbardziej do gustu przypadło Komediantowi. Teraz nie żyje, a charyzmatyczny (anty)bohater Rorschach pragnie rozwiązać jego tajemnicę, ale najpierw musi udać się do pozostałych członków ?Watchmen?, aby ostrzec ich przed prawdopodobnym ?Mordercą zamaskowanych?. A do pozostałych należą: Nite Owl (następca starszego, najlepszy przyjaciel i dawny partner w walce Rorschacha), Ozymandias (najmądrzejszy człowiek świata) oraz para ? dr. Manhattan i Jupiter (córka Silk Spectre). Wszyscy wyżej wymienieni grają tu główne role.

Więcej o historii nie napiszę, bo byłaby to największa krzywda, jaką bym wam wyrządził.

Jednakowoż co nieco powinienem od siebie dać, aby wyrazić swoje zachwyty. Po pierwsze ? fabuła jest napisana genialnie, mięsiście i ze strzępkami humoru. Wizja Ameryki w swej chorobliwej fazie dążenia do światowej dominacji jest po prostu zachwycająca. A poznajemy tu naprawdę kawał historii, głównie przez retrospekcje, ale także poprzez fragmenty autobiografii pierwszego Nite Owla, umieszczone pomiędzy rozdziałami, fragmenty policyjnych kartotek, gazety i wspomnienia, wiele wspomnień. I wiecie co? Brak w tym świecie optymizmu, ale dlatego jest taki piękny.

Watchmen_comparison2_comic.jpg

Aby to udowodnić, warto zerknąć na wątki poboczne. Mamy tutaj przewijającą się historię zwykłego gazeciarza i czarnoskórego chłopca, który do niego przychodzi poczytać komiksy (w ?Watchmen? mamy dodatkowo umieszczony cały komiks ?Tales of the Black Freighter?, wstrząsający). Ich banalne losy jednak sprawiają, że czytelnik się do nich przywiązuje, co skutkuje bardzo bolesnymi odczuciami w ostatnim tomie. Inną postacią poboczną jest psycholog, który stara się pomóc Rorschachowi, gdy ten ląduje w więzieniu. Ten bogaty, otyły mężczyzna za sprawą swojego pacjenta poznaje mroczną stronę rzeczywistości, a szok, który tym wywołuje kładzie się cieniem na jego małżeństwie. To jest z koeli przykład człowieka, który traci ówczesny światopogląd na rzecz brutalnej prawdy. A my tracimy go razem z nim. Jest tu też związek lesbijski, przedstawiony poprzez postać kobiecą, przychodzącą do wyżej wspomnianego kioskarza. Ten związek się psuje, ponieważ z jednej strony mamy brutalną Josephine, spędzającą czas na przeglądaniu ?Hustlera? i delikatną inteligentkę z drugiej strony. Rozpad tego związku i związana z nim akcja pod koniec komiksu, to swoisty majstersztyk szczegółowy, gdyż uderza w czytelnika, powodując wybitnie dziwaczną menażerię uczuć.

3520_Comics_Comics_-_Watchmen_Wallpaper.jpg

Ogólnie ciężko tu znaleźć jakąkolwiek pochwałę Stanów Zjednoczonych z lat 80-tych. Jest to wyolbrzymiona, sparodiowana w czarnym stylu rzeczywistość, o ogromnej sile oddziaływania. Owszem, jest to ?tylko? Ameryka, i czytelnikowi z innego kraju może to się wydać nieciekawe, że tak bardzo scenarzysta się ograniczył, ale pamiętajmy, że ?tylko? w Ameryce ten komiks się pojawił, i ?tylko? w Ameryce komiks się cokolwiek w tamtych czasach liczył, a więc ?tylko? Amerykanie byli w stanie wyczytać to, co Alan Moore miał do powiedzenia. Ale ?tylko? zamienia się tu w coś nieokreślonego, zamazanego, przez co całość możemy odnieść do każdego państwa i każdego człowieka. Bo tu nie chodzi o kraj ? ale o ludzką duszę. O jej mrok, o jej zło, o jej dążenie do samozagłady za wszelką cenę. Dominuje tu strach i płacz i to jest to, co decyduje o ogromnej sile oddziaływania, to uderza w nas, niczym setka bomb atomowych, zamieniających w pył nasz dotychczasowy światopogląd.

