Jump to content

BipekBlog

  • entries
    2
  • comments
    12
  • views
    754

Dobra muzyka - czyli taka sprzed stu lat lub starsza...


Bipek

478 views

 Share

Mam do Was jedno proste pytanie - jakiej muzyki słuchacie? Techno? (ciężkiego) Rocka? Hip-Hopu?...

Pomyślmy, jak owa "muzyka" powstaje. Idziesz do hipermarketu, kupujesz super-mega-ultra-odjechany-w-kosmos-i-w-ogóle "program do tworzenia muzyki" za 9,99zł, siadasz, ustalasz liczbę uderzeń na minutę i układasz klocki, przy czym każdy z nich pasuje do każdego. Jeśli chcesz być bardziej odkrywczy, tudzież - po prostu - szpanerski, kupujesz lepsze oprogramowanie, klawiaturkę sterującą i próbujesz coś sklecić. Owszem, w tym wypadku przydaje się odrobina wiedzy muzycznej, niemniej jednak więcej tu zabawy z milionem wirtualnych pokrętełek i suwaków niż kreatywnej pracy. Jeżeli chcesz sprzedawać owoce swej "pracy artystycznej" powinieneś wyposażyć się w trochę lepszy sprzęt, przecież "profesjonalny muzyk" nie może pracować w "garażowych" warunkach, no nie?

A teraz drugie pytanie - z czym kojarzy się Wam hasło "muzyka poważna"? Stronicie od tego, co? Nie da się tego słuchać, bo to takie nudne, rozlazłe i w ogóle do kitu, nie? A czy ktokolwiek z Was WYSŁUCHAŁ jakiegoś utworu w całości? WYSŁUCHAŁ i PRZETRAWIŁ, nie tylko wysiedział (z trudem) do końca?

Nie lubię określenia "muzyka poważna". Posłuchajcie na przykład pierwszej części symfonii "Z uderzeniem w kocioł" J. Haydna (angielski tytuł: "Surprise" - Niespodzianka) albo takiej "Polki Węgierskiej" Straussa. Nie wiem, czy to na pewno "poważne" utwory. Albo taka symfonia Haydna pt. "Pożegnanie" - co jakiś czas jeden z muzyków opuszcza (w założeniu) salę tak, że pod koniec dzieła zostaje tylko jeden skrzypek (o ile mnie pamięć nie myli). W ogóle Haydn był bardzo pogodnym człowiekiem, dożył siedemdziesiątki, a to nieczęsto się zdarza wśród słynnych kompozytorów. :)

A teraz rzucę parę tytułów utworów. Poszukajcie ich i posłuchajcie. Z czym Wam się kojarzą?

S. Rachmaninow (Anglicy piszą przez -v lub -ff) - Koncert fortepianowy nr. 2, c-moll, cz. II (nie kojarzy Wam się z pewną, dość starą już piosenką?);

J. S. Bach - Aria na strunie G;

F. Chopin - Etiuda op. 10 nr. 12 (celowo nie podaję programowego tytułu);

F. Liszt - Rapsodia Węgierska nr. 2 (na pewno skojarzycie z pewną kreskówką);

A teraz parę ciekawostek, otóż - nie wiem, czy wiecie - w starych kreskówkach w "scenach miłosnych" (nie wiem, jak to inaczej określić) często pojawia się powszechnie znany, rzewny motyw muzyczny. Pochodzi on z "Romeo i Luiii" Piotra Czjkowskiego.

Ostatnio w telewizji puszczli reklamę czegoś do samochodu, nie pamiętam, oleju lub opon. W tle leciała taka patetyczna muzyczka (na rozłożonym e-moll, jeśli ktoś zakojarzy) - to z kolei "Romeo i Julia" Prokofiewa.

Oglądaliście film "Szpital przemienienia"? Tam z kolei, na samym początku słyszymy pierwszą część sonaty fortepianowej L. van Beethovena noszącą podtytuł "Waldsteinowska".

