Jump to content

PoLitBlog

  • entries
    87
  • comments
    234
  • views
    42,214

Dalsze losy Dziwaka

Sign in to follow this  
XMirarzX

643 views

Pierwsze od dłuższego czasu napisane opowiadanie. Mam nadzieję, że się spodoba, jeśli ktokolwiek tu zajrzy.

BTW, jeśli to kogoś obchodzi, od razu uprzedzam stróżów moralności, by odpuścili sobie tę lekturę. Naprawdę. Kto przeczyta, ten zrozumie zapewne, czemu to piszę.

Być może pamiętacie moje ostatnie wynurzenia młodocianego mordercy. Tak, to ja, ów dziwak szkolny, bez szwanku po pierwszym akcie zemsty wyszedłszy, wracam z kolejną historią, której nie weźmiecie na poważnie. Zresztą, kto wam każe? Myślcie, co chcecie, od tego przecież macie wolną wolę, sami podejmiecie decyzję w sprawie prawdziwości mojej kolejnej opowieści.

Nie powiem, że od zawsze, jednak zastanawiałem się nad miłością przez jakiś czas: jaka ona jest? Czym się objawia? Jak ją rozpoznać? Jak odróżnić zwykłe zauroczenie od prawdziwego uczucia? Tak, brzmi to tak, jakby miłość była chorobą, i właściwie w istocie nią jest. Z miłości można zrobić naprawdę wszystko, jednak podobnie jest z nienawiścią; te dwa płomienne, nierzadko destrukcyjne uczucia różnią się, że tak to ujmę, dwubiegunowością, położeniem na wyimaginowanej skali odczuć względem innych istot ludzkich. Czasem, jak w moim przypadku, miłość przeradza się w najprawdziwszą, morderczą nienawiść pod wpływem silnej traumy? jeśli można to tak nazwać.

Poznałem ją w lutym, tym przeklętym miesiącu, obarczonym straszliwym, naiwnym komercyjnym świętem walentynek. Na szczęście nasze spotkanie nie przypadło na czternastego, za co do dziś dziękuję Bogu, Szatanowi, Losowi czy co tam jeszcze może mogło mieć mnie w opiece.

Nawet nie kojarzyłem jej z korytarza, po prostu luźna pogawędka nawiązała się podczas jakiegoś apelu szkolnego. Wespół zaczęliśmy psioczyć na głupoty, jakie ? w naszym mniemaniu ? opowiadała szanowna pani dyrektorka. W międzyczasie zacząłem ją po cichu przedrzeźniać, czym niebywale rozbawiłem rozmówczynię.

Tak rozpoczęła się nasza dość? płomienna znajomość.

Zaczęło się od luźnych pogaduch na chacie, wyszliśmy razem dwa razy. Z różnych powodów później nie mogła już wychodzić z domu, toteż często ją odwiedzałem. Aż pewnego razu?

Przed tą konkretną wizytą, o której zaraz wam opowiem i od której wszystko się zaczęło, właściwie nie czułem do niej nic szczególnego, lubiłem z nią rozmawiać, przebywać z nią, natomiast serce nie biło mi szybciej, gdy o niej myślałem lub na nią patrzyłem, jej twarz w żaden sposób na stałe nie gościła w moim umyśle, nie miałem problemów ze snem, monotonia dnia powszedniego dobijała mnie jak zawsze.

To jednak zmieniło się, gdy pewnego słonecznego dnia przyszedłem do niej w odwiedziny. Siedzieliśmy, żartowaliśmy, śmieliśmy się? aż położyła mi głowę na ramieniu. Nic szczególnego? Fakt. Dla mnie jednak miało to wtedy naprawdę duże znaczenie, żadna dziewczyna do tej pory nie odważyła się zbliżyć do mnie w takim stopniu (jak to brzmi!). W rewanżu, wiedząc, że to lubi, zacząłem gładzić ją po włosach, pięknych, długich brązowych włosach, drapiąc delikatnie skórę głowy.

