Skocz do zawartości

Do szuflady pisane

Zaloguj się, aby obserwować  
  • wpisy
    14
  • komentarzy
    7
  • wyświetleń
    12605

Resident Evil 5 (X360)

Zaloguj się, aby obserwować  
arseonist

173 wyświetleń

Choć mam fioletowy rower, to wszyscy mówią mi że jest niebieski. Ja i tak wiem swoje.

Masowego rozpierdzielu ciąg dalszy! Capcom uderza ponownie ze swoją liczącą już sobie 13 lat serią Resident Evil. Wyżynce towarzyszy rzecz jasna jakaś fabuła, ale kto by się tam nią przejmował. Na pewno nie ja. Tym razem znany chociażby z "dwójki" i "czwórki" Leon idze w odstawkę, a zamiast niego przyjdzie nam wcielić się w również już znanego Chrisa. Jegomość to wielce umięśniony. Trafia do Afryki i razem z Shevą, tamtejszym babolem, gna byle do przodu torując sobie drogę setkami ciał zarażonych czarnoskórych.

Z umiejscowieniem akcji gry w Afryce wiąże się ciekawa historyja. Otóż gdy wiadomo było, że w RE5 masakrować będziemy czarnych, rozpoczęła się medialna nagonka i zarzuty o rasizm. No ja nie mogę. Do tej pory we wszystkich odsłonach Residenta do piachu słaliśmy setki białasów i wszystko było okej, a teraz gdy nagle pojawili się ludkowie o innej barwie skóry, to już rasizm. Z całym szacunkiem, ale wkurza mnie ta przerośnięta wrażliwość na własnym punkcie czarnoskórej części populacji. Ludzie, wyluzujcie.

Zatem zaczynamy. Przed wami 14 godzin biegania po najczęściej liniowych lokacjach i strzelania. Strzelania, strzelania, strzelania. O to bowiem tutaj głównie chodzi. Niedawno na PS One łyknąłem RE2 i nie ukrywam, miała ta giera klimat, można się było trochę przestraszyć, do tego tytuł miał sporo z przygodówki (zbieranie przedmiotów, używanie ich), a i walki nie było jakoś okropnie dużo. Giera naprawdę wyważona, nie nużąca pod żadnym względem. Całkiem niedawno seria przeszła metamorfozę. Zrezygnowano ze statycznych ujęć, widok mamy z trzeciej osoby (z tym że postać jest bliżej krawędzi ekranu, nie na środku), postawiono nacisk na akcję. Nie każdemu to może się spodobać, ale zdecydowanie taki charakter gry odpowiada dzisiejszym czasom. Wszystko ma być efektowne, odmóżdżające i nieskomplikowane. Taki właśnie jest Resident z numerkiem 5. Taki zresztą był też ten z numerkiem 4. Cóż, szkoda, ale to se ne vrati. Jeśli komuś to nie odpowiada lub potrzebuje czegoś innego dla urozmaicenia, zawsze można sięgnąć po starsze gry, tym bardziej, że spokojnie za stówkę można mieć PSXa, przy odrobinie szczęścia nieprzerobionego i z jakąś gierką na dokładkę. Dwa dni byle jakiej pracy, czy nawet dzień i konsolka może zawitać w wasze skromne progi. Kiedyś ile harówy było potrzeba, by zdobyć taki sprzęt, heh.

Razem z imidżem odpowiednim naszym czasom idą jednak w parze pewne rozwiązania zdecydowanie nie z tej epoki. Albo te rozwiązania się łyknie bez popity, albo nie ma sensu grać w rzeczoną. Któż to bowiem widział, żeby można było nosić ze sobą zaledwie kilka przedmiotów (amunicja i broń również są liczone jak przedmioty zajmujące mocno ograniczone miejsce w ekwipunku) lub strzelać jedynie gdy stoi się w miejscu? Ano widział ten, kto grał w pierwsze odsłony serii. I to zostało do dzisiaj. Takie stare wymieszane z nowym w świeżej oprawie to całkiem udany pomysł i ja się dałem w to wciągnąć.

Od pierwszych chwil w oczy rzuca się grafa z najwyższej półki. W pamięć mocno mi zapadły bogate otoczenie, niesamowite wybuchy oraz rozwierające się paszcze zainfekowanych. Na pierwszy rzut oka wyglądają jak ludzie z oczami w stanie wskazującym na spożycie napojów wyskokowych (przekrwione), ale już na drugi rzut oka są nadpobudliwi, a żadnych wątpliwości nie pozostawiają bliskie spotkania, kiedy to rzucają się na Chrisa lub Shevę, ich twarz pęka i cztery spore płaty ciała chcą za wszelką cenę uszczknąć nieco ze swej ofiary. Niektórzy postrzeleni w głowę (najskuteczniejsza metoda rozpierdzielu) rzecz jasna tracą ją, ale w jej miejsce wyrosnąć niekiedy może coś na kształt gigantycznej, wijącej się, obleśnej larwy, która potrafi przyjąć sporo amunicji nim padnie. Bleee.

