Jump to content

ArryBlog

  • entries
    47
  • comments
    320
  • views
    38,698

Dark Souls 3 i koniec (świata)


Arry

60 views

 Share

Wejść do drugiego DLC w DS3 można poprzez użycie jednego z teleportujących ognisk w ostatniej lokacji z podstawki lub na arenie gdzie pokonało się Friede z Ariandelem - zatem już samo to sporo mówi o poziomie wyzwania.

W piewszej kolejności zwiedza się Dreg Heap, który jest połączeniem pewnych elementów Dark Souls 2 z wszechobecnym pyłem końcówki DS3. No i jest oczywiście trujące bagno.

W zasadzie dość szybko można się natknąć na coś co wygląda jak niepokojący anioł, jest nieśmiertelne dopóki nie utłucze się paskudnej istoty przywołującej go (na szczęście ta się nie odradza po zabiciu jej) i zadaje naprawdę ogromne obrażenia przeszkadzając w eksploracji poprzez zmuszanie gracza do chowania się za osłonami (ale jak za dużo będzie się siedzieć za jedną osłoną, to anioł nas przeklnie). Powiem tak, cała lokacja średnio mi się spodobała. Przeciwnicy i przeszkody są upierdliwi, wszystko jest przygnębiająco szare i zniszczone, a bossa lokacji szczególnie znielubiłem.

Sama walka rozpoczyna się całkiem nieźle, bo skokiem podobnym do tego w Eleum Loyce w Dark Souls 2. Okazuje się że na dole jednak czekają dwa wielgachne demony, z których jeden ciacha pazurami i bije pięściami a drugi pluje trucizną i toksyną. I się dodatkowo zmieniają co pewien czas. Oczywiście po pokonaniu duetu z truchła jednego z nich odradza się książę demonów i walcz jeszcze z nim. Ciekawym konceptem jest to, że ataki księcia demonów będą różne w zależności od tego, którego z przeciwników w pierwszej fazie utłucze się wcześniej. Tak więc może być książę wyrzucający ogniste kule, albo plujący laserowym Kamehameha - jakkolwiek by to nie brzmiało. W każdym razie strasznie mi się źle walczyło z tym bossem nie mogłem jakoś go wyczuć.

Na szczęście po przebyciu tej przeszkody dobrze znajome blade demony-posłańcy przetransportują nas do Ringed City.

I tu widok jest wręcz zabójczy. W przenośni i dosłownie, bo po zejściu do połowy pierwszych schodów pojawią się widmowi łucznicy, którzy prują w stronę gracza salwą. a obrażenia są na tyle duże, że tylko postaci w najcięższych pancerzach i odpowiednio przygotowane są w stanie to przetrwać. Zazwyczaj jednak nie jest się przygotowanym...
Podobnie jak z aniołami, jeżeli pokona się przywołującego łuczników giganta, ci już nie będą się pojawiać i można będzie spokojnie przeszukać okolicę. 

W każdym razie później można zacząć zwiedzać uliczki i zakamarki właściwego miasta. Dość liniowe uliczki i zakamarki, ale za to ładne i mające trochę tajemnic - które w dodatku nie są oczywistą iluzoryczną ścianą, w którą trzeba uderzyć. Oczywiście lokacja wypełniona jest całą masą silnych i wrednych przeciwników.

Pozwiedzać można mokradła (ale tym razem już nie trujące!), przejść przez katakumby po wcześniejszym unikaniu smoczego ognia, i ostatecznie zbić tegoż smoka po łapach i pysku zrzucając go do przepaści. No i po dotarciu do katedry stoczyć walkę z Halflightem.

Jest to dość nietypowy boss, bo najpierw pojawia się przeciwnik w białych fatałaszkach, taki jaki strzegł obrazu w Anor Londo w pierwszej części gry, dopiero po chwili pojawia się sam Halflight, który dzierży katanę, łuk i używa magii. No i jest po prostu zabójczy w parowaniu...

Nic w tym nadzwyczajnego by nie było, gdyby nie to, że ta walka jest "zaopatrzona" w moduł sieciowy i jeżeli należy się do covenantu wprowadzonego w tym dodatku można zostać przywołanym do świata innego gracza zamiast Halflighta. Jako taki boss ma się podbitą odporność i dłuższy pasek życia, ale nie można się leczyć (znaczy można używać leczącej magii, a ten w białych fatałaszkach też ma taką, ale musi jeszcze sam żyć).

Zatem offlineowa walka jest dość słaba, zaś onlineowa może być nie lada wyzwaniem albo całkowicie bezproblemowa, zależy na kogo się trafi jako przeciwnika.

A tak właściwie, ten smok, co spadł w przepaść... ano właśnie. Drugi boss w samym Ringed City, jest opcjonalny i na dodatek ukryty. Darkeater Midir, bo takie ma miano, jest według mnie najlepszym bossem w całej grze, a według wielu najlepszym smokiem we wszystkich Soulsach. Świetnie oddaje wrażenie walki z monumentalną bestią nie popadając również w pułapkę wyzwania nie do przejścia, bo to przecież smok! Chociaż nie przeczę, walka jest trudna. Bardzo trudna. Próbując go pokonać spędziłem naprawdę dużo czasu na zmienianiu i testowaniu broni. Doborze zbroi i pierścieni, przyzywaniu do pomocy innych graczy... Ostatecznie doszedłem do wniosku, że w pojedynkę jest łatwiej.

Kiedy w końcu stałem się lepszy, i pokonałem jaszczura mogłem pójść i walczyć z ostatnim bossem serii. Gaelem - tym samym, który mógł nam pomóc w walce z Friede i Ariandelem.

Z jednej strony walka ma w sobie coś z takiej ostateczności. Dwóch wojowników (no dobra, i summony) walczących na ruinach zniszczonego świata. Z drugiej jednak strony nie jest ona tak przygnębiająco antyklimatyczna jak było w przypadku Gwyna. Nie żeby Gwyn był prostym bossem, ale w porównaniu do Gaela to wręcz bułka z masłem. Trzy fazy, z czego druga i trzecia to wizualny i klimatyczny majstersztyk. Trudność wyśrubowana ale w taki sposób, że mimo kolejnych i kolejnych porażek darłem raz za razem na arenę, żeby się bić.

Widać, że zakończenie DLC mające równocześnie służyć za pożegnanie całej trylogii Dark Sous zostało starannie dopracowane.

A po walce można było sobie powiedzieć "Nie jestem casualem" i wrócić do grania w CoDa na normalu.

Tylko te 34/43 achievementy jakieś takie...

Edited by Arry

 Share

0 Comments


Recommended Comments

There are no comments to display.

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...