Skocz do zawartości

odyniec15

Zaloguj się, aby obserwować  
  • wpisy
    2
  • komentarzy
    7
  • wyświetleń
    1102

40 godzin do lądowania [opowiadanie]

Zaloguj się, aby obserwować  
Gość

87 wyświetleń

Zostało jeszcze około 40 godzin do wylądowania na Pandorze. Pamiętam dokładnie jak dziś, kiedy byłem tu ostatni raz. Dokładnie 47 lat temu gdy w zaślepionej chęci zysku zaciągnąłem się do najemników z RDA. Dziś mam 66 lat i chociaż dzisiejsza medycyna nie pozwoli mi umrzeć przez kolejne 50 lat, to ja mam już dosyć. To co się wydarzyło tamtego dnia śni mi się każdej nocy. Bezustannie jestem dręczony przez demony moich poczynań. Brałem udział w niesłusznej rzezi rdzennych mieszkańców planety na którą właśnie wracam. Mimo iż zostałem z niej wygnany razem z pozostałą garstką żywych najemników to wszyscy dobrze wiedzieli, że ludzie łatwo nie odpuszczą, tym bardziej że ówczesny półkownik Miles Quaritch przed uderzeniem na Na?vi wysłał na ziemie rozkazy mówiące o tym, że niby oni nas zaatakowali pierwsi, o tym jakie bogactwa skrywa planeta, oraz o tym że budując specjalne kompleksy można by ją łatwo skolonizować. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Gdy my opuszczaliśmy Pandorę to flota pełna sprzętu i uzbrojonych po zęby żołnierz już na nią zmierzała. Osłabieni Na?vi w sumie nie mieli żadnych szans w ponownym starciu z wrogiem o wiele silniejszym niż garstka najemników walczący o surowiec który dzisiaj jest praktycznie bezwartościowy. Gdy wróciłem na ziemie zrozumiałem, że całe to zamieszanie o Unobtanium to była tylko przykrywka. Odpowiednie organizacje chciały sprawdzić czy ludzie przeżyją na tej planecie. Nasz rodzimy dom był na skraju upadku. Zatrute powietrze i przeludnienie które powodowało braki żywności i zasobów. I ja otrzymałem szansę przeniesienia się na nową planetę. Nie robię tego dla polepszenia swojego statusu tylko po to by zobaczyć na własne oczy jak piękna, pełna życia planeta została opanowana przez ludzi. Chcę po raz ostatni spojrzeć w te śliczne duże oczy jednemu z ostatnich Na?vi i powiedzieć przepraszam.

Kazano nam zapięć pasy, lądujemy. Im bliżej jesteśmy powierzchni tym coraz więcej złych myśli przelatuje mi przez głowę. Coraz bardziej się boję tego co mogę zobaczyć. Chociaż od ostatniego lądowania przybyło mi 50 lat, to wliczając do tego kriosen podczas którego proces starzenia jest zatrzymany, to sądzę że na Pandorze minęło dwa razy tyle czasu. Wylądowaliśmy. Stewardessy rozdały nam maski z tlenem po czym wskazały drogę do wyjścia. Drzwi się otworzyły za którymi stał dla nas autobus który przetransportował nas do bazy. Przed nami było miasto. Na powierzchni wyglądało to jak kilku piętrowa, rozległa na kilkadziesiąt kilometrów wielka szklarnia. Cała aglomeracja była pokryta czarnymi ogniwami słonecznymi będącymi głównym źródłem prądu. Po przekroczeniu bramy i systemu zabezpieczeń, czarne z wierzchu ogniwa od wewnątrz były całkowicie przezroczyste i widać było niebo które było równie cudne jak wtedy. Po odprawie zostałem zameldowany do przydzielonego mi pokoju. Odprowadził mnie do niego jeden z żołnierz który przedstawił mi regulamin ośrodka. Zadałem mu kilka pytań na temat Na?vi z których dowiedziałem się że żyją w wyznaczonych rezerwatach i są gatunkiem na wyginięciu. Dowiedziałem się również iż niejaki Jake Sully który brał udział w projekcie ?Avatar? nadal żyje. Dobrze go pamiętam, to on kontrolując zdalnie ciało sztucznie stworzonego Na?vi zjednoczył klany i podjął z nami walkę. I tak leżałem całą noc na łóżku rozmyślając o swoim życiu i o tym czy nie mogłem tego jakoś powstrzymać.

