The Elder Scrols V: Skyrim - Recenzja
Do czasu uruchomienia i poznania Skyrima miałem już własnego kandydata do tytułu gry roku, a był to Deus Ex: Human Revolution. Wszystkie CoDy, Battlefieldy zawiodły, więc choć było w tym roku w co grać, to jednak w swoich blogowych recenzjach nie dałem oceny większej niż 8 (dla wspomnianego HR). Jednak czasami coś zdarzy się na ostatnią chwilę i właśnie w tym roku zdarzył mi się Skyrim. To produkcja, której pomijanie w zestawieniach najlepszych to po prostu faux pas.
Przygoda z serią
Skyrim jest piątym przedstawicielem zasłużonej serii RPG. Dotychczas miałem kontakt jedynie z Oblivionem, ale za to jest się w tej materii czym poszczycić (400 godzin to kawał życia). Jednak odczucie zmęczenia materiału zaczęło mnie już trochę dręczyć. Choć to jeden z tych tytułów, które skradły mi kawał życia, to jednak niektóre rozwiązania rewelacją nie były, a i błędy zaczęło się zauważać, gdy zacząłem wychodzić z nałogu. Sztuka ta udała mi się dopiero w wakacje 2011. Idę sobie krokiem spacerowym przez wały, pod ręką niosę nowe cdaction. Było gorąco, więc przysiadłem pod pobliskim mostem, by sprawdzić o czym też piszą. Widzę relację z targów, a tam tekst o Skyrimie. No cóż chyba czas znowu się uzależnić ?

Smocze dziecko, dobre dziecko
Kliknięcie przycisku nowa gra umieszcza nas na wozie. Dokądś jedziemy, obok siedzą inne oprychy, trwa rozmowa. Po chwili wysiadamy na placyku pustego miasteczka w kolejce do żołnierza. Standardowe wypytywanie o nazwisko zastąpiono tu tworzeniem swojego prywatnego zakapiora. Sam kreator równa się temu z Obliviona, tyle że od razu zauważamy zniknięcie znaków zodiaku. Opcji tworzenie awatara jest bardzo dużo, modyfikowalny jest praktycznie każdy element ciała (nie to akurat nie
). Po kilku kliknięciach ostatecznie zdecydowałem się na pokrytego bliznami orka z siwą, punkową fryzurą.
Łeb już czeka na ścięcie, ale nagle pojawia się smok, widowisko dawno w świecie The Elder Scrolls niewidziane. Robi rozpierduchę podczas której mamy okazję, by dać nogę z tejże niegościnnej miejscowości. Jeszcze tylko parę chwil gonienia według widzimisię twórców i możemy wreszcie wyjść na świat. Tutaj dopiero rozpoczyna się zabawa.
Rolplej?
Zanim o tej zabawie będzie to warto jednak rozpocząć od słowa na temat elementów wiążących się z gatunkiem. Wielką zmianą jest zamieszanie w systemie rozwoju postaci. Zwykle było tak, że zdobywamy nowy lvl i wybieramy np. +15% do ciosu krytycznego bronią A. Tutaj to znikło, mamy inne rozwiązanie przywodzące trochę na myśl CoDa. Walczysz mieczem, napełnia ci się pasek miecza. Używasz topora wystarczająco długo i napełniłeś już takich pasków 15? Masz zatem 15 poziom umiejętności w użyciu toporów, co wiąże się ze wzrostem krzepy bohatera. Zresztą nie tylko broń tak rozwiązano: dobrym kowalem, magiem nie zostaniesz przez danie w łapę jakiemuś kolesiowi, a przez ciężką pracę. Chcesz robić najlepsze pancerze? Pójdź do kowala i zapytaj czy nie potrzebuje pomocy. Zaczynamy od produkcji drobnych hełmów, nogawic, sztyletów by w końcu osiągnąć mistrzostwo w swym fachu.

