Jump to content

Wyjdź do ludzi


Przemyslav

116 views

Gra, w której dźgasz się z najlepszym kumplem nożami, rozwalasz świetlówki bejsbolem i karmisz szczury kradzionymi preclami. Witamy w Possum Springs!

Night in the Woods to przygodówka 2D z elementami zręcznościowymi, a jej bohaterami są antropomorficzne (wypowiedzcie to dziesięć razy na głos) zwierzęta. Jeśli kiedykolwiek oglądaliście Zwierzogród, wiecie o czym mowa, choć tutaj wszystkie postacie są podobnego wzrostu.

Sami przejmujemy kontrolę nad 20-letnią kotką Mae, która wraca do rodzinnego miasteczka Possum Springs, porzuciwszy studia w tajemniczych okolicznościach.

W ramach zabawy spotkamy wielu pozytywnie zakręconych mieszkańców miasta, a przede wszystkim wielokrotnie odwiedzimy naszych starych kumpli. Z nimi spędzimy najwięcej czasu. Jest ich troje.

Lis Gregg to najlepszy przyjaciel Mae. Pracuje w sklepie z przekąskami. Nienawidzi swojej pracy. Niesamowicie energiczny, najbardziej cieszy się z powrotu Mae. Opracował skalę smaku pizzy. Nieźle strzela z kuszy. Chłopak Angusa. W zespole gra na gitarze. Często nosi ze sobą trzy noże.

Niedźwiedź Angus. Pracuje w wypożyczalni filmów i gier wideo. Zawsze nosi krawat i kapelusz – albo znacie takiego gościa, albo jesteście takim gościem. Informatyk, prawdopodobnie haker. Lubi gotować. Stonowany, niezbyt ekspresywny, ale sympatyczny. Ateista. Chłopak Gregga. Cierpi na astmę. Śpiewa w zespole.

 Krokodylica Bea. Wskutek śmierci matki musi prowadzić sklep przemysłowy zamiast ojca. Nienawidzi swojej pracy. Odstresowuje się, paląc papierosy, próbuje jednak rzucić nałóg. Dosyć chłodna w obyciu, ale nie okrutna, zła i podła. Jako jedyna z naszych znajomych posiada samochód. W zespole gra na perkusji, tyle że na komputerze.

Natomiast nasza bohaterka Mae to buntowniczka z zerowym szacunkiem do władzy, co odbija się na jej relacji z ciotką policjantką. Kiepsko radzi sobie z gniewem i poczuciem całkowitej beznadziei. Śpi jakieś dziesięć godzin dziennie. Nie ma prawa jazdy. Ma alergię na papierosy. Nie cierpi pić piwa. W zespole gra na gitarze basowej.

Nasi kumple to niejedyni mieszkańcy Possum Springs. W trakcie naszych wojaży spotkamy całą plejadę ciekawych postaci, a o wielu z nich można by napisać tyle samo, co o głównych bohaterach.

Mam jednak wątpliwości, czy pisanie o tym ma w ogóle sens. Nie jestem w stanie oddać przepięknego klimatu Night in the Woods na wirtualnym papierze. Na zwyczajnym też nie.

 

1-precle.thumb.jpg.4e6c12178f34682eeb98fa755dce829b.jpg

A precle kradłem tutaj.

 

 

Mogę jednak napisać, jak wygląda jeden dzień z życia Mae, bo czas w grze jest podzielony na dni.

Wstaję po południu (13:00? 15:00?). Sprawdzam laptopa – Gregg i Bea są w pracy. Przywitam się z Beą, do Gregga skoczę na końcu – dzisiaj próba zespołu, a on tu dowodzi. Poćwiczę trochę na basie. Najbardziej lubię grać Die Anywhere Else i Weird Autumn.

Schodzę na dół, mijając po drodze portret z mamą i tatą oraz ptaszka, którego kiedyś chyba w końcu zjem. Zresztą dzień w dzień siedzi tylko w klatce. Jak on to znosi? Gadam jeszcze chwilę z mamą i wychodzę na miasto.

Prace drogowe posunęły się kilka metrów do przodu. Za parę dni będę mógł wybrać się na most. Do tego czasu… Pójdę tylko do centrum.

Selmers napisała kolejny wiersz. Z chęcią posłucham. A pan Chazokov znowu wyszedł na dach oglądać gwiazdy z wieczora. Dołączę do niego – rozmowy z nauczycielem fizyki zawsze są źródłem ciekawych historii.

