Na matematyka (wersja współczesna)
Wiersz ten dedykuję Szanownej Pani Romie J, nauczycielce matematyki, za miłą postawę wobec uczniów w przedostatni piątek przed końcem roku.
Do szkoły przychodzę upalnego dnia
Wszyscy zmęczeni raz-dwa
Słońce prażyło, człek się smażył
Lecz nauczyciel na to nie zważył
Sprawdzian napisać, gdy słońce pali
Wzory, równania, by w Polo mnie nie oszukali
Proszą uczniowie, nawet kujony
Lecz matematyk co tam - Nieruszony!
Na nic się zdały prośby, błagania
Na koniec roku presja pisania
Komu potrzebne te dyrdymały
Lecz w końcu uczeń musi mieć pały
Głowa mnie boli, żar żyć nie daje
Względem oświaty Polska dziwnym jest krajem
Lecz co gadać będę... Niedouk głupi
Straszne, że ja - debil, nic nie zakupi
Wszak do zakupów - wszystkim to znane
Funkcje trygonometrii są wymagane

0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia.