Jump to content

Moje Fado

  • entries
    348
  • comments
    1,412
  • views
    467,464

"Spryciarz z Londynu" (Terry Pratchett)

bielik42

885 views

?Spryciarz z Londynu?

spryciarz-z-londynu-b-iext21288056.jpg

Autor: Terry Pratchett

Gatunek: Historyczna/Fantastyczna/Przygodowa

Jak mam podchodzić do książki pisarza osadzonej w zupełnie innej formie gatunkowej od tej, do której mnie ów autor przyzwyczaił? Owszem, uwielbiam cykl ze Świata Dysku, przeczytałem niemal wszystkie należące do niego książki, wiele z nich utkwiło mi w umyśle dzięki swemu ponadprzeciętnemu dowcipowi i urokliwej satyrze na gatunek fantasy w literaturze. Pratchett zawsze pisał z brytyjskim humorem, sprawnie ośmieszając swoich kolegów po fachu, wyciągając na wierzch głupoty i idiotyzmy wielu powieście fantastycznych. Jednocześnie sam tworzył sporych rozmiarów świat, zapełniony wieloma osobliwościami i pięknymi obrazami. Biorąc pod uwagę ten dorobek nie sposób zdziwić się widząc, iż ?Spryciarz z Londynu? to zupełnie inna bajka.

Więc najpierw ? skrót fabuły: XIX-wieczny Londyn, dzielnica biedoty i tajemnicza karoca, z której szaleńczym pędem wypada złotowłosa kobieta, a za nią dwa osiłki. Łapią oni uciekinierkę i nie szczędzą jej razów, ale oto jakby spod ziemi wyłania się chłystek, który z gracją załatwia obu damskich bokserów, a dziewczynę bierze w ramiona. Obu młodych spotykają dwaj dżentelmeni, którzy w sposób bohaterski interesują się losem biedoty londyńskiej. W domu jednego z nich biedne dziewczę otrzymuje schronienie i pomoc, a jej wybawca zapoznaje się z oboma panami. Jednym z nich jest Karol Dickens, a drugim niejaki Henryk Mayhew. Heroiczny młodzieniec ma zaś na imię Dodger i para się zbieractwem (tzn. łazi po kanałach i szuka zgubionych pieniędzy i biżuterii) i, jak możemy się domyślać, zakochuje się on w dziewczynie, którą uratował. Nie jest to koniec problemów, bo oto okazuje się, że młoda Symplicja (jak się ją nazywa) jest już żonata, a na dodatek pochodzi zza granicy i nosi na placu pierścień z herbem ? należy więc do rodziny królewskiej. Oczywiście całość przeistacza się w cichą aferę międzynarodową, a wszystko oczywiście zależy od Dodgera. Czy uda mu się ocalić jego miłość? Czy nie da się zabić profesjonalnemu zabójcy? Czy przestanie być biedny? Na te pytania znajdziecie tu odpowiedź.

To dosyć oryginalna sytuacja, bowiem autor nie stara się teraz tworzyć parodii, ale? hołd dla Anglii i Londynu. Już same postacie historyczne wiele mają tu do powiedzenia. Poznajemy między innymi wspomnianego Dickensa, dowódcę policji sir Roberta Peela, słynnego Sweeneya Todda czy po prostu królową Wiktorię ? sama śmietanka, trochę naginana, ale przedstawiona dosyć spostrzegawczo. Główny bohater, o wybitnie wiele znaczącym przezwisku Dogder (ang. unik) to trochę kalka z wcześniejszego jegomościa z serii Świata Dysku ? Moista van Lipwiga, podobnie jak miejsce akcji, gdyż Ankh-Morpork to przecież Londyn tonący w brudzie i mgłach z rzeką-ściekiem. Nie jest to więc nowość, ale trochę się ten nasz nowy bohater wyróżnia. Jest szybki, zwinny, zna się na swym fachu, trochę głupawy, choć bystry, sierota i złodziejaszek. Na dobrą drogę stara się go sprowadzić jego współlokator ? sędziwy żyd Salomon, też mistrz w swym fachu zegarmistrza. Ach, no i jest zdolny piesek Onan, ale on jest tu jakby wepchnięty na siłę.

Poza nimi wszystkimi mamy też bohatera grupowego ? biedną stronę londyńskiego społeczeństwa. Prostytutki, wygłodzone dzieciaki, sieroty, robotnicy, pijaki i typy spod ciemnej gwiazdy. Ale większość z nich szanuje i lubi naszego bohatera, bowiem jest on ?gościem? ? czyli kimś znanym i sprawdzonym. Trochę ciężko mi uwierzyć, że taki człowiek mógł istnieć i funkcjonować w tak nieprzyjemnym środowisku jak slumsy, ale autor też z tego się tłumaczy, że ozłocić nieco historię musiał. Samo miasto jest ładnie opisane, szczegóły, zapachy i kolory zapełniają karty powieści, pozwalając nam się przenieść do tych dawnych czasów. Lecz to nie wystarcza, bym książką się dobrze bawił.