Lori znowu siedzi na dachu. Pyta, czy chcę się przejść z nią na tory. Pewnie że chcę. Leżąc pomiędzy torami kolejowymi pyta mnie, czy miałem kiedyś nagłą ochotę kogoś zabić. Wypchnąć z wagonika, na przykład. Po przejechaniu pociągu udzieliłem jej odpowiedzi.

Zanim sprawdzę, jak się miewają moje szczury, idę ukraść precla – moje gryzonie muszą przecież coś jeść. Przynajmniej przez pierwsze kilka dni. Potem same sobie będą znajdować żarcie.

Nawiasem mówiąc, w mieście jest sporo gryzoniowatej i dziobowatej fauny. Mamy gołębie, wiewiórki, a parę razy nawet widziałem oposa. Swoją drogą, warto obserwować wiewiórki. Tam, gdzie one mogą wejść, tam możesz i ty.

Odwiedzam Beę w jej sklepie. Tu nic nowego – nadal nie cierpi swojej pracy. Oboje wyczekujemy próby zespołu.

Odkąd zakończono remont chodnika, mogę się też udać do miejscowego kościoła. Odwiedzę mamę w pracy (pracuje jako księgowa chyba? ostatnio ogarniała budżet kościoła czy coś) i pogadam z pastorką.

Potem witam się z Bruce’em – bezdomnym, który rozbił sobie namiot nieopodal kościoła. Zachodzę jeszcze na klif, ale dzisiaj nie ma tam nikogo. Po trzech nastoletnich gotach (gotykach? przedstawicielach subkultury gotyckiej w każdym razie) ani śladu.

Angus też dzisiaj w pracy. Tak, pamiętam o próbie zespołu.

Miastem wstrząsnęło dramatyczne wydarzenie. Zamknęli. Pizzerię. Bez sensu. To chyba najgorsze, co przytrafiło się miastu od powodzi, w której Gregg utknął na dachu psiarni.

Wreszcie zachodzę do sklepu, gdzie pracuje Gregg. Od razu idziemy na próbę zespołu. Gramy jedną piosenkę. Poszło mi całkiem nieźle, zważywszy na to, że jej nie znam.

Ale dzień się jeszcze nie skończył. Jadę z Greggiem do lasu na rowerze. Trochę dźgamy się nożami (wszystko w kontrolowanych warunkach!), a potem strzelamy trochę z kuszy. Na koniec jeszcze gadamy chwilę nad jeziorem o wszystkim i o niczym. Ściemnia się – pora wracać.

 

2-gregg.thumb.jpg.cee2fc1b57af318c9b93be4e72499490.jpg

GREGG RULZ OK

 

 

W domu rozmawiam jeszcze chwilę z tatą. Po raz trzeci proszę go, żeby zniósł ze strychu te pudła, które zagracają przejście. Potem oglądamy przez chwilę Garbo i Malloya.

Wracam do pokoju. Odpalam lapka. Pogram jeszcze trochę w Demon Tower, ale nie za długo, bo gra jest cholernie trudna. Nigdy nie pokonałem tego ptaka z pentagramem.

Koniec dnia. Do wyra.

To był tylko jeden dzień. A i tak nie opisałem wszystkiego, bo zajęłoby to nieprzyzwoitą ilość miejsca, poza tym skiepściłbym dialogi.

No właśnie, dialogi. Nie wiem, czy kiedykolwiek widziałem lepsze. Wiele razy autentycznie śmiechłem. Nie wiem czy po raz pierwszy, gdy sprzedawca precli i pierogów nazwał mnie złodziejem, czy kiedy dźgałem kijem odciętą rękę leżącą na chodniku.

Wielokrotnie również gra porusza poważne tematy – depresja, przemoc w rodzinie, LGBT+, nieudane „profesjonalne” terapie, śmierć… Często w jednej chwili człekowi się chce śmiać, a w następnej płakać. Twórcy wszystkiego, co pisane: patrzmy i uczmy się od tej gry!

 

Całość okraszona jest fantastyczną, kreskówkową grafiką. Jest ona prosta, lecz fajnie uchwyca klimat miasta i prostą, oszczędną mimikę postaci. Widok z dachu bloku podczas słonecznej pogody – bezcenny!

Zaryzykuję stwierdzenie, że tylko dzięki tej stylistyce i jakości dialogów nie przeszkadzały mi nieudźwiękowione rozmowy. Przez szesnaście godzin grania nie miałem w tym temacie nic, na co mógłbym narzekać.

