Jump to content

"Idźcie i grajcie w niego wszyscy"

Sign in to follow this  
Przemyslav

102 views

To naturalne, że gdy doświadczamy czegoś dobrego, chcemy się tym podzielić z innymi. Tak samo jest z grami. Tyle że zaczynanie rozmowy od „ej, a słyszałeś o tej gierce XXX? Musisz zagrać, jest taka zaje…” w mojej opinii nie jest dobrym pomysłem. Nie wiem jak wy, ale ja wtedy mam jednak mniejszą chęć zagrania w grę XXX niż wcześniej.

Od razu biję się w piersi, rozdzieram szaty i posypuję głowę popiołem, bo też często jestem tego winny.

 

Po prostu gdy słyszę, że coś tam jest największe, najlepsze, najnowsze itd., to zasadniczo nic mi to nie mówi.

„Świat większy niż San Andreas” – to już lepiej.

„Walka jak w Batmanie” – fajnie.

„Klimat jak w misji w Czarnobylu z CoD4” – okej, czaję.

„Straszniejsze niż My Little Pony 3” – wierutne kłamstwo. Nic nie jest straszniejsze niż kucyki Pony.

 

Nawet podczas czytania najnowszego Tipsomaniaka miałem wrażenie, że już nic nie powinienem w życiu robić, tylko grać w gry. Bo przecież jest tego tyle, grzech chociaż nie sprawdzić itede, itepe. Normalnie już widzę Wujka Papkina w kapłańskich szatach, wygłaszającego kazanie: idźcie i grajcie w niego wszyscy, albowiem jest dobry. WOLOLO. Tyle że rozmaitych Final Fantasich, Dragon Questów czy innych Fire Emblemów jest kilkanaście! Na WoWa albo inną Tibię toby się drugie życie przydało! A życie mam tylko jedno.

Dlatego od jakiegoś czasu staram się grę komuś raczej zareklamować niż polecić. Dzięki takiej reklamie przełamałem się i przeszedłem pierwszego Mass Effecta, chociaż… cholernie mi się nie chciało. Klimat i świat był taki niby interesujący, zebrałem całą drużynę, ale mniej więcej jak już zbadałem wszystkie planety, odstawiłem na pół roku. Dopiero kumpel mi powiedział, że tę najnudniejszą część mam już za sobą (czy jakoś tak), że teraz mi zostało już samo mięsko. Jestem mu za to wdzięczny po dziś dzień, zwłaszcza po ukończeniu dwójki. Trójka jeszcze przede mną.

Ale nawet najlepsza reklama nie przekonała mnie do przejścia Gothica. Nie przebrnąłem przez antysterowanie. Jak już wypowiedziałem wszystkie brzydkie słowa na „d”, „s” i „f” (dżuma, syfilis, franca), skasowałem go z dysku. Długo się męczyłem. Całe piętnaście minut.

Korzystając z okazji, pragnę polecić Wam Alana Wake’a. Wiecie, jak to jest, uciekać w panice przed gościem z piłą mechaniczną? Albo walczyć z opętanym kombajnem? Kiedyś też nie wiedziałem, potem zagrałem w Wake’a. To taki symulator powieści Stephena Kinga, chociaż jego przejście zajmuje chyba krócej niż przeczytanie „Lśnienia”, bo niecałe piętnaście godzin.

Za to Alan Wake’s American Nightmare spokojnie można sobie darować.

Sign in to follow this  


0 Comments


Recommended Comments

There are no comments to display.

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...