Freeware galore
I na Telesfora czasem przychodzi pora (por?!?), a co tu dopiero mówić o takich tam rankinach - wewnętrzny mus jest, wyjścia nie ma, trzeba znów zawziąć się co nieco i napisać w blogu o friłerach. A zatem! W dzisiejszym odcinku tekstów o fajnych, a darmowych pozycjach: survivalówka, turówka, klon Elite i garść roguelike'ów. Na pierwszy ogień - Under the Garden!
UTG jest grą-survivalówką, to jest za cel nadrzędny i jedyny stawiającą przeżycie. Nie ma tu misji, questów, limitu czasu, jest natomiast losowa, często niemiła pogoda, zwierzyna i dwuwymiarowy świat do przemierzenia (i przekopania). W moim odczuciu najbliżej tej pozycji do gier Nifflasa - Knytta czy Within A Deep Forest - we wszystkich trzech nie ma pośpiechu i liczy się klimat świata.
Zrujnowany dom, topór w ręku - ciężkie początki, trzeba przyznać. Ale po chwili gracz uczy się rozpalania ognia i ciekawego systemu inwentarza (przedmioty przenosi się myszką i można je ustawić w dowolnym miejscu na ekranie), a każda kolejna nowa rzecz znaleziona wywołuje miniaturowy samouczek ze zwięzłymi informacjami o jej przeznaczeniu i użytkowaniu.
I tak w UTG mijają dni, gracz nabiera wprawy, buduje Prawdziwy Dom I Fort Na Pustkowiu i zwiedza coraz dalsze i trudniejsze tereny. Przez cały czas jednak nasz zapałkogłowy (prawie eraserhead, get it? get it?) jest sam i zdany tylko na siebie. Jeśli coś mu się stanie - nie ma game overu, ale są inne kary typu złamana noga, ręka...
Inną zaletą UTG jest wysoka modowalność. Już do samej podstawki jest dołączony prosty tryb inwazji zombie, a wszelkie ustawienia są umieszczane w prostych, tekstowych plikach .ini. Cóż, moim zdaniem warto poświęcić tej grze przynajmniej kwadrans - a nuż się spodoba i kwadrans zmieni się w godzinę, a godzina w...

Niby dziurawa chata, ale dach nad głową jest, ogień płonie, mięso i drewno mam, a nawet kule - mój dom moją fortecą!
Kolejną grą, o której napiszę parę zdań jest Vantage Master Online, gra turowa japońskiej produkcji. Tym razem jednak nie jest to żaden indie, a komercyjna gra znanego Falcom (np. Ys), która parę lat temu uzyskała status freeware.
Przypuszczam, że niektórzy już przewidują, co zacz - ot, kolejny prosty sRPG, jakich tony, a ewentualne problemy rozwiąże się grindem i przewagą liczebną.
Błąd.
VMO jest jedną z niewielu turówek, które wymagają porządnego planowania, kreowania strategii i znania zasad. Kieruje się tu summonerem oraz jego armią, a każda przyzwana jednostka posiada swój atrybut-żywioł, decydujący o jej sile i słabości - spamowanie summonami na ślepo może się tu bardzo szybko - i źle - skończyć. Do tego dochodzą bardzo cenne Magic Pointy, cykl dobowy, efekty pól... Wesnoth się chowa!
Można grać zarówno w trybie kampanii (mini-quiz w stylu Ultimy albo Ogre Battle determinuje klasę postaci gracza), jak i pojedynczych starć (solo i po sieci). Wszystko jest oprawione typowo Falcomową, kolorową i szczegółową grafiką i w zasadzie jedyny minus VMO to średniawe ("Lettle Bright", "more moving ability is required"...) i niekompletne (cutscenki) tłumaczenie. Jak dla mnie - żaden problem, grać warto... chyba, że ktoś nie ma czasu ni chęci na porządną strategię w duchu Incubation i podobnych klasyków.
O kolejnej pozycji, Ascii Sector, pisałem już kilkakrotnie, aczkolwiek pobieżnie, przydałoby się możę skrobnąć coś więcej.
AS, nie tak jeszcze dawno była zwana Privateer: Ascii Sector - czujne umysły może zdołały połączyć taki tytuł ze znanym i znakomitym Wing Commander: Privateer. Połączenie owo jest jak najbardziej słuszne - zarówno WC:P, seria Elite, jak i AS zawierają podróże międzygwiezdne, handel międzyplanetarny, dynamiczny rynek, losowe misje i walkę w kosmosie. Ascii Sector odróżnia jedynie perspektywa - zamiast widoku 3D z kokpitu mamy widok 2D z góry (podobny do np. świetnego Transcendence) i grafikę korzystającą ze znaków Unicode w ten sam sposób co Dwarf Fortress. Chociaż nie - jest jeszcze jedna rzecz - autor AS poszedł o krok dalej i postać gracza nie jest tylko nieznanym bytem przypiętym do kokpitu - możliwe jest chodzenie piechotą, po powierzchni planet i wewnątrz statków, jak również walka w tym trybie.