Chcecie, czy nie - ta muzyka jest wszędzie. Wielcy "artyści" hip-hopu mają swoje pięć minut, po czym przepadają. Techno - właściwie to obojętne, kto "skomponował" dany utwór, bo wszystko i tak brzmi niemalże identycznie. A na tę wielką, autentyczną MUZYKĘ zawsze będzie zapotrzebowanie.

Jeśli chcecie podyskutować, pokłócić się, uświadomić mnie o wyższości punk-rockowców nad Cameratą Florencką, metalowców nad klasykami wiedeńskimi, czy też rapperów nad Potężną Gromadką - zapraszam do dyskusji w komentarzach. Kto się wstydzi, zawsze może napisać do mnie e-maila, mój adres - stały i niezmienny od lat - bipek@poczta.fm :)

Następnym razem o mojej trwającej już szesnaście lat przygodzie z "królem instrumentów" - fortepianem.

 Share

12 Comments


Recommended Comments

Jeden z moich ulubionych kompozytorów elektronicznych, i to takich co do gier robili, David Whittaker, układał wszystko w głowie, a potem to kodował w BASICu i assemblerze. Pfft tam, nuty. A zrobił chociażby Shadow of the Beast.

A tak całkiem w ogóle to przynależność gatunkowa nie jest dla mnie żadnym kryterium doboru. Jeśli jest dobre, słucham.

Link to comment

PZKW VIb -> Posłuchaj czwartego koncertu fortepianowego Rachmaninowa - to dopiero "powaga" - za którymś podejściem dopiero zaczynasz rozumieć o co facetowi chodziło. :)

Hammerfall -> Wlazłem na Wikipedię, żeby zobaczyć, co to za zespoły, bo o nich nie słyszałem. W mojej rodzinie bardzo dużo słuchało się zespołu Queen, dobry rock, nie powiem, i też siedzieli na scenie ładnych kilkanaście lat. Dlaczego? Bo byli dobrzy, tyle. Wiele było artystów i zespołów "jednego przeboju", są jednak wyjątki. Rolling Stonesi, Queen, Guns'n'Roses, w innych gatunkach na pewno też - artyści ci po prostu wybijają się ponad przeciętność, dlatego są popularni przez tak długi czas.

Rankin -> "Pfft tam nuty" powiadasz. Zapominasz jednak o jednej rzeczy. Po pierwsze - taki Bach, Mozart czy inny Berlioz nie mieli komputerów, samplerów, syntezatorów i innego sprzętu. Po drugie - Whittaker zrobił muzykę, nagrał i... koniec. Słuchasz jej po raz pierwszy, drugi, setny, a za każdym razem brzmi tak samo. Posłuchaj jakiegoś utworu z płyty, po czym wybierz się na koncert. Uważasz, że nie ma różnicy?

Muzyka jest wtedy żywa, kiedy wykonuje ją żywy człowiek, wkłada w to swoje emocje i przekazuje je publiczności, i to nieważne, czy mówim o Czajkowskim czy Maryli Rodowicz. Oczywiście, wykonawca może spie***yć utwór na całej linii, ale to tylko świadczy o jego poziomie. A tak po prawdzie, to jeszcze do niedawna myślałem tak, jak Ty, więc Cię rozumiem.

Do wszystkich - ja też generalnie nie zwracam uwagi na gatunek, choć treść wpisu zdaje się sugerować inaczej. Nie chcę nikogo nawracać, czy coś w tym rodzaju. Słucham bardzo wiele "poważnej", po pierwsze z obowiązku, a po wtóre również dla przyjemności. Techno w ogóle do mnie nie trafia, podobnie ciężki rock i metal. Ale jeśli miałbym czegoś nie słuchać nie dlatego, że mi się nie podoba, ale TYLKO dlatego, że należy do jakiegoś gatunku to byłbym ostatnim debilem.

