Jump to content

Najlepszy battle royale, czyli Realm Royale


fanthomas212

328 views

Czasem przy kawie, papierosie i alkoholu nachodzą mnie różne dziwne refleksje. Na przykład dlaczego jedne tytuły zdobywają światowy rozgłos, a inne przepadają w otchłani niepamięci. Odłóżmy te przemyślenia na bok i skupmy się na grze, która pojawiła się na moim dysku znikąd, a została na bardzo długo. Zainstalowałem ją na próbę, bo ważyła tylko sześć gigabajtów. Chciałem dowiedzieć się w końcu, gdzie tkwi cała magia gatunku battle royale. I wpadłem, przepadłem.
Od dawna wiedziałem, że największym mankamentem tego rodzaju zabawy jest długie oczekiwanie na odrodzenie. To nie deathmatch, gdzie jeszcze nie dotkniemy ziemi po zgonie, a już strzelamy do kolejnych wrogów. Tu śmierć jest bardziej definitywna, dlatego trzeba walczyć o przetrwanie, zdobyć jak najlepszy sprzęt i liczyć na szczęście oraz własne umiejętności. Pojawiają się emocje, stres i nerwowe wymachiwanie padem. Czyli ogólnie świetna zabawa. Czekanie nie jest fajne, ale to w zasadzie jedyny minus battle royale.
Na pierwszy rzut oka Realm Royale wygląda jak Fortnite osadzony w realiach fantasy. I trudno się z tym nie zgodzić. Król gatunku dorobił się sporej ilości klonów, ale to dobrze, bo jak ktoś nie lubi budować... A więc lądujemy w klimatach fantasy - zamki, magowie i czary, ale na szczęście nie ma tu żadnej fabuły o elfach, smokach i innych pierdach, a historię naszych widowiskowych zgonów tworzymy sobie każdorazowo sami. 

Poza wystrzelaniem wszystkich i przeżyciem ważną rolę odgrywa kuźnia, przy której ulepsza się broń lub tworzy nową. Jeśli ze skrzynek nie wypadnie nam nic ciekawego, zawsze można samemu coś skonstruować. Do tego dochodzą różne umiejętności specjalne w rodzaju szybkiego leczenia, rażenia wrogów prądem, czy podpalania. Od czasu do czasu w losowych miejscach na mapie ląduje skrzynia z wypasionym sprzętem, a po okolicy szwendają się gobliny niosące w worku legendarne przedmioty. Wystarczy tylko je upolować.
Realm Royale to akurat pierwsza strzelanka, w którą na padzie grało mi się naprawdę przyjemnie. No i to jest jej największa zaleta. Frajda płynąca z rozgrywki. Można grać zarówno solo, w duecie, jak i w kwartecie. Osobiście lubię coopy, dlatego też najczęściej grałem w drużynie. Do tego mamy większą szansę na odrodzenie, gdyż przy kuźniach można wskrzeszać poległych kamratów. To jeden z tych battle royale, gdzie ginie się więcej niż raz. I można zostać kurczakiem.
Gra ma też oczywiście wady, ale nie jest to nic szczególnie upierdliwego. Ot, czasem się zawiesi. Oprócz tego jak każda nastawiona na rozgrywkę z żywymi graczami strzelanka, potrafi sfrustrować, gdy zginie się tuż po dotknięciu ziemi i nie ma się żadnego sprzętu do obrony albo po prostu ktoś jest "mistrzem FPS-ów" i zabija jednym celnym strzałem w kolano.
Nie sądzę, żeby jakiekolwiek inne battle royale wciągnęło mnie na dłużej, choć chciałbym się mylić. Ogromnych rozmiarów COD-a Warzone na pewno w najbliższym czasie nie zainstaluję, w Fortnite nie podoba mi się budowanie, a Apex Legends na razie średnio przypadł mi do gustu. Dam jednak wszystkim szansę. Kiedyś. Na razie Realm Royale wygrało. Spędziłem przy nim ponad sto godzin, splatynowałem i dalej mi mało.
Ocena 9/10
Aha, jest jeszcze świeżutki Hyper Scape... Draństwo od Ubisoftu wywala mi błąd przy ekranie startowym. Niestety, bo wygląda naprawdę przyzwoicie.

0 Comments


Recommended Comments

There are no comments to display.

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...