? Dobrze? ? szepnąłem, wpatrując się w nią jak zahipnotyzowany, zapach jej ciała wymieszany z wonią perfum owionął mnie jak kłąb słodkiego, wyjątkowo natarczywego dymu. Ona mruknęła tylko twierdząco, opierając nadal głowę z zamkniętymi oczami na moim ramieniu.

Toteż brnąłem dalej, serce biło spokojnie, lecz mocniej niż zazwyczaj, otaczający mnie zapach ? jej zapach ? wrzynał mi się w pamięć jako najsłodszy i najcudowniejszy z istniejących, najpiękniejszy, jaki do tej pory czułem w całym swoim życiu?

Nie należę do wyjątkowo impulsywnych czy porywczych, dlatego nie zrobiłem nic, czego można by się spodziewać po osobie płci męskiej w tego typu opowieściach: dalej ręka moja delikatnie przesuwała się po jej aksamitnych włosach, druga dłoń z kolei złączyła się w ciepłym, subtelnym uścisku z jej kruchą dłonią; dłoń, którą ją gładziłem, schodziła stopniowo coraz niżej, gładziłem ją po szyi i nieomal po dekolcie, a choć bluzka dekolt miała zdecydowanie zauważalny, nie odważyłem się dotknąć jej piersi. W ten sposób moja prawa ręka miała zagwarantowaną wycieczkę od samego czubka jej głowy, przez szyję, piękną, delikatną szyję, pod której skórą czułem jej szybkie tętno, po wyimaginowaną granicę dekoltu, którą wytyczyłem we własnym umyśle na jej ciele i której nie zamierzałem przekraczać ze względu na jej cześć? oraz własne przekonania.

W końcu prawa dłoń zaczęła wodzić od szyi po usta, gładziłem ją po policzkach, zaś gdy zacząłem palcem drażnić jej usta, złapała powoli palec ów zębami i przygryzła.

Siedzieliśmy tak jeszcze, przytuleni, złączeni uściskiem dłoni przez, zdawało się, wieczność? jednak i ta wieczność okazała się za krótka i zbyt szybko przeminęła, przynajmniej w moim odczuciu. W końcu musiałem jeszcze wrócić do domu na czas.

Tej nocy nie mogłem spać, wciąż myślałem o niej, moje ręce i koszulka przesiąkły jej zapachem, ten z kolei wpędzał mnie jednocześnie na wyżyny rozkoszy i w najgłębsze czeluście Piekieł. Tylko cudem udało mi się w końcu zasnąć. Tyle dobrego, że był to weekend.

Następnego dnia także do niej zajrzałem, wpierw zapytawszy, czy mogę to zrobić, a ponieważ nie było sprzeciwu?

Przywitała mnie gorącym, długim pocałunkiem już na klatce schodowej. Weszliśmy do jej mieszkania, przywitałem się z jej rodzicami i poszedłem z nią do jej pokoju. Usiadłem na kanapie, ona mnie na kolanach? i zaczęliśmy się całować. Nie narzekałem wtedy, nie narzekam i teraz. Jak powiedziałby pewien mój znajomy, wielki fan gier RPG ? nabijałem expa.

Tak mijały nam dni, kiedy się widywaliśmy po szkole. Od razu chciałbym wyjaśnić, że między nami nie doszło do? niczego poważniejszego. Częściej się całowaliśmy, choć ona chciała. Natomiast nie należę do ludzi, którym się wyjątkowo spieszy, zwłaszcza jeśli chodzi o seks.

Fakt, na całowaniu się nie kończyło? ale czy to naprawdę ważne?

Ta sielanka trwała około miesiąca, zresztą tak jak przewidywałem. Natomiast nie sądziłem, że skończy się tak?

Nie mógłbym nigdy powiedzieć i nie powiem teraz, by zaliczała się do dziewczyn brzydkich, mogła mieć każdego i wiedziała o tym. Wiedziała także, że kocham ją, kocham tak mocno, że zrobiłbym dla niej wszystko. W miarę możliwości ? w końcu jestem racjonalistą.

Pewnego dnia wszystko runęło.

