Wehikuł czasu - Rayman 2: The Great Escape
Zaprezentowany na tegorocznym E3 nowy Rayman o podtytule Origins momentalnie stał się produkcją, na którą będę z niecierpliwością czekał i której rozwój będę na bieżąco śledził. Nareszcie dostaniemy Raymana w czystej postaci, a nie jako dodatek do zbioru minigierek z istotami względnie przypominającymi króliki w roli głównej. Z tej okazji postanowiłem sięgnąć pamięcią do roku 1999, kiedy to z Raymanem zetknąłem się po raz pierwszy, i podzielić się nieco wspomnieniami...

Tym samym muszę przyznać, że w pierwszą, dwuwymiarową odsłonę przygód niepełnosprawnego bohatera nigdy nie miałem okazji pograć - a już na pewno w pełnoprawną pierwszą odsłonę. Nadal natomiast mam dwa inne dwuwymiarowe Raymany: "Rayman uczy angielskiego" oraz "Rayman uczy matmy i polaka". Tak, coś takiego było, i proszę się nie śmiać, bo nauka nie poszła w las i potem miałem piątki w szkole. No dobra, to już zmyślam. W każdym razie, rozgrywka zasadniczo nie odbiegała od tej z 'prawdziwego' Raymana, poza dosyć częstymi zagadkami polegającymi na wybraniu poprawnej odpowiedzi na postawione pytanie. Jeżeli wybraliśmy ścieżkę z dobrą odpowiedzią, przechodziliśmy dalej, jeśli nie - cóż, wtedy czekała nas ślepa uliczka, a w niej - niechybna śmierć. Pytania jednak nie wykraczały poza poziom szkoły podstawowej, dlatego większych problemów rozgrywka mi nie sprawiała. Z drugiej strony te specjalnie spreparowane na potrzeby edukacyjne gry nie wciągnęły mnie tak, jak pierwsza trójwymiarowa odsłona serii, czyli...
... Rayman 2: The Great Escape. W wersji na PC, należy dodać. Robi to różnicę, gdyż na różne platformy w różnych odstępach czasowych wychodziły nieco odmienne wersje gry. Na przykład, na Playstation Rayman 2 różni się od wersji PC pod tyloma względami, że można mieć wątpliwości, czy to nadal ta sama gra. Grafika jest nieco uboższa, poziomy niekiedy zaprojektowane zupełnie inaczej, a czasami w ogóle wycięte. Jednocześnie ta wersja charakteryzowała się pełnym dubbingiem zamiast niezrozumiałego gaworzenia postaci ze świata Raymana. Pod wieloma względami jest to jednak port dużo gorszy od pozostałych, o czym miałem okazję samemu się przekonać, kiedy to w przypływie nostalgii postanowiłem ściągnąć R2 z Playstation Store na PSP. Zaskoczenie było duże, bo spodziewałem się tego, czego wcześniej doświadczyłem na komputrzee. Ale nie powiem, grało się bardzo sympatycznie - nadal jest to Rayman, ale jeżeli ktoś wcześniej grał w pecetową czy jakąkolwiek wersję, od razu zauważy różnice. Przemawiające raczej na niekorzysć wersji PS One.

Ale do rzeczy - Rayman 2 nadal pozostaje jedną z moich ulubionych platformówek, utrzymaną w bajkowej konwencji, z sympatycznymi i zapadającymi w pamięć bohaterami, a jednocześnie był jedną z pierwszych gier, na które naciągałem rodziców
Od momentu pierwszego odpalenia gra mocno mnie chwyciła i nie odpuściła. I to mimo że miałem wtedy jakieś 9 lat, czyli byłem w wieku, w którym ciężko jest się dłużej na czymś skupić. A ja grałem i grałem, i to pomimo... pomimo faktu, iż prawie zawsze gra zacinała się na amen po przejściu PIERWSZEGO świata. Do tego dochodziły jakieś dziwne problemy graficzne, mające pewnie coś wspólnego ze sterownikami (ale było to tak dawno, że nawet się dziwię, że próbuję sobie przypomnieć taki szczegół). Mi to wszystko jednak absolutnie nie przeszkadzało i parłem naprzód, często gęsto zaczynając od samego początku. A kiedy już udawało mi się dotrzeć do drugiego, bagiennego poziomu, to w ogóle święto lasu.

Grafika powinna nadal się podobać. Oczywiście, polygony widoczne na ekranie pożna policzyć na palcach jednej ręki, ale dzięki baśniowej stylizacji oprawa graficzna starzeje się bardzo wolno. Duża w tym zasługa pomysłowego designu poziomów i postaci. Za to muzyka w tej grze jest po prostu cudowna. Rayman 2 osiągnął punkt szczytowy pod tym względem, a już 'trójka' aż tak nie zachwycała warstwą dźwiękową, choć nadal była bardzo dobra. Głosy bohaterów są niezrozumiałe, ale bardzo sympatyczne, zresztą to, że bezpośrednio nie rozumiemy, co postaci mówią, tylko wzbogaca klimat gry. O fabule nie trzeba sie zbytnio rozpisywać - zasadniczo chodzi o uratowanie świata przed podłym kapitanem robo - piratów Brzytwobrodym i wyzwolenie jak największej ilości magicznych żółtych świetlików spod jego niewoli. Często jednak uśmiechamy się podczas żartobliwych scenek przerywnikowych To właściwie tyle, ale w tego typu grach na szczątkową fabułę się narzeka. W to się po prostu świetnie gra: Rayman biega, skacze, używa swoich włosów jako śmigła, strzela pięściami (no dobra, tak naprawdę jakimiś kulami z energią), a wszystkie jego animacje są płynne i cieszą oko. Sterowanie jest proste i funkcjonalne. Więcej naprawdę nie potrzeba, żeby zrobić dobrą grę platformową.
Jednak Rayman jak dla mnie jest dużo więcej niż dobry - być może decyduje o tym w pewnym stopniu jakiś czynnik nostalgiczny, ale regularnie wracam do tej gry i za każdym razem czerpię mnóstwo przyjemności mogac jeszcze raz przeżyć tą przygodę. Ciężko mi powiedzieć, czy jest to jedna z najlepszych platformówek, jakie powstały, ale dla mnie - na pewno tak. Nie ma jednak wątpliwości, że tytuł należy do klasyki gier komputerowych. Polecam każdemu, bez względu na wiek i płeć ![]()

Czekamy na twój powrót w glorii i chwale, Raymanie.

2 komentarze
Rekomendowane komentarze