Jump to content
  • entries
    318
  • comments
    3,425
  • views
    544,525

Scenariusze końca Ziemi


...AAA...

6,566 views

 Share

Ludzkość ma szczęście. Konkretniej, człowiek zawdzięcza swoje istnienie niebywałemu, zdumiewającemu i niemal niewyobrażalnemu fartowi. Wystarczy nieznacznie zmniejszyć odległość od Słońca bądź zmienić skład atmosfery planety a usmażymy się. Ciut dalej, a wszystkie kontynenty pokryją się lądolodem niczym Antarktyda. Dalsze stadium ewolucji Dziennej Gwiazdy i znów piekło. Niewielka asteroida, jakich setki w sąsiedztwie Ziemi, a dzielimy marny los gadów z Mezozoiku. Podświadomie człowiek od zawsze zdawał sobie sprawę z tego zbiegu okoliczności i na tej kanwie stwierdził, że świat wokół niego jest po prostu dopasowany do jego potrzeb. Prawdopodobnie został stworzony z myślą o człowieku. Niestety prawda jest przygniatająca i prędzej czy później dosięgnie nas wszystkich. Karta się kiedyś odwróci a ludzkość zostanie zmuszona do walki o przetrwanie.

Zobacz też: Scenariusze końca wszechświata.

kosmicznykot1.png

ACHTUNG! Zdaję sobie sprawę, że tematyka apokaliptyczna do najoryginalniejszych nie należy, ale jak wykazała ankieta, nadal cieszy się popularnością. Nie spodziewajcie się jednak informacji o Nibiru, roku 2012 i najazdach UFO.

Kosmiczny pocisk

Każdy powinien wiedzieć, że rok 2002 należy zaliczyć do najbardziej fartownych w dziejach naszej cywilizacji. Wtedy to kosmiczny zbir zakpił z ludzkiej technologii i niezauważenie przemknął tuż obok Ziemi. Astronomowie zorientowali się w sytuacji post factum, gdy obiekt nazwany roboczo 2002 MN minął już naszą planetę w odległości 120 tys. km. W skali kosmicznej było to minięcie o włos. Księżyc jest utrzymywany przez ziemską grawitację w odległości 380 tys. km, więc naprawdę niewiele brakło aby nasze przyciąganie ściągnęło skałę z trajektorii. 2002 MN nie należała do dużych asteroid, lecz gdyby uderzyła blisko gęsto zaludnionych obszarów, skutki byłyby opłakane. Żeby je sobie wyobrazić nie potrzebujemy nawet komputerowych symulacji. Podobny kamyczek rozbił się na Syberii na początku XX stulecia, powalając drzewa w promieniu 50 km. Meteoryt, który wziął udział w tzw. katastrofie tunguskiej wyzwolił energię setki razy większą niż nasza broń jądrowa. Na szczęście w roku 2002 skończyło się na kosmicznym ostrzeżeniu.

Międzynarodowa społeczność astronomów wzięła sobie tę przestrogę do serca i uruchomiono nowe programy badawcze. Istnieje nawet dziesięciostopniowa skala, wedle której oceniane jest zagrożenie zderzenia z Ziemią - Skala Torino. Prace zaowocowały znalezieniem tysiąca bliskich głazów. Ich źródłem jest sam Układ Słoneczny, zwłaszcza główny pas planetoid rozciągający się miezy Marsem a Jowiszem. Ogromne ilości skał zderzają się tam w przypadkowy sposób, po czym pole grawitacyjne czerwonej planety miota nimi na oślep. Optymistycznie stwierdzono, że szansa na zderzenie z niemal którąkolwiek jest bliska zeru. Jedyne realne niebezpieczeństwo odnotował w roku 2004 Roy Tucker z Uniwersytetu w Arizonie. Odkrył on 2004 MN4, lepiej znaną jako asteroida Apophis, której szansę na uderzenie oceniono na więcej niż 1,5% i przyznano 2 w skali Torino. Oznacza to, że obiekt istotnie przecina orbitę ziemską, ale w zasadzie nie ma się czego obawiać. Problemu jednak nie zbagatelizowano. Mimo, iż niemal na pewno Apophis nie zagrozi nam przy następnym zbliżeniu za 20 lat, to jej tor lotu może zostać poważnie zachwiany i nasze wnuki będą miały nie lada zmartwienie. Nie sądzę jednak aby bryła o średnicy niemal 400 metrów pędząca z prędkością 20 km/s, mogła zniszczyć ludzkość. Pocisk, który spowodował masowe wymarcie 3/4 gatunków (w tym dinozaurów) w Kredzie, miał o wiele większe rozmiary. Niemniej Apophis może z powodzeniem przyczynić się do śmierci kilkudziesięciu milionów ludzi - zależnie od tego gdzie walnie. Cios w zachodnie wybrzeże USA mógłby zmieść z powierzchni ziemi wszystko od Los Angeles po San Francisco, wywołać tsunami pędzące w stronę Japonii oraz naruszyć uskoki powodując masowe trzęsienia i wybuchy wulkanów.