Widziałem ją, wracającą ze szkoły, z jakimś chłopakiem. Fakt, kojarzyłem go, jednak osobiście nie był mi znany. Coś zaczęło we mnie pękać, gdy zobaczyłem, że trzymają się za ręce. Pełen najgorszych przeczuć szedłem za nimi, obserwując bacznie sytuację. Gadali, żartowali, a jej perlisty śmiech rozdzierał mi serce. Nie dlatego, że to on go wywołał, ale dlatego, że już wiedziałem: nigdy go już nie usłyszę, będąc z nią sam na sam? o ile w ogóle nadarzy się jeszcze okazja.

Doszli niespiesznie do jej klatki. Stali chwilę, rozmawiając, aż przy pożegnaniu pocałowała go tak, jak mnie po odprowadzeniu do domu nigdy nie chciała.

Do domu wróciłem całkowicie załamany, myślcie co chcecie, ale serce pękło mi na miliard kawałków, a łzy same cisnęły się do oczu, choć nie łączył nas żaden związek. Przez dwa tygodnie chodziłem jak zbity pies, dwa tygodnie straszliwego bólu, rozrywającego mi pierś, powstrzymywania łez, byle się tylko nie rozpłakać jak jakaś pięcioletnia dziewczynka, leżąc w łóżku w pozycji embrionalnej i próbując o tym nie myśleć! Męczarnie te trwały ni mniej, ni więcej, jak do najbliższej pełni.

Tego dnia do wieczora nadal chodziłem z silnym poczuciem zgnojenia przez życie, myślą, że byłem tylko jej zabawką, dawałem jej się manipulować, jakbym był jakimś cholernym samochodzikiem na radio, a ona trzymała ten pieprzony kontroler!

Jednak gdy zapadły wieczorne ciemności, Słońce schowało się za horyzontem, a na niebie pojawiła się srebrna, piękna, pełna tarcza Księżyca ? wszystko mi odeszło. Nie czułem już nic, kompletnie nic ? poza wściekłością i niepohamowaną żądzą zemsty.

Zabiłem Darka, pomyślałem ? mogę zrobić wszystko!

Jednak w międzyczasie z tego wszystkiego wpadłem w szpony nikotynowego nałogu. Kumpel mi zaproponował jednego; przyzwyczajony do moich odmów, niebywale się zdziwił, gdy wziąłem papierosa i podziękowałem serdecznie.

Obserwowałem ich, paląc, z bezpiecznej odległości, zazwyczaj skryty gdzieś w cieniu. Unikałem z nią kontaktu, bo czułem, że wszystko może jeszcze powrócić, a jej twarz, piękna twarz, którą widziałem tyle razy, i cudowne oczy, w których chciałem się kiedyś pogrążyć bezpowrotnie ? odwiodą mnie od powziętego raz zamiaru pomszczenia krzywdy, jaką mi wyrządziła.

Wszystko było przygotowane, czekałem tylko na dogodny moment. Sądząc, że już się nie nadarzy, wątpiąc w ogóle w sens całej akcji ? stało się! Cud! Los, Bóg, Szatan, nieważne kto, ale to na pewno nie był zbieg okoliczności!

Doszły mnie bowiem słuchy, że idą na jakąś imprezę. Nie wnikałem w szczegóły, kto został zaproszony, a kto jest osobą towarzyszącą. Wiedziałem gdzie i kiedy mają być, z innego źródła z kolei dowiedziałem się, do której godziny była skłonna się w ogóle spotkać. Stąd wysnułem wniosek, że od tej właśnie godziny należy na nich czatować. Znając miejsce, w którym miała odbyć się rzeczona impreza, mogłem przyczaić się w dogodnym miejscu, w którym nikt mnie nie zobaczy? i w którym będę mógł spokojnie działać.

Kupiwszy sobie paczkę papierosów na miarę moich skromnych możliwości finansowych, przyczaiłem się w parku, przy którym musieli przejść. Zapaliłem. Na szyi wisiała moja maska przeciwgazowa, w kieszeni miałem scyzoryk, sprężynowiec oraz samodzielnie zaostrzoną z jednej strony stalową rurę o niedużej średnicy, dwa do trzech centymetrów, na pewno nie więcej. Było gorąco, jednak wziąłem moją skórzaną kurtkę. Paliłem sobie spokojnie, obserwując bacznie wszystko dookoła. Paląc piątego już pod rząd, wypatrzyłem ich, szli trzymając się za ręce. Poczułem, jak wzbiera we mnie wściekłość; nienawidziłem ich obojga, jej może troszkę bardziej. To była sprawa osobista. Wyrzuciłem papierosa, założyłem maskę i ruszyłem za nimi skrajem parku, ściskając w kieszeni otwarty sprężynowiec.

