Jump to content
  • entries
    64
  • comments
    493
  • views
    59,380

Pat plays Battlefield Heroes


Pat5

602 views

 Share

Battlefield Heroes - recenzja

Darmowa gra od EA? Nie, to nie możliwe... A jednak! Choć nie można zaprzeczyć temu, że koncern Electronics Arts i tak będzie chciał wyskubać od nas parę złotych z portfela, to za samą rozgrywkę płacić nie trzeba. Panie i panowie, oto Battlefield Heroes, kolejna gra z serii Battlefield autorstwa studia DICE, która tym razem w żaden sposób nie nawiązuje ani nie przypomina poprzednich części. Stanowi odrębny projekt, realizowany w ramach programu Play 4 Free.

Darmowa? Tylko pozornie

Często we wszelakich darmowych produkcjach MMO bywa tak, że płacić można (nie trzeba) wyłącznie ze elementy dodatkowe, ulepszające postać pod dowolnym względem, sama jednak rozgrywka pozostaje wolna od opłat. Owe itemy nabywamy najczęściej we wbudowanych w grze sklepach, a mogą to być różne mikstury, zbroje, bronie, ubranka, emotki i inne duperele, jakich jest naprawdę wiele. Tak jest i tutaj.

Na opróżnienie wirtualnych półek sklepowych mamy dwie waluty - BF (BattleFunds) oraz VP (Vip Points). O ile te drugie to punkty, które nabywamy podczas gry, o tyle te pierwsze możemy zdobyć tylko i wyłącznie za prawdziwe pieniądze. I tutaj jest właśnie haczyk, bo tanie, to to nie jest. Co prawda za "darmowy" VP również możemy nabywać wszelakie itemy, jednak jest to bardzo nieopłacalne - za średniawą broń, wypożyczaną na 3 dni musimy wydać ok. 1200 VP (za jeden trzeba zapłacić ok. 450 VP, są to jednak wszystkie możliwe opcje zakupu dla tej waluty). Drugą, bardziej opłacalną, lecz nabywaną przez prawdziwe pieniądze są BattleFunds'y. Na początku mamy ich 700, a - co ciekawe i smutne - podczas gry i awansowania na kolejne poziomy nie dostajemy ich w ogóle. Również można wypożyczać różne bronie na określony czas (kilka dni, miesiąc), można też (za większą, lecz w skutkach bardziej opłacalną) ceną nabyć ją na zawsze (co w przypadku VP nie jest możliwe). Ile kosztuje najlepsza broń? Na pewno ponad 500 BF, co zależy od klasy naszego herosa. Więc by ją zdobyć, trzeba wydać trochę pieniążków, które polecą do ironicznie uśmiechających się dżentelmenów z EA. Oto, ile trzeba zapłacić za poszczególną ilość BF.

Przyznam się, że od początku nie zamierzałem, ani nie zamierzam wydać na tą produkcję ani grosza. Nie przeszkadza to jednak faktu, że grało mi się świetnie, a przewaga jaką uzyskują przeciwnicy z lepszą bronią nie jest na tyle wielka, by uniemożliwiała niepłacącym możliwość królowania wśród najlepszych graczy meczu. Wiem to z własnego doświadczenia, bo wiele razy uzyskiwałem najlepsze wyniki, choć broń miałem taką, jaką obdarowali mnie twórcy na samym początku.

Ważne jest umiejętne wygospodarowanie danych nam na początku pieniędzy tak, by zaopatrzyć się w dobre rzeczy, nie dopłacając przy tym nic z własnej kieszeni. Trzeba znaleźć taką broń, która będzie bardzo dobra, a jej cena zakupu "na zawsze" nie będzie przewyższała naszego początkowego budżetu. W moim przypadku, grając Gunnerem (o klasach - później) była to bazuka. Bardzo skuteczna broń na wszelkie pojazdy. Po inwestycji w nań zostało mi jeszcze trochę funduszy na bardzo ważną rzecz - okłady lecznicze (na początku dostajemy ich pewną ilość, później jednak musimy je dokupić). Warto również dodać, że większość broni możemy kupić dopiero po osiągnięciu któregoś levelu, np. w przypadku mojej bazuki był to dziesiąty.