Kolejną sprawą jest druga, niezmiernie ważna, cecha komiksu ? strona graficzna. Jako że ?Watchmen? powstał w latach dla komiksu ?srebrnych?, tak więc rysownika dostał najlepszego, jaki był dostępny. Dave Gibbons pokazuje tu prawdziwą klasę. Dziś, gdy czytamy i oglądamy to dzieło, początkowo rysunki mogą odrzucić, gdyż obecnie komiksy czarują filmową efektownością i kolorami. Tu mamy wizję wybitnie realistyczną, z miejscami pastelowymi barwami i zazwyczaj ubogimi tłami. Ale ta prostota w dziwaczny sposób wzmacnia nasze wrażenia, bo więcej musimy sobie sami stworzyć, zwłaszcza w scenach walki. Cieniowanie i kilka fragmentów, w których występuje zaskakująca zabawa światłem to prawdziwe mistrzostwa w swej kategorii. Widok na Marsie, moment, gdy Rorschach po raz ostatni wchodzi do domu Molocha, wybuchy światła ? to wszystko jest niezmiernie piękne. Dodatkowo Gibbons to prawdziwy mistrz twarzy, bowiem tutaj są one niezmiernie prawdziwe i pełne emocji. Zwłaszcza strachu i smutku. Jest tu jedna scena, gdy w więzieniu człowiekowi podrzynają gardło przez jego własną głupotę. Widzimy to. Widzimy jego strach, te strugi łez z oczu, lejący się pot i smarki. To jest pra-wdzi-we, to jest bolesne. Do teraz mnie ten rysunek prześladuje.

watchmen-what-have-you-got.jpg

Rozpisałem się o komiksie wybitnie, a tu jeszcze trzeba napisać o jego niedawnej reinkarnacji filmowej, więc pora na podsumowanie:

?Watchmen? to absolutny, komiksowy i fabularny gigant. Niezmiernie fascynujące uczucie, skumulowane w tych stronach i obrazach, mistrzowski przekaz mrocznej natury człowieka, miażdżąca krytyka ludzkiej cywilizacji. Zapoznać się z nim trzeba, a wiecie co jest w tym komiksie najgorsze, a zarazem najlepsze? To, że ma rację?

watchmen_1.jpg

Czytać, pieniędzy i czasu nie żałować.

?Watchmen: The Ultimate Cut?

ultimate-cut-dvd.jpg

Rok produkcji: 2009

Reżyseria: Zack Snyder

Występują: Malin Akerman, Billy Crudup, Mathew Goode, Jeffrey Dean Morgan, Jackie Earle Haley

Ponoć plany stworzenia adaptacji komiksu Alana Moore?a powstały zaraz po wydaniu całego komiksu w latach 80?tych, ale nic z tego nie wyszło. Doprawdy, każdy reżyser, którykolwiek podjąłby się tego wyzwania, zostałby natychmiastowo zmiażdżony przez krytykę za jakiekolwiek ingerowanie w oryginał. Ale bez zmian w scenariuszu ( o którego stworzenie został poproszony Moore, który kategorycznie odmówił) ciężko by było nakręcić film, bowiem mamy tam sceny wybitnie spektakularne. A więc wstrzymano produkcję, aż do momentu, gdy pewien młodzieniec z powodzeniem zekranizował ?300? Franka Millera. Stworzenie efektownego filmu stało się możliwe, pytanie tylko ? czy się udało?

watchmen_comedian_window.jpg

Na wstępie rzec muszę ? ?Watchmen? to dziecko zrodzone z miłości do komiksów, a nie tania próba wyciśnięcia pieniędzy z fanów dzieła Moore?a. ALE, dotyczy to wersji ?Ultimate Cut?, czyli takiej, której nie pociął producent, bo wersja kinowa jest niestety wybitnie uboga względem komiksu. Wersja rozszerzona dodaje ponad 1,5h (!) scen i tylko tą wersję polecam zobaczyć, o ile zapoznaliście się wcześniej z komiksem.

Fabuły omawiać nie musze, bo polega na tym, co wyżej napisałem. Nadmienić za to trzeba, że scenarzysta bardzo sprytnie zmienił moment przełomowy, gdyż o ile w komiksie dotyka on wyłącznie Stanów Zjednoczonych, to w filmie tyczy już całego świata, co wyciąga ogólnoświatowy podtekst z komiksu i tworzy z niego już pełnoprawny przekaz, tak jak to miało miejsce z wcześniejszą ?V jak Vendetta? braci Wachowskich. Za to należą się brawa, a i nie tylko za to.

Filmowa wersja ?Watchmen? to produkt stworzony przez absolutnego miłośnika komiksów i to tu widać wyjątkowo. Zack Snyder nie ograniczył się jedynie do złożenia hołdu przedmiotowi kultu, ale także udało mu się niemożliwe ? wzbogacił oryginał o absolutny, filmowy artyzm. Znajdziemy tu sceny, które zwalają z nóg jakością wykonania. Krytycy narzekali na to, że ?Watchmen? pełen jest teatralnych scen, ale to nie wada, to zaleta! Spójrzcie sami:

- Scena, gdy Rorschach przebija się do tajnego obiektu wojskowego. Noc, burza i podniosła muzyka, do tego narracja z charyzmatycznym głosem Rorschacha.

