Sens paraolimpiady
Korwin-Mikke swym niedawnym wpisem na blogu dotyczącym paraolimpiady wywołał burzę. Paradoksalnie nie wyszło to na złe, ponieważ pomimo fali krytyki i oburzenia zmusiło to wielu ludzi, w tym i mnie, do refleksji. Nie tylko nad tym, czy p. Janusz postradał zmysły i strzelił sobie kolejny raz w kolano, ale głównie nad sensem samej paraolimpiady. Wiem, że nie pierwszy i prawdopodobnie nie ostatni poruszam tutaj ten temat, jednak milcząc nie byłbym sobą.
Z mych obserwacji wynika, że to jedno z tych forum, na którym o Korwinie mówi się źle albo wcale. Nie zrozumcie mnie źle - nie mam zamiaru bronić ani ganić jego wypowiedzi. Próbuję tylko zrozumieć.
Prawdę mówiąc dopiero wczorajszy program Tomasza Lisa zmusił mnie do poruszenia tego tematu, bo dopiero tam JKM podał swoje argumenty oraz w miarę sensowny sposób wyjaśnił kuriozalny i niezrozumiały, niczym Ballada o rzece Baczyńskiego, wpis na blogu. Abstrahując od fatalnego poziomu programu pana Lisa, mogę przyznać, że częściowo zrozumiałem polityka. Częściowo.
Oglądając olimpiadę byłem pełen podziwu dla sportowców, którzy biegną w maratonie ponad 40km, którzy wspaniale pływają, biegają, skaczą itd. Ludzie przed telewizorami mogą tylko zazdrościć lub marzyć, by tak dobrze pływać, rzucać przedmiotami, grać w siatkówkę. To wydarzenie wprawia przeciętnych ludzi w podziw, bo sportowcy potrafią zrobić coś, co patrzący w telewizor nigdy nie będą w stanie uczynić. Może to zainspirować jakieś dziecko do sportu i poświęcenia swojego czasu ćwiczeniom. Jak ma się to do igrzysk paraolimpijskich? Ano tak, że patrząc na wyczyny osób mniej lub bardziej sprawnych mogę im jedynie współczuć i cieszyć się z ich ogromnego sukcesu do przezwyciężania losu. Nie sądzę jednak, że ktokolwiek chciałby być na ich miejscu.
JKM uważa, że inwalidów nie powinno pokazywać. Jego zdaniem paraolimpiada jest promocją inwalidztwa, a ludzie zdrowi nie są w stanie w żaden sposób skorzystać na oglądaniu niepełnosprawnych. Bo czy sportowiec nie powinien uczyć się i wzorować na akcjach Falcao, tudzież Micheala Jordana zamiast inwalidy? Wola walki to bowiem inna para kaloszy.
W tym momencie zajęcie danego stanowiska nie wynika z faktu głupoty jednostki, a z powodu zwyczajnej różnicy zdań. Z jedną myślą powyższego akapitu zgodzić się nie mogę. Nie sądzę, żeby paraolimpiada była promocją inwalidztwa, bo - jak już wspomniałem - nikt raczej nie chciałby znaleźć się na miejscu tych ludzi. Idąc tym tokiem rozumowania można pomyśleć, że zapasy są promocją otyłości, a czytanie Cierpień Młodego Wertera - promocją samobójstwa. Nonsens.
Podsumowując, główna myśl JKM-a jest taka, by osoby niepełnosprawne nie zajmowały się tym, do czego wg niego nie mają predyspozycji. Choć zapomniał wspomnieć o tym na blogu, a gdy chciał to zrobić w telewizji przerwano mu, w 2007r. stworzył

8 komentarzy
Rekomendowane komentarze