Asteroid-strike-001.jpg

Uderzenie asteroidy to dopiero rozgrzewka. Przede wszystkim dlatego, że w ciągu kilku pokoleń osiągniemy poziom technologiczny pozwalający na uchronienie naszej planety przed zagrożeniem. Nie myślcie jednak o rozwiązaniu rodem z filmów science-fiction, to jest o rozbiciu planetoidy! O ile, przy mniejszych ciałach zdałoby to egzamin, o tyle rozkruszenie półkilometrowej skały narobi nowych kłopotów. Pomniejsze odłamki spadałyby w nieprzewidziany sposób w różne części świata, siejąc prawdziwe spustoszenie. Znacznie lepszym i od dawna opracowywanym rozwiązaniem wydaje się zepchnięcie asteroidy z kursu. Zbudowanie i przytwierdzenie potężnego napędu do kosmicznego głazu to trudne zadanie, ale na pewno nie niewykonalne. NASA już ma za sobą lądowanie sondy na planetoidzie, więc przy odrobinie szczęścia nasi potomkowie będą potrafili odepchnąć Apophis z dala od Ziemi.

Prawdopodobieństwo zdarzenia: 2/10

Zagrożenie cywilizacji: 5/10

Nadchodzi zima

Ładna jesień tego lata. Niestety mam złe wiadomości. Prognoza na następne ~50-500 lat również nie zapowiada się optymistycznie. Na sympozjum meteorologicznym w Heartland Institute Chicago część naukowców wysunęła hipotezę, iż najbliższe przez lata temperatura będzie systematycznie spadać i utrzyma na niskim poziomie przez minimum pół wieku. Jest to związane przede wszystkim z obecną aktywnością Słońca, które jest niezwykle spokojne. To milczenie Gwiazdy Dziennej potwierdzają obserwacje na całym świecie, również te przeprowadzane w rodzimym Solaris Center w Opolu. Najwyższa pora uświadomić sobie, że czas w jakim przyszło nam żyć wypadł akurat na krótki okres ocieplenia klimatu. To, że kilkaset lat temu można było pieszo przebyć drogę z Polski do Szwecji po zamarzniętym Bałtyku nie było przypadkiem. Istotnie między XVI a XX wiekiem panował nieco surowszy klimat niż ten znany obecnie. To obraz tzw. małej epoki lodowcowej, która jeszcze nie stanowi tragedii (choć z 40-stopniowymi upałami przyjdzie się powoli żegnać), bowiem średnia temperatur nie spadnie bardziej niż kilka stopni.

Katastrofa nastąpi znacznie później, wraz z rzeczywistym zlodowaceniem. To jak długo nań poczekamy zależy od jego przyczyny. Naukowcy forsują teorię ekscentryczności ziemskiej orbity*, zgodnie z którą co jakiś czas następują poważniejsze odchylenia. Zakładając, że to prawda, ludzkość może spodziewać się poważnej epoki lodowcowej za 20-60 tysięcy lat. Mnie najbardziej przekonuje hipoteza, jakoby to ruchy kontynentalne, a co za tym idzie zmiany prądów morskich, odpowiadały za ochłodzenie klimatu. Gorzej jeżeli nadejście glacjału następuje z innej, nagłej przyczyny. Uderzenie meteorytu na tyle silnego, że zachwieje planetą wydaje się raczej mało prawdopodobne. Tak czy inaczej zlodowacenie w powolny sposób będzie uprzykrzać życie na Ziemi. Lądolody zwiększą swoją objętość i popełzają w kierunku zwrotników, sukcesywnie zawężając obszar zdatny do życia. Ludzi coraz więcej, a terenów pod uprawy mniej. Podobnie jak w scenariuszu Battlefield 2142 narody staną przeciwko sobie w walce o niewielką przestrzeń życiową. A to jeszcze nie najczarniejszy scenariusz. Był już moment w dziejach naszej planety, gdy została ona całkowicie pokryta przez lód! Jakieś 750-600 milionów lat temu Ziemia wyglądała jak wielka kula śnieżna krążąca wokół Słońca. Gdyby taki scenariusz się powtórzył, to wątpię aby przetrwało więcej niż kilkaset tysięcy ludzi stłoczonych w specjalnie przygotowanych bazach, podobnych do tych z Antarktydy. W cieniu tej groźby żałosne wydają się głosy ekologów, wołające o wstrzymanie produkcji dwutlenku węgla. Wielu naukowców twierdzi, że jeszcze nadejdzie czas, w którym ludzie będą specjalnie produkowali wielkie ilości gazów cieplarnianych, byle tylko opóźnić zlodowacenie.