Dlatego pamiętajcie - nie oddajcie się początkowym pokusom, to nie są letnie zakupy z kartą mamy po sklepie (dla kobiet) z ciuchami, ani (dla mężczyzn) klockami LEGO. Trzeba pomyśleć przed zakupem czegokolwiek, tym bardziej, że rzeczy w cyber sklepie mamy od groma. Pewnie znacie funkcję typową dla serii Battlefield - po wciśnięciu przycisku Q, pokazuje się lista słów, jakie możemy powiedzieć (przykładowo: "I need ammo!"). Tutaj nawet za to się płaci! Standardowo mamy tylko trzy takie "zawołania" do towarzyszy ("I need a vehicle", "I need a medic!" oraz "Wave"), lecz wydają się one być wystarczające, a płatna reszta tylko dekoruje ten drogi tort.

Wszystko od początku...

Jak to na wszelkie gry przystało, na początku zajmujemy się tworzeniem postaci. Tutaj dzieje się to w... przeglądarce. Wchodzimy bowiem na odpowiednią stronę, tworzymy nowe bądź logujemy się na swoje konto EA, po czym wciskamy magiczny przycisk z napisem "Created a hero". Po nań wciśnięciu nasze oczy ujrzą nowe okno, a w nim.. Pierwszym etapem jest wybranie frakcji. Są one dwie - Royal Army (tacy Brytyjczycy) oraz National Army (ugrzecznieni naziści). Zawiodę niestety tych, którzy myśleli, że owe frakcje czymś się różnią, bo tak w żadnym wypadku nie jest. No, może poza flagą - ci pierwsi mają ją niebieską, natomiast drudzy - jak to na złych przystało - szatańską czerwień. Następnie będziemy zmuszeni wybrać jedną, spośród trzech dostępnych klas - Soldier (zwykły, wielozadaniowy szeregowiec, posiada zdolność leczenia siebie, jak i swoich kompanów, jeżeli ci są w odpowiedniej od niego odległości), Gunner (najsilniejszy ze wszystkich żołnierz, ekspert od broni ciężkich oraz wyrzutni rakiet) i Commando (spec od cichych akcji, posiada snajperkę i nóż. Może stać się niewidzialny, najczęściej zachodzi swoje ofiary od tyłu, po czym zadaje kilka śmiertelnych ciosów nożem). Owe klasy różnią się od siebie wieloma rzeczami. Po pierwsze - broniami. Soldier ma zwykły karabin, zadający średnie obrażenia. Jest on jednak w zespole bardzo potrzebny, ponieważ potrafi leczyć. Gunner najlepiej spisuje się w bliskich starciach - jego mocna strzelba oraz karabin zadają ogromnie obrażenia z bliska, z daleka natomiast słabe. Może mieć bazukę, która idealnie spisuje się na wszelkiego rodzaju pojazdy, stanowiące tu nie lada zagrożenie. Zupełnie odwrotnie jest z Commando, ponieważ jego snajperka najwięcej życia odbiera z daleka. Nie lubię tej klasy, ponieważ bardzo często gracze doń należących kampią zza siedmio-góro-grodu, a jeśli już odważą się przyjść bliżej, to są niewidzialni i walą od tyłu, co zmniejsza moje szanse do zera.

