Jump to content
  • entries
    122
  • comments
    204
  • views
    87,187

Wolsung - Raport z Sesji - Czas Zemsty cz. 1


eliandir

645 views

 Share

Prawie tydzień temu we wtorek odbyła się pierwsza (od bardzo dawna) prowadzona przeze mnie sesja zakupionego we wrześniu na Zamojskich Spotkaniach z Fantastyką systemu Wolsung - Magia Wieku Pary. Po ponad rocznej przerwie od gier RPG i prowadzenia postanowiłem wrócić do tego zacnego hobby i po zmontowaniu sobie drużyny, narazie w ramach spotkań zamojskiego klubu "Czerwony Smok" będę prowadził kolejne sesje - mam nadzieję że w miarę regularnych odstępach czasu. Poniżej znajduje się pierwszy raport z sesji, dosyć krótkiej, z racji małej ilości czasu pozostałej po procesie tworzenia postaci. Mam taki zamysł, żeby po każdej sesji spisywać z niej raport (pomysł podchwycony z resztą z innych blogów traktujących o RPG) i umieszczać go na blogu. Na początek odcinek pierwszy przygody o roboczym tytule "Czas Zemsty".

Wystąpili:

Czeros - jako Jean-Pierre Sebastien Delacroix, Ryzykant/Artysta - Pianista (Troll - Akwitańczyk slavijskiego pochodzenia)

Helldozer - jako Vincent Brecht, Eksplorator/Spirytysta (Ork z Ys)

Yoshino - jako Ruri Rei Yamazaki, Śledczy/Arystokratka (Ork z Ozumu)

Kwaśny - jako Leonardo von Lihtenstein, Ryzykant/Zabijaka (Człowiek z Państwa Pontyfikalnego)

Rois - jako Giergij z Czarnoborza, Eksplorator/Myśliwy (Człowiek z Czarnoborza)

Sesja rozpoczęła się w momencie gdy w Teatrze De La Fontaine'a w Orseaux późnym wieczorem miał się odbyć koncert znanego pianisty Jean-Pierre'a Delacroix, który to miał poprzedzać występ znanej akwitańskiej śpiewaczki Edith Marceau. Reszta drużyny występowała w charakterze widzów, uprzednio zaproszonych na to doniosłe wydarzenie.

Jean-Pierre zagrał wspaniały koncert, ale został poproszony by akompaniować Edith przy wykonywaniu jej pierwszego utworu tej nocy. Na scenie pojawiła się Edith przyjęta burzą oklasków i zaczęła śpiewać. W kulminacyjnym momencie pieśni zgasło światło a przez ogromne, witrażowe okno sali teatralnej wpadł - stojąc na dziwnej latającej machinie, przypominającej mocno zmodyfikowaną, małą wiwernę latającą - zamaskowany i groźnie wyglądający osobnik, który w towarzystwie całej chmary latających, mechanicznych niby harpii, rzucił się w stronę śpiewaczki. Przy okazji ciskając wszędzie dookoła bombami dymnymi, które szybko wypełniały salę gryzącym dymem.

Gracze zareagowali szybko (no może poza Yoshino i Vincentem). Jean-Pierre skoczył ku oniemiałej śpiewaczce chcąc zabrać ją ze sceny, ale nie zdążył, gdyż dostał prosto w klatę jedną z dymnych bomb napastnika i na chwilę go to zatrzymało. W tym samym czasie mechaniczne stwory rzuciły się po całej sali teatralnej i zaczęły atakować widzów, najbardziej skupiając się na reszcie drużyny. Giergij z Czarnoborza szybko dobył swoją strzelbę myśliwska, przycelował i wypalił do zamaskowanego złoczyńcy trafiając w jeden z silników latającej machiny, co trochę zdestabilizowało lot napastnika, ale nie na tyle by temu nie udało się porwać śpiewaczki i razem z nią unieść się w kierunku okna. Leonardo, Ruri Rei i Vincent natomiast skutecznie szerzyli pogrom wśród mechanicznych harpii. Leonardo swoim pistoletem sześciolufowym, Vincent shurikenami, a Ruri Rei za pomocą zabranej na koncert parasolki (genialne przerzuty przy ST 25 - wyniki w okolicach 40-50 na kościach).