Szli powoli, więc ja także się nie spieszyłem; z moich informacji wynikało, że mają co najmniej jeszcze dwie godziny, choć dotarcie do celu zajęłoby im nawet spacerkiem ? maksymalnie do dwóch kwadransów.

Po prostu nie lubię być niedoinformowany, zwłaszcza, jeśli w grę wchodzą porachunki.

Weszli do parku. Wszystko było jak najbardziej w porządku, zmrok zdążył zapaść, prócz nas w najbliższej okolicy nie było nikogo. Kierowali się ku środkowi parku. By nie stracić ich z oczu (co było trudniejsze niż zwykle ze względu na maskę przeciwgazową), raz szedłem ścieżką, raz ? przedzierałem się przez chaszcze, starając się nie narobić zbytnio hałasu.

O dziwo nawet, gdy zaplątałem się w te przeklęte krzaki i raz wyrwało mi się siarczyste przekleństwo, ci nie zwrócili na to uwagi. Usiedli na ławce, przytulili się? chyba rozmawiali, widziałem, jak obracają ku sobie głowy, poruszają ustami, słyszałem, jak śmieją się? aż w końcu zaczęli się całować.

Znałem ją już na tyle dobrze, że wiedziałem, iż na pocałunkach się nie skończy. Mnie tego typu przygody z nią ominęły z tego tylko prostego względu, że nie miałem prezerwatyw. On, jak widać, miał.

Widząc, jak się do siebie dobierają, zdjąłem maskę, oddaliłem się po cichu i zapaliłem kolejnego papierosa. Paliłem, zerkając od czasu do czasu w ich stronę. Byłem całkowicie spokojny i opanowany, nie spieszyło mi się; to im trochę zajmie.

Wypaliłem, wziąłem dwa głębokie oddechy i założyłem maskę. Dłoń ukryta w kieszeni zaciśnięta była na sprężynowcu, drugą miałem wolną. Podszedłem do nich niespiesznie, powoli, zbliżając się zza jego pleców; przez chwilę patrzyłem, jak się zabawiają ? on był nią zbyt zajęty, ona zamknęła oczy z rozkoszy. Po chwili i ja wtrąciłem swoje trzy grosze.

Chwyciłem sprężynowiec i wbiłem mu ostrze prosto w tętnicę, błyskawicznie wyjąłem zaostrzoną rurkę i wbiłem ją między żebra. Zanim zorientowała się, że coś jest nie tak, on już krztusił się własną krwią, zaś czarny, gęsty płyn wylewał się coraz mniejszym strumykiem przez rurkę. Chciała krzyknąć, otworzywszy oczy, jednak zakryłem jej usta dłonią. Mimo wszystko sądzę, że większe wrażenie na niej zrobił smak ostrza scyzoryka na języku oraz groźba, wypowiedziana dziwnie znajomym głosem:

? Piśnij tylko, a pożegnasz się z językiem i połową gardła.

Siedziała na wpół naga, przerażona, wpatrywała się we mnie jak w coś, w co nie do końca jeszcze wierzyła. Zbliżyłem swoją twarz do jej twarzy, maska ukryła mój uśmiech i sprawiła, że mój oddech brzmiał jak dyszenie jakiegoś wyjątkowo perwersyjnego zboczeńca, ale przez szkła maski dostrzegłem w jej oczach, że już wie, wie wszystko, nie muszę nic mówić, bo poznała mnie po oczach; ileż to razy leżeliśmy, przytuleni, wpatrując się sobie głęboko w oczy między pocałunkami? Jej twarz przybrała mocno zaskoczony wyraz, po czym spoważniała, a jej oczy nabrały surowości, wymieszanej z niedowierzaniem i zaskoczeniem.