Prawdopodobieństwo zdarzenia: 7/10

Zagrożenie cywilizacji: 6/10

snowball-earth.jpg

Księżyc w pełni

Większość ludzi nigdy nie zadała sobie pytania: Co daje nam Księżyc? W szkole uczy się o wpływie naszego satelity na pływy oceanów, pomijając to co najważniejsze. Przede wszystkim to, że Księżyc powoduje stabilny ruch obrotowy Ziemi i przewidywalne pory roku. Okresowe przechylanie się naszej orbity od jednego zwrotnika do drugiego jest efektem działania grawitacyjnego satelity. Brak takiego stabilizatora owocowałby znacznie większymi odchyłami, uniemożliwiającymi zamarznięcie biegunów i wysuszeniu Sahary. Wbrew pozorom to problem - wyższy poziom wód zmniejszyłby obszar lądów, a drastyczne zmiany temperatur spowodowałyby nieprzerwane, gigantyczne huragany.

Czy możemy stracić naszego towarzysza? Tak i nie. Pomiary laserowe wykazują, że Księżyc ucieka z prędkością 4 cm rocznie. Jednakże, jest prawdopodobne, że to oddalanie kiedyś się zakończy z uwagi na eliptyczną orbitę srebrnego globu. Obliczenia dotyczące energii kinetycznej naszego satelity przewidują, iż dąży on do wyrównania swojej orbity, a gdy do tego dojdzie, ustabilizuje się. Nawet jeśli pozytywne przewidywania się nie sprawdzą i Księżyc odleci w siną dal, to i tak dojdzie do tego, za ponad miliard lat. Za to, że niepotrzebnie straszyłem, podam ciekawostkę: Księżyc spowalnia ruch obrotowy naszej planety. 3-4 miliardy lat temu obrót trwał ledwo 6 godzin i systematycznie wydłużał się do dzisiejszych 24 godzin. To oznacza, że kiedyś, w dalekiej przyszłości spełni się marzenie studentów o dłuższej dobie.

Prawdopodobieństwo zdarzenia: 1/10

Zagrożenie cywilizacji: 3/10

Błyski z oddali

Asteroidy, zlodowacenia i ekscesy Księżyca - choć groźne, raczej nie pogrzebią gatunku ludzkiego. Wiele lat świetlnych od Ziemi znajdują się źródła potężnych energii, które nie pozostawią nam złudzeń. Chodzi oczywiście o gwiazdy. Nie wszystkie z nich wyglądają jak nasze Słońce. Wiele gwiazd zbliża się do kresu swojego istnienia, inne już "umarły". Takie ciała niebieskie posiadają niewyobrażalne dla człowieka pokłady energii. Szczególnie potężne są błyski gamma. Dla zobrazowania podam, że najdalszym zarejestrowanym przez astronomów obiektem jest GRB 090429B - ogromny błysk promieniowania gamma, widoczny z odległości... 13,14 miliarda lat świetlnych! Inny błysk, SGR 1806-20**, mający swoje źródło po drugiej stronie Drogi Mlecznej spowodował zauważalne zakłócenia w jonosferze Ziemi. Dokładna geneza takiego wyładowania jest tajemnicą. Znawca tematu, nieżyjący już Bohdan Paczyński wysunął tezę, że rozbłyski mogą powstać na skutek zderzenia dwóch pulsarów lub magnetarów. To rodzaje gwiazd neutronowych, niewielkich i jednocześnie najgęstszych obok czarnych dziur obiektów we wszechświecie. Wysyłają one potężne impulsy promieniowania radiowego lub rentgenowskiego oraz cechują niezwykle silnym polem magnetycznym. Zetknięcie się tak naenergetyzowanych ciał musi oznaczać kataklizm. Rozważmy czy mamy się czego obawiać. "Przeciw" świadczy rzadkość takich zdarzeń. Odkąd obserwujemy niebo, nie doszło do więcej niż dziesięciu rozbłysków w całej naszej galaktyce. "Za" przemawia moc eksplozji. Skoro SGR 1806-20 z odległości 50 tysięcy lat świetlnych został wyraźnie odczuty przez aparaturę, to co się zdarzy jeśli błysk nastąpi w promieniu mniejszym niż 100 lat świetlnych? Rozbłyski gamma są rzadkie i trwają zaledwie kilka sekund, ale mimo to ich promieniowanie bez problemu jest w stanie zniszczyć życie na Ziemi.