Widząc, że porywacz zamierza uciec ze swoim wrzeszczącym łupem przez okno, którym wleciał do teatru Jean-Pierre i Leonardo rzucili się w pościg, chcąc dopaść przeciwnika zanim ten doleci na swojej uszkodzonej machinie do okna a potem uniesie się w dal. Jean-Pierre ze sceny skoczył z rozpędu na zdobiące ściany draperie (użycie kart) i rozhuśtany jak tarzan na lianie wylądował na latającej platformie zamaskowanego porywacza. W tym samym czasie (również z użyciem kart) Leonardo używając swojego niebywałego wysportowania wybił się z rozpędu z grzbietu jakiegoś rosłego Ogra, w powietrzu (znowu karta i żeton) odbił się od korpusu przelatującej pod nim harpii i ostatkiem sił udało mu się ledwo ledwo złapać za krawędź uszkodzonej wiwerny przeciwnika (nieudana ostatnia faza skoku). Przeciążona w tym momencie machina niebezpiecznie zniżyła lot grożąc zderzeniem z framugą okna. Giergij w tym czasie wraz z Yoshino i Vincentem dobijali resztę latających straszydeł. Jean-Pierre próbował dobyć ukrytego w lasce ostrza, ale w tej samej chwili przeciwnik dmuchnął mu twarz jakimś dziwnym pyłem. Jean zdołał w ostatniej sekundzie zamknąć oczy i wstrzymać oddech, ale ta chwila nieuwagi wystarczyła by porywacz mocnym kopniakiem posłał rosłego trolla prosto z wiwerny na widownię. Odciążona machina uniosła się wyżej w powietrze, a uczepiony jej rozpaczliwie Leonardo ostatkiem sił próbował dostać się na jej powierzchnię zanim wyleci ona przez okno, ale krytyczny pech (dwie 1 na kościach) sprawiły, że nie udała mu się ta sztuka i z rozpędu przywitał się ze ścianą i nieprzytomny zsunął się na ziemię. Porywacz uwolniony od zbędnego balastu wyfrunął przez okno na pożegnanie rzucając za siebie małe wybuchowe prezenty, które spowodowały wybuch pożaru na sali.

W tym momencie do budynku wpadła żandarmeria i strażacy. Giergij szybko czmychnął bocznym wyjściem (Gracz musiał iść już na autobus), Jean-Pierre, który pozbierał się po upadku rozpoczął gwałtowną dyskusję z jednym z żandarmów domagając się rozpoczęcia natychmiastowego pościgu za porywaczem, niestety spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem twardogłowego policjanta, który miał inne rozkazy. Równolegle Ruri Rei wraz z Vincentem próbowali opuścić budynek teatru, ale zostali zatrzymani przez żandarma domagającego się od nich złożenia zeznań w sprawie. Tylko dzięki niezwykłemu uporowi i talentowi aktorskiemu arystokratki udało się uniknąć im tego niewygodnego obowiązku.

Wydostawszy się poza budynek teatru (Leonardo został usunięty poza kadr, gdyż też musiał iść już do domu) drużyna udała się w boczne uliczki Orseaux, gdzie Vincent postanowił skontaktować się z duchami przodków, aby dowiedzieć się co nieco. Udany rytuał spirytystyczny pozwolił mu na rozmowę z jednym z jego sunnirskich (jak wnioskował po stroju) pra pra pra pra pra pra itd. przodków. Zamiast jednak rozmawiać o porwanej śpiewaczce postanowił uciąć sobie z duchem pogawędkę na temat swojego brata bliźniaka, który zaginął wiele lat temu i słuch o nim zaginął. Mówiący zagadkami duch poinformował go, że jego brat przebywa gdzieś w Lemurii, poza tym wspomniał coś o ciemności i wielbłądzie, ale nie byle jakim tylko o jednogarbnym Dromaderze. Potem zniknął.

Zmęczeni długą konfrontacją bohaterowie udali się do leżącej poza miastem willi Jean-Pierre'a na odpoczynek i przemyślenie dalszych działań. Po dotarciu na miejsce pierwsze co zrobili to odwiedzili piwniczkę z winami uszczuplając jej zasoby o kilka butelek przedniego trunku.

Potem rozgościli się w salonie i zajęli się spożyciem. Trochę już wstawiony Vincent postanowił po raz kolejny spytać się duchów o radę. Tym razem w pośpiesznie i niezbyt równo wyrysowanym kręgu pojawiła się astralna projekcja zmarłej całkiem niedawno cioteczki Petunii, która rozpoczęła miłą konwersację ze swoim siostrzeńcem, przerywaną dziwnym zachowaniem Ruri Rei, która też pod wpływem zachowywała się nie bardzo jak na damę szlachetnego pochodzenia przystało. Zapytana o porywacza ciotuchna sięgnęła po jutrzejsze wydanie "Dziennika Orseaux" (duchy mają takie możliwości tongue_prosty.gif ) i przeczytała nagłówek z pierwszej strony gazety - "Porwanie córki znanego przemysłowca". Nagabywana o więcej szczegółów stwierdziła, że nie może więcej ujawnić i zniknęła. Drużyna stwierdziła, że jutro z samego rana zajmą się zdobywaniem informacji i udała się na zasłużony spoczynek.

 Share

0 Comments


Recommended Comments

There are no comments to display.

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...