Recenzja - Fullmetal Alchemist: Brotherhood
Fullmetal Alchemist: Brotherhood
Hagane no Renkinjutsushi (2009)

Jeżeli ktoś by się kiedyś mnie zapytał "Hej! Nigdy nie oglądałem żadnego Anime pomijając "Dragonball Z" w dzieciństwie, ale naszła mnie ochota by to zmienić! Możesz mi coś polecić?", to moja odpowiedź nie mogła by zabrzmieć inaczej niż "Obejrzyj FMA:B!".
Powodów jest wiele i oczywiście postaram się każdy z nich przedstawić, ale zacznijmy od najważniejszego, czyli o co w ogóle w FMA chodzi?
Seria z podtytułem "Brotherhood" nie jest kontynuacją tej z 2003 roku lecz jej całkowitym remakiem. Powodem takiego działania było to, że pierwsza seria po pewnym czasie za bardzo rozminęła się z Mangowym odpowiednikiem (manga składa się z 27 tomów, które były tworzone aż do czerwca 2010r. a ostatni odcinek pierwszej adaptacji anime został wyemitowany 2 Września 2004) i całkowicie zmieniła zakończenie. Fakt faktem wciąż nie było ono złe ale zdecydowanie odpada w przedbiegach z oryginałem.
I tu wkracza na scenę "Brotherhood" którego zamierzeniem od początku do końca była wierna adaptacja wydarzeń mangowych do tego stopnia, że ostatnie odcinki były wydawane równocześnie z mangą. Jak to się udało? Powiem szczerze, że fantastycznie!
*Brama, której nie wolno otworzyć
Historia kręci się wokół dwóch braci - piętnastoletniego Edwarda i rok młodszego Alphonse. Starszy z braci jest najmłodszym w historii kraju Amestris Alchemikiem Państwowym o przydomku "Fullmetal" ("Pełnometalowy") co automatycznie daje mu rangę Majora w armii oraz dostęp do nowoczesnych laboratoriów i wiedzy zgromadzonej w bibliotekach aby wspomóc go w badaniach nad jego gałęzią alchemii. Sama alchemia jest sztuką transmutacji materii dla nadania jej nowych właściwości - np. zmiana wody w parę, lub węgla w grafit. Alchemia ma jedną bardzo ważną zasadę zwaną "Zasadą równoważnej wymiany" - w skrócie nie można stworzyć czegoś z niczego, lub zmienić atomów jednej substancji w atomy innej.
Swoją wiedzę i pozycję bracia przypłacili jednak bardzo wysoką ceną. Na cztery lata przed rozpoczęciem wydarzeń złamali największe alchemiczne Tabu - transmutację ludzi - próbując ożywić swoją matkę. Otworzyli przy tym "Bramę Prawdy" za którą czekał na nich nikt inny niż sam "Prawda" - osobistość, którą można przyrównać do "Boga, Świata, Wszechświata, Jednego jak i Wszystkiego a także samego Ciebie". W ramach kary za naruszenie Tabu, Edwarda pozbawił lewej nogi a Alphonse całego ciała. Aby przywrócić duszę Al'a i przymocować ją do zbroi Ed poświęcił jeszcze prawą rękę. Nasi bohaterowie przemierzają więc Amestris wzdłuż i wszerz aby znaleźć sposób na powrót do oryginalnych ciał, przy okazji natrafiają na tajemnicę, która może zmienić świat jakim go znali...

Historia w FMA:B jest opowiedziana w naprawdę mistrzowski sposób. Łączy ona elementy przygodowe, akcji, komedii i dramatu w jedną naprawdę trzymającą się przysłowiowej kupy całość zaskakując nas co rusz zwrotami akcji praktycznie do ostatniego odcinka serii!
Na szczególne wyróżnienie zasługują same postacie.
Przyjaciółka z dzieciństwa naszych bohaterów która pomaga Edowi postawić się na nogi tworząc i modyfikując jego automatyczne protezy, młody Major który chce odszukać morderców jego przyjaciela, tajemniczy Ishibalczyk który próbuje pomścić swój lud zabijając Państwowych Alchemików, Książę z państwa Xing szukający w Amestris sposobu na nieśmiertelność aby przejąć tron oraz wiele, wiele innych ludzi stanowią swoisty znak jakości tej produkcji!
Nawet antybohaterowie tacy jak Homunkulusy czy tajemniczy "Ojciec" mają wartości które i tak przyciągają mnie do ekranu (no może tylko Shou Tuckerowi nigdy nie wybaczę - kto oglądał, ten wie).

*Po deszczu
Nie samą fabułą człowiek żyje, dlatego też FMA:B jest także prawdziwym majstersztykiem na polu audiowizualnym. Każdy kadr wypełnia bogata i naprawdę pracochłonna kreska uzupełniona żywymi kolorami. Tak tła jak i design postaci przykuwają nasze oczy. Sama animacja stoi na najwyższym poziomie pokazując pełnię możliwości artystów-grafików szczególnie podczas scen walki. Wprawne oko wyłapie też parę pozostawionych przez twórców easter-eggów.
Ścieżka dźwiękowa jest bardzo zróżnicowana - od partii symfonicznych po j-Rock. Na szczególne wyróżnienie zasługują Openingi i Endingi których jest po 5 i każdy jeden co najmniej dobry!
*Kres podróży
Podsumowując. "Fullmetal Alchemist: Brotherhood" to naprawdę zacna seria, która już niejednego na stałe przyciągnęła do oglądania Anime. Tak poniekąd było i ze mną - pierwsza adaptacja mangi była na równi z "DragonBall: Z" moim startem w świat japońskiej animacji!
Seria może i jest długa (64 epizody) ale wciąga na tyle by jej to wybaczyć.
Jeżeli jeszcze nie oglądałeś mam dodatkową dobrą wiadomość. Wszystkie odcinki (oprócz ostatniego, bonusowego) są dostępne za darmo z polskim tłumaczeniem na oficjalnym kanale YT serii!
No to chyba czas na ocenę?
Postacie - 10/10
Fabuła - 9/10
Oprawa graficzna - 10/10
Oprawa dźwiękowa - 10/10
Ocena końcowa - 10/10
Na koniec mały suchar od prowadzącego:
Jakiej marki samochód kupił by Alphonse?
*Śródtytuły to nazwy rozdziałów polskiego tłumaczenia mangi

18 komentarzy
Rekomendowane komentarze