Jump to content

Co nie wypaliło w Red Dead Redemption 2, czyli pewnego razu na Dzikim Zachodzie...


fanthomas212

689 views

Od czasu pierwszego Call of Juarez czekałem na dobry interaktywny western. W zasadzie go dostałem. I nie jestem zadowolony.  
Dawno dawno temu GTA San Andreas rozbiło bank, pozamiatało i zmiażdżyło każdą inną grę z otwartym światem, jaka odważyła się stanąć z nim w szranki. Kolejnym takim kamieniem milowym było GTA V, które zrzuciło starego króla sandboksów z Żelaznego Tronu, nawet nie mówiąc przepraszam. RDR 2 nie przeskoczyło wysoko zawieszonej poprzeczki, a pod pewnymi względami wywróciło się w czasie biegu i mocno poobijało.
Co poszło nie tak? Po pierwsze fabuła. Poza spaghetti westernami w zasadzie ten gatunek dla mnie nie istnieje. Niestety historia w nowym Redzie Deadzie jest średnia, praktycznie w żadnym momencie nie byłem zainteresowany i nie siedziałem na skraju fotela, obgryzając palce z nerwów. Taka raczej klasyka antywesternów, bez fajerwerków. Momentami bardzo nudna. Tak, zwłaszcza przy okazji śnieżnego prologu. No ale cóż, taka specyfika gatunku. Brakowało mi też jakiegoś wyrazistego czarnego charakteru, a jak wiadomo bez niego zazwyczaj się nie obejdzie i fabuła dużo traci.
Idźmy dalej po tej suchej, jałowej ziemi, pośród kanionów i... Stop! Nie tym razem. Krajobrazy są bardziej urozmaicone niż śniło się Karolowi Mayowi. To akurat spora zaletą. Zaczynamy od śnieżnych krain północy, przemierzamy góry, lasy, rzeki, stepy akermańskie, zadymione metropolie, zakurzone wiochy na krańcu świata, bagna i mokradła, na kaktusach w tyłku kończąc. Świat gry może nie jest niewyobrażalnie duży, ale wystarczający by kilka razy zakląć i splunąć, kiedy okazuje się, że na szybką podróż nas nie stać albo nasz koń dokonał żywota, zderzając się z drzewem na jakimś zadupiu, gdzie niedźwiedź mówi dobranoc. Piękne krajobrazy rekompenują jednak pewne braki i od czasu do czasu ma się ochotę strzelić screenshota w samo południe. Grafika prezentuje się naprawdę dobrze, aczkolwiek szczęka z zadziwienia mi nie wpadła do toalety. Niestety misje zazwyczaj są od siebie oddalone o jeden most za daleko i po zakończeniu jednej trzeba przygotować się na kilka lub kilkanaście minut jazdy, co bynajmniej nie raduje, a jedynie frustruje. Koń to nie samochód i szybko się męczy, brakuje mu paliwa i musi co jakiś czas podładować akumulator. By poruszać się szybciej trzeba wyrobić nawyk obsesyjno-kompulsywnego wciskania określonego przycisku na padzie, co po pewnym czasie skutkuje zespołem cieśni nadgarstka u gracza i pianą na pysku u naszego wierzchowca z napędem na cztery kopyta. Terenowe autko by się przydało, czy coś w ten deseń.
Co do strzelanin, które pojawiają się w przerwach pomiędzy jazdą i strzelaninami, nie powodują żadnych ekstatycznych doznań. Nie wiem jak na pecetowej myszce, ale na padzie gra się średnio.
Ogólnie RDR 2 jest dla mnie największym rozczarowaniem od... zawsze. Miałem zapewne wygórowane wymagania, ale bardzo mocno zawiodłem się na sporej liczbie rzeczy, które po prostu irytują. Gra ma momenty, ale... Nie wiem, może po prostu powinienem w to grać na pececie, z modami i tak dalej albo zostać przy GTA 5 i nie kręcić nosem. Hmmm...Chyba kowboje i rozboje to jednak nie moje klimaty.
Ocena 5/10

Red Dead Redemption 2_20191125184825.jpg

0 Comments


Recommended Comments

There are no comments to display.

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...