Betelgeuse-Goes-Boom.jpg

Alternatywą jest inny kosmiczny wybuch. Niemniej efektowny, ale występujący znacznie częściej. Zanim gwiazda stanie się gwiazdą neutronową, ma olbrzymie rozmiary. Mówimy o czerwonych olbrzymach bądź nadolbrzymach, o masie co najmniej kilka razy większej niż Słońce. Niczym gigantyczny piec jądrowy, gwiazda spala swoje podstawowe paliwo - wodór. W reakcji syntezy z wodoru wytwarza się hel, następnie węgiel, tlen, siarka i w końcu żelazo. Tak ciężkiego pierwiastka gwiazda nie potrafi przetworzyć na energię i rozpoczyna się dramat. Ciśnienie rozpychające kulę gazową maleje, a do głosu dochodzi grawitacja ściskająca materię. Nagle bum - supernowa. Zewnętrzne warstwy olbrzyma są wyrzucane w niezwykłej eksplozji, po której pozostaje barwny obłok o średnicy kilku lat świetlnych. W środku chmury gwiezdnego pyłu ogromny ścisk prowadzi do stworzenia czarnej dziury lub wspomnianej gwiazdy neutronowej. Taki los czeka wiele ciał niebieskich, w tym również bliskich Układowi Słonecznemu. Doskonale widoczne na nocnym niebie: Betelgeza, Antares, Enif, Gacrux, Kanopus, są świetnymi kandydatkami na supernowe. Najwięcej emocji budzi ta pierwsza. Amerykańskie Towarzystwo Astronomiczne w Pasadenie ujawniło, że Betelgeza w ciągu ostatnich kilkunastu lat skurczyła się o 15%. Nie da się ukryć, że gwiazda rozpoczęła marsz ku przeznaczeniu*** i być może jeszcze nasze pokolenie będzie podziwiać piękne zjawisko. Prawdopodobnie przez jakiś czas nieboskłon będzie ozdabiać punkt wyraźnie jaśniejszy niż pozostałe gwiazdy. Jednak czy zagrożenie dosięgnie nas z odległości 427 lat świetlnych? Gdyby bliska Proxima Centauri miała eksplodować, to rzeczywiście groziłoby nam zmiecenie. Nie można nic zagwarantować, ale raczej jesteśmy bezpieczni. Nie tylko z uwagi na sporą odległość, ale również przez wzgląd na charakterystykę gwiazdy. Naukowcy twierdzą, że wybuch Betelgezy będzie należeć do stosunkowo spokojnego typu II.

Pamiętajcie o jednym - Don't Worry, Be Happy. Jeżeli kiedykolwiek nadejdzie kataklizm od strony dalekich gwiazd to możemy być spokojni. I tak nic nie zaradzimy. Siedzicie w kuchni zajadając się, dajmy na to golonką z rosyjską musztardą, gdy atmosferę Ziemi przerzedza wiatr cząstek supernowej bądź błysku gamma. Zanim ludzkość się połapie, większość organizmów zostanie naświetlona przez nieprzyjazne promieniowanie z głębi kosmosu. Dość bezbolesna perspektywa.

Prawdopodobieństwo zdarzenia: 1/10

Zagrożenie cywilizacji: 10/10

Andromeda się zbliża

Znacie swój kosmiczny adres? Notujcie: Supergromada w Pannie, Grupa Lokalna, Droga Mleczna, Układ Słoneczny, Ziemia. W ewentualnym kataklizmie jaki teraz przedstawię, kluczowe znaczenie ma Grupa Lokalna, to jest zespół kilkudziesięciu galaktyk, w którym prym wiodą rodzima Droga Mleczna wraz z galaktyką Andromedy M31. Pływy grawitacyjne, wytwarzane przez ogromne masy galaktyk, powodują, że czasem dochodzi do zderzeń. Gdy większa galaktyka wchłania mniejszą, astronomowie używają obrazowego sformułowania - kosmiczny kanibalizm. Tak się składa, że w naszej Grupie Lokalnej dojdzie do jeszcze bardziej widowiskowego zdarzenia - zderzenia Andromedy z Drogą Mleczną, a więc największych galaktyk w grupie. Biorąc pod uwagę to, że M31 mknie ku nam z prędkością miliona km/h, do zbliżenia dojdzie za 2-3 miliardy lat. To jest nieuniknione i nie mamy na to wpływu. Otwarta natomiast zostaje sprawa, czy zetknięcie galaktyk zagrozi Ziemi.