? Więc to ty ? powiedziała.

? Nie inaczej ? powiedziałem. ? Nikt inny, tylko szalony, mściwy, nieobliczalny, oszukany? ja.

? Oszukany?

? A nie?

? Nie. Nie byliśmy razem.

? Za to dzięki Szatanowi.

? Czego ode mnie chcesz?

? Tylko jednego?

Zaostrzona rurka wbiła jej się prosto w serce.

? ?byś poczuła to, co ja!

Pchnąłem rurkę mocniej, krew trysnęła z niej strumieniem. Chwyciłem sprężynowiec, zdarłem jej spodnie oraz majtki, po czym rozciąłem ją od pochwy po pępek. Krztusiła się krwią; miałem coraz mniej czasu, toteż sprężynowcem posiekałem jej także twarz: poszerzyłem usta o jakieś dziesięć centymetrów.

? Teraz idź się lizać.

Odszedłem kilka kroków; nadal żyła. Zdjąłem maskę, wyciągnąłem paczkę papierosów, wyciągnąłem jednego i zapaliłem, patrząc w jej gasnące oczy.

Poczekałem, aż przestanie choćby drgać, po czym wyjąłem z jej serca rurkę. By się upewnić, że nie żyje, poderżnąłem jej gardło, a następnie odszedłem. Poszedłem nad Wisłę, by wyrzucić ów kawałek stali.

Mija miesiąc, byłem na jej pogrzebie, jego nawet nie znałem, a nasze pierwsze spotkanie nie sprzyjało nawiązaniu bliższych relacji. I znowu ? poza wszelkim podejrzeniem. Fakt, byłem przesłuchany, ale właściwie tylko dlatego, że ją znałem. Standard. Przecież nie miałem motywu, nikt nie wiedział, że ją kochałem i co się między nami działo. Chyba, że miała język równie gadatliwy, co? ruchliwy?

Skoro przesłuchali mnie tylko raz, to znaczy, że nic na mnie ani do mnie nie mają. Słowem: bezpieczny.

Jedyne, co mnie zastanawiało podczas drogi nad Wisłę tamtego pamiętnego wieczora: po co wziąłem ten cholerny scyzoryk?

Sign in to follow this  


4 Comments


Recommended Comments

Cóż, poprzednich perypetii Dziwaka (o ile były takie, bo opisy czasami tak sugerują) nie czytałem, co jednak nie przeszkodziło mi specjalnie w odbiorze. ;] Ale najpierw...

śmieliśmy się

Śmialiśmy się.

z moich informacji wynikało, że mają co najmniej jeszcze dwie godziny, choć dotarcie do celu zajęłoby im nawet spacerkiem ? maksymalnie do dwóch kwadransów.

1. Co jest tym celem? Z dalszej części tekstu wynika, że to park... ale nie jestem pewien właściwie.

2. Po co ten myślnik?

3. "Dwóch kwadransów"... Nie lepiej po prostu "pół godziny" napisać?

Zbliżyłem swoją twarz do jej twarzy, maska ukryła mój uśmiech i sprawiła, że mój oddech brzmiał jak dyszenie jakiegoś wyjątkowo perwersyjnego zboczeńca, ale przez szkła maski dostrzegłem w jej oczach, że już wie, wie wszystko, nie muszę nic mówić, bo poznała mnie po oczach; ileż to razy leżeliśmy, przytuleni, wpatrując się sobie głęboko w oczy między pocałunkami?

To zdanie można spokojnie rozłożyć na dwa... i to co najmniej.

Zaostrzona rurka wbiła jej się prosto w serce.

(...)

Odszedłem kilka kroków; nadal żyła.

Dobra. Mówię od razu, że na anatomii się nie znam za dobrze, ale czy wbicie ostrego narzędzia w organ witalny (szczególnie w serce) nie powoduje aby śmierci na miejscu?

Pomijając jednak te błędy, czytało się to nieźle, a styl przypadł mi do gustu. :) Zastanawiam się jedynie, skąd taki pomysł na opowiadanie. Przepraszam, że nie jestem bardziej wylewny, ale trochę padam na pysk. o_O

Share this comment


Link to comment

@Knight Martius

Śmialiśmy się.