Muzyka też jest niczego sobie. Często słucham arcyklimatycznego Back to the Holler oraz Snow. Weird Autumn też jest fajne, również do grania. A minigierka z graniem na basie często wcale taka łatwa nie jest.

 

3-dachy.thumb.jpg.122c58cc04a9386a9225f54fbf3e74f0.jpg

Skoro kocur to dachowiec, to kotka to… Dachówka?

 

 

Fakt, momentami może wkraść się drobna monotonia i nuda. W końcu codziennie robimy w zasadzie to samo. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by od razu iść do Gregga lub Bei i wyjechać gdzieś poza miasto. Nie trzeba codziennie zwiedzać go całego od nowa, choć z całą pewnością warto. :)

Ja codziennie przemierzałem niemal całe Possum Springs (niektóre miejsca odblokowują się dopiero po czasie) i jestem pewien, że znam to miasto lepiej niż ulicę, na której mieszkam.

Dla mnie największym minusem było to, że przeważnie trzeba wybierać, czy wyjść z Greggiem, czy z Beą. Oznacza to, że części wydarzeń najzwyczajniej w świecie nie zobaczymy podczas pierwszego przejścia. Między innymi dlatego na pewno do Night in the Woods wrócę, może nawet jeszcze w tym roku.

Inna sprawa, że gra kończy się dość nagle. Szkoda, choć z drugiej strony to dobrze. Jest jakieś pole do popisu w ewentualnym sequelu (na który się na razie nie zanosi). Poza tym gdybym dostał okazję odpowiednio się z postaciami pożegnać, pewnie odchorowywałbym to tydzień, dwa. A tak - było to "tylko" kilka dni.

Z Possum Springs najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się wyjeżdżać. Chciałem, żeby gra trwała jak najdłużej, toteż sam nie spieszyłem się z jej przejściem. Spędziłem w niej szesnaście godzin. W ogóle nie widziało mi się żegnać z wirtualnymi postaciami.

Czyli w Night in the Woods tylko chodzimy po mieście, rozmawiamy i wychodzimy z kumplami? Zasadniczo tak, choć fabułę spina pewien wątek paranormalny. Jednak w przeciwieństwie do chociażby Oxenfree, jest on najmniej ważny. I moim zdaniem najmniej ciekawy.

Sto razy ciekawsze jest za to wydarzenie, które wypominają Mae co poniektórzy mieszkańcy miasta, a także powód, dla którego opuściła studia.

 

4-rozpierducha.thumb.jpg.0649ca55099515bc82b228d4206d9535.jpg

Gdy życie mnie mnie, czas na rozpierduchę po całości.

 

 

Nie bez znaczenia jest fakt, że w Night in the Woods mogłem zrobić coś, czego przez pewien czas nie mogłem zrobić w realu – wyjść z domu (powód: kwarantanna domowa). Nie żebym był przesadnie ekstrawertyczny, po prostu teraz trochę mi tego brakuje. Wychodzenia z domu, nie kwarantanny.

Nie bez znaczenia jest również, że w wielu sprawach mocno identyfikuję się z bohaterami gry. Dużo bardziej niż z, dajmy na to, najemnymi zabójcami potworów, bogami wojny czy superbohaterami. Oczywiście.

W porównaniu z wyżej wymienionymi akcja gry jest taka… Zwyczajna. Nie ratujemy świata, zaginionego syna czy gildii Asasynów. Nie zabijamy bogów, kolosów, smoków czy kilkusetmetrowych obcych. Nie jeździmy Batmobilem po mieście. Nie bujamy się na sieci pomiędzy wieżowcami.

Ponieważ nie ratujemy świata, problemem nie jest tutaj jakiś globalny armagedon czy inny szalony generał snujący plany podboju świata. Prawdziwe problemy są tutaj o wiele straszniejsze.

Praca, której się nie znosi. Bezrobocie. Kredyt hipoteczny zaciągnięty na, jak się okazuje, lichwiarski procent. Opuszczenie rodzinnego miasta. Depresja. Tajemnicze zniknięcie przyjaciela. Jeśli TO jest gra o „zwyczajnych” sprawach, to chcę więcej takich produkcji!

 

Po przejściu Night in the Woods najzwyczajniej w świecie chce się z kimś pogadać. O wszystkim i o niczym. Po prostu. A taka rozmowa może wielu ludziom poprawić samopoczucie.

A jakie Wy mieliście wrażenia z grania? Dajcie znać, bo jestem bardzo ciekaw!

Edited by Przemyslav

0 Comments


Recommended Comments

There are no comments to display.

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...