Galaktyki mają kształt spiralny i obracają się wokół własnej osi, toteż zderzenie nie będzie przypominać wypadku samochodowego, a raczej kosmiczny taniec trwający jakiś miliard lat. Najpierw kształty Drogi Mlecznej i Andromedy ulegną deformacji, ramiona się rozwiną, najbardziej zewnętrzne gwiazdy zostaną rozrzucone po przestrzeni kosmicznej. Centra galaktyk, w których prawdopodobnie znajdują się tysiące gwiazd i supermasywne czarne dziury, będą krążyły coraz bliżej siebie, aż w końcu zleją się w jedno. Niektórzy ochrzcili już nową galaktykę imieniem Mlekomeda. Tam rzeczywiście dojdzie do scen brutalnych, zderzeń gwiazd, błysków gamma i pochłaniania przez czarne dziury. A my? Znajdujemy się na spokojnych peryferiach, w niewielkim Ramieniu Oriona. Przy tak dużych odległościach między pojedynczymi gwiazdami istnieje marna szansa, że podczas zderzenia na coś wpadniemy. Dla uspokojenia wspomnę, że nawet w tej chwili Droga Mleczna "zjada" galaktykę w Strzelcu. Chyba nie boli?

Prawdopodobieństwo zdarzenia: 10/10

Zagrożenie cywilizacji: 3/10

Słoneczko

Stawiam stówę, że któreś z powyższych zagrożeń unicestwi nas w ciągu kilku milionów lat. (W razie wygranej, zapraszam po odbiór 100 zł za ~4 miliardy lat). Jeśli jednak nadal będziemy mieli farta i o ile sami się nie wykończymy, czeka nas spłonięcie. To pewne jak śmierć i podatki. Każdy mający choćby blade pojęcie o astronomii, doskonale zdaje sobie sprawę, iż Słońce jest w sile wieku. Istnieje już niecałe 5 miliardów lat i mniej więcej tyle samo czasu pozostało do jego "śmierci". Jak już wiecie, przez cały ten czas Gwiazda Dzienna poddaje się ewolucji, spalając swoje paliwo. Podobno od czasu narodzin, Słońce wypaliło prawie połowę zapasu wodoru i zwiększyło swoją jasność o 27%. Być może to dobrze - taki proces nieco łagodzi skutki ochładzania klimatu, choć jest zbyt wolny aby całkowicie zniwelować groźbę epoki lodowcowej. Zasadniczy kryzys będzie miał miejsce dopiero za kilka miliardów lat, gdy Słońce spęcznieje znacznie zwiększając swoją objętość. Raczej nie pochłonie Ziemi - wraz z rozrostem czerwonego olbrzyma, poszerzy się nasza orbita. To nam jednak w niczym nie pomoże. Temperatura będzie nieubłaganie wzrastać. Gdy dojdzie do jakiś 70 stopni, Ziemię we władanie wezmą bakterie, grzyby i niektóre morskie stworzenia. Kilka milionów lat później pozostaną tu jedynie ekstremofile. W godzinie szczytu i one znikną, a błękitna dziś planeta przybierze brunatną barwę spalenizny. Być może zmieni się skład atmosfery, a powierzchnię Ziemi podobną do Wenus, oświetlać będzie przysłaniająca niebo, czerwona tarcza słoneczna. To ostateczny kres życia na naszej planecie.

Nie daję wiary temu, że człowiek, nawet za miliard lat, nauczy się manipulować ziemską orbitą i w razie czego oddali planetę od Słońca. Zresztą to i tak niewiele pomoże. Mimo, iż Gwiazda Dzienna nie wybuchnie, to jednak delikatnie zrzuci swoje zewnętrzne powłoki, co niewątpliwie nas zniszczy. Jak stwierdził Stephen Hawking, jedyną nadzieją ludzkości jest kolonizacja kosmosu. Dziś to niemożliwe, jednak jeśli ludzki intelekt nie znajdzie sposobu na ewakuacje z Ziemi to nic nam nie pomoże. To nie tylko koło ratunkowe przed rosnącym Słońcem, ale też zabezpieczenie przed każdą inną katastrofą. Gdyby, na przykład, supernowa miała zagrozić naszej planecie, to dobrze by było aby gatunek ludzki miał gdzieś swoich przedstawicieli. Od czasów odkrycia pierwszych planet pozasłonecznych przez Aleksandra Wolszczana, zauważono już dziesiątki takich obiektów. Przy odpowiednio szybkim rozwoju technologicznym niewykluczone, że nasi pra, pra, prawnukowie wyślą kolonistów, przykładowo, na planetę Ymir w gwiazdozbiorze Wagi i stworzą nową cywilizację. Jeżeli do tego nie dojdzie, czeka nas niechybna zagłada.