Na obecnym etapie rozwoju (0.7.X) nie ma odgórnie zdefiniowanej fabuły do śledzenia, ale już parę wersji temu autor wprowadził możliwość tworzenia własnych questów, jak również dodawania stworzonych przez innych graczy i pobranych z sieci. Czytanie changelogu zresztą jest naprawdę ciekawą rzeczą - autor planuje i implementuje mnóstwo fajnych rzeczy, jak chociażby persistent ships, co w skrócie oznacza, że statki nie będą już losowane przy każdym skoku, a gracz będzie np. mógł się dorobić własnego łowcy-nemesis.
Dość ciekawą rzeczą, jaką można dojrzeć na screenshotach jest całkiem unikalne podejście do ASCII - AS, zamiast ograniczać się do symboli i abstrakcji, tak jak to robi większość roguelike'ów, korzysta z barw i kształtów aby stworzyć grafikę pełną gębą, na dodatek pełną smaczków typu interaktywne czytniki kciuków czy dłoni, radary, czy inne interfejsy. Patent ten jest bardzo rzadko stosowany, a wygląda całkiem nieźle. Do tego jest możliwość pobrania lekkiego, aczkolwiek klimatycznego podkładu dźwiękowego, czerpiącego z tradycji klasyków gatunku.
Sterowanie w kosmosie jest dość proste, ze względu na przedstawienie świata bliskie Transcendence - statek obracamy strzałkami, strzelamy spacją, nie ma fizyki wierno-kosmicznej, jest natomiast bezwładność i prędkość maksymalna. Autor starał się przynajmniej zachować wielki odległości między różnymi punktami, w związku z czym niejeden raz przyda się autopilot, automatycznie prowadzący w przyspieszonym czasie do punktu docelowego. Kosmos AS to ruchliwe miejsce - są piraci (gracz też może jednym zostać), patrolowce skanują różne statki w poszukiwaniu kontraband, floty podróżują zmiejsca na miejsce... Wszystko, czego można by chcieć od gry należącej do gatunku space trading ![]()
Po kolejnej półrocznej przerwie odezwało się Chaosforge, i ponownie zaskoczyło wielu - nowym releasem nie była wcale kolejna, wyczekiwana wersja DoomRL, ani spodziewana AliensRL - odkopany został z (zapewne) wielkim changelogiem DiabloRL.
Gra jest utrzymana w duchu pozostałych wytworów chaosforge - jest nastawiona na akcję, lekka i możliwie jak najwierniejsza oryginałowi. W przypadku Diablo może nawet nie było trzeba tak dużo pracować nad adaptacją (wszakże to już jest bliski krewniak roguelike'ów), a można znaleźć sporo fajnych i budzących nostalgię elementów - od obowiązkowych trzech klas i czterech statystyke, poprzez "kule" życia i many, klasyczne "przewijane" okienka z wypowiedziami, quick potiony, po taki fajny szczegół jak itemki padające OBOK zwłok wrogów, a nie, jak to jest zazwyczaj w RL, dokładnie na ich miejscu. Ba, jak ktoś posiada oryginalny CD Diablo, jest też możliwość odgrywania growej muzyki w tle! Tak jak w Diablo, gra oferuje sporo hackowania, slashowania i hordy wrogów do wybicia ![]()
Ostatnią pozycją dzisiejszego wpisu jest Triangle Wizard, gra o zawsze bardzo obszernych (choć powoli coraz rzadszych) update'ach, pełnych zarówno bugfixów, jak i nowych features.
Triangle Wizard jest dość unikatową grą, będącą mariażem strzelanki z roguelike'iem, doprawioną sosem abstrakcyjności. Kierowany przez gracza mag (a w zasadzie postać, bo są już również klasy niemagiczne), stworzony poprzez wybór jednej z kilkunastu ras i parudziesięciu profesji, przemierza podziemia Zamku Wiecznejzagłady, posyłając za pomocą wielobarwnego, efektownego ostrzału w niebyt hordy literek reprezentujących różnych niemilców. W skład jego arsenału wchodzą przeróżne zaklęcia, od klasycznych fireballów i innych solar boltów, przez tornada i lodowe burze, po niszczenie ścian, teleport i summony.
Jako już rzekłem, TW zawiera elementy strzelanki - cała gra toczy się w czasie rzeczywistym, steruje się WSAD-em i celuje myszką, a do unikania wrażych pocisków niejeden raz przyda się klawisz skoku. Takie rozwiązanie sprawia, że rozgrywka jest płynna, szybka i bardzo efektowna. Nawet nowe zaklęcia i usprawnianie tychże działają całkiem jak klasyczne shmupowe powerupy.
Gra posiada w zasadzie tylko dwa minusy - po pierwsze, jest absolutny brak wszelkich efektów dźwiękowych, a akcja tocząca się na ekranie aż prosi się o wszelakie bumy, łizzy, syki i inne odgłosy rozwałki. Ponadto nieco trudno jest ogarnąć większe inwentarze posiadanych zaklęć i sprawdzać działanie istniejących - online help jest odrobinę niepraktyczny w użyciu. Pomimo to warto jednak odpalać Triangle Wizard i czyścić z niemilców kolejne poziomy podziemi ![]()



















5 komentarzy
Rekomendowane komentarze