Zniknął tu absurd innych RPG, gdzie można było zostać mistrzem w jednym, a tak naprawdę robić drugie. Teraz każdy wyższy level przynosi wybór jednego z trzech współczynników: wytrzymałości, magii i kondycji, między które rozdzielamy punkty. Mamy też całkowitą rezygnację z największej bolączki Obliviona: świat nie leveluje już z postacią. Było to absurdalne, gdyż osobiście walczyłem dużo z bandytami, kradłem, wykonywałem zadania dla gildii kompletnie olewając fabułę (do dziś Obliviona nie ukończyłem), co skutkowało tym, że później spotykałem bandytów w najlepszych zbrojach. W Skyrimie z tego zrezygnowano. Gra stała się też nieco łatwiejsza, ale momentami naprawdę trzeba się pilnować, by nie skończyć w piachu.
Kreacja postaci: od rycerza do bandyty
Wątek fabularny, czyli próby odkrycia dlaczego smoki wróciły to tak naprawdę część przeznaczona dla najbardziej ograniczonych odbiorców, którzy nie są w miłości do gier stali i chcą je po prostu przejść bez sentymentu. Tak naprawdę o wiele ciekawsze jest zboczenie na bok, udanie się do jakiegoś pierwszego z brzegu miasta i zabawa w zabójcę albo biznesmana. Oczywiście tutaj też można wspomagać się questami, które są stworzeniami tak stadnymi, że ciężko będzie zaliczyć wszystko w jeden rok. Pojawiają się tu zadania różnego typu, a jedne opierają się na kradzieży, inne zaś na zaszlachtowaniu jakiegoś bandyty. Rzadko spotyka się tu coś oryginalnego, ale zadania raczej nie potrafią znużyć. Są tu przy tym zlecenia potężne, wymagające przebiegnięcia przez kilometry tuneli, ale także drobne zadanka na chwilę. Nieraz wyślą nas na poszukiwania skarbu, lecz zdarzają się i przypadki, gdy żul prosi nas o kradzież piwa w gospodzie.
Jednak to tylko pomoc do tego, co było w Oblivionie tak, jak i tutaj najważniejsze. To najczystszy rolplej, gdzie robimy to, co nam się podoba. Rozrywek jest tu wiele, a każda pociąga równie mocno. Możemy kupić sobie domek i bawić się w coś z gatunku simsów (ale bez rodziny), a jeżeli interesuje nas zielarstwo możemy wczesnym świtem wyruszać w teren z małym sztyletem (na dziką zwierzynę), by zbierać różne zioła i sprzedawać je lub ważyć wpierw rzadkie mikstury. Interesujesz się kowalstwem? Proszę bardzo idź do kuźni, by to uskuteczniać, pytając wcześniej kowala o zgodę. Można tu zostać praktycznie każdym ? poprzez myśliwego aż po złodzieja. To ostatnie wymaga krótkiego omówienia.

Któż się nie bał i mnie zaje*ał
W Oblivionie każda próba kradzieży równała się temu, że po chwili usłyszał nas chytry strażnik. W Skyrim wystarczy się pilnować, by odnieść sukces. Wystarczy, że jesteśmy sami w obcej izbie i drzwi są zamknięte, by móc ?bogatym odbierać?. Faktem jest też, że niektóre przedmioty można wziąć (te przeznaczone do kradzieży oznaczone są na czerwono), a wykonanie paru zadań dla konkretnej osoby sprawi, że z większej liczby będzie można korzystać. Ogółem pracując dla kowala mogłem po dwudziestu minutach zarobić niezłą sumkę na zabawkach z jego domu. Jednak przyłapanie na kradzieży kończy się drogą do więzienia. O ile w poprzedniej produkcji serii nie dało się przerwać ataku przeciwnika po odmowie złożenia broni, tutaj wystarczy schować ręce do kieszeni, by mieć szansę na zmianę decyzji. Z pierdla można jak zwykle czmychnąć, co sprawia, że odzyskujemy nielegalne łupy, ale brak tu opcji, gdzie chowamy je do ekwipunku i wracamy odsiedzieć wyrok.
Zniknęły też zapadki na korzyść Falloutowo-podobnego drucika, który ustawiamy odpowiednio w zamku. Jest to pomysł lepszy, przystępniejszy, a jednocześnie wciąż można przez nieostrożność połamać setki drucików.
Gildie? Są. Jak tam w boju?
Powracają tu także gildie w zestawieniu raczej klasycznym. Wciąż pniemy się po kolejnych szczeblach kariery wykonując zlecone przez nich zadania. W tej sferze jednak pojawiło się parę urozmaiceń ? zadania są zwyczajnie ciekawsze niż w poprzedniczce. Wciąż jednak bazują na schemacie ukradnij, zabij, ale wprowadzają do tego elementy takie jak np. spalenie trzech uli przy okradanym domu. Pojawiają się też momenty wymagające szantażu, gdy odbieramy pieniądze od dłużników. Po co wyciągać je z kieszeni trupa, gdy można zdobyć należność jednocześnie utrzymując klienta przy życiu np. robiąc miazgę z jego cennej, zabytkowej wazy.
Kiedy jednak trzeba będzie sięgnąć po miecz, ujrzymy najmniej przebudowany element gry. Walka to standardowa kombinacja jednego ciosu i bloku. Dłuższe naduszenie klawisza uderzenia powoduje, jak ostatnio, potężny cios. Dodano także widziane z perspektywy trzecio osobowej kombosy, jednak są one losowe. Miło jednak popatrzeć na efektownie konającego wroga. Wreszcie też nasz bohater dostał do dyspozycji dwie ręce, co pozwala na walkę np. dwoma mieczami, czy dwuręczne płomienie. Oczywiście kombinacje są różne. Osobiście najczęściej korzystałem z zestawu ogień i czary leczące.