Prawdopodobieństwo zdarzenia: 10/10

Zagrożenie cywilizacji: 9/10

czerwonyolbrzym.jpg

C.D.N.

Zapuść Twój sierp i żniwa dokonaj,

bo przyszła już pora dokonać żniwa,

bo dojrzało żniwo na ziemi!

Apokalipsa Św. Jana (Ap 14)

* Cykle Milankovicia.

** Pierwszy zauważył go Jerzy Borkowski z Centrum Astronomicznego im. M. Kopernika PAN w Toruniu.

*** Oczywiście istnieje możliwość, że Betelgeza już wybuchła, lecz jej nowy obraz jeszcze nie przemierzył 427 lat świetlnych.

 Share

35 Comments


Recommended Comments



Wpis uspokajający :) Z moim aktualnym zasobem wiedzy najbardziej martwią mnie sprawy teraźniejsze, a ponieważ wygląda na to, że w najbliższej przyszłości największym zagrożeniem jest ochłodzenie klimatu (jakie to ironiczne!), mogę pozostać ze swoim poglądem jeszcze jakiś czas.

A'propos Betelgezy - krążyła opinia, że może ona stać się swoistym "drugim Słońcem" - ale, jeśli taka teoria ma pewne prawdopodobieństwo okazać się prawdziwą, to raczej chodzi o to, że Ziemia będzie dodatkowo oświetlona, czy też i nagrzana?

Link to comment

Wpis dobrze się czyta ;) Nie zagłębiałeś się wprawdzie w taki np. temat ewolucji gwiazd, ale taka uproszczona wersja pasuje do lekkiego charakteru tekstu. Mimo to jest właściwie poparty światem nauki. Przy okazji dowiedziałem się o zmianie orbity Księżyca :) Reszta tekstu nie jest dla mnie zaskoczeniem.

Co do Betelgezy, z tym "drugim Słońcem" chodzi o to, że jej wybuch będzie dobrze widoczny z Ziemi i pojawi się na niebie druga "ognista kula". Nie wiem jednak jaka będzie jej jasność i wielkość względem Słońca.

Link to comment

Oj tam ludzkość poradził jakimś cudem z wybuch super wulkanu wiec czemu nie poradzi z kolejną katastrofą zwaną też potocznie "ARMAGEDONEM" lub moja osobista nazwa "testem przetrwania w ekstremalnych próbach ewolucyjnych" :happy: .

Link to comment

Trymus, teraz wszyscy chyba żyją wpisem Qbusia i całym problemem z blogami. Także Twoja reakcja jest jak najbardziej uzasadniona :)

p.s. Też brakuje wam możliwości znalezienia swoich komentarzy? Przydałby się też system powiadomień o odpowiedziach.

Link to comment

"(...) dobrze by było aby gatunek

ludzki miał gdzieś swoich

przedstawicieli."

Będzie miał, będzie! "Kit wam w oko!" :D

Ale... Teraz na serio:

Uważam, że ludzkość prędzej czy później sama się powybija... Ile to już wojen było? Właśnie.

Nie, nie. Nie tylko tych "realnych"! Wirtualne też wciągają, nie? Nie mam nic przeciwko takim (oraz innym) grom. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z jeszcze jednego, dość istotnego, faktu. Dopóki żyje człowiek, dopóty będą uzupełniać się dobro i zło. Taka już nasza natura, nie da się zlikwidować emocji, tak samo jak nie da się bez nich żyć. A czym one są jak nie odzwierciedleniem tego co nas otacza? Może pomińmy owe przemyślenia...

Przypomniał mi się film - "Equilibrium". Kto chce, niech obejrzy. Swoją drogą: mój ulubiony. :)

Tam zostało nawet wyjaśnione to, "do czego piję"...

Wpis super. Zawsze to powtarzam: oby więcej trzymających podobny poziom... No i po raz kolejny wyedukowałem się troszkę. ;)

Link to comment

Tebeg - Z ponad 400 lat świetlnych? Pewnie chodziło o samą jasność, sama wielkość gwiazdy na niebie ulegnie niewielkiemu powiększeniu.