A po wtóre, chciałem zwrócić uwagę na problem. Każdy ma prawo słuchać, czego chce. Wkurza mnie tylko, jeśli ktoś neguje coś nawet nie próbując tego poznać. Wielu moich znajomych próbowało mnie przekonać to do rocka, to do hip-hopu, nie trafiało to do mnie, koniec, kropka. Szanuję wielkich artystów (w odniesieniu do fenomenów hammerfall'a), niektórzy są genialni w swym gatunku, a to, że do mnie to nie trafia - posłucham czegoś innego. Chciałem tylko wyrazić swoje zdanie, przecież po to mam tu swoje miejsce. :)

Dzięki za zainteresowanie, nawet się nie spodziewałem, że ktoś to przeczyta. Zachęcam do dalszej dyskusji.

Link to comment

Cóż, będę szczery. IMO muzyka pop jest zwykle prostacka. Ma wpadać w ucho i być na tyle prosta, żeby gospodynie domowe mogły sobie ją nucić podczas robienia prania. Poza tym musi taka być, gdyż wykonawcy są niskich lotów. Nawet właśnie zmarły Król Popu był zwykłym tandeciarzem. W zasadzie wszystkie jego utwory w karierze były robione na jedno kopyto, a za jakiś czas będą go pamiętać tylko z chwytania się za jajca. Te parę prostych rytmów, jak napisałeś, można sobie teraz na syntezatorze zaprogramować. A wokal podłożyć z playbacku. W muzyce poważnej, ale także i w jazzie, liczy się wykonawca. Oczywiście koncert na żywo to zupełnie inna sprawa niż słuchanie z płyty, ale na codzień jesteśmy skazani jednak na krążki CD. I o ile nagranie "Majteczek w kropeczki" w wykonaniu dowolnych "artystów" nie będzie się znacząco różnić, to już słuchając Czajkowskiego w wykonaniu Boston Symphony Orchestra pod batutą Ozawy słyszy się przewagę nad Orkiestrą Liceum Muzycznego w Wołkowyjach. Podobnie jest w jazzie, nie wystarczy zwyczajnie odegrać nutek. Ba, ten sam utwór bywa grany przez jednego artystę kilkukrotnie i za każdym razem inaczej. Stąd biorą się tzw. Alternate Take na płytach. A co dopiero mówić o różnych wykonawcach. Z samych posiadanych przeze mnie wykonań "Summertime" mógłbym ze dwa longplay'e złożyć. Albo przykład "Rider on the Storm" - świetny utwór, ale Doorsi, to byli wyrobnicy (nie mówię, że źli). Tylko jak ktoś posłuchał tego utworu w wykonaniu Nigela Kennedy'ego, to poczuje różnicę. Ciekaw jestem, czy Doorsi potrafiliby zagrać "Cztery Pory Roku" choć w połowie tak dobrze jak Nigel.

Link to comment

Pzkw VIb -> Zgadzam się z Tobą w 100% :) A propos jazzu - Flecktones (Bela Fleck i ekipa) to chyba najlepszy przykład na temat różnicy w nagraniu studyjnym i wykonaniu na żywo. na koncertach WYMIATAJĄ, a płyty mają... takie sobie według mnie. Kuzyn mnie tym trochę zaraził...

Link to comment

Chyba jakimś heretykiem jestem, bo wolę słuchać muzyki klasycznej z płyty, a nie w filharmonii. Pewnie miałem ogromnego pecha do orkiestr, ale ilekroć się na jakiś koncert udałem, żałowałem później pieniędzy. Do dziś pozostał mi niesmak po wysłuchaniu Marszu Radetzky'ego Straussa w wykonaniu jakichś "muzyków", którzy nie wiadomo skąd się urwali. Nie znam się na tej muzyce, nie chcę pochopnie osądzać, ale dla mnie to brzmi jakby piosenki Led Zeppelin wykonywało Kombi. Cóż, może nie ma porządnej orkiestry w moim mieście...

Link to comment

Arglebargle -> Kto powiedzział, że jesteś heretykiem? Chyba faktycznie nie miałeś szczęścia. Sam niedawno słuchałem II koncertu Rachmaninowa przy akompaniamencie Filharmonii Zabrzańskiej i kląłem potem jak szewc. Gdybym miał słuchać tylko takich wykonań na żywo, też bym wolał słuchać płyt. No ale zacytuję sam siebie: "Oczywiście, wykonawca może spie***yć utwór na całej linii, ale to tylko świadczy o jego poziomie". Szkoda tylko, że cierpią na tym słchacze, którzy zapłacili za bilety.

