Olej studia, zostań sprzątaczem (ninja) - Dustforce
Parę lat temu świeżuchna australijska grupka młodzieży z aspiracjami ogłosiła na świecie swój pierwszy projekt - Dustforce. Już nie pamiętam, jak o nim się dowiedziałem, w każdym razie gdy grupa wypuściła demo technologiczne zawierające kilka poziomów i edytor plansz, nie ociągałem się z pobraniem i wypróbowaniem. Co prawda, dużo mi to nie dało - tech demo miało straszną optymalizację i na moim ówczesnym sprzęcie wyciągało jakieś 15 FPS - ale zrelaksowany klimat i koncept sprawiły, że mimo wszystko o Dustforce nie zapomniałem. Hitbox Team jednak, twórcy gry, jak na złość, kompletnie ucichło na długi, długi czas, tak że wyglądało na to, że z Dustforce nic więcej ponad demo nie wyjdzie... Aż tu nagle na początku roku 2012 Dustforce pojawiło się na steamie, a kilka miesięcy później trafiło do humble bundle (wraz z Torchlight i Shatter), a w ten sposób i do mnie.

O co chodzi w Dustforce? Krótko pisząc: zamiatanie. Zamiatanie ekstremalne. Aby oczyścić poziomy z kurzu/liści/brudu postać kierowana przez gracza będzie musiała wykonać mnóstwo skoków, podwójnych skoków, biegów, biegów po ścianie, biegów po suficie, uniknąć setek kolców i przepaści, a także przyłożyć swoją szczotą niejednemu brudnemu niemilcowi. Żeby było ciekawiej, przejście poziomu jest oceniane pod względem kompletności, to jest jaki procent kurzu udało się wyczyścić, a także finezji - każde utracenie licznika kombosa, czy to przez zbyt długą przerwę między czyszczeniem, czy też przez otrzymanie ciosu od przeciwników, obniża finezję. Tak zdobyte punkty odblokowują trudniejsze poziomy, a potem jeszcze trudniejsze poziomy, a także zostają umieszczone wraz z wynikiem czasowym na online'owej tabeli wyników.
Podstawa w tego typu grach, czyli sterowanie, wypada bardzo dobrze. Postacie poruszają się płynnie i szybko reagują na polecenia, klejąc się tam gdzie trzeba i odbijając w porę, po krótkiej praktyce wiele wyczynów wychodzi naturalnie - jedynie biegi po suficie są naprawdę trudnym manewrem... z tych podstawowych. Dzięki temu rozgrywka jest dynamiczna i przyjemna, ostatni raz tyle frajdy z akrobacji miałem w Piaskach Czasu. Druga strona medalu, poziomy, również nie zawodzi - autorzy załączyli szeroką gamę leveli, niektóre są prostymi zabawami w "zjedź z górki, skacząc dwa razy", inne wymagają pewnego rozplanowania trasy i sprytnego rozplanowania super ataków, inne znowu wyglądają koszmarnie, ale w praktyce wszystkie akrobacje przychodzą naturalnie, są też oczywiście poziomy trudniejsze, aż po "wyrwij sobie wszystkie włosy z głowy (i nie tylko)", a nawet wredniejsze. Kurz - cel gry - został zawsze ułożony w ten sposób, aby podpowiadać graczowi najlepszą drogę przez poziom, co jest IMO patentem tyleż świetnym, co rzadko stosowanym. Inny ciekawy pomysł wiąże się z wyborem poziomów - trzeba się do nich dostać podróżując po tzw. hub levels. Samo w sobie nie jest to niczym nowym, ale w Dustforce im trudniejszy poziom, tym bardziej skomplikowane akrobacje trzeba będzie wykonać, aby doń trafić (potem można poziom wybrać wygodnie z terminala komputerowego). Pełna wersja Dustforce jest również zaopatrzona w edytor poziomów, trochę ich już się uzbierało.
Oprawa audiowizualna jest po prostu genialna. Z jednej strony stonowane palety kolorów, ultrapłynne animacje i mnóstwo detali w pięciu różnych smakach - szczególnie dwór i jesienny las wyglądają pięknie. Z drugiej,
W ostatecznym rozrachunku Dustforce jest po prostu świetną i dopracowaną platformówką, która nie boi się czasem rzucić gracza na pożarcie piekielnym wyzwaniom, zawsze wyglądając przy tym przynajmniej bardzo dobrze. Kolejna gra twórców, Spire, zapowiada się równie interesująco.

7 komentarzy
Rekomendowane komentarze