Jump to content

To Ty jesteś Cieniem Kolosa


Przemyslav

1,003 views

Nigdy wcześniej nie grałem w Shadow of the Colossus. Teraz była dobra okazja, bo Sony dodało ją do PS+. Co prawda nie kupiłem PS+ dla tej gry, ale było warto. Grając w SotC nie czułem się, jakbym przechodził  grę, tylko jakbym wykonywał pracę.

 

Koń i jego chłopiec

 

SotC to takie skrzyżowanie boss rusha i platformówki. Aby ożywić swoją narzeczoną, główny bohater musi znaleźć i ubić 16 kolosów wałęsających się po Zakazanych Ziemiach. Na szczęście pomaga mu w tym jego wierna klacz, Agro.

Wiele osób narzekało na ociężałe sterowanie Agro i coś w tym jest – koń nie przyspiesza ani nie hamuje od razu. Ma się przez to wrażenie, że zwierzę po prostu nie ma ochoty zabierać cię tam, gdzie chcesz, że to zwierzę ma przeczucie… Ale na końcu i tak zawsze cię posłucha. No, prawie – gdy podjedziesz za blisko urwiska, czasem Agro sama odrobinę zmieni trasę. Podczas walki czasem sama przyspieszy. I to jest dobre – w SotC koń jest więcej niż tylko pojazdem, jak w większości gier. Nawet w Wiedźminie 3.

Spoiler

Możemy jednak zobaczyć przeciwieństwo tego ociężałego poruszania się konia. Jak? Przez około minutę nie róbcie nic w menu – odpali się demo, w którym nasz bohater śpi, a Agro swobodnie galopuje po rozległych polach. Sielanka niemalże bije z ekranu.

Kończąc temat konia…

 

 

16 przecznic

 

Może nadinterpretuję to wszystko, ale ja SotC odebrałem jako opowieść o przeżywaniu konsekwencji raz podjętej decyzji. Bohater na początku podejmuje się zadania zabicia każdego kolosa i nie zmienia zdania do samego końca, a w miarę rozgrywki czujemy, że nie jest to dobra decyzja. Nawet duch, który nam pomaga, mówi że konsekwencje naszych działań mogą być tragiczne.

I tego właśnie mi brakuje w tej grze – możliwości rzucenia tego w diabły w dowolnym momencie. Możliwości zmiany zdania i powrotu tam, skąd przyjechałeś. Oczywiście w pewnym sensie można odmówić wykonania zadania – można po prostu przestać przechodzić grę. Ale co to za rozwiązanie…?

Spoiler

Prawdziwa tragedia raz podjętej błędnej decyzji i upartym trwaniu przy swoim objawia się jednak wtedy, gdy chodzi o innych, nie o ciebie. Tuż przed walką z ostatnim kolosem, przejeżdżając przez pewien most, Agro spada w przepaść. Nic nie można wtedy zrobić. Jest to jedna z najsmutniejszych rzeczy, jakie widziałem.

A jak się walczy z samymi kolosami? Ciężko. Gdy zobaczyłem pierwszego, od razu włączył mi się God of War, Kratos i walka z Kronosem. To był błąd. Kratos rozbiłby kolosa na atomy, fakt, ale nie gramy Kratosem. Nie możemy po prostu spaść na przeciwnika i go rozszarpać. Potrzeba tu więcej cierpliwości i metodycznego wyszukiwania słabych punktów przeciwnika. Każdy z chodzących posągów jest zagadką do rozwikłania i na tym polega największa trudność w walce. Chociaż przyznam, że wybrawszy największy poziom trudności, nieraz mruczałem pod nosem słowa, których nie ma w słowniku ludzi kulturalnych. Trochę ciężko mi było wtedy współczuć pokonanym wrogom. Ale tylko czasami.

 

 

Thy next foe is…

 

Sztuczka polega na tym, że kolosy są albo bardzo podobne do zwierząt, albo do ludzi. Walka nie jest wyrównana, ale na korzyść gracza. Większość przeciwników „walczy” z nami, bezskutecznie próbując strącić nas z grzbietu. Nie zawsze sami nas atakują – częściej to my wywołujemy walkę. Ich bezradność jest nie do zniesienia.

Spoiler

Najsmutniejsze dla mnie były starcia z kolosem jedenastym i ostatnim. Z tym pierwszym dlatego, że był relatywnie mały i bał się ognia. Trzeba było to wykorzystać, by spadł ze skały. Wywoływanie strachu u zwierzęcia (a nawet czegoś, co tylko je przypomina) to paskudne uczucie.

Ostatni kolos znajdował się w takim położeniu i był tak wysoki, że bez problemu widział, jak pozostałe umierały – w miejscach ich śmierci widać filary ze światła, strzelające z nieba. Sądzę, że nie był tym faktem zachwycony, że miał wystarczająco dużo czasu, by zebrać w sobie nienawiść do gracza. Jednocześnie był wobec naszych poczynań tak samo bezradny jak reszta.

SotC nie nagradza gracza, w odróżnieniu do innych gier. Chwile satysfakcji następują tylko w momencie zabicia przeciwnika i są bardzo krótkie. Przez większość czasu będziesz odczuwał gniew, frustrację i smutek. Napędzać cię będzie tylko perspektywa ukończenia zadania i przywrócenia ukochanej do żywych. Walka nie jest tutaj piękna…

W przeciwieństwie do widoków, które zapierają dech. Trochę boję się myśleć, jak gra wyglądała na PS2, chociaż pewnie w tamtych czasach robiła wrażenie większe niż dzisiaj.

Spoiler

…Tak samo jak zakończenie, podczas którego dzieje się więcej niż w całej grze. W moim odczuciu jednak najważniejsze jest to, że przez minutę lub dwie mogliśmy pokierować istotą wielkości kolosa, a naszym zadaniem było pokonanie garstki ludzi. Sterowanie jest wtedy koszmarnie powolne i nieprzyjemne. Czy tak czuli się nasi przeciwnicy w starciu… z nami?

 

 

Pad cały, serce w częściach

 

Mimo lat Shadow of the Colossus nadal wywiera ogromne wrażenie. Nie jest to gra dla każdego, ale każdy powinien jej spróbować.

 

A tak na marginesie - dziewczyna, którą nasz bohater (czy „bohater”) próbuje przywrócić do życia, ma na imię Mono. Hiszpanie musieli mieć przez to niezły polew, ponieważ „el mono” po hiszpańsku oznacza… małpę. :)

 

 

 

1 Comment


Recommended Comments

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...