Jump to content
  • entries
    192
  • comments
    3,221
  • views
    225,400

Szkoła Letnia: Faza Pierwsza - Brandenburg, cz.3

Sign in to follow this  
Lord Nargogh

242 views

Miało być codziennie, ale po prostu nie wyrabiam. Dwa ostatnie dni z rzędu wracałem wyczerpany w środku nocy (w sumie niemal o świcie) i jedyne co było w mojej głowie, to złapanie jak największej liczby godzin snu. W związku z tym nie notuję też aktualnych wydarzeń, ale póki co zostało mi jeszcze kilka dni już napisanych:

DZIEŃ TRZECI (PONIEDZIAŁEK 13-09-10)

Pierwszy dzień pracy w laboratorium. Czekało nas kolejne darmowe śniadanko, tym razem na uniwersytecie. Dobre wieści ? obiady będą za darmo (za cały wyjazd nic nie płaciliśmy, mieliśmy tylko zapewnić sobie wyżywienie).

Po nieudanej próbie kradzieży wielkiego słoika z Nutellą i zakończonym posiłku, udaliśmy się do Sali wykładowej, w której usłyszeliśmy conieco o czekających nas doświadczeniach. W zasadzie to w ogóle nie słuchałem, bo byłem zajęty bazgraniem po zeszytach, które chwilę wcześniej dostaliśmy za darmo (podobnie jak koszulki). Koleżanka, której obiecałem że będę z nią w grupie (jak się okazało, druga też chciała być ze mną, ale nie zdążyła ? ach, ta moja popularność) zaproponowała, żebyśmy wybrali Hologramy. No to wybraliśmy hologramy, jak tylko było możliwe zapisanie się na liście. Co prawda napisałem, że nie słuchałem gdy mówiono o doświadczeniach, jednak udało mi się usłyszeć, że do wyboru będzie tzw. histereza ? nawet nie pytajcie co to, zaufajcie mi, że jest po prostu niewiarygodnie nudne ? a w dodatku profesor, który miał to prowadzić nie szprejał po angielsku. Więc w zasadzie stoczyła się przy tej liście bitwa, która zakończyła się przegraną jednego z kolegów, któremu przypadła przyjemność wykonywania doświadczenia z histerezą. Wyraził swój entuzjazm za pomocą słów takich jak ?[beeep]? i ?ja [beeep]?.

Udaliśmy się z profesorkiem do Sali wykładowej, gdzie opowiedział nam pokrótce o procesie powstawania hologramów. Chwilę później nastąpiła przerwa obiadowa, na której zjadłem gotowaną pierś z warzywami i ryżem bez ryżu (dbam o linię), po czym udałem się z koleżanką do tutejszego laboratorium optycznego.

Po prostu tona niesamowitego sprzętu, mnóstwo laserów i nie tylko, w tym także takich, których można używać do cięcia blachy, na przykład pulsacyjny laser rubinowy.

My pracowaliśmy nad układem do wytwarzania hologramów (parę zwierciadeł, obiektywów, obrotowy kryształ dwójłomny, czerwony laser i parę zasłon). Należało to ustawić taki sposób, by poszerzona i rozszczepiona na dwa promienie wiązka lasera skupiała się w miejscu ramki, w którą wkładać mieliśmy specjalne płytki holograficzne do naświetlania. Proces był żmudny i zajął nam dużo czasu, bowiem musieliśmy uzyskać dokładnie taki sam promień obu wiązek, ich drogi optyczne musiały być zbliżone, a moc identyczna, udało nam się jednak odnieść sukces. Udaliśmy się do domu wcześniej niż pozostali.

Po powrocie miałem chwilę czasu, zanim przyjdą inni, z którymi umówiłem się na zakupy w Lidlu. Zrobiłem parę pompek i brzuszków, przebrałem się i skończyłem akurat w momencie, w którym przyszli z powrotem. Poszliśmy na zakupy. Lidl oddalony był od naszego hotelu o około półtorej kilometra. Zdecydowałem się na zakup sześciopaku wody gazowanej, a także widząc rozmyślające nad jego kupnem koleżanki ? obiecałem im, że jeśli go kupią, pomogę im go zanieść. Wziąłem do tego dwie butelki Coca Coli light z cytryną (1,25l ? chyba oszaleli), dwie wypaśne czekolady milki oraz dwa wielkie, odtłuszczone serki homogenizowane.

Powrót do domu boleśnie uświadczył mnie w przekonaniu, że moja hojna propozycja doniesienia sześciopaku była błędem. Nie chodziło o ciężar, a o uchwyt, który błyskawicznie zwinął się w rulonik i boleśnie wpijał mi się w dłoń. Mimo to jakoś doczołgałem się do domu, gdzie rozpakowałem zakupy, przebrałem się i udałem z paroma znajomymi na proponowane nam zajęcia sportowe.

Na miejscu okazało się, że poza zabawkami dla dzieci i materacami to nie ma tam żadnego sprzętu sportowego, nie przeszkodziło nam to jednak w szampańskiej zabawie ? wziąłem ze składziku kilka małych, gumowych piłek i obrzuciłem nimi koleżankę Carmen.

Inni poszli w moje ślady, nie skupili jednak swojego ataku tylko na biednej koleżance Carmen.

Po ponad dwóch godzinach prawdziwego pola bitwy, którą można nazwać ?Odpłatą za drugą wojnę światową? (Niemiec był tylko jeden) padliśmy znużeni na podłogę. W międzyczasie zdążyłem już pokombinować z jednym z wielkich materacy i biegałem z nim na swoich plecach w roli osłony.

Wyczerpani udaliśmy się do domu. Po drodze świeżo poznany Niemiec zaproponował nam zaprowadzenie nas do podobno fajnego pubu. Poszliśmy, ale było w nim strasznie drogo, więc nie siedzieliśmy tam zbyt długo.

Po powrocie kolejny film ? tym razem Jaja w Tropikach. I poszliśmy lulu.

Sign in to follow this  


6 Comments


Recommended Comments

Cool. Gdybyś dbał o linię zjadłbyś tylko ryż i warzywa, a nie pierś i warzywa. :) Sportu (co najwyżej pograć w koszykówkę, w której też jestem cienki) zbytnio nie lubię, ale taka zabawa byłaby dla mnie przednia. :D

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...