Spec Ops: The Line - recenzja

Zdecydowana większość powstających obecnie shooterów zawiera jedynie zgrabne wytłumaczenie dlaczego w ogóle mordujemy setki czy nawet tysiące postawionych na naszej drodze przeciwników. Niewiele jednak porusza temat dalej, stawiając krok ku sferze psychologicznej. Jaki jest sens naszych akcji? Jakie będą ich konsekwencje? Czy warto kierować się zasadą ?mniejszego zła?? Wydany przed kilkoma dniami Spec Ops: The Line pozostawił mnie w zupełnie zaskakującym stanie, którego wcześniej nie wywołała bodaj żadna komputerowa strzelanina.
Najmocniejszym punktem gry jest zarówno opowiadana historia, jak również cała jej otoczka, z wykreowanymi postaciami i namacalną ewolucją głównego bohatera na pierwszym miejscu. Zaczyna się jednak niepozornie, rzec nawet można, sztampowo. Kapitan Martin Walker wraz z dwuosobowym oddziałem z jednostki Delta Force przybywa do zniszczonego przez kolosalny kataklizm Dubaju w celu ewakuowania stamtąd ocalałych cywilów oraz ustalenia obecności zaginionego pułkownika Johna Konrada, który przewinął się już w życiorysie protagonisty w czasie wojny afgańskiej. Sytuacja wymyka się spod kontroli niemal chwilę po postawieniu stóp przez podlegający Walkerowi zespół na przedmieściach pogrążonej w piasku metropolii.

Nic nie wydaje się takie, jak być powinno. Strzały padają zewsząd, pod groźbą utraty życia komandosi zmuszeni są do odpowiedzenia ogniem, bez względu na adresatów swych kul. Wraz z postępem w grze, odkrywamy kolejne karty zawiłej opowieści, którą tak naprawdę poniekąd kreujemy. Postawione przed graczem wybory moralne mają wpływ nie tylko na zakończenie, ale przede wszystkim na postać kapitana Walkera oraz jego podkomendnych. Opanowany, humanitarny dowódca elitarnego oddziału Delta Force przechodzi w trakcie rozgrywki namacalną przemianę, twarz pokrywają liczne rany, zaś symbolem wewnętrznego upadku jest zniszczony mundur oraz zupełnie inne nastawienie do pola walki. Im bliżej końca, tym częściej usłyszymy soczyste mięcho wykrzykiwane tonem niemalże zwierzęcym oraz coraz mniejszy szacunek dla rywali. Dysputy moralno-etyczne, prowadzone przez Adamsa i Lugo, mają zauważalne znaczenie dla przebiegu fabularnego, wzbogacają także bardzo dobrze wyreżyserowane przerywniki filmowe, ukazujące beznadziejność sytuacji, w której znaleźli się żołnierze.
Zbliżając się do wielkiego finału jesteśmy również świadkami coraz większej liczby drastycznych, sugestywnych scen, wywołujących emocjonalne reakcje (jakie, to już kwestia indywidualna) i bez dwóch zdań wpływających na ciężki klimat zniszczonego przez katastrofalną w skutkach burzę piaskową Dubaju, gdzie nadrzędnym celem zostało przetrwać za wszelką cenę. Pogrzebane pod tonami pyłu miasto nie przypomina jednego z najbogatszych i najprężniej rozwijających się obszarów świata. Pozostali przy życiu walczą o egzystencję, czego bezpośrednimi świadkami jesteśmy my sami, zaś niegdysiejszy ekskluzywny styl stolicy ZEA przypominają tylko ruiny pięciogwiazdkowych hoteli. Prawdziwy hardkor to jednak widok usłanych rozkładającymi się ciałami ulic, opowiadających wręcz swoim wszechobecnym chaosem dramatyczną historię dotkniętej apokalipsą okolicy. Wielka szkoda, że Spec Ops: The Line prowadzi gracza po sznurku, uniemożliwiając opuszczenie wytyczonej trasy choćby na kilkanaście metrów, bowiem zawsze czeka tam niezawodna, przezroczysta bariera, której wysportowany komandos nie jest w stanie pokonać. Z drugiej strony ograniczenie dowolności w celu zachowania tak dobrze poprowadzonego scenariusza jestem w stanie zrozumieć, a nawet poprzeć.

Trudno tak naprawdę zdradzać jakiekolwiek fakty z przebiegu linii fabularnej, by nie psuć unikalnego doświadczenia tym, którzy jeszcze nie mieli okazji w produkcję studia Yager zagrać. Zapewnić mogę jednak i poświadczyć to piętnastoletnim doświadczeniem pośród gier video, że scenariusz jest tym, co stawia The Line ponad przeciętnością innych trzecioosobowych strzelanin. Gwoli ścisłości bowiem, gdy przyjrzymy się mechanice rozgrywki, nie dostrzeżemy niczego, czego już nie widzieliśmy wcześniej dziesiątki razy. Podstawę stanowi oczywiście system osłon, którego wykorzystanie jest konieczne ze względu na niewielką odporność Walkera na ołowiane argumenty, jednak prawdę mówiąc sterowanie stoi na poziomie ledwie dostatecznym. Czuć ociężałość i trudności w płynnym poruszaniu się postaci, jak również zdarzają się problemy z interpretacją wydawanych komend ? po wciśnięciu klawisza odpowiadającego za przyklejenie się do osłony, nasz kapitan potrafi nadal dziarsko stać na baczność i zbierać kule na klatę, co kończy się bardzo często powtórnym ładowaniem. Tym, co odróżnia grę od innych jej podobnych jest także kwestia amunicji, a raczej, częstego jej braku, co zmusza do okresowej zmiany uzbrojenia. Realistyczne, survivalowe, na plus.
Spec Ops: The Line prezentuje całkiem znośną oprawę graficzną, generowaną przez pozornie wyeksploatowany już Unreal Engine 3, przez co przywodzącą na myśl takie gry jak na przykład Bulletstorm. Zniszczona, skąpana w tropikalnym słońcu stolica ZEA zachwyca postapokaliptycznym projektem (screeny), dbałością o detale już niekoniecznie. Zadziwiająca jest nikła interakcja z otoczeniem, choć zapowiadany szumnie przed premierą gry wpływ znajdującego się wszędzie piasku jest godny odnotowania. Wybuch granatu powoduje powstanie chmury pyłu, skutecznie maskującej wszystko i wszystkich w pomieszczeniu, zaś rozstrzeliwanie oskryptowanych (niestety) szyb może zmienić wygląd budynku w piaskownicę pełną ludzkich ciał. Szkoda tylko, że tak rzadko mamy możliwość wykorzystania złocistego pyłu w regularnej walce.

