One red ring to rule them all
O
Tak mogę podsumować konferencję Microsoftu. Nic dodać, nic ująć. Poczułem się, jakby nowa konsola giganta z Redmond była naznaczona tym stygmatem jeszcze przed ukazaniem się jej na rynku. W skrócie, wielka porażka, Sony wygrało w przed biegach, a Microsoft dostał zadyszki w drodze na start. Ale może zacznijmy od początku.
Zacznijmy od nazwy. XBOX ONE. Naprawdę? Czy to jakiś żart? Bo brzmi to jak jakiś stuletni suchar, jak coś co Sony mogło by wymyślić, żeby nagrywać się z konkurencji. Microsoft sam tworzy sobie marketingowy koszmar. Gdy myślisz o XBOX ONE, to przed oczami staje Ci nie tyle nowa konsola, co pudełko z początku wieku, z którym panowie od Windowsa zaczynali przygodę w świecie konsol. Maszyna z wielkim, podobnym do hamburgera padem, która miała konkurować z PS2 i Gamecubem. Xbox 720, staje się nagle jakby atrakcyjniejszy, choć równie błyskotliwy jak jednokomórkowiec. I pomyśleć, że Xbox 360 zyskał swoją nazwę, dlatego że spece od marketingu obawiali się, że Xbox 2 ma mniejszą cyfrę w logo niż Playstation 3.

Pomyślmy teraz jak prezentuje się nowa konsola. Nazwa jej w końcu nie czyni, ludzie kupili coś co nazywało się Xbox 360, kupili Wii, ba nawet kupują Wii U, co brzmi jakby francuz odlewał się na trawnik. Spójrzmy jak konsola wygląda, w końcu dziś konsument nabywa wzrokiem. Wystarczy przyjrzeć się rynkowi telefonów i od razu widać, że nie wygrywa najsilniejszy model, a ten który najlepiej się prezentuje.
Jak więc wygląda Xbox One? Jak magnetowid. Tak po prostu. Jak dekoder cyfrowego Polsatu. Ba designerzy z Microsoftu zdołali jakimś cudem uczynić nowy Kinect jeszcze bardziej złowrogo wyglądającym urządzeniem. Mam wrażenie, że gdy włączę konsolę, każe się ona nazywać Hall.
Jeśli tak ma wyglądać następna generacja, to może i dobrze, że Sony nie pokazało swojej maszyny, za co Microsoft strasznie krytykował prezentację sprzed paru miesięcy.

Zastanówmy się też do czego będzie służył nowy Xbox. Do grania powiadacie? A figa, jakie granie. To służy do oglądania telewizji i do korzystania z usług, które w Polsce nie będą dostępne. Xbox One, to sterowany głosem dekoder telewizyjny, nic dziwnego, że takowy przypomina. Odnoszę też wrażenie, że z Kinecta zniknęła druga soczewka, a samo urządzenie zamieniło się w wielką kamerkę internetową, którą trzeba będzie ustawić na telewizorze. Bez niej Xbox ponoć nie działa. Wszechwidzące oko Microsoftu musi mieć na ciebie baczenie. Widać ważniejsze od gier są skype i oglądanie telewizji, bo wygląda na to, że z myślą o tych funkcjach projektowane było to urządzenie. Brakuje w nim tylko lodówki, kuchenki i toalety. Zapowiedziano nawet serial na podstawie Halo, tak ważne są gry dla Microsoftu.

A było ich jak na lekarstwo. Gry sportowe- nuda; Call of Duty- nuda; Quantum Break... może będzie coś z tego ciekawego, ale kiedy połowa teasera to fragmenty live action, to ciężko wykrzesać z siebie jakiś entuzjazm dla nowej konsoli. Zresztą zaprezentowany materiał, nie prezentował się jakoś wybitnie graficznie. Nie poczułem, jakbym wstępował w nową erę elektronicznej rozrywki, a raczej jakbym utknął w na parę lat w jakimś kącie i ciężko było mi się z niego wydostać. Xbox One? More like Xbox one Game. Tym bardzie, że twórcy indie też nie mają tu czego szukać. Kolejny punkt dla Griffindo... znaczy Sony!
W dodatku Microsoft zdaje się co raz bardziej zamykać swoją konsolę. Po konferencji można było przeczytać parę artykułów, które dowodziły, że Xbox One będzie wyposażony w system antyużywkowy. Tak, w płyty do Xboxa zatopiony będzie chip, który przypisze do twojej konsoli twoją kopię gry . Koniec z używkami.

Powiem szczerze, zzuję się jakbym kopał leżącego, bo ciężko jest znaleźć coś pozytywnego w prezentacji Xbox One. Najbardziej pozytywnym elementem był pies w Call of Duty. Microsoft puszył się przed konferencją, nadymał, prężył muskuły. I okazało się, że klata jak u pirata, a w środku wata. Wiele hałasu o nic. Więcej gadania o jakichś społecznościowych pierdołach i oglądania telewizji niż o samej konsoli. Dekoder już mam, drugiego nie potrzebuję.
Jest jednak jeden plus w całej tej sytuacji. Poczułem się jak prawdziwy "Glorious PC Gaming Master Race" i zrozumiałem, że pieniądze które miałbym przeznaczyć na którąś z nowych konsol, zdecydowanie dołożę do następnego PCta. Szczególnie, że na nim nie będę musiał płacić za konto Gold na Xbox Live.

Ten gość lepiej to odemnie podsumował:
I na koniec jeszcze to: http://kotaku.com/xb...lay-o-509164109

6 komentarzy
Rekomendowane komentarze