Najlepsze czy zmarnowane pieniądze? Część I
Dzisiaj rozpocznę serię wpisów poświęconych najlepszym grom, których kupienia nie żałuje oraz grom, których zakup okazał się błędem. Niekoniecznie dlatego, że były to gry złe, ale nie podeszły mi z różnych powodów. Dzisiaj małe co nieco o dwóch bardzo dobrych grach.
Mass Effect ? nowe dziecko BioWare
Bioware, moje ulubione studio, które popełniło takie gry jak Baldur?s Gate, Planescape: Torment czy Neverwinter Nights, czyli RPGi pełną gębą, wydało na świat grę akcji uparcie nazywaną przez nich role-playem.
Do Mass Effect podchodziłem sceptycznie, ale już po godzinie wiedziałem, że to jedna z najlepszych gier w jakie dane mi było zagrać. Jedynka posiadała elementy gier RPG (rozwijanie postaci, ulepszanie sprzętu oraz wolność wyboru kolejności misji niczym w KotOR), ale była przede wszystkim dynamiczną grą akcji z ogromnym nastawieniem na fabułę.
Druga część rozwinęła historię Sheparda, jednak w tej odsłonie dużo większy nacisk postawiono na akcję niż RPG i muszę przyznać, że wyszło to grze na dobre. Przejście gry zajęło mi 25h i przez ani minutę się nie nudziłem. Od gry nie szło się oderwać, mimo beznadziejnej polskiej lokalizacji. W Mass Effect 2 nie uświadczymy ulepszania pancerzy i broni jak w poprzedniej części. Tutaj zbieramy minerały, za które możemy wykupić ulepszenia znalezione podczas wykonywania misji.
To co wyróżnia serię Mass Effect to żywy świat pełen różnych smaczków i świetna, trzymająca w napięciu fabuła. Moim zdaniem jest to bezapelacyjny must-have dla każdego posiadacza komputera i Xbox?a.
Brutal Legend ? die for metal!
Na Brutal Legend miałem ogromną zajawkę już w dniu premiery. W sumie to nic dziwnego skoro heavy metal to mój ulubiony typ muzyki, a gra jest pełna nawiązań do legendarnych postaci tego gatunku.
Grę sprowadziłem z Anglii za niewielkie pieniądze (ok. 80zł), oczywiście na PlayStation 3. To co mi się w niej spodobało to nawiązania do świata metalu, zarówno te jawne jak i ukryte, świetna fabuła, humor i przede wszystkim muzyka podczas jazdy hot-rodem. Najciekawsze było właśnie poznawanie fabuły, od niechcenia uwalniałem smoki, ale za to z prawdziwym zachwytem oglądałem filmiki przedstawiające historię świata, w którym znalazł się Eddie Riggs.
Gra nie jest wolna od wad. Grafika nie zachwyca, a i misje poboczne po pewnym czasie się nudzą (po prostu się powtarzają). Od trybu multi dużo oczekiwałem, a okazał się po prostu rozwinięciem bitw z singla. W sumie nic ciekawego, bo ile można toczyć takie same bitwy?
Brutal Legend to gra skierowana do specyficznego odbiorcy, nie każdemu graczowi się spodoba. Jeśli lubisz heavy metal to koniecznie musisz zagrać w tę cudowną grę.



2 komentarze
Rekomendowane komentarze