A wspomniany marsz? Jedziemy na koncert noworoczny do Wiednia, zawsze go tam grają. :)

Link to comment
"Pfft tam nuty" powiadasz. Zapominasz jednak o jednej rzeczy. Po pierwsze - taki Bach, Mozart czy inny Berlioz nie mieli komputerów, samplerów, syntezatorów i innego sprzętu.

Mieli za to fortepiany, bębny, trąbki i inny sprzęt.

David tyż nie. Miał C64, potem Amigę, dokumentację do SIDa lub Pauli i własną inwencję - wcale bym się nie zdziwił gdyby Amigowe sample też... rysował (tak, waveform rysował - tworzył dźwięk dosłownie ręcznie). A jeśli nie programowałeś na c64 to nawet nie masz pojęcia, jaką mordęgą jest zaprogramowanie dowolnej melodii. O to mi chodziło.

Co do żywej muzyki - z tych paru koncertów na których byłem wyniosłem to, że wolę słuchać wypieszczonych wersji studyjnych. Do muzyki poważnej odnosi się to nieco inaczej... chociaż nie do końca.

Link to comment

Nie programowałem na c64, nie mam o tym pojęcia. Więc jeśli wiesz coś więcej to nie pozostaje mi nic innego, jak się z Tobą w tym temacie zgodzić.

A mógłbyś rozwinąć to ostatnie "nie do końca"? :)

Link to comment
A mógłbyś rozwinąć to ostatnie "nie do końca"? :)

To znaczy że o ile jest tak jak mówisz z "żywą" muzyką, to jest to tylko jedna strona medalu - zawsze może być jakiś mniej lub bardziej dekoncentrujący, losowy element. No i czasem - zwykle - mam po prostu ochotę posłuchać muzyki w domowym zaciszu lub zabrać ją ze sobą. Ciężko coś takiego zrobić z filharmonią ;)

Link to comment

Ano racja, musiałbyś mieć swoją własną orkiestrę i autokar. No i sporo miejsca, gdziekolwiek byś jechał :)

"Zawsze może być jakiś mniej lub bardziej dekoncentrujący, losowy element", nie ma nic bardziej wkurzającego niż człowiek, który wychodzi w środku koncertu, tudzież trzaska krzesłem, dzwoni mu telefon itp. itd. Wiem, znam to. Niedawno brałem udział w konkursie (międzynarodowym podobno). Człowieku, gdybyś widział komisję. Człowiek gra, a ci się śmieją na cały głos i dyskutują. Wkurza? Jasne, że wkurza zarówno publiczność, jak i samego wykonawcę. Nie twierdzę, że trzeba co chwila latać do domu kultury czy filharmonii, a płyty i nagrania to dzieło szatana i należy ich unikać. Nagrania to dobra rzecz, jednak czasem warto posłuchać tej "żywej" muzyki. Jeśli "aktywnie" słuchasz utworu w wykonaniu dobrych muzyków i nic Ci nie przeszkadza lub jesteś w stanie przymknąć na coś oko, to może być po prostu p r z e ż y c i e. Szkoda tylko, że tak często zdarzają się te "losowe elementy", o których mówisz.

A - tak trochę w opozycji do moich własnych słów - przecież żeby powstała płyta, ktoś to musiał kiedyś ZAGRAĆ, żeby można było to zarejestrować, przy czym mówię tu o muzyce akustycznej. Rzecz w tym, że z czasem przyzwyczajasz się do jednego wykonania i czasem warto sobie trochę odświeżyć głowę. I - fenomen, którego nie potrafię wyjaśnić - dobry wykonawca, który naprawdę chce i potrafi coś swoim wykonaniem przekazać może naprawdę "zarazić" wrażliwego słuchacza. Ale nie pytaj o szczegóły, bo naprawdę nie mam pojęcia, jak to działa. :)

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...