Ze smutkiem muszę stwierdzić, iż jest to książka bardzo sztampowa, czego się po autorze nie spodziewałem. Wszystko jest tu takie? proste. Główny wątek oczywiście dominuje, ale już poboczne są potraktowane zupełnie po macoszemu. Kilka barwnych postaci pojawia się zaledwie na dwóch-trzech stronach, wątek zabójcy jest z malutkim zaskoczeniem, ale prowadzony dziwacznie, bo wspomina się o nim z 3 razy, by potem BACH! ? koniec, rozwiązane, i to bardzo naciąganie. Podobny zarzut mam do płaskiego zakończenia, tak słodkiego, że aż w gardle staje, jednowymiarowych postaci głównych i dość kiepsko potraktowanej otoczce politycznej. No i humor, którego jest mało, albo jest już znany. Tu wszystko jest już znane, przez co lektura nie zaskakuje w sumie niczym. Być może jest to moja wina, być może nie znam dostatecznie literatury brytyjskiej, albo być może Pratchett nie ma już pomysłów, za co trudno go winić, bo wiek już robi swoje.

?Spryciarz z Londynu? jest więc niczym innym, a ciekawostką w szerokiej gamie wydanych powieści Pratchettowskich. Wybija się właściwe tylko otoczką, bo ani fabuła, ani postacie, ani nawet humor nie są tu niczym szczególnym. O, przepraszam, jest jeden wątek, który zasługuję na pochwałę. Otóż Dogder na swej drodze napotyka demonicznego golibrodę z Fleet Street przyczyniając się do jego pojmania i osadzenia w więzieniu dla psychicznie chorych. Jest to o tyle ciekawe, że sam Todd budzi raczej litość, a Dogder mu współczuje, bowiem rozumie, iż golibroda popełniał swe grzechy (podrzynał ludziom gardła podczas golenia) w wyniku tragicznych przeżyć na wojnie. Bohater pragnie mu pomóc i robi to w każdy możliwy sposób, dzieląc się z nim pieniędzmi i wstawiając za nim przed królową. Lecz to wciąż niewiele.

Przez niemal całą fabułę mamy widoczne rozdwojenie akcji. Z jednej strony Dogder walczy o swą damę, czyni sprytne sztuczki i przeciwstawia się agresorom. Z drugiej zaś ? wykonuje swój zawód, czyli snuje się po kanałach, szukając monet i innych ciekawych przedmiotów. Fragmenty ?zbierackie? są jasnym punktem, ponieważ oddają fascynację bohatera kanałami i wszystkim, co z nimi związane. Jest tam nawet osobna bogini, które kult rozpoczął się już w czasach starożytnych Rzymian. Ale i tu znajdziemy głupotę ? na początku książki doświadczamy śmierci Dziadka ? bliskiego znajomego naszego bohatera, który umarł penetrując lochy w czasie burzy. W praktyce scena ta winna nas poruszyć, ale po prawdzie jest nam obojętna, gdyż wcześniej denata nie poznajemy i tym samym nie mamy okazji się do niego przyzwyczaić. Dziwne zagranie. Bezsensowne.

Narzekam i narzekam, ale lektura bólu mi nie sprawiła, ale innych emocji też nie. Raczej nie polecam kupować jej za obecną cenę(ok. 40 zł), gdyż bardziej opłaca się ją wypożyczyć z biblioteki. Osobiście nie mam ochoty do niej powracać, a niektóre przygody Vimesa powtarzałem sobie kilkukrotnie. Przeczytać można, ale jeżeli wcześniej nie mieliście styczności z Pratchettem, to polecam inną lekturę ? może ?Straż! Straż!?.

Bimbrownikus



3 Comments


Recommended Comments

Niestety, książka ucierpiała z powodu Syndromu Podróżnika?, gdzie autor zamiast skupić się na opowieści zajmuje się bardziej przedstawieniem świata.

Share this comment


Link to comment

Dziwne.

Przez połowę wpisu mam wrażenie, że polecasz książkę - a następnie rugasz książkę równo za brak silnego rozwinięcia większości wątków.

Mimo wszystko przyjemnie się czytało, a wracając do Pratchett'a to wolę zaliczyć serię o Świecie Dysku w takim wypadku najpierw.

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...