Po drugie - i najważniejsze - rozgrywką. Najważniejsze, ponieważ klasy się od siebie różnią, więc jeśli jedna nam się znudzi, to nic nie stoi na przeszkodzie, by stworzyć nowego herosa. Jest to dobre rozwiązanie, które podtrzymuje zainteresowanie omawianym tytułem oraz zwiększa grywalność. Soldier walczy i leczy, ciekawym jego atutem są moce, które odpychają przeciwników i odbierają określoną ilość życia. Gunner również walczy (najlepiej w otwartych, szybkich potyczkach), jego bazuka niszczy wrogie wozy. Commando natomiast czuwa nad swoimi owieczkami z jakiejś góry i zdejmuje kolejno ze swej snajperki.

Wojna nigdy nie była tak wesoła

Zaczynając swoją przygodę z Battlefield Heroes, trzeba pogodzić się z zastosowaną tutaj stylistyką, która mi bardzo się spodobała. Co prawda gracze chcący zasmakować tej wesołej produkcji po przesiadce z tak krwawych, brutalnych i naładowanych testosteronem gier, jak Gears of War, łatwo mieć nie będą, ale taka zmiana wyjdzie na dobre. Mnie przynajmniej nie odepchnęła, wręcz przeciwnie. Powracając do oprawy wizualnej - zerkając na wymagania sprzętowe, stoi ona na bardzo wysokim poziomie, jak to na standardy darmówek przystało. Mamy bardzo ładne fale na morzu, kołyszące się kwiatuszki na łące, a wszystko to kolorowe, w barwach tęczy. Co prawda budynki nie mają zbyt wielu szczegółów, nie możemy do żadnego z nich wejść, nijak się rozwalają pod wpływem ostrzału z czołgów, jednak pamiętajmy - nie wydaliśmy za grę ani gorsza.

Jak jest ze stroną audio? Równie dobrze. DICE przyzwyczaiło już nas, że ich wytwory pod względem dźwięków są dopracowane do perfekcji. Co prawda nie uświadczymy tu tak wspaniałych odgłosów, jak to było w Bad Company 2, jednak w BF: Heroes idealnie zgrywają się one z miodną i bajkową grafiką. Kierowani przez nas bohaterowie wydają wesołe odgłosy, bronie brzmią prawidłowo, dźwięki pojazdów również zafundują nam uśmiech na twarzy, a to wszystko po zebraniu do kupy daje bardzo dobry efekt - wczucie się w grę i wrażenie uczestniczenia w wirtualnej, wesołej bitwie.

Seria Battlefield nie byłaby sobą, gdyby nie można było korzystać w niej z pojazdów. Jak wcześniej wspomniałem - są one i tutaj. Jest ich jednak dużo mniej oraz pełnią bardziej marginalną rolę, niźli w starszych odsłonach serii, zwłaszcza BF 2142. Tam mieliśmy od dwóch rodzajów helikopterów, po 10 różniących się od siebie pojazdów, w skład których wchodziły szybkie auta, pojazdy opancerzone, kroczące i czołgi. Tam zwykły przechodzeń (żołnierz), gdy spotkał jakąkolwiek maszynę, nie miał najmniejszych szans. W Battlefield Heroes pojazdy straciły dość wiele na wartości - by kogoś zabić, musimy przynajmniej kilka razy celnie trafić ofiarę strzałem z czołgu. Wszystkich śmiercionośnych zabawek na kółkach mamy.. trzy. Szybki jeep, służący do przemieszczania się po mapie, jest średnio wytrzymały, maksymalnie pomieści trzech graczy. Drugim oddanym nam do użytku jest opancerzony czołg - wytrzymały, ze swojej wyrzutni zadaje dość mocne obrażenia, mieści dwie osoby; jedną jako kierowca i operator armaty, a drugi jako towarzyszący mu na górze kompan. Ostatnią zabawką jest samolot, odgrywający w rozgrywce dość dużą rolę, bo drużyna z niego nie korzystająca będzie miała znaczne braki. Służy on do wspierania naziemnych jednostek tudzież do zdejmowania wrogów z wysokich wierz bądź budynków. Mieści trzy osoby - jedną jako kierowca oraz dwóch po bokach, siedzących na... skrzydłach. Chyba leją sobie pod dupcię mocny klej...