- Scena, gdy emerytowanego pierwszego Nite Owla napada banda opryszków. Starzec przypomina sobie młodość, gdy zaczyna walczyć. Reżyser płynnie przechodzi od sceny bicia młodziaka w skórze, do sceny w sepii, gdy w spowolnionym tempie super-bohater w kostiumie uderza przebranego złoczyńcę. Też skropione melodią.

- Scena, gdy Dr. Manhattan wspomina swoje dzieje. Wybitny zawijas czasowy, przecinające się retrospekcje, upiększone klimatyczną, hipnotyzującą melodią Pruit Igoe and Prophecies, dodatkowo ten miarowy, wyprany z emocji głos Manhattana.

- Pogrzeb Komedianta. Spowolniony kondukt żałobny w deszczu, emocje podniesione do maksimum za sprawą arcygenialnego utworu ?Sound of Silent? Simona & Garkenfunkela.

- Początek filmu. Walka Komedianta z zabójcą, oddana siła ciosów, czujemy tą moc, z uspokajającą muzyką w tle.

- Wstawka początkowa ? historia superbohaterów w spowolnionych kliszach, opatrzonych przepitym głosem Boba Dylana z utworu ?The times they are a changin?.

watchmenmovie.jpg

Te, i inne sceny zapadły mi w pamięć, wywołują uczucia i ciarki na plecach. Te momenty to prawdziwa kwintesencja sztuki komiksu, muzyki i filmu, zmiksowanych razem. To wirtuozeria, dla mnie te minuty wystarczają, by ?Watchmen?, pomimo niedociągnięć nazwać ?Arcydziełem?. Za ten smak i styl. No i dodany do filmu dodatkowy film animowany, który w oryginale był komiksem ?Tales of Black Freighter?.

020209_watchmenfull.jpg

Ale właśnie ? niedociągnięcia, a jest tu ich trochę. Po pierwsze ? w przeciwieństwie do słów powyższych ? kompozytor się nie postarał. Tyler Bates nie wywiązał się z zadania dobrze i autorskie kawałki, stworzone na potrzeby filmu nie budzą wielu emocji, które wzbudzają kawałki innych wykonawców. Marzyłby mi się fakt, że zamiast Batesa za oprawą stałby Zimmer, ale to już jest nie do naprawienia. Kolejną słabością są problemy u aktorów z wyrażaniem emocji. O ile Rorschach i Komediant to pierwsza liga, to już Nite Owl niestety nie jest aż tak przekonujący, jak w komiksie. Brak mu tej osobowości twardego w środku mięczaka. Ale jego gra to mistrzostwo w porównaniu z koszmarnie ubogą Jupiter, która jedynie świecić zadkiem w tym filmie potrafi. Nie wierzymy jej emocjom, ani działaniom. W komiksie była barwna, a tu jest pusta. Dr Manhattan to głównie komputer, ale dobrze zagrany.

3watchmen460.jpg

Największą, absolutnie jedyną i bolesną bolączką jest w filmie? brak łez. Po prostu żaden z aktorów nie jest w stanie wycisnąć z siebie tych potoków łez i potu, które dominowały w twarzach Dave?a Gibbonsa. To mnie bolało, bo w komiksie działało to niesamowicie, a tu? Brak. Nie wiem, czy aktorom zabrakło umiejętności, czy taktu, ale prawdziwe emocje wyciągnął z siebie niemal wyłącznie Komediant i Rorschach ? najlepsi aktorzy. Szkoda, że reżyser musiał wybrać głównie młodych, mniej doświadczonych aktorów, ponieważ znacznie łatwiej było ich postarzeć, niż starszych odmłodzić.

Pora na trochę żalu do wersji ?Standardowej?, czyli tej, która trafiła do kin. Po obejrzeniu wersji ?niepociętej? możemy zauważyć, że:

1) Fabułę złagodzono tak, aby mogli go oglądać nastolatkowie. Przez to straciliśmy całkiem pokaźną dawkę klimatu. Szkoda.