LouisFreakman, Cz0rny - Również myślę, że istnieje większe prawdopodobieństwo nuklearnego samobójstwa niż naturalnej apokalipsy.

jot23, mrowczak - Hoho, gdybym to się nie streszczał to pewnie pisałbym z 3 dni, a na koniec nikt by tego nie przeczytał. Trzeba dokonywać jakiejś selekcji.

Trymus - Ta omyłka rozbawiła mnie jak nic dzisiaj =).

Jak myślicie - czy ludzkość rzeczywiście zdoła umknąć przed kosmiczną katastrofą, gdy ta nadejdzie?

Link to comment

"Czy ludzkość (...) zdoła umknąć przed

kosmiczną katastrofą" ?

To może tym razem krótko, zwięźle i na temat. ;)

Myślę, że nie. Jeśli nawet (bardzo optymistyczna wersja) - to zagłady zdołają uniknąć tylko "największe głowy państw". Nie od dziś wiadomo, że to kasa napędza ten brutalny świat... Niestety. Stąd przetrwaliby nieliczni.

Przy tej okazji można spytać o coś innego, mianowicie: nawet JEŚLI dany odsetek ludzi by przetrwał, to czy zdołaliby utrzymać się przy życiu? Mając również na względzie brak technologii, elektryczności, słowem - wszystkiego co do tej pory ich (nas) otaczało...

Odpowiedzcie sobie na pytanie/a, natomiast ja osuwam się w cień, by Wam nie przeszkadzać. Tak orzekłem. Zatem. . .

Ninja! :P

Link to comment
Zakładając, że to prawda, ludzkość może spodziewać się poważnej epoki lodowcowej za 20-60 tysięcy lat

Znaczy, w przedziale między dwudziestoma a sześćdziesięcioma tysiącami lat, czy między dwudziestoma tysiącami a sześćdziesięcioma tysiącami?

Bo nie chciałbym spędzać emerytury w warunkach arktycznych :P*

*wiem, za mojego życia i tak nie będzie to tak wyglądać.

A tak w ogóle i w szczególe :] (ku przestrodze):

129119768162905229.jpg

Link to comment

Cz0rny - Selekcja w obliczu ewentualnej katastrofy to dość ciekawy temat. Podobnie jak odbudowa cywilizacji przez kilkudziesięciu/kilkuset osobników.

Stillborn - Rozpocznie się między 20 a 60 tysiącami. Informacja wydaje się bardzo niedokładna, ale trzeba pamiętać, że w skali wieku Ziemi to tylko krótki moment.

I tym oto "optymistycznym" akcentem kończymy kolejny tydzień życia na Ziemi . Jak to ktoś mądrze stwierdził kiedyś: podczas I wojny światowej "premierę" miały gazy bojowe jak iperyt, podczas II broń jądrowa. III wojna światowa będzie pewnie prowadzona zdalnie sterowanymi pojazdami bezzałogowymi z wykorzystaniem wszelkiej maści broni od jądrowej po biologiczną, a IV będzie na kije i kamienie... Ot ironia losu i dzieje ludzkości zatoczą krąg, a może elipsę... Bądź co bądź szybciej wybijemy się sami niż nas zamrozi, przysmaży, czy pierdyknie większy kosmiczny kamulec. Ale świadomość tej nędznej perspektywy i tak nie zmienia faktu, że raczej tego nasze pokolenie nie doczeka.

Ewunia ;)

Tym mądrym człowiekiem był nie kto inny niż Albert Einstein. Nasze pokolenie na dobrą sprawę może się obawiać jedynie niespodziewanego rozbłysku gamma. Problem w tym, że może on nadejść w każdym momencie, a zanim się zorientujemy będzie już po ptokach, toteż nie ma co sobie zawracać głowy.

Link to comment

Jest jeszcze coś o czym nie napisałeś, a jest całkiem prawdopodobne...

W 2004 roku w kierunku orbity ziemi (na szczęście w nieco innym kierunku niż znajdowała się ziemia) Został wystrzelony przez słońce strumień materii i energii... Z prędkością bliską połowy prędkości światła przeciął on naszą orbitę po 17 minutach. Gdyby trafił w ziemię (a raczej maleńki obiekt zwany ziemią znalazł by się na jego trasie przelotowej) nie zdążyli byśmy nawet zorientować się, że świat się kończy.

W przeciągu kilku sekund ziemia została by zdmuchnięta i odparowana ze swojej orbity... Spooky co nie... :D

Link to comment

Przy każdym opisie pojawia się słowo miliardów, czyli ludzkość jest dopiero w stadium niemowlęcym, bo co to 3 miliony lat przy paru miliardach. Tak więc bawmy się, bo i tak nie dożyjemy. Dzięki za pocieszenie.