Kilka dni później gdy już się z tym wszystkim oswoiłem zostałem przydzielony do pracy w szkole. Los chciał że była to szkoła Na?vi. Po krótkiej podróży kolejką podziemną i założeniu egzopaka wyszliśmy na powierzchnię. Przed nami był budynek w którym z Na?vi próbowano zrobić ludzi. Po wejściu do środka prawie ich nie poznałem. Nie byli tacy wysocy jak dawniej, przez podawanie im specjalnych sterydów co również sprawiało że ich skóra była jakby wyblaknięta. Nie mieli już tych wspaniałych ciemnych warkoczy, rozmawiali tylko w języku angielskim, a na dłoniach mieli metalowe bransoletki jak by byli jakimiś przestępcami. Najgorsze jednak to były te ich duże smutne oczy. Nie mogłem na nich patrzeć, coś we mnie pękło. Czas mijał szybko, moje zadanie polegało na pilnowaniu porządku. Chociaż nie był czego tam pilnować, bo nikt nie myślał o wdawaniu się w jakieś zamieszki. Swoją pracę traktowałem jako kare za swoje czyny. Starałem się nie nawiązywać z nimi jakiegokolwiek kontaktu, jednak pewnego dnia zobaczyłem jak jakiś nauczyciel znęca się nad jednym z Na?vi który miał trudności z obsługa komputera. Nie mogłem na to patrzeć więc podszedłem do niego i zwróciłem mu uwagę, a on na to żebym się nie wtrącał, że to nie są ludzie i tak dalej, nie dałem rady, uderzyłem go. Zostałem wyrzucony ze stanowiska i skazany na dzień karceru.

Kilka dni później dostałem nowe zadanie, gdyż warunkiem pobytu na Pandorze było to że każdy musiał coś robić. Miałem przewieź jakieś tkaniny do drugiego miasta. Wraz z kompanem mieliśmy po prostu przejechać z punktu A do punktu B, więc zaniepokoiło mnie iż wziął ze sobą karabinek M30. Powiedział mi że nigdy nie wiadomo co może nas spotkać w lesie. Wszystko działo się zbyt szybko, świst kul, błysk i hałas. Zostałem porwany. Odzyskałem przytomność w jakiejś jaskini. Miałem na twarzy egzopaka. Nie wiedziałem za bardzo co się dzieję. Po chwili podszedł do mnie jeden z przedstawicieli Na?vi, nie wyglądał tak jak ci z rezerwatu, był duży, a jego niebieskie ciało było pełne blizn. Spojrzał na mnie i powiedział:

-Co my tu mamy, oficer Alex Breton.

Po tych słowach dostałem pięścią w brzuch, a on dalej mówił:

-Kolejny [beeep] RDA, to przez was zginęło czterdzieści tysięcy Na?vi. To wy doprowadziliście ten świat do upadku.

Znów dostałem serię ciosów, a on nawet na chwilę nie spuścił ze mnie wzroku. Przyjmowałem cały ból z przekonaniem że jest on jak najbardziej słuszny za to co zrobiłem. Cały czas milczałem, bo niby co miałem mu odpowiedzieć, że wykonywałem tylko rozkazy. Gdy już nie mogłem się utrzymać na krześle z cienia jaskini wyłonił się kolejny Na?vi, potężny i dziwnie znajomy. To był Jake Sully. Krzyknął:

-Starczy mój synu.

Spojrzał na mnie i odrzekł:

-Więc Alexandrze, co cię sprowadza powrotem na Pandorę. Znowu chcecie Unobtanium czy może chodzi wam o coś więcej. Wiesz, szkoda że nie wiesz jakie to uczucie patrząc jak twój dom zostaje zniszczony, a wszyscy których kochasz umierają. Eywa pozwoliła mi żyć, dłużej niż inny i to w całkiem dobrej formie i wiedz, że nie spocznę póki ich nie pomszczę. Zabić go!

-Nie! Przepraszam, mogę wam pomóc! Proszę!

-Nikt nam nie może pomóc Alex, wszystko zależy tylko od nas.

Podszedł do mnie Na?vi z który z wcześniej rozmawiałem, wyjął nuż i wbił mi go trzy razy w klatkę piersiową. Spojrzałem na niego, a on na mnie. Krew napełniła mi płuca uniemożliwiając mi oddychanie. Chociaż moje życie się już kończy to wiem, że Na?vi będą walczyć do ostatnich sił, by odzyskać swoją ziemię. Mój dług został spłacony.

Zaloguj się, aby obserwować  


3 komentarze


Rekomendowane komentarze

Gość
Dodaj komentarz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

×
×
  • Utwórz nowe...