Przeciwnicy to nie tylko zwykłe wieśniaki, z czasem bowiem pojawiają się obdarte ze skóry, zainfekowane psy, czy przerośnięte robactwo. A na dokładkę bossowie. Jedni niezbyt dużych rozmiarów, inni z kolei wręcz gigantyczni. Walki z nimi nie sprawiają jednak większych kłopotów. Skoro ja sobie poradziłem, to i wy dacie radę. Po oponentach czasami pozostają jakieś błyskotki, które warto zabierać. Świecidełka można też znajdować poukrywane tu i ówdzie. Możemy je sprzedać po ukończeniu jednego z etapów (bodaj 24 mniejsze tworzące w sumie 6 większych rozdziałów) lub po śmierci, a ta następuję wcale nierzadko. Za kasę kupujemy broń lub ją dopakowujemy zwiększając pojemność magazynka, skracając czas przeładowania, zwiększając siłę rażenia itd. Wg mnie jednak nie warto kupować broni, bo tą można znaleźć po prostu podczas gry, jednak inwestować w poszczególne pukawki tworząc z nich coraz silniejsze narzędzia zagłady oczywiście się opłaca. Zarówno w te Chrisa jak i Shevy. Poza tym postaci mogą się wymieniać przedmiotami i to zarówno po etapie jak i podczas zabawy. Pamiętajcie, że tutaj grzebanie w ekwipunku nie zatrzymuje gry, zatem trzeba się uwijać gdy zmieniacie broń lub gdy leczycie się.

Duży nacisk położony został na współpracę bohaterów. Choć sterować możemy tylko poczynaniami Chrisa, to jednak Sheva nie jest piątym kołem u wozu. Przydaje się, gdy podupadamy na zdrowiu, brakuje nam amunicji, która akurat jej jest niepotrzebna, lub gdy tarmosi nami jakiś brzydal i puścić nie chce. Poza tym pomaga nam przy rozwiązaniach siłowych, których nie jest w stanie wykonać jedna osoba (przesunięcie czegoś itd.). Zielska mamy tu jedynie dwa rodzaje, zielone, które leczy, i czerwone, które zwiększa skuteczność zielonego. Co dziwne, mimo że to ziele, jego użycie jest wizualizowane dokładnie tak samo jak użycie spraya leczniczego, czyli spsikanie zieloną mgiełką. Dobry patent, który jest naprawdę przydatny, a o którym chcę również wspomnieć, to to, że mgiełka obejmuje obie postaci, o ile tylko stoją obok siebie i tym samym naprawia nadwątlone zdrowie obojga. Źródłem wielu nerwówek byłaby możliwość uszkodzenia kompana niefortunnym strzałem, dlatego na szczęście zapewniono im odporność na ataki osoby towarzyszącej. Babka jest z nami przez cały czas i jej sztuczna inteligencja zaskakuje pozytywnie. Tutaj Japończyki się popisali.

Nie chce wam tutaj opisywać szczegółowo całej giery, bowiem to zajęłoby naprawdę sporo miejsca i odebrało wam przyjemność z odkrywania tego, co ma ona do zaoferowania. Wspomnę jeszcze jedynie o tym, iż zadbano o to, by otoczenie nie było nudne, dlatego nie śmigamy jedynie po drewnianych wioskach, pojawią się również np. mokradła czy... A, zresztą, zobaczycie sami. RE5 jest tytułem dla wytrwałych. Tak, śmierć zagląda w oczy dość często. Ja jednak po ukończeniu Ninja Gaiden II jestem przyzwyczajony do widoku napisu "Game Over Kup Se Rower" na ekranie, więc aż takiego wrażenia to na mnie nie robiło, choć bywałem na granicy wytrzymałości. Przy ostatnim bossie myślałem, że rzucę to wpiz*u i pójdę spać, ale jednak jakoś wykrzesałem z siebie resztki cierpliwości.

Za ukończenie piątego Residenta żadnego medalu nie otrzymałem, ale i tak było warto. Lepsze to niż Ziarno czy Zbutwiały Anioł w telewizji. Dużo lepsze. Nie bawię się zbytnio w wystawianie ocen, ale jeśli chodzi o przedmiot tej recenzji to bez problemu mogę dać 8 i dorzucić jakąś rekomendację. Tym razem będzie to rekomendacja sieci sklepów mięsnych "wiem, że dobrze żrem". Czemu? A bo tak. W giercy również mięsa nie braknie.

ubz (aka arseonist)

Zaloguj się, aby obserwować  


4 komentarze


Rekomendowane komentarze

Pięknie. Cudownie. Ale brak screeeenów! :/ Byś jakieś logo RE5 dodał, ze 2-3 screeny.. i nie tłumacz się tu, że jest bez screenów bo się krócej wczytuje. Internet bez grafiki jest jak komp bez obudowy.

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza
Wyżynce towarzyszy rzecz jasna jakaś fabuła, ale kto by się tam nią przejmował.