Link to comment

mrowczak - Przyznaje, nie wiedziałem. Musielibyśmy mieć jednak wyjątkowego pecha, gdyby po 4,6 mld spokojnych lat, Słońce zaatakowało akurat w erę ludzi.

Sir Zir - Można tak powiedzieć. Niebawem nadejdzie kryzys wieku średniego.

Otton - Oj, nie wszędzie. Asteroida i supernowa to zagrożenia mogące nas dotknąć niemal w każdej chwili.

Link to comment

Dobra robota. Ja odniosę się nieco do samego początku wpisu. O ile pamięć mnie nie myli, w początkowych rozdziałach Nauki Świata Dysku było dość szczegółowo opisane, jakie to szczęście mamy. Ilość losowych zdarzeń i przypadków, które doprowadziły do tego nadal tu jesteśmy, jest wprost niesamowita. W sumie nie ma co się dziwić, że niektórzy ekstrapolują to nieprawdopodobieństwo w boskie kierunki. Gdy się pomyśli ile różnych rzeczy mogło już dawno nas zniszczyć...

Link to comment

Dobry wpis, mimo że tematy apokaliptyczne mało mnie interesują. (swoją drogą cytat z Pisma mogłeś sobie darować :D)

Zastanawia mnie jednakże jedno, pamiętam że planetoida 2004 MN4 "Apophis" dostała więcej niż 2 w skali Torino.

Link to comment

Qbuś - Poluję na tę książkę od dawna. W pobliskich bibliotekach znajduje się jedynie pojedynczy egzemplarz tomu drugiego...

Zatoxu - Więcej niż 2 przy 1,5% szansy trafienia? Źródło?

Link to comment

...AAA...

Zwróciłem na to twoja okazję, gdyż jak wcześniej napisałem, nie umieściłeś tego w swoim poście, a podobne (choć nieco mniej groźne) sytuacje zdarzają się dosyć często. Zapowiadają zmiany ciągu gwiazdy. Przypomina to wygaszanie pieca. W niektórych punktach paleniska, zbiera się nagrzany gaz, który lubi sobie "pufnąć", i podobnie jest ze słońcem. Tyle, że słońce jednym takim pyfnięciem wyrzuca z siebie materię o masie setki (preturberacje) jeśli nie tysiące (incydent z 2k4)razy większej od ziemi...

Mamy po prostu szczęście...

Link to comment
Zatoxu, przyczyną jest data obserwacji. Na podstawie początkowych i mniej dokładnych badań wysuwano bardziej śmiałe przypuszczenia, nawet o 4 w skali Torino.
Link to comment

Dawno tak ciekawego wpisu nie widziałem. Brawo! :) Kupiłem ostatnio nowy Świat Wiedzy i powiem Ci, że taki tekst swietnie by do taskiego (lub podobnego) czasopisma pasował.

Link to comment

Po kolei:

1. Czekam, aż ustawią na orbicie szatkownicę do kamulców. Ew. walnie w jakiś ewakuowany amerykański stan. Kończąc jednak żarty - może drugi księżyc by nam się przydał? Trochę futurystycznie, niemniej...

2. Tak, jesteśmy interglacjałem. Deal with it.

Chłód bardzo lubię. Oszczędza się na lodówkach i chłodziarkach.

3. Żartowalim, że zorganizujemy wszystkich ludzi, i w czasie wakacji będziemy chodzić na przekór ruchowi obrotowemu Ziemi, wydłużając wakacje. Jednak ludzie nie chcieli :( Organizuj koty, ja zorganizuje behemoty.

4. Nic nie zaradzim.

** - ha!

*** - mówiłem!

5.

(...) do zbliżenia dojdzie za 2-3 miliardy lat. To jest nieuniknione i nie mamy na to wpływu. Otwarta natomiast zostaje sprawa, czy zetknięcie galaktyk zagrozi Ziemi.

Skoro technologia tak skacze, to do tego czasu zapewne zdołamy przenieść nasze świadomości na nośniki cyfrowe i uciekać przed tym. Przy okazji superkomputer policzy wszystkie dane w ciągu mikrosekundy i będzie kontynuował bezpieczny lot.

6. Nie stać/nie umieją wysłać człowieka na Księżyc (znowu), a co dopiero uciekać...

Skończy się ropa, zacznie się wojna atomowa, nieliczni przeżyją pod ziemią, awarie ich zabiją. Pole magnetyczne Ziemi zmieni się po nieudanych eksperymentach z nową bronią i rośliny wyginą. Fallout++

Link to comment

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...