O pogodzie, która zniszczyła nam imprezę
Stadion Narodowy zalany, niczym Zdzisław Kręcina.
Anglicy przyjechali do stolicy, by rozegrać mecz z Polską w ramach eliminacji Mundialu w 2014. Przywieźli ze sobą jednak nie tylko najlepszego lewego obrońcę świata (Ashley'a Cola), Shreka (Wayne'a Rooney'a) i kilkunastu innych, świetnych piłkarzy, ale również typowo angielską pogodę. No i stało się. Murawę zalało, dachu nie użyto, warunków do gry nie było. Całą winę można zrzucić na PZPN, stadion bądź organizatorów - tak się zresztą dzieje. Nie byłbym sobą, gdybym nie miał odmiennego zdania.

Ciężko się odciąć od bezmyślnego i wszechobecnego hejtu, którego początek już dziś mogliśmy zaobserwować. Zewsząd dobiegają głosy o idiotyzmie PZPN-u, który nie zamknął dachu na stadionie, choć powinien był to zrobić albo o dronażu, którego zabrakło. Nie można mieć do narodu pretensji, wszak oburzające wydarzenie miało miejsce w Warszawie. Osobiście nie jestem przekonany, jakoby wina leżała stricte po stronie organizacji. Czemu? Spieszę się z wyjaśnieniem.
?Narodowe Centrum Sportu informuje, że zgodnie z informacją od organizatora meczu Polska - Anglia, Polskiego Związku Piłki Nożnej, żadna ze stron spotkania nie chciała grać przy zamkniętym dachu. Na zasunięcie dachu muszą zgodzić się delegat meczu, obserwatorzy i drużyny. Żadna ze stron nie chciała jednak takiego rozwiązania.
Dodatkowo do tego dochodzą przepisy FIFY - http://www.fifa.com/...ns_en_14123.pdf (article 19, punkt 4). Z podanych informacji jasno wynika, że to nie PZPN odpowiada za zamknięcie dachu na stadionie. Skąd więc hate? Z niedoinformowania, jak zwykle.
Dachu zamknąć więc nie mogliśmy, albowiem w przededniu meczu nie padało, a zespoły nie pokusiły się zajrzeć na prognozę pogody, w skutek czego nie wydały zgody na zasłonięcie warszawskiego nieba na stadionie. Nie mnie oceniać, czy ich decyzja albo czy przepisy FIFY są trafne. Fakt jest jednak taki, że organizacja nie miała w tej kwestii nic do powiedzenia.
Jakby tego mało, stało się kolejne nieszczęście, które później okazało się być gwoździem do trumny wtorkowej imprezy. Deszczu spadło dużo, jak na złość wręcz bardzo dużo, a nasza nieszczęsna murawa do takich okropności przystosowana nie jest. Nic nie jest jednak takie proste, albowiem firma zajmująca się murawą na Narodowym zaprzeczyła plotkom. Mówiła, że drenaż zainstalowała. Nie jestem ekspertem od trawy, ciężko mi się więc na ten temat wypowiadać, lecz możliwym jest, by i drenaż uległ pod tak natarczywą ulewą. Można w tym momencie przywołać mecz Ukrainy z kimśtam na Euro. Wtedy też przesunięto mecz z powodu ulewy. Grę po pewnym czasie kontynuowano, ponieważ burza trwała tylko 20 minut. U nas sytuacja wyglądała inaczej - w Warszawie okropnie lało przez pół dnia, a może i dłużej.
Pojawia się proste pytanie - czy można było temu zapobiec? Czy nawet najlepiej przygotowana murawa w angielskim stylu wytrzymałaby taką ulewę? Toć nie tylko u nas leje, a jakoś nie słychać, by z tak kuriozalnych powodów odwoływano by mecze Bundesligi czy Premier League, nawet na gorszych niż Narodowy stadionach.

9 komentarzy
Rekomendowane komentarze