Mokry sen lodziarza
Kochany Blogu. Będę Cię uzupełniał często i treściwie. Tylko nie mów nikomu co ja tu piszę.
Horrorowa opowiastka o erotycznym posmaku.
Kiedy zatrudniałem się w firmie sprzedającej lody, nigdy nie przypuszczałem że przyzwyczaję swoje uszy do melodyjki lecącej z gigantofonów sterczących nad chłodnią. Obrzydliwa melodyjka w Mózg wpadająca i nie chcąca z niego wyleźć, dręczyła mnie nocami kiedy spałem z boku na bok przewracając się. Nocne koszmary jakimi byłem dręczony, zawsze zaczynał swym występem bujający się na fotelu wiklinowym klaun. Klaun malowany w żółto czerwone paski, kiwał się i śpiewał wulgarne słowa pod batutą zakręconego Rożka Algidy. Za chwilę zamieniał się w autobus miejski, do jego szyb przyklejone pyzate gąby dziecięce nuciły przykrą mi melodię. Zawsze budziłem się zlany potem.
Byłem już na skraju wyczerpania, kiedy spotkałem ją. Zatrudniła sie w tej samej firmie i sprzedawała lody, tak jak ja. Jej niebieskie spojrzenie, było jak przebłyski błękitu na burzowym niebie, kiedy to jej ciemne gęste włosy opadały na policzki. Spotykaliśmy się codziennie na sali odpraw, gdzie szef tego całego przedsięwzięcia przydzielał nam rożne trasy. Zawsze tak daleko od siebie. Wieczorami, wracając pustymi chłodniami spotykaliśmy się na kawie, opowiadając ze śmiechem o dziwakach napotkanych po wiochach które nawiedzaliśmy.
Mój rytm życia zmienił się zupełnie, cały ten zagmatwany świat przestawał dla mnie istnieć gdy tylko byliśmy ze sobą, kiedy tylko mieliśmy czas się spotkać w wirze codziennych obowiązków. Skończyły się nocne koszmary, klaun odszedł w zapomnienie, śniła mi się w zamian Ona, każdej nocy. Te sny wydawały się być o wiele lepsze od rzeczywistości z którą zaczynałem powoli tracić kontrakt.
Pewnego dnia nareszcie nasze drogi skrzyżowały się, było to w Sierakowie, nasz dyspozytor , albo i sam diabeł pomylił trasy. Stała biedna, umęczona, oparta o wóz, który stracił powietrze w jednym z kół. Chętnie zakasałem rękawy, mając pierwszy raz okazję pokazać swoje męstwo. Kiedy cały utytłany wyjąłem zabłocone koło zapasowe, ona zdjęła bluzkę by wytrzeć nią moje spocone czoło. Było tak gorąco, a robota równie wyczerpująca (bo jakiś baran zbyt mocno dokręcił śruby), ze nie stawiałem żadnego oporu kiedy, jej włosy opadły na moje ramię, a jej język wwiercił się w moje ucho, zaprosiła mnie zachęcającym gestem do chłodni i zamknęła za nami drzwi...usłyszałem chichot klauna, między nogawkami trzymał zakręcony Rożek Algidy. Rożek zdaje się śpiewał. Ryk klaksonu na ulicy zerwał mnie z poduszki, pobiegłem do łazienki, włożyłem głowę pod zimna wodę i cały drżący wpatrywałem się w pęknięte lustro. W uszach brzmiał znów ten song.
Kolejny dzień w pracy, kuśtykałem korytarzem, z windy wyszła Ona. Bałem się spojrzeć jej w oczy, ale zdaje się nie zauważyła mnie nawet. Zabrałem z garażu lodziarnię ruszając w trasę. Specjalnie kluczyłem zbaczając z wyznaczonej mi działki by jej nie spotkać. Stała na poboczu niczym ze snu, tylko że bluzkę miała już zdjętą, siłowała się z kołem. Udałem że jej nie widzę i skręciłem gwałtownie w inną uliczkę.
Z tyłu kabiny rozległo się chrobotanie. Serce skoczyło mi na ramię. To zakręcony rożek Algidy przewiercił się przez chłodnię i wskoczył na kierownice.
-Zawracaj stary, tym razem idziemy na całość!

7 komentarzy
Rekomendowane komentarze