Sztuczna inteligencja stoi na nierównym poziomie. Z jednej strony przeciwnicy niezwykle chętnie i zarazem celnie rzucają granatami w naszym kierunku, nie boją się flankować czy wycofywać z ostrzeliwanych pozycji, ale w trakcie kampanii natknąłem się na kilku gagatków patrzących mi prosto w oczy z odległości dwóch metrów, czekających zdawać by się mogło na miłosierną egzekucję. Trochę lepiej, choć nadal nie tak, jakbym sobie tego życzył, zachowywali się Lugo i Adams, którym możemy wydawać rozkazy i jest to swego rodzaju namiastka taktyki w Spec Ops: The Line. Namiastka, bowiem trudno mówić o prawdziwym module strategii na polu bitwy, gdy do dyspozycji udostępniono nam tylko komendę o ostrzale wyznaczonego przeciwnika lub użyciu granatu oślepiającego. W dodatku szkoda marnować czas na takie gadżety, skoro szybciej i efektowniej (zdarza się nawet efekt slow motion) eksterminujemy w pojedynkę.
Problem kulejącej momentami sztucznej inteligencji powinien załatwić tryb wieloosobowy, jednak dominującą taktyką w rzeczonym jest wieczne chowanie się za osłonami, dlatego też zwyczajnie on nudzi. I dlatego też nie jestem zbyt wielkim zwolennikiem modułów multiplayer w trzecioosobowych shooterach. Odważni i zdeterminowani znajdą tu jednak standardowe awansowanie na kolejne poziomy, odblokowywanie broni, perków oraz tytułów. Wśród trybów króluje przede wszystkim stary, dobry deathmatch, pozostałe nie cieszą się popularnością i bardzo trudno znaleźć chętnych do regularnej gry. Za tydzień lub dwa nikt już nie będzie pamiętał, że The Line zawierało jakikolwiek tryb multi. Temat powróci, gdy w darmowym DLC udostępniona zostanie dwuosobowa kooperacja, o dziwo jednak, nie będziemy mogli przejść w niej kampanii dla pojedynczego gracza ? przygotowane zostaną cztery misje uzupełniające lub nawiązujące do wydarzeń z single playera.

Na koniec warto podjąć temat drugiej gwiazdy programu, czyli fenomenalnej oprawy dźwiękowej. Świetny, pasujący do konwencji voice-acting z niezawodnym Nolanem Northem w roli kapitana Walkera to jedno, ale zbiór genialnie wkomponowanych w klimat utworów autorstwa takich gigantów, jak Deep Purple, Jimi Hendrix czy nawet (!) Guiseppe Verdi to drugi powód, dla którego The Line wybija się ponad przeciętność. O jakości muzyki nie musieliśmy się zresztą martwić, skoro już na targach E3 w trailerze pojawił się jakby stworzony do tej gry utwór Rooster. Klasa światowa, gdybym miał podsumować tę kwestię.
Demo nie zachęciło mnie kompletnie do kupna pełnej wersji, ale tylko z tego względu, że prezentowało wyłącznie mechanikę rozgrywki, którą widziałem już dziesiątki razy wcześniej, to co zaś nie pozwala odejść od ekranu rozkręca się stopniowo, by zaatakować i trzymać w napięciu do samych napisów. Po ukończeniu kampanii przez dwie minuty zastanawiałem się dlaczego ta gra tak bardzo przyciągnęła mnie do monitora, dlaczego tak silnie oddziaływała na moje emocje w trakcie podejmowania wyborów, dlaczego w końcu, tak szybko, bo po niecałych sześciu godzinach, się zakończyła. Każdy szanujący się gracz, nieważne czy miłośnik gier akcji czy nastawionych stricte na fabułę, powinien przeżyć to fenomenalne doświadczenie. Na chwilę obecną, jeden z najlepszych tytułów tego roku.
Zalety:
+ dojrzała, absorbująca opowieść
+ namacalna przemiana głównego bohatera
+ klimatyczny soundtrack i świetny voice-acting
+ projekt i nastrój zniszczonego Dubaju
+ wykorzystanie piasku w walce...
Wady:
- ...choć sekwencji tych jest za mało
- kampania pęka w sześć godzin
- sporadyczne trudności w płynnym sterowaniu
- błędy sztucznej inteligencji
- tryb multiplayer nie przedłuża żywotności
Ocena: 8.0

1 komentarz
Rekomendowane komentarze