Jeśli tak mają wyglądać darmówki - jestem jak najbardziej za

Nowy Battlefield jest specyficzny, nie wszystkim więc musi przypaść do gustu. Jedak tym, którym się spodoba, wróżę wiele wesołych godzin grania. To naprawdę wciąga!

Wracając do rozgrywki - w grze mamy dostępne wyłącznie dwa tryby. Jeden to typowy dla Battlefieldów tryb Conquest, polegający na zakładaniu flagi swojego zespołu i chronieniu go przed przeciwnikami, drugi zaś ma bardzo podobne założenia, bowiem również musimy przejmować określony punkt na mapie i bronić przed przejęciem go przez przeciwnika. Gra się w niego jednak zupełnie inaczej, bowiem - w przeciwieństwie do Conquesta - owy punkt, o który toczy się bój, jest tylko jeden, umiejscowiony na samym środku mapy. Wymagane jest więc podejście taktyczne - szpiedzy, korzystając z niewidzialności oraz szybkiego biegu, szybko idą zająć punkt, po czym wracają się na budynki, by zdejmować przeciwników ze snajperki, natomiast dwie pozostałe klasy bronią środkowego miejsca tak, by nie zdołał przejąć go wróg.

Najważniejszą cechą odróżniającą oby dwa tryby są mapy. A raczej ich ilość. Bowiem o ile w Conqueście mamy ich kilka (początkowo były dwie, jednak wraz ze wzrostem popularności produkcji, zwiększyła się ich ilość), to w drugim trybie jest ona tylko jedna.

To, co naprawdę przyciąga do recenzowanej produkcji, to jej pewna oryginalność. Pewnie - korzysta ze schematów wydrążonych przez wcześniejsze strzelanki, jednak w żadnej innej przeciwnicy nie mają tylu punktów zdrowia, pojazdy nie zadawają tak małych obrażeń, a oprawa audio-wizualna (prócz Team Fortress 2) nie jest tak wesoła, jak tu. Strzelaniny w większych grupach mogą więc być długie i epickie, właśnie dzięki wspomnianym wcześniej czynnikom. To odróżnia Battlefield Heroes od konkurencji, stanowiąc bardzo fajną odskocznię. Dodatkowo są tutaj także elementy RPG - przy awansie na kolejny poziom, możemy wybrać którąś z kilku dostępnych itemów, po czym je ulepszać.

Gra nie jest jednak idealna i dużo jej do tego brakuje, acz jest to produkcja darmowa, więc przez to wszystko patrzymy z przymrużeniem oka. Dobrą passę przerywają błędy techniczne (nie tyle co podczas gry, bo wtedy pojawiają się bardzo rzadko, jednak gracze skarżą się na częste problemy z instalacją, zalogowaniem się, czy wejściem na serwer), wielu osobom może też się szybko znudzić oraz fakt, że osoby płacące za dodatkowe (lepsze) rzeczy, mają nad nami (nie płacącymi) przewagę.

Darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, choć dziś sprawdziliśmy, co czyha w paszczy specyficznej części Battlefielda. Do ideału brakuje tej produkcji dużo, jednak jest to wciąż bardzo fajna gra i z pewnością najlepsza darmówka od dawien dawna. Mogę ją z czystym sumieniem polecić, zwłaszcza, że każdy z Was może mieć ją już teraz.

Ocena ogólna: 83%

 Share

6 Comments


Recommended Comments

Potwierdzam, że powinno być "plays" a nie play. O samym tekście wypowiem się, jak doczytam :)

Dobry tekst i dość dokładny, przez co trochę długawy, ale to dobrze. Szkoda, że te BF są takie drogie, trochę mnie to zniechęca, ale z drugiej strony, jeżeli dobrze się wybierze na początku, to można coś zwojować, więc chyba spróbuję swoich sił.

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...