Np. ja ^^. O ile fabuła poszczególnych części nie zachwyca, to saga (tak, bez wahania nazywam serię RE sagą) jako całość jest świetnie poskładana. Wychwytywanie smaczków i nawiązań do innych serii jest czymś rewelacyjnym jeśli chodzi o ten tytuł (jako całość, nie tylko 5). Ale to trzeba znać poprzednie części, niektóre dość dobrze ;)

rozpoczęła się medialna nagonka i zarzuty o rasizm

Żeby było śmieszniej, jak w GTA SA nasz Afroamerykanin zabijał zastępy białych, czarnych, meksykanów itd. to nikt się nie odezwał. A tu taka nagonka. Biały!? Czarnego?! Pistoletem?! RASIZM!! I dlatego właśnie w grze są takie głupie nielogiczności, jak dość sporo białych mieszkańców w Afryce (już widzę jak ktoś chętnie emigruje do zapuszczonego i biednego kraju...)

łyknąłem RE2 i nie ukrywam, miała ta giera klimat, można się było trochę przestraszyć, do tego tytuł miał sporo z przygodówki (zbieranie przedmiotów, używanie ich), a i walki nie było jakoś okropnie dużo.

Po prostu survivale miały kiedyś taką właśnie konstrukcje. Dużo przygodówki, mało walki, OGROMNE i wieczne niedobory w uzbrojeniu itd. Teraz wystarczy że w grze gasną światła i pojawiał się diaboł, i już mamy do czynienia z horrorem... A jeszcze co do dwójki, pamiętam jak pierwszy raz pokazuje nam się Licker (taki obdarty ze skóry, śliniący się sufitołaz ;)). Strach przez duże "S" :D

Wszystko ma być efektowne, odmóżdżające i nieskomplikowane. Taki właśnie jest Resident z numerkiem 5. Taki zresztą był też ten z numerkiem 4

Najbardziej tęsknie za zagadkami z czasów starych survivali. W nowych niby-horrorach praktycznie NIE MA ZAGADEK! Wszystko rozwiązuje się w biegu, bez zbędnego myślenia. Szczytem urozmaicenia jest znalezienie klucza i użycie go w odpowiednim miejscu. Chciałbym zobaczyć jak "dzisiejsi fani horrorów" radzą sobie z tak legendarnymi już łamigłówkami jak fortepian z pierwszego Silent Hill czy odgadywanie szyfrów i haseł w drugim Parasite Eve. Uproszczenia, uproszczenia, uproszczenia...

Zielska mamy tu jedynie dwa rodzaje, zielone, które leczy, i czerwone

W "piątce" nie ma żółtego ziela?! Ani niebieskiego?! Skandal i tragedia :)

I jeszcze jedno: Zarówno część 4 jak i 5 nie straszy. Nie ma tego uczucia strachu znanego z poprzednich części (jak w 3 pojawiał się Nemesis, to aż majtki spadały. Zwłaszcza na hard i z dwoma magazynkami w eq :)). Za to robi co innego. Daje świetne uczucie przytłoczenia przez niesprzyjające środowisko (fajnie zabrzmiało ;)). Zwłaszcza na najwyższym poziomie trudności. Mnóstwo wrogów, my nie znamy terenu, amunicja się kończy a tu jeszcze dźwięki piły spalinowej za drzwiami. Tak, te gry umieją wzbudzić w graczu uczucie odosobnienia i przytłoczenia. Ostatni raz czegoś takiego doświadczyłem grając w Call of Cthulhu. Mimo ogólnych zmian CAPCOM wciąć pokazuje że ma coś w kwestii suvival horrorów (bardziej survival niż horrorów, ale jednak) do powiedzenia.

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza
Pięknie. Cudownie. Ale brak screeeenów! :/ Byś jakieś logo RE5 dodał, ze 2-3 screeny.. i nie tłumacz się tu, że jest bez screenów bo się krócej wczytuje. Internet bez grafiki jest jak komp bez obudowy.

Obudowa w kompie jest zbedna. Komp nie ma ladnie wygladac tylko sprawnie smigac. Ja nie z tych co wrzucaja obrazki. ;)

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza
Pięknie. Cudownie. Ale brak screeeenów! :/ Byś jakieś logo RE5 dodał, ze 2-3 screeny.. i nie tłumacz się tu, że jest bez screenów bo się krócej wczytuje. Internet bez grafiki jest jak komp bez obudowy.

Obudowa w kompie jest zbedna. Komp nie ma ladnie wygladac tylko sprawnie smigac. Ja nie z tych co wrzucaja obrazki. ;)

Obudowa w kompie nie jest tylko dla wyglądu. Jak zapraszasz gości do domu (przykładowo) to nie sprzątasz? Jesteś w stanie pokazać im zasyfiony dom, pełny porozrzucanych ubrań itp? Ty nie z tych co wrzucają obrazki - jasne. Ale obrazki nie są tylko dla wyglądu, jak obudowa, są także po to, by przyciągnąć innych do czytania. Od razu lepiej wygląda recka ze screenami i logiem... kupowałbyś CD-Action w formie brukowej gazety (oczywiście taniej) na ekologicznym papierze z czaro-białym drukiem? Ja nie. I pewnie większość ludzi również.

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza
Gość
Dodaj komentarz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

×
×
  • Utwórz nowe...