Intuicyjny inaczej ekwipunek ???
Ta zmiana przypadła mi chyba najbardziej do gustu. O ile początkowo używanie go to prawdziwa męka, po czasie staje się bardzo naturalny. Twórcy zastosowali drobne korekt dzieląc zakładki na cztery kategorie stanowiące domyślne okno ekwipunku. Szperanie po zakładkach jest bardzo wygodne, gdyż po czasie przyzwyczajamy się, że np. aby obejrzeć mapę wystarczy wcisnąć TAB, skierować kursor lekko w górę i kliknąć. Dzięki tym usprawnieniom możemy spędzić czas więcej grając. Doszło tu także do redukcji zakładek względem Obliviona.
Wszystko, co z oprawą audio związane
Tutaj zakończę już opis frajdo-techniczny gry dorzucając jeszcze jedną wzmiankę. Brakowało mi kamery pierwszoosobowej dla konia, co pozwoliłoby wczuć się w postać w 100%. Teraz przejdę już do oprawy dźwiękowej, która jest świetnym elementem całości. Z polskim dubbingiem rozliczę się stwierdzając, że nie przeszkadzał mi on, a nawet czasami podobał, nie rażąc przy tym zbytnią sztucznością. Ci którzy czytali dawniej moje recenzje pewnie będą wiedzieli, że poprzednie zdanie to chyba największe uznanie dla polonizatorów, jakie kiedykolwiek wyszło spod moich palców. Dodam, że angielski jest i tak troszkę lepszy, ale Polacy w końcu nie popisali się fuszerką.
Mimo, że słyszałem już lepsze ścieżki dźwiękowe, to jednak ta ze Skyrim zasługuje na najwyższe uznanie. Zauroczyła mnie, gdy wchodząc do gospody usłyszałem barda, który grał właśnie swą piosenkę na lutni. Nadaje to grze takiego swojskiego klimatu. Muzyka spełnia swoją rolę, podczas ataku smoka podnosi ciśnienie tętnicze (mimo, że specjalnie trudno nie jest), a podczas zwiedzania okolicy słonecznym porankiem uspokaja i odpręża. Mimo, że dalej pamiętam oprawę dźwiękową niedoścignionego dla mnie Bioshocka 2, to jednak ta także zasługuje na tak samo wysoką notę.

Kontrowersyjny wygląd
Najtrudniejsza do ocenienia jest w przypadku nowego TESa oprawa graficzna. Niestety są gry o wiele ładniejsze, pozbawione niekiedy zwyczajnie słabych tekstur. Jednak są powody dla których pod recenzją widnieje dziewiątka. Przede wszystkim twórcy nie poszli na łatwiznę wklejając (jak ostatnio) to samo podziemie kilka razy. Wszystko to zupełnie inne miejsca, co sprawia, że mniej czujemy monotonię. Zachwyca także bogactwo przyrody ? niedźwiedzie, pająki, solidnie wykonane modele zwierząt (modele postaci to najlepszy element oprawy). Czasami nieco kuleje ich animacja, ale gra świateł, czy piękna woda, ogromne wodospady nadrabiają to. Mamy tu lasy, wodospady, jeziora, obszary zasypane śniegiem, góry, a nawet tudrę. Całość sprawia, że eksploracja świata jest niezwykle przyjemna, pochłania masę czasu oferując w zamian wypieki na twarzy. To niezwykłe zróżnicowanie, świetny projekt całości, a także niepowtarzalny urok każdego miejsca sprawia, że nie mogę dać mniej, niż dziewięć. Kiedy wpadnie się w ten niezwykły świat, przestają przeszkadzać wszelkie niedoróbki.
Suma sumarum
Mamy do czynienia z produkcją świetną, która wciąga na drugie godziny oferując ogromną nieliniowość. Niestety wkradły się do niej drobne mankamenty, które jednak są prochem i niczem przy tym, co tytuł oferuje. Po długiej zabawie z Oblivionem nie wiązałem już zbytniej nadziei z kontynuacją, obawiając się znudzenia formułą. Jako fan kupiłem jednak dzieło Bethesdy i nie jestem zawiedziony. Dla mnie ta gra po prostu szturmem zdobyła tytuł gry roku. Jak dla mnie jedyna zasłużona dziesiątka w tym roku ?
Ocena 10/10
Grywalność 10/10
Grafika 9/10
Audio 10/10
Plusy:
Wolność
Zróżnicowanie świata
Opcje kreowania postaci
Drobne, korzystne usprawnienia względem Obliviona
Ciekawy rozwój postaci
Minusy:
Drobne, nieutrudniające zabawy błędy
Uzależnia
Poza tym brak!!!

11 komentarzy
Rekomendowane komentarze