Mea culpa, siła przyzwyczajenia... i środowiska. Kajam się.

1. Co jest tym celem? Z dalszej części tekstu wynika, że to park... ale nie jestem pewien właściwie.

2. Po co ten myślnik?

3. "Dwóch kwadransów"... Nie lepiej po prostu "pół godziny" napisać?

1. Szli na imprezę, więc to ona była celem ich podróży, nieprawdaż? Do parku weszli... przy okazji ;)

2. Dla zaakcentowania zapasu czasu, jakim dysponowali.

3. Nienawidzę powtórzeń. Zwłaszcza, że zawsze byłem uczony, iż jeden zwrot lub słowo nie powinno się powtarzać w jednym zdaniu, zaś w tym akurat przypadku właśnie "godzina" byłaby słowem powtarzającym się.

Dobra. Mówię od razu, że na anatomii się nie znam za dobrze, ale czy wbicie ostrego narzędzia w organ witalny (szczególnie w serce) nie powoduje aby śmierci na miejscu?

Prawdę mówiąc, podchodziłem do tego zawsze w nieco... hollywoodzki sposób, stąd takie, a nie inne rozwiązanie. Poza tym, w mojej wizji nie pieścił się z nią, ale od razu przeszedł do rozcinania, dlatego u mnie zdążył jeszcze odejść i popatrzeć z fajkiem w zębach.

A co do przytoczonego przydługiego fragmentu...

Na pewno wiesz przecież, jak to jest myśleć/pisać/opowiadać pod wpływem silnych emocji, zwłaszcza, gdy wspomnienia są wciąż żywe ;)

Jeśli jesteś zainteresowany, część pierwsza powinna być gdzieś w czeluściach Twórczości własnej.

Share this comment


Link to comment
1. Szli na imprezę, więc to ona była celem ich podróży, nieprawdaż? Do parku weszli... przy okazji ;)

OK, rzeczywiście byłem zmęczony, jak to czytałem. :P

2. Dla zaakcentowania zapasu czasu, jakim dysponowali.

IMO nadal wygląda to dziwnie. Myślę, że w takim razie można by np. oddzielić to "nawet spacerkiem" myślnikami z obydwu stron - od razu lepiej by się prezentowało.

3. Nienawidzę powtórzeń. Zwłaszcza, że zawsze byłem uczony, iż jeden zwrot lub słowo nie powinno się powtarzać w jednym zdaniu, zaś w tym akurat przypadku właśnie "godzina" byłaby słowem powtarzającym się.

W porządku, akceptuję. Zapomniałem o "dwóch godzinach" w tym samym zdaniu.

Prawdę mówiąc, podchodziłem do tego zawsze w nieco... hollywoodzki sposób, stąd takie, a nie inne rozwiązanie. Poza tym, w mojej wizji nie pieścił się z nią, ale od razu przeszedł do rozcinania, dlatego u mnie zdążył jeszcze odejść i popatrzeć z fajkiem w zębach.

Tylko że wiesz, jakaś logika być musi. Rozumiem, że to nadal mimo wszystko amatorska twórczość (sam niejako z tego korzystam, przynajmniej chwilowo...), ale wydaje mi się, że wciąż lepiej jest równać w górę (tzn. tak to napisać, żeby uzyskać zamierzony efekt przy jednoczesnej dbałości, żeby wydarzenia miały sens).

Jeśli jesteś zainteresowany, część pierwsza powinna być gdzieś w czeluściach Twórczości własnej.

Hm, mógłbyś podać tytuł? Bo być może obadam w wolnej chwili, a jak spojrzałem pobieżnie na Twoje opowiadania, to nie mogłem tego znaleźć.

Share this comment


Link to comment

Doskonalić umiejętności i stawiać na realizm - całkowicie popieram, jednakowoż na razie i tak jestem zbyt leniwy, by cokolwiek napisać w przeciągu miesiąca, dlatego na razie się tym nie martwię ;)

Opowieść dziwaka, proszę bardzo, od razu z linkiem :D

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...