2) Na potrzeby skrócenia długości wywalono bardzo wiele, łącznie z animowanym filmem wewnątrz. Myślę, że reżyser musiał mieć łzy w oczach, gdy rozkazano mu tak diabolicznie oszpecić własny produkt, do którego włożył tyle serca.

watchmen-comedian.jpg

Wersja ?Ultimate Cut? to arcydzieło, bez żadnego wątpienia. Nie ma się co nad tym rozwodzić. To jest coś pięknego, coś, co warto zobaczyć. Absolutnie najlepsza z dotychczasowych ekranizacji komiksowych, przebija i ?Sin City?, i ?300?, że o trylogii ?Batmana? nawet nie wspomnę. Wszystko dzięki miłości do komiksów, cieszmy się nim, ale tylko w tej wersji, każda inna nie da wam tego, co naprawdę w tej historii tkwi. Wielka szkoda, że tak jak komiks, i wersja ?ultimate Cut? jest niezwykle ciężko dostępna. Gra warta świeczki, film warty obejrzenia. Nie zdziwcie się, gdy nawiedzi was po nim depresja.

watchmen-movie-13.jpeg

Cóż mogę rzec na zakończenie? To absolutnie najdłuższy tekst, jaki udało mi się przy jednym podejściu wysmarować. Ale to dlatego, że sobie to dzieło poważam, że je uwielbiam i pragnę was tą miłością zarazić. Czy naprawdę muszę napisać raz jeszcze, że warto? Nie czekajcie, poznajcie tą historię, poznajcie to uczucie, poznajcie, bo faktycznie ? niektórych nie strzeże nikt?

 Share

9 Comments


Recommended Comments

Fajny tekst! Też jestem fanem Watchmen i uwielbiam ekranizację. Najchętniej jednakże obejrzałbym ją w formie serialu. W trakcie seansu nagromadzenie wątków jest dosyć duże i na mój chłopski rozum, ciężko się połapać, gdyby nie znajomość komiksowego oryginału.

Link to comment

Bardzo dobry tekst i godna reprezentacja tematu.

?Times never Chang?in?

Jeśli myślimy o tej samej piosence, to jest "The times they are a changin". Czasem na końcu dodaje się apostrof w miejsce brakującego 'g', ale Robert napisał tytuł bez niego.

A teraz lecę szukać komiksu i filmu.

Link to comment
W trakcie seansu nagromadzenie wątków jest dosyć duże i na mój chłopski rozum, ciężko się połapać, gdyby nie znajomość komiksowego oryginału.

Ja nie miałem problemu, mimo nieznajomości komiksu.

Watchmen to jeden z moich ulubionych filmów, i gdyby nie niemożliwa do przezwyciężenia awersja do komiksów - papierowy pierwowzór też bym pewnie uwielbiał.

Z zarzutem do kompozytora się zgodzę - muzykę ratują Simon&Garfunkel, Bob Dylan, Jimi Hendrix, Janis Joplin i Nena, gdyby nie oni - byłby placek muzyczny. Nie wiem dlaczego nie ograniczono się do już istniejących utworów, filmowi wyszłoby to na dobre.

Link to comment
Twór ten jest w Polsce bardzo trudno dostępny, a za cały album płaci się ok. 200 zł, a i tak nikt nigdy go na język polski nie przetłumaczył.

Przysiągłbym, że widziałem tłumaczenie w Empiku dawno temu, ale nie jestem pewny czy ja po prostu czytam po angielsku tak dobrze, że już nie pamiętam w jakim języku to było. Komiks jest w dalszym ciągu aktualny i bardzo podoba mi się jego klimat oraz dojrzałe podejście.

Link to comment

Bardzo dobry tekst i godna reprezentacja tematu.

Cytuj

?Times never Chang?in?

Jeśli myślimy o tej samej piosence, to jest "The times they are a changin". Czasem na końcu dodaje się apostrof w miejsce brakującego 'g', ale Robert napisał tytuł bez niego.

A teraz lecę szukać komiksu i filmu.

już zedytowane, dzięki za poprawkę, bo całkowicie zmienia znaczenie. Na własną obronę mam to, że pisałem z pamięci, wiec trochę się pokikciało

@do wszystkich

Dzięki za uznanie, poczułem, że trzeba to dzieło naświetlić

Link to comment

Knockers, , powiedział:

W trakcie seansu nagromadzenie wątków jest dosyć duże i na mój chłopski rozum, ciężko się połapać, gdyby nie znajomość komiksowego oryginału.

Ja nie miałem problemu, mimo nieznajomości komiksu.

Potwierdzam:)

Cieszę się, że ktoś oprócz mnie uważa ten film za najlepszy z gatunku "komiksowych".

BTW: O ile wiem, istnieje również trzecia wersja filmu; rozszerzona względem kinowej, ale bez wstawek z TotBF.

Link to comment

Na początku wpisu jest błąd, polskie tłumaczenie było, czytałem je u kumpla jeszcze na studiach, czyli jakieś 8-10 lat temu, dostępne było w empikach także. Było to wydanie zbiorcze, nie pamiętam tylko w dwóch czy trzech tomach. Ale komiks genialny. Film oglądałem ale tylko wersję zwykłą, nawet nie wiedziałem o pełnej, już